Niecka Nidziańska

We wrześniu wybrałem się razem z J. Jach i P. Wojtasikiem (SŚK) do jaskiń w gipsach celem wykonania zdjęć i zwiedzenia tychże obiektów. Dotąd nie byłem w polskich gipsach i wiedziałem tylko że jest tam dość ciasno, jednak to co zobaczyłem i … poczułem na miejscu – mimo szczerych chęci Pawła, który za gipsami przepada, nie nastrajało pozytywnie.
Najpierw udaliśmy się do Jaskini w Marzęcinie, która jest prawdopodobnie trzecią co do długości jaskinią gipsów (nie pomierzona, szacunkowo 250m). Po drodze oglądaliśmy również ciekawe stanowisko zlepieńców w Śladkowie Górnym, oprócz tego na fotografiach jest również drugie, po przeciwnej stronie drogi, na terenie prywatnego zabudowania gospodarskiego.

Jaskinia w Marzęcinie znajduje się tuż przy polnej drodze na niewielkim wzniesieniu terenu, jest otoczona polami uprawnymi i w większej części pozostaje w bliskim kontakcie z powierzchnią (można wąchać korzenie od spodu). Otwór znajduje się w lejkowatym zapadlisku częściowo wypełnionym glebą a „częściowo” śmieciami. Już samo położenie robi wrażenie, nad głowami jeździ traktor z bronami… Tu się właściwie kończą miłe wrażenia, by dostać się do jaskini Paweł ubiera rękawiczki i zaczyna wyciągać z otworu pomniki ludzkiej głupoty… worki, butelki, opony, buty, śmieci organiczne, buty, …. buty…., butelki… Mija dłuższa chwila otwór „drożny” naokoło kolorowo… Może dalej będzie lepiej? Kilkumetrowa studzienka z pochylnią sprowadza do największej w jaskini salki, jaskinia rozwija się w dwóch przeciwnych kierunkach, otwór wypada jakby pośrodku. Śmieci jest tyle że osypują się kilka metrów od otworu w obu kierunkach, tworząc całkiem niezły przekrój, skaczą żaby, łażą dżdżownice. Ale nic to… dalej będzie lepiej. Idziemy w stronę 2,3 metrowej studzienki sprawdzić jaki poziom wody w jeziorku. Po drodze sterty rozkładającego się ptactwa, szkielety, a nawet całe nie potłuczone jajko kurzęcze !? Zamiast glinki terra rosa, czarna gleba z pola. W bocznym korytarzu odchody zwierzęce – kuna podpowiada Paweł, a mnie już skręca od mdłego zapachu padlinki… Wracamy do otworu, idziemy w drugą stronę jaskini. Butelki, buty, buty, buty, damskie, męskie, dziecięce – sklep obuwniczy. Kompletna rama od motoroweru nawet z bakiem – jak to ktoś tu zapchał..? O a tu musiał być też otwór kiedyś a teraz tylko worki wylatują ze stropu. Znowu kości i nadgniłe ptaszyska, mam dość. Nawet ciekawe szable gipsowych kryształów nie są w stanie mnie tu zatrzymać, robimy zdjęcia i wychodzimy.
Czy ci tubylcy wiedzą co robią? Zaśmiecone jest każde zagłębienie w okolicy, ciekawe czy bez wpływu na ujęcia wodne… Busko Zdrój w pobliżu, nie chciał bym się tam leczyć.

Wchodzimy jeszcze do Jaskini Żydowskiej, tu nieco czyściej bo dojście ze śmieciami mniej wygodne… Jaskinię stanowi właściwie jedna salka, w zagłębieniach kałuże z wodą, bardzo ładne skupiska gipsowych kryształów mienią się gdy spojrzeć pod odpowiednim kątem. Znajduję kawałek solidnego łańcucha, pewnie murzyńscy niewolnicy się tu ukrywali… a może urwało się Bronkowi przy orce od Ursusa..? Przy końcu salki ciekawe kryształy w stropie niczym bursztyny.

Paweł chce zatrzeć złe wrażenia i zabiera nas do Wąwozu Skorocickiego. Wąwóz bardzo ciekawy ale strasznie zaniedbany, istna dżungla, wszędzie pokrzywy, trzcina, i samosiejki drzewek owocowych. Zwiedzamy jeden z tunelów Jaskini skorocickiej, wreszcie gangi 🙂 Jedziemy również do Siesławic gdzie oglądamy stary kamieniołom gipsu, otwory jaskiń tradycyjnie zasyfione, nie nastrajają do zwiedzania, o a tu… pokazuje Paweł, był zdechły pies. A tu chłopaki nurkowali, wskazuje na bajoro z oponami od Ursusa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *