![]() | ||||||||||
![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
RELACJA Z WEJŚCIA NA MONT BLANC ZIMA 2008/2009
Mont Blanc... każdy wie co to za góra przyciąga swoim "naj" przynajmniej w zachodniej części Europy. Byłem na tym szczycie od strony Włoskiej już w 2002 roku. Ale od pewnego czasu i po kilku sukcesach na niższych wierzchołkach zaczęła pochłaniać mnie zima... Nie mogło być inaczej jak w pewnym momencie zacząć myśleć o Blanku zimą. Latem wejście przez tzw. "gutka" nie napawała by mnie optymizmem - tłok co za tym idzie spore subiektywne niebezpieczeństwo i kupa ludzi to już nie góry to szlak jak na kuprówkach ?. Zimą natomiast jest zupełnie inaczej...
![]() |
![]() |
Pierwsza próba zdobycia szczytu w 2006 roku skończyła się na 2800m czyli można by rzec nie oderwaliśmy się od ziemi ?. Siedzieliśmy już chyba z 2 czy 3 dzień w schronie bo nie dało się wyjść nawet za potrzebą fizjologiczna na zewnątrz. Kiedy dostaliśmy słynnego już SMSa od Frediego "Pogoda ma się zepsuć" Jak to k... przecież tu już nie ma co się psuć. Szybkie analiza ile jedzenia, gazu i czasu do końca urlopu i rzecz jasna nie możemy tu zostać schodzimy.. a zejście należało do grona ciekawszych...
![]() |
![]() |
Drugie podejście mocną (Joła, Ela, Iva, Kwiatek) ekipą wszyscy dobrze się znamy i każdy z nas był tu już wcześniej zdobywamy wysokość szybko i zdecydowanie Forestere, Rif. Gouter, dzień aklimatyzacji no i zaczynamy atak szczytowy już w 3 osoby bo jednej palce odmówiły posłuszeństwa (odmrożenia). Pniemy się w górę i jesteśmy pewni że to kwesta czasu by tam wejść. No i była to kwestia czasu... jak weszliśmy na przełęcz Col du Dome pod Vallotem i ledwie doczłapaliśmy się na 4360 metrów do Vallota skostniali zziębnięci przy potężnym wietrze kwestia czasu okazała się złą teorią i już nikt nie miał ochoty na atak szczytowy. Siedzieliśmy w metalowej puszce schronu we wszystkim co mamy na sobie + w śpiworach puchowych po 900g i jakoś dało rade trwać. Co tu dożo pisać było bardzo zimno. Sprawie wycofaliśmy się do Chamonix w przeciągu 2 dni. Dwa podejścia dużo wniosków i plan za rok ponownie! Co ciekawe przy pierwszych 2 próbach nikogo nie spotkaliśmy powyżej 2000 metrów..
![]() |
![]() |
W tym roku atakujemy w sylwestra jak w poprzednim (by tracić jak najmniej wolnego). Wyjazd odbył się w dniach 26.XII.2008 - 4.I.2009. W składzie ja niżej podpisany, Marcin Lubas "Kermit", Kasia Wężowska, Sławek Zieliński. Dopracowanie sprzętowe i ostatnie zakupy odbyły się przed świętami. My z Kermitam 26 wieczorem jak się umówiliśmy pojechaliśmy do Nysy gdzie dosiedliśmy się do samochodu Sławka i pojechaliśmy. No i jedziemy, jedziemy i dalej jedziemy ech... te podróże 1400 km to jednak kawałek dojechaliśmy 27 wieczorem szybka kima na poboczu przed Chamonix było nawet ciepło zaledwie -11 co w późniejszym czasie okazało się naprawdę znośną temperaturą. Rano dojeżdżamy do Les Houches za Chamonix i tu na parkingu szybki przepak i śniadanko i ruszamy do góry najpierw koleją na 1861 metrów. Stąd już podążamy sławną koleją zębatą do góry latem działa zimą za to torów nie widać. Dochodzimy jakoś do górnej stacji kolejki następnie pniemy się do schronu Forestere ok. 2800 m już po zmroku w rakietach śnieżnych (to jeden z wniosków z poprzednich wypraw). Docieramy do schronu a tam 5 Litwinów pierwsi ludzie od 3 lat jakich widzę na tej górze zimą, a miało się okazać że jak na zimę będzie tłoczno bo aż 4 zespoły łącznię z nami będą w tej okolicy! ? Cóż łóżka na dole przez kolegów ze wschodu zajęte pozostaje nam góra.
![]() |
![]() |
Zaczynamy gotować okazało się że mamy jedną kuchenkę.. co nie napawało mnie optymizmem bo cholernie dużo czasu nam schodziło na topieniu śniegu ale jakoś było. Rano Litwini pognali ostro w gorę prosto do Rifuge Gouter. Nasz plan był podobny jednak tępo naszego marszu szybko zmieniło nasze plany i postanowiliśmy zrobić to "małymi kroczkami do przodu". Poszliśmy do Rif. Tete Rouse schronisko które jak większość zimom schronisk ma zostawiony przedsionek i holl tzw. "winterroom". Rano poszliśmy do Rif. Gouter to najbardziej stromy odcinek drogi pokonywany podczas podejścia trochę skały, lodu i trudności zimą ze ścisłym znalezieniem ścieżki prowadzącej w gorę na końcu trochę poręczówek, generalnie większość trasy to system 0 - 1 (1 błąd 1 życie? ). Wieczorem spotkaliśmy się tam z Litwinami który jutro tj. 31. grudnia chcą atakować wierzchołek oraz z 2 Polakami których spotkaliśmy wczoraj w Tete. My nie nastawiamy się na atak 31 ze względu na brak aklimatyzacji atak chcemy przeprowadzić 1 stycznia.
![]() |
![]() |
Rano pogody nie ma wszyscy kiblują w śpiworach w Rifugo Gouter - jest dość zimno na dworze grubo poniżej -20 stopni wiec leżymy jak kłody w śpiworach. Dziś sylwester wiec każdy myśli by jakoś to uczcić. W tamtym roku widziałem stąd niesamowite fajerwerki nad Chamonix w tym roku szaleje wiatr i zamieć wiec nici z widoku. Przed północą Kermit pyta czy wstajemy powitać nowy rok. Jednak nikt w całym Gouter się nie podniósł - zimno a rano o 4 trzeba wstawać na atak szczytowy. Wiec nowy rok powitaliśmy w śpiworach generalnie zasypiając ?.
![]() |
![]() |
Pierwszy stycznia przywitał nas nie najlepsza pogoda, ale wg prognoz pogody które niestrudzenie przesyłał nam Fredi miało koło południa się poprawić, wiec pobudka o 4 gotowanie, jedzenie i wyjście. Wyszliśmy zaraz po Litwinach. Nasi rodacy nie podjęli próby ataku szczytowego nie mieli puchowych rzeczy i w okolicach wierzchołka rzeczywiści mieli by marne szanse. Wiec człapiemy pod górę na Dom du Gouter. Po drodze dołączamy do Litwinów i mkniemy na wierzchołek tego niesamodzielnego szczytu alpejskiego na który wchodzimy już na pewno po 8 rano późno, ale zimą nie można tak jak latem wychodzić w nocy gdyż temperatury wtedy bezlitośnie wykańczają palce u nóg i rak. Trzeba działać jak jest słońce! Do schronu Vallot dociera już każdy własnym tempem grupa nasza z Litwinami się rozciąga wszyscy w schronie znajdujemy się koło godziny 10 rano. My mamy lepsza sytuację od kolegów ze wschodu wzięliśmy śpiwory kamimaty oraz jedzenie możemy jak zabraknie czasu zabiwakować w tej metalowej "puszcze". Podczas podejścia naprawdę zaczęło się to co rok temu przeciąg od strony włoskiej już nawet ogarniały nie myśli no to ładnie powtórka z przed roku! Ale wierzyliśmy Frediemu i jego pogodzie ?.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zagotowaliśmy coś ciepłego Litwini już poszli w górę my wybraliśmy się za nimi. Każdy swoim tempem jest tu tak zimno i wietrznie że nie da się czekać na siebie wzajemnie - grozi to wychłodzeniem. Wiec idziemy pod gorę która jak zawsze wydaje się już wierzchołkiem a tu nie,.. i dalej pod gorę. Z oczu straciliśmy Sławka i Kasię jak się później okazało zawrócili. My z Kermitem dalej sukcesywnie pięliśmy się na szczyt spotkaliśmy Litwinów którzy mówią "15 min do wierzchołka". Gratulujemy im szczytu oni nam życzą powodzenia - tego latem już nie ma tych właśnie pięknych chwil ze względu na masowość tego szlaku. Miejscami tak wiało że bez leżenia i podczołgiwania się nie obyło. Wreszcie przed 15 po południu stajemy na Wierzchołku! 1 stycznia 2009 roku MONT BLANC zdobyty zimą!
![]() |
![]() |
![]() |
Cieszymy się z Kermitem jak głupi. Swoją droga Kermit zaczął dopiero przygodę z górami wyższymi i odrazy taki sukces! Trzeba przyznać że pogoda była wręcz idealna no po za wiatrem. Ale to dopiero połowa drogi najgorsze jest zejście i to tu jest sporo pomyłek. Po jakiś 20 min na szczycie zaczynamy schodzić na dół. Widzimy już z Vallota schodzących 7 osób wiec piątka Litwinów i 2 naszych - wtedy mieliśmy już pewność że Sławek z Kasią zawrócili schodzą. Do Vallota docieramy bez problemu. Tu Kasia i Sławek zostawili nam menażkę goręcej herbaty! (Dzięki!!!). dopakowaliśmy plecaki i zaczęliśmy schodzić w dól już w objęciach ciemności.
![]() |
![]() |
Tu przydał się naprawde GPS z wcześniej znaczoną trasą. Latem śledy są ewidentne po przedeptaniu 100 osób zimą jest ich brak. Mieliśmy go dzięki wspaniałomyślności Janusza (www.tatra1.com). Doszliśmy do miejsca które za dnia było łatwe bo śnieg był miękki teraz wszystko dosłownie się zeszkliło. Należało zrobić trawers ok. 15 metrów w lodzie. Cóż niestety na żywca a pod spodem szczelinka. Jakoś to przedziabałem, kolej była na Kermita jak na jego debiut lodowy ? to dał sobie nieźle radę choć moje serce i 220 uderzeń na minutę jak to robił już mniej ?. Dalej granią i granią i granią do jak się nam zdawało bardzo odległego "Gutka" już jak roboty weszliśmy do Schroniska.
![]() |
![]() |
Byliśmy nieźle wyjechani bo nawet 1 piwko które tu taskaliśmy 0,33 litra nas pokonało nie mogliśmy go wypić! Kasia i Sławek tez wyglądali na umordowanych. Nawadniamy się - to bardzo ważne szczególnie zimą i idziemy spać. Rano schodzimy do Tete Rouse spokojnie powoli ale bez przykrych niespodzianek dochodzimy tam po południu - kima. I wreszcie po tym ciężkim odcinku czuję ulgę i radość ze zdobycia szczytu!
![]() |
![]() |
Następny dzień to zejście do Chamonix. Zakupy i pierwszy ciepły nocleg podczas całego wyjazdu! Można było siedzieć bez czapek, rękawiczek, kurtek puchowych aż dziwne się czuliśmy. W niedzielę rano zaczęliśmy toczyć się do polski. W Nysie znaleźliśmy się po północy w sypiącym śniegu a miało w Polsce być cieplej... ?
tekst: Robert "JOŁA" Chojnacki, zdjęcia: uczestnicy