Nad Kotliny 18-19.10.2014

Po powrocie z niejaskiniowych wakacji pojawił się u mnie pomysł na jakieś ciekawe wyjście jaskiniowe w Tatrach. Dlatego pod koniec września zacząłem odpytywać klubowych kolegów, kto jest chętny na akcję jaskiniową i takim sposobem z początkiem października mieliśmy ustalony pięcioosobowy skład: Tomala, Tofik, Włochacz, Gzej i ja jako kierownik. Wybór celu padł na Nad Kotliny. Z ekipy tylko Tofik miał doświadczenia z tą dziurą ale raczej pechowe. Nie zniechęciło to nas jednak i dobierając do składu jeszcze Kasie, jako wsparcie transportowe, zarezerwowaliśmy noclegi w Witowie na weekend 17-19 października.

Po kontakcie z Sekcją Grotołazów co do rozwieszenia ich sznurków w Śnieżnej, postanowiliśmy od Nad Kotlin dojść do Syfonu Dziadka. Plan dość ambitny bo na 5 osób w zespole przypadło 7 worów. Mieliśmy również wątpliwości co do znalezienia otworu, który w czasie mgły może być trudny do zlokalizowania. Jednak uzbrojeni w pewność siebie i GPS postanowiliśmy wziąć byka za rogi.

1 (1)

Z Wrocławia ruszyliśmy w piątek po pracy i jeszcze na autostradzie okazało się, że zapomnieliśmy zabrać ze sobą GPS’a. I jak pistolet pokazany w pierwszej scenie filmu, wskazuje że któryś z bohaterów zostanie zastrzelony, tak my już wiedzieliśmy, że będą problemy ze znalezieniem otworu Nad Kotlin. Mimo to jechaliśmy dalej, po rozkopanej drodze przez wioski dojechaliśmy w końcu do Witowa. Na miejscu spotkaliśmy liczną grupę z SGW, która następnego dnia miała iść na akcję z biwakiem do Śnieżnej, co oznaczało, że spotkamy się na Suchym Biwaku. Ustaliliśmy również, że skorzystamy z ich sznurków, które rozwieszą na odcinku między Kruchą Dwudziestką, a Drugim Biwakiem.

Po symbolicznym piwku na dobranoc ułożyliśmy się do snu, by po niespełna 5h wstać i przygotować się do wyjścia. Sobotni poranek przywitał nas sporym zachmurzeniem, przelotną mżawką i mgłą. Ufni w prognozy pogody, że koło południa ma się rozpogodzić, ruszyliśmy przez Dolinę Kościeliską, w kierunku Przysłopu Miętusiego i dalej Skoruśniakiem pod Kobylarz. Tam mgła zgęstniała, a widoczność spadła do kilkunastu metrów. Nie mając dużego wyboru kontynuowaliśmy podejście i wychodząc na grzbiet Czerwonych Wierchów ruszyliśmy dalej ścieżką w kierunku Nad Kotlin.

Niestety, widoczność się nie poprawiała i zmuszeni byliśmy rozpocząć poszukiwania otworu jaskini we mgle, które zajęły nam blisko półtora godziny. W końcu jednak się udało i o 15:30 pierwszy z zespołu, Tomala, wszedł do jaskini z dwoma worami, rozpoczynając poręczowanie Zlotówki. Po nim Tofik, ja i Włochacz oraz zamykający grupę Gzej, weszliśmy do dziury, zostawiając za sobą siódmy wór na odcinek między Drugim Biwakiem, a Dziadkiem. Jeszcze przed wejściem zdecydowaliśmy, że odpuszczamy Syfon Dziadka i idziemy „tylko” do Drugiego Biwaku.

W jaskini poręczowanie szło nad zwyczaj sprawnie, także nie nadążano podawać kolejnych worów do przodu, do Tomali. Po wyjechaniu czterech worów, zamieniliśmy się na poręczowaniu i resztę drogi poniżej Setki, poręczowałem ja. Tempo spadło odrobinę dopiero w Sali z Fortepianem, gdzie zaczekaliśmy na wszystkich i szukaliśmy przejścia dalej do Wodociągu. Po zjeździe do wodociągu dzielił nas już rzut kamieniem od Suchego Biwaku, gdzie dotarliśmy o 21:15 i spotkaliśmy ekipę z SGW. Na biwaku skorzystaliśmy trochę z gościny kolegów i gotowanej przez nich herbaty. Rozsiedzieliśmy się tam dość długo, ale w końcu koło 23:00 ruszyliśmy dalej w stronę Drugiego Biwaku.

2 (1)

Zjeżdżając Kruchą Dwudziestkę, schodząc lejące się wodą progi i szukając przejścia w korytarzach, doszliśmy w końcu do Drugiego Biwaku, gdzie spotkaliśmy drugą cześć ekipy SGW. I to był koniec naszego zejścia, ale dopiero połowa naszej przygody. Po chwili na Drugim Biwaku udaliśmy się z powrotem, w górę i koło 2:30 byliśmy ponownie na Suchym Biwaku gotując wodę pod zasłużonego liofila. Po godzinie spędzonej na obiado-kolację ruszyliśmy w drogę powrotną na powierzchnię.

Tempo dotąd tak sprawne nagle spadło, zaczęły dawać o sobie zmęczenie i senność. Jednak brnęliśmy dalej ku powierzchni i ku obiecywanej na niedzielę lampie. Powrót przez meandry Nad Kotlin przypominał nam akcje w naszej eksplorowanej obecnie w Hiszpanii jaskini PE-001. Mijając uciążliwe meandry i ciasne przełazy, weszliśmy wreszcie do Piarżystego Korytarza, gdzie było już czuć zapach powierzchni. Pierwszy z jaskini wyszedł Tomala, o 12:15, a ostatni, reporęczujący Gzeju, ponad godzinę później.

Na powierzchni spotkaliśmy grupę kursantów z instruktorem która czekała na swoją kolej na wejście do jaskini. Po niedługim czasie dołączyła do nas Kasia, która oprócz pomocy ze znoszeniem worów, przyniosła nam kanapki i słodkie bułki (kochana kobieta ?). Do pełni szczęścia brakowało tylko słoneczka, które chowało się za chmurą, by kilkaset metrów dalej świecić w całej okazałości. Po krótkim odpoczynku i przepakowaniu ruszyliśmy z wyładowanymi po brzegi plecakami w dół Kobylarzem, w kierunku Doliny Kościeliskiej. Droga powrotna była już dla nas istną mordęgą, niektórzy zasypiali w marszu, a do przodu ciągnęło nas jedynie widmo zimnego piwka i schabowego z frytkami u Ziemby.

Tekst: Maciej Wajda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *