Speleokonfrontacje 2016

Jak się wygrywa Speleokonfrontacje. Poradnik.

  1. Motywacja

Najpierw napisali:

Speleokonfrontacje 2016 odbędą się w dniach 18-19-20 listopada. Rezerwujcie czas.
Jest to spotkanie grotołazów z całej Polski, połączone z prezentacją dokonań poszczególnych klubów – zazwyczaj filmy z wypraw. Jest też okazja posłuchać naszego klubowego zespołu Chałos w pełnym składzie, kupić sprzęt i odzież jaskiniową.

Może warto sklecić jakiś kursowy film na prezentację- czas do 10 minut. Co WY na to??

Ale zaraz potem dodali:

Ale jeśli film o XXV-leciu wypraw do Picos będzie tak dobry jak zapowiada B… to konkurencja będzie duża. A wiadomo jak się wygrywa Speleokonfrontacje 😉 A Picos to Picos… (Broń Boże nie chcę Was zniechęcać! Zróbcie zajebisty film i startujcie!)

Brzmiało jak rzucenie rękawicy. Ładna taka, to co będzie leżeć. Podnieśliśmy.

  1. Duuużo filmów + iskra z pomysłem

Dyski komputerów zatykają gigabajty filmików, które odkładane „na później” rzadko kiedy są z tych czarnych dziur wyciągane. Ale skoro się już podniosło rękawiczkę, to trzeba było zajrzeć do tej przestrzeni niczyjej (tzn. dyskowej) i zobaczyć, czy aby zgromadzone obrazki ruchome do czegoś się przydadzą. No coś tam ludzkiego było. Tylko jak to poukładać, żeby było trochę sensu i trochę logiki? By publika z nudów nie umarła, a klub nie musiał się wstydzić za „szczawiki”…

Przecież filmiki są albo pozbawione zupełnie głosu, albo brzmi on… no lepiej nie mówić (gdyby użyć zwrotu „z dna studni” obrazilibyśmy studnię).

I nagle pstryk! Zróbmy niemy film. Skoro niemy, to w ogóle w konwencji starego kina: sepia, filtry, muzyka od tapera, plansze z napisami. I gatunek komediowy (nikt nie musi wiedzieć, że to niekiedy śmiech przez łzy).

  1. Zgrany Gang

Brakowało rozbiegówki i zakończenia. Ale od czego jest cały kurs? Rzucone hasło – przyjdźcie i weźcie kombajny. No może wszystkich nie było, ale crème de la crème wystarczy. Klubowicze patrzą i pukają się ukradkiem w czoło, ale co to dla nas. Nie mówiąc już o tym, że tylko dwie osoby wiedziały, po co to wszystko jest 🙂

Zobaczcie rezultaty tej pracy (przyp. red.):

  1. Przedpremiera, czyli przekonać nieprzekonanych

Plan był taki, żeby była niespodzianka dla wszystkich, czyli projekcja dopiero na Speleokonfrontacjach. Ale zaraz pojawiają się wątpliwości – a jeśli to jest beznadziejne? a jeśli nie pasuje do konwencji? a jeśli lepiej się nie ośmieszać? No to robimy pokaz, ale tylko jeden. Kto był, ten widział, inni musieli poczekać.

I… uff ci, którzy oglądają, śmieją się, czyli jest ok, możemy wysyłać. Jeszcze tylko abstrakt w stylu filmu (był pomysł na bardziej hardcore’owy), jeszcze tylko making off (którego nikt nie widział) i ziuuuum. Poszło. Przyjęli, nawet napisali na wydarzeniu facebookowym, żeby innych zmotywować.

  1. Odstresowanko

Piątkowy wieczór w Podlesicach. Pogaduszki, popijanko, tańce. Ale oczywiście temat filmu się pojawia tu i tam. Esz, nie pozwalają zapomnieć. W nocy sen: puszczają na ekranie jakieś nudy, jakieś dziwolągi, wszyscy ziewają, a ja wstaję i ze łzami w oczach mówię, że to nie jest nasz film, bo nasz był śmieszny przecież. Brrrr.

Cóż może być lepszego na odstresowanko, niż wstać  skoro świt – mimo niesprzyjających warunków wewnętrznych i zewnętrznych – i pójść do dziury. Ach cóż to było za wyjście! 13 osób i jedna ukryta jaskinia. Stoimy w środku lasu i słyszymy, że to tu. Taaa tu – ciekawe gdzie. Wejście do jaskini Józefa maskuje kupka kamieni położona na paru deskach.

IMG_4156
Odwalamy to szybko i hop, hop (to znaczy kursowe: hooop, hooooooop, wolnaaaa, hop) do środka. Akurat na czas, bo zaczyna porządnie lać. Jaskinia jest wąska (ale bez przesady), ma nacieki (jeszcze ma), wszyscy się w niej mieścimy i nawet nie ma dużych tramwajów. Poręczujemy dwie niezależne studnie, które spotykają się na dole. Idziemy wszyscy razem najpierw w partie wschodnie – ale bez wchodzenia w miejsca, w których wieje grozą. Potem w zachodnie – tam też straszą luźne wanty. Robimy foty, jemy, pijemy. Niektórzy wychodzą szybciej, unikając tym samym szoku wiszenia. Reszta siedzi, dopinguje i trzyma kciuki. Na górze oglądamy – podobnie zamaskowane – wejścia do dwóch kolejnych dziur. W Rysiej (Rysia?) jest ekipa, więc już tam nie wejdziemy – maskujemy im wyjście, ot tak, dla zabawy. Na Jaskinię Spełnionych Marzeń przy tak licznej grupie nie mamy już czasu. Trzeba będzie tam przybyć innym razem. Pędzimy do Podlesic.

IMG_4139

  1. Pokaz

Stało się, puszczają nasze dziełko na wieeeelkim ekranie. Co prawda czołówka została wyciszona, a nasze serca zamarły, czy to aby nie awaria. Ale po chwili wszystko działa jak należy, chyba nikt się nie domyślił. Leci. Są śmiechy, są brawa. Ufff, stres odpuszcza. Potem chyba się odbywa jakieś nagabywanie, grożenie i szantażowanie, ale bez naszego udziału, więc nic o tym nie wiemy.

Po wszystkich filmach siedzenia nas trochę bolą, choć higieniczne przerwy na rozprostowanie kośćca wykorzystywaliśmy. Jest zabawa. Chałos daje czadu, potem pałeczkę przejmuje didżej. I tak do czwartej. Podobno.

IMG_4252

O drugiej, w pijackiej malignie, wymyślamy, że może by tak pójść do dziury. Dobrze, że nie mamy siły.

  1. Triumf

W niedzielne przedpołudnie zajmujemy pierwsze rzędy. Na stołach przed nami piętrzy się góra sprzętu wszelakiego – nagrody. Oj, żeby wstydu za dużo nie było, bo się ludzie bardziej i mniej znani znacząco uśmiechają. A publika wiadomo – nieprzewidywalna w gruncie rzeczy. Dobrze, że z tych pierwszych rzędów nie widać, że wszystkie miejsca siedzące są zajęte, a i trochę ludzi stoi z tyłu. Publika przyszła, bo z tego stosu nagród sporo jest do wylosowania.

Najpierw jury ogłasza swoje typy, czyli poważne, merytoryczne filmy o eksploracjach w jaskiniach dalekich oraz głębokich lub nietypowych. Zwycięzcy to wyjadacze, wiedzą jak się zachować, uścisnąć dłoń, uśmiech do aparatu. Profeska.

Potem ogłoszenie nagrody publiczności. Na trzecim nas nie ma, na drugim też nie… Nasze dziełko „Każdy kiedyś był kursantem” wygrywa, w liczbie oddanych głosów podobno deklasuje pozostałe prezentacje. Idę, gdzieś się chyba potykam, komuś nie ściskam dłoni (uścisk dłoni był, dowód na zdjęciu poniżej – przyp. red.), za to kurczowo trzymam pamiątkową kostkę (podobno w ubiegłym roku spadła i się rozwaliła). Gadam trzy po trzy przez mikrofon, jak na Oskarach co najmniej 😀 (Jestem zobowiązana zdementować błędne przekonanie Beti. Mówiła najlepiej ze wszystkich nagrodzonych. Zwięźle, wyraźnie i przede wszystkim na temat! – przyp. red.). Pamiętam, że dziękowałam klubowi, kursowi i Luźnemu, którego, nie wiem czemu, nie zabrałam na środeczek. Nagrodę wybieram taką, jak ustaliliśmy wcześniej – linę. Nazwiemy ją „Dar Kursu” i przekażemy do magazynu.

IMG_9993

Tekst: Beata Nawrotkiewicz
Zdjęcia: Adam Leksowski

Jedna myśl nt. „Speleokonfrontacje 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *