Obóz wspinaczkowy III – kurs 2016

Czworo ich było: Kamila, Radek, Marcin i Tomek – jaskiń im się zachciało. A jak wiadomo jaskinie to ciemno, błoto, mokro, lina(+węzły), ten przeklęty szpej no i wspinaczka. Dnia 13-go jeszcze lina kursowa ciepła – jeszcze Tomek węzły u Adama zdaje. Ufff już zdane, wyruszamy. Jeszcze szybkie przepakowanie sprzętu do samochodu Radka i wyjeżdżamy. Ledwo co wyjechaliśmy z Wrocławia A4 stanęło nam na drodze. Okazało się ze szlabany przy punkcie opłat są brudne i ekipa sprzątająca musiała wstrzymać pobór opłat aby je wyczyścić (to bardzo ważne!) powodując spory korek na A4. Na szczęście była to jedyna przygoda jaka nam się trafiła podczas podróży. Kilka godzin podróży, zmęczeni dojechaliśmy. Jura, Podzamcze, ciemno, pada, pusto, zimno, psy..ten tego. Konsternacja czy to jest nasze pole namiotowe czy właśnie wbijamy się komuś na teren prywatny. Chwila namysłu, szybko się w deszczu rozbijamy. Jak się okazało nie pomyliliśmy się.

13698019_1169712319715896_8711673149495329146_o

Pierwszy dzień, moje pierwsze doświadczenia z wspinaczką skałkową. Boje się ale jakoś próbuje, tym bardziej że dostaliśmy pozwolenia od Polskiego Związku Wędkarskiego pozwolenie na wędkowanie w moim przypadku. Emek testuje nasz poziom. Od razu wyszło kto ile spędził czasu na skale/ściance. Pierwsze odpadnięcie, trochę wstyd bo inni radzą sobie doskonale. Ale jest, jest pierwszy sukces, ‚szczyt’ zdobyty, nie jest złe. Pogoda fatalna co chwile pada. Skała mokra i śliska, wspinaczkę przeplatamy z szkoleniami niewymagającymi wspinania się. Mokra i śliska – to prawie jak w jaskini – czemu narzekam? Jak tylko przestaje padać, lekko podeschnie – szybko na ścianę!

13698019_1169712319715896_8711673149495329146_o2

Kończy się pierwszy dzień, dłonie tak mnie bolą, że nie jestem w stanie utrzymać sztućce jedząc obiad. Wypada mi z rak jak kroje kotleta. Pięknie sobie myślę, to już się powspinałem. Jednak następnego dnia nic już takiego nie wystąpiło.

Tomek wspiął się nie tylko na skałki ale też na wyżyny kreatywności. Mając zbyt ciasne buty, wymyślił klapki wspinaczkowe. Sprawdzały się wyśmienicie.

Kolejna droga do wywspinania. Gdzie te chwyty?

– Emek którędy teraz?

– No jak to gdzie, do góry!

13765865_1169712329715895_4882239976903162117_o

A no i był też doping od Emka:

Czemu taki smutny i poważny? Dawaj z uśmiechem na twarzy i pogardą w oczach dla śmierci.

Prawie cały czas uprawialiśmy wspinaczkę styl – przeplatany: pada, wspinamy się, pada, wspinamy się. Po wspinaczce odpoczynek, obiad, zwiedzanie okolicy – punktów widokowych, zamku Ogrodziniec, sali tortur. Znowu deszcz…takie warunki że nawet wódki się nie chciało pić. Mokro, ogniska nie będzie! A jednak załatwiłem trochę suchego drewna od właściciela na wysuszenie i rozpalenia drewna. Tomkowi udało się rozpalić i mogliśmy się choć jednego dnia rozgrzać.

Jedna okazja przeszła mi koło nosa. Nie zdałem sobie sprawy ze jesteśmy nieopodal naszej jedynej polskiej pustyni! Następna grupa kursu wspinaczkowego wiedziała o tym i ją odwiedziła, czego im zazdroszczę. A właśnie zapomniałbym, mieliśmy tez nieprzyjemne zdarzenie, taki jeden bandyta – ksywa Hex wyskoczył zza rogu pobił Emka, rozcinając mu łuk brwiowy ale szybko został spacyfikowany.

Nim się obejrzeliśmy jakoś szybko minęły te niepogodne 4 dni. Parę nowych siniaków i doświadczeń (dla mnie), pewien niedosyt(Kamila I Radek), nowe produkty obuwnicze (Tomek) i jeszcze parę innych – z takim to statusem zakończyliśmy obóz wspinaczkowy. Finalny dzień zakończyliśmy Bida daniem i zbłądzeniem w okolicy Oławy.

Tekst i zdjęcia: Marcin O.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *