Jesienny, Centralny Obóz Tatrzański – oczami Tomka, 7-9.10.2011

Na miejsce dotarliśmy późnym czwartkowym wieczorem. W pisanej zastaliśmy sporą grupę uczestników z wielu zakątków Polski. Okazało się, że jest nas 23 osoby. Plan na jutro to J. Wysoka i J. Ptasia. Został dokonany obligatoryjny podział grupy na cztery zespoły, każdy z nich miał swojego kierownika. Po dwa zespoły na jaskinię, podążające innymi partiami. Rano wszyscy wstali i zaczęło się pakowanie sprzętu. Tu walka o każdy, krótki sznurek, żeby tylko za wiele nie nosić zbędnych metrów. Gdy już wszystko było przygotowane i spakowane, czekaliśmy na sygnał do wyjścia, które wciąż się przedłużało. Powodem zwłoki był ciągły deszcz… Dość szybko kierownictwo obozu podjęło decyzję o zaniechaniu dzisiejszych akcji, ze względu na niekorzystne warunki pogodowe. Prognozy na następny dzień są obiecujące.

1

W jadalni nastąpiła zmiana planów. Gdy wypadł nam jeden dzień, wiadomo było, że zamiast planowanych dwóch akcji jaskiniowych podczas obozu, zdołamy zrobić tylko po jednej. Melon zadecydował o całkowitej reorganizacji. Postanowiono, iż jutrzejszego dnia, o 6:00 (rano) wyjdą cztery zespoły do czterech różnych jaskiń. Wytypowane jaskinie to: Ptasia do nowego dna, Wysoka do Koloseum, Nad Kotlinami do wodociągu i Śnieżna do drugiego biwaku. Każdej z nich przydzielono kierownika i instruktora (w roli niezależnego obserwatora). Kierownicy mieli wytypować ludzi do zespołów. Ostatecznie, chyba każdy trafił do zespołu, który go interesował. Bynajmniej nie było kłopotów z podziałem.

I tak zespoły, liczące od 6 do 9 osób, wiedziały już jaki jest plan na jutro. Teraz należy wypakować, przygotowane wcześniej wory i przepakować według nowych wytycznych. Emocji nie brakowało, podobnie jak poprzednio, nikt nie miał zamiaru nosić zbędnych gramów liny, dłuższej niż wynikało to ze szkiców jaskiń, skonsultowanych z instruktorami. Udało się! Każdy zespół ma to co powinien mieć. Jest popołudnie, czas na jakiś obiad.

2

Po obiedzie na bazie panowała luźna atmosfera. Powoli zaczynała się integracja, która przedłużyła się do wieczora, jednak na tyle tylko, by było możliwym wstać o 5 rano. Ku ogólnemu zdziwieniu zaczął padać śnieg. Padał całą noc. Niewielu wierzyło, że dojdzie do skutku nasze jutrzejsze wyjście.

O dziwo wszystkie zespoły, oprócz jednego – idącego do J. Śnieżnej (tu kierownik wyjścia postanowił o przesunięciu planu o godzinę), były gotowe do drogi około 6:00. Podwórko pokrywa 10 cm śniegu, który już nie pada. Wychodzimy. I tak każda grupa udała się inną drogą.

3

Celem mojej ekipy, kierowanej przez Janka, była J. Ptasiej. Droga wiodła nas czerwonym szlakiem na Ciemniak, przez Adamicę, Dolinę Mułową, aż nad Próg Mułowy. W górach około 30cm śniegu. Dzięki naszemu instruktorowi – Markowi Lorczykowi, wiedzieliśmy jak iść w miarę bezpiecznie. Dojście do „przebieralni” zajęło nam około 4 godzin. Dość dobre tempo, zważywszy na zimowe warunki. Choć śniegu było sporo, słoneczna pogoda i bardzo dobra widoczność, rekompensowały nam trudy podejścia. Z mojej strony dodam, iż przydatnym gadżetem okazały się kije trekkingowe. Może nie ze względu na ciężki plecak – bo w porównaniu z wyprawowym taki nie był, lecz ze względu na stabilizację, którą zapewniały.

4

Po przebraniu, zjeżamy około 50m po zboczu jeszcze na powierzchni, mały trawers, kilkanaście metrów do góry i jesteśmy pod otworem. Poręczuje Janek. Akcja idzie dość sprawnie. Studnia za studnią posuwamy się do przodu. Po kilku godzinach doszliśmy do „Zacisku Klasy Lux”. Przeszli go wszyscy – nawet ja… Jednak tuż za nim było przewężenie. Punktowy, bardzo wąski zacisk. Niestety moja klatka piersiowa nie pasowała rozmiarowo. Po czterech próbach i konsultacji z Markiem, zaniechałem kolejnych podejść. Zawracamy. Nie ma sensu bym próbował się przepchać przez cisnotę, gdyż mogło by się to skończyć utknięciem lub kontuzją żeber. A to z koli mogło skutkować akcją TOPR’u, a co za tym idzie, rozkuciem jaskini (ale się tłumaczę ;).

Wracając reporęczuję wraz z Jankiem. Przy otworze jesteśmy jeszcze gdy jest jasno. Jednak zanim wszyscy doszli do przebieralni, po oblodzonej linie, zajęło jeszcze około 2 godziny. Powrót na bazę poszedł sprawnie, w czasie około 3 godzin. Jesteśmy pierwszym zespołom na bazie.

5

Tej nocy wszyscy bezpiecznie powrócili z akcji. Choć ostatni zespół przyszedł dopiero około 6 rano. Późnym porankiem wszyscy powoli zaczynali się zbierać na śniadanie. Zapadała decyzja, że o 12:00 będzie walne zebranie podsumowujące obóz. Wszyscy zebrali się w jadalni. Każdy z kierowników zespołów opowiedział, jak każde wyjście było widziane z jego perspektywy. Dodatkowo każdy z instruktorów obecny na danym wyjściu, uzupełniał i dodawał ze swojej strony uwagi i spostrzeżenia co do organizacji i przygotowania.

Po relacjach, każdej z grup było wiadomo, że tylko jedna grupa wykonała swój plan do końca. Była to grupa idąca do Nad Kotlin, osiągająca Wodociąg. Choć grupa idąca do Wysokiej także osiągnęła swój zamierzony punkt końcowy jaskini jakim było koloseum, nie dotarła tam w pełnym składzie. Ekipa ze Śnieżnej dotarła do okolic drugiego wodospadu, zamiast do drugego biwaku. Jednak tu głównym utrudnieniem była ilość osób – bo grupa ta liczyła aż 9 grotołazów, zamiast planowanej szóstki. Jaskinia Ptasia, jak pisałem wyżej, dotarła tuż za zacisk klasy LUX.

6

Instruktorzy podkreślani, iż najwięcej pracy trzeba włożyć w poręczowanie, gdyż ten element dosyć poważnie spowalniał, każdą z akcji. Tutaj najwięcej można by poprawić. Dochodziło do tego oczywiście nieznajomość jaskini. Z pozytywnych aspektów, które zostały wymienione, była organizacja „pracy” w jaskini i sprawne poruszanie się po linach.

Po zebraniu nastąpiło klarowanie i czyszczenie lin, kompletowanie i liczenie sprzętu.. O dziwo wszystko się znalazło ;]. Sprzątanie i pakowanie poszło dość sprawnie, wszyscy bardzo byli pomocni.

Choć każde wyjście powinno być podsumowane przez uczestników danego wyjścia, to parę słów o całości mogę dodać od siebie. Dla mnie Centalny obóz to bardzo trafiony pomysł. Jest on wspaniałym miejscem by poznać nowych ludzi ze środowiska, prawie z każdego zakątka Polski. Jest to szczególnie przydatne takim „swieżakom” jak ja. Dodatkowo, a może i głównie, daje możliwość pójścia na ambitniejsze akcje, pod okiem instruktora, od którego zawsze można dowiedzieć się wiele ciekawych informacji, a także posłuchać interesujących historii jaskiniowych.

Warto było pojechać!!! Choć pogoda nas nie rozpieszczała, a wręcz wystawiała na próbę, nie poddaliśmy się jej – daliśmy wszyscy radę. Z niecierpliwością będę wyglądał kolejnej akcji z tej serii.

Wielkie podziękowania dla instruktorów czuwających nad naszym bezpieczeństwem. W szczególności dla koordynatora obozu Roberta Matuszczaka. DZIĘKUJEMYYYY!

Tekst i zdjęcia: Tomasz Utkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *