Obóz wspinaczkowy II – kurs 2016

Chciałbym w tym tekście przekazać iście osobliwą atmosferę towarzyszącą nam, podopiecznym, podczas kursu wspinaczkowego.

Atmosfera ta powstała w wyniku klinczu, zderzenia bądź, o zgrozo, kooperacji pięciu person o totalnie odmiennym charakterze – gadatliwego starego hipisa Pastaniego (w osobie Mateusza „Makarona” Makarskiego), srogiej Królewny Niny (granej przez Ninę Sołtysek), odważnego Piotrka (w osobie Piotra Dudzika) oraz małomównego Jacy (autora tego tekstu – Jacka Malinowskiego). Cała grupa została powierzona pod opiekę jednoosobowego grona pedagogicznego w osobie Pana Instruktora Emka (Emanuela Soi).

Zacznę od opisu sytuacji. Możliwe iż pozwoli to szanownemu czytelnikowi lepiej poczuć zastaną sytuację.

Skała jaka jest każdy wie. Wielka, pionowa. Idziemy do góry. Zjeżdżamy w dół. Proste. Jednakże Jurajski wapień jest niezwykły. Jest ewenementem na skalę światową. Jest…

Śliski.

Śliskość odbiera animuszu, gasiodwagę. Wspinacz postawiony na śliskiej gładkiej ścianie wygląda niczym kot zjeżdżający po firance – rozpaczliwie sunie w dół – wbijając swe pazury w nieprzeniknioną ścianę, modląc się o choćby jeden punkt zaczepienia – upragnioną klamę, choć małą wypustkę, dziurkę, pipant, pizdżyk…

Z uśmiechem na ustach i z pogardą dla śmierci w oczach pokonywaliśmy kolejne metry tej dziwnej skały, w możliwie łatwym i bogato urzeźbionym terenie. Kolejne wyciągi poprzerywane były cennymi, praktycznymi wykładami prowadzonymi przez szanownego Pana Instruktora.

Mieliśmy okazję pokonać strach, skałę, samego siebie, a Pastani pokonał własne buty wspinaczkowe. Nie straszne były niepewne kości, krucha skała, długie runouty (całe 2 metry!). Największą grozą wiała kleszczowa inwazja z widmem Boreliozy w tle. Pastani, zaatakowany  przez bestię – krwiopijcę, zapewne o tej porze wypatruje złowrogiego rumienia. Również autor niniejszego tekstu znalazł podstępne stworzenie wgryzione w swoją skórę.

Oprócz ataku leśnych krwiopijców nie zdarzyło się nic niezwykłego lub niebezpiecznego. Był nieblok, nieluz, nieauto, niewybierz (albo niewybieraj), nielina, nieide, niewspinanie i nielot. A raczej 4 nieloty – całe szczęście w ogólności, bo nikt nie poleciał. Wszyscy cali i zdrowi, mimo ogarniającej ekspozycji, panicznych uwag Niny  i trzęsących się łydek na stopniach.

Niestety Pastaniegonie zdołał wykończyć żaden lecący kamień, wyciąg, trudność czy crux. Za to skutecznie rozłożył go na łopatki shaketruskawkowy w Maku, podczas drogi powrotnej.

Grono niebytów zasiliła także osoba fotografa. W związku z tym nie posiadamyżadnych zdjęć z wyjazdu. Zresztą…. Nie było na to czasu.

Wróć!

Dwa zdjęcia od Niny (Skoro miała czas na robienie zdjęć, to leserowała. Nie bądźcie jak Nina!)

13639901_1199524356745736_1641769607_o

13663543_1199524353412403_1384758633_o

Tekst: Jacek Malinowski
Zdjęcia: Mateusz Makarski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *