Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]

Dzień 2: Awaria w HUY-ju 02/08/2005

Niemcy przejechaliśmy z małymi problemami orientacyjnymi, lecz ogólnie OK. Belgia powitała nas słońcem. Między Liege a Namar stało się to, co nie miało się wydarzyć, - czyli awaria samochodu. Coś się urwało i nagle zatrzymało samochód. Połamał się wiatrak i jakieś tam części pogięły się, a paski klinowe dziwnie się strasznie wydłużyły. Ogólnie nasza znajomość mechaniki samochodu nas trzech razem wziętych jest na słaby dopuszczający, więc, dzięki Bogu, że mieliśmy wykupione UBEZPIECZENIE ASSISTANCE (tak na wszelki wypadek zostało to nabyte, biorąc pod uwagę prawie piętnastoletnią historię dojazdu w Picos). Aby w tym śmiesznym kraju dogadać się to trzeba znać francuski, lecz całe szczęście jakaś tam pani mówiła troszeczkę po angielsku, więc dowiedzieliśmy się, że zostaniemy scholowani do najbliższego warsztatu i tam zostanie zrobiona wycena i dalej to już nasza decyzja.

Okazało się, że to zwykły serwis Mercedesa plus salon, ale mechanicy, oczywiście tylko francuskojęzyczni, wystawili wycenę na 900 Euro. Oczywiście to dla nas trochę duża kwota, więc, próbowaliśmy negocjować, dzięki znajomości angielskiego jednej pani z obsługi klienta. Po kilku telefonach do Polski okazało się, że serwisanci przegapili podstawową część, której tam brakowało. Szybko im pokazaliśmy nasze odkrycie i nauczyliśmy "fachowców" od mercedesa, z czego tak naprawdę składa się samochód. Olej to może oni umieją wymienić, lecz na mechanice niezbyt się znają. PO tej szybkiej nauce wycena została upgradowana do 1200 Euro, co już jest kosmiczną ceną biorąc pod uwagę, że samochód wart jest jakąś połowę tej kwoty. Ładnie podziękowaliśmy i po kolejnych telefonach do Polski czekamy na części.

Dzięki wykupionemu assistance mamy darmowy nocleg w hotelu, z czego oczywiście skorzystaliśmy. Mały problem pojawił się w momencie kontaktu z panią, która mówiła po angielsku całkiem nieźle, lecz ja uczyłem się przez kilka minut wymawiać nazwę ulicy i hotelu, do którego mieliśmy się udać: ulica to Chasse Napoleon i Otello de Fort. Bardzo przyjemnie, gdyż szef hotelu mówił doskonale po angielsku, więc nie było problemów z porozumiewaniem się. Mamy nocleg i śniadanie rano - gratis.

Wieczorem postanowiliśmy rozejrzeć się po mieście. Jutrzejszy dzień to oczekiwanie na części oraz drobne zakupy: wiertła, klej i takie niezbędne rzeczy do naprawiania samochodu.

Poprzedni dzień Następny dzień