Wycieczka po skarby

Było, nie było, ta zima musiała kiedyś minąć! Pierwsze promienie wiosennego słońca obudziły cały świat z zimowej hibernacji, nie omijając oczywiście naszego Geologa. Geolog przeciągnął się, ziewnął, coś tam mruknął, podrapał się tu i ówdzie, strząsnął ostatnie strzępy snu i z błyskiem w oku zakrzyknął: – Jedziemy na kryształy! Chciał, nie chciał, jechać trzeba było. Z geologiem się nie dyskutuje. Zwłaszcza ze świeżo przebudzonym. W prawdopodobnie pierwszą wiosenną, słoneczną niedzielę zapakowaliśmy zabawki do auta i ruszyliśmy na południe szukać skarbów. Wiadomo, że wyprawa po skarby, to nie byle co! Każdy taszczył osobisty sprzęt eksploracyjno-kopiąco-transportowy, w tym niektórzy sprzęt ciężki. Oczami wyobraźni widzieliśmy wielkie góry całe z kryształów, lasy kryształowe, pola kryształowe…. Ech! Ciężko było wysiedzieć. A te wszystkie cuda z każdym kilometrem były bliżej i bliżej. Na Kryształowej Górze okazało się, że z nastaniem wiosny nie tylko w nas przebudził się poszukiwacz skarbów. Strwożeni najczarniejszą wizją, że oto nasza konkurencja wyzbierała już wszyściusieńkie kryształy w okolicy, niemniej jednak nie tracąc nadziei, przystąpiliśmy do działań poszukiwawczych. Już po pierwszych odkrywkach wiedzieliśmy, że nasz trud się opłacił. Pod starymi liśćmi, ukryte w czarnej ziemi były ONE. Metodycznie, centymetr po centymetrze 😉 przeczesywaliśmy lasek. Żaden kryształ nie mógł się przed nami schować. Po doszczętnym wyeksploatowaniu kryształonośnego miejsca, z worami wypchanymi kryształami, ruszyliśmy, gnani gorączką kryształów, w kolejne miejsce. Po rozpoznaniu terenu szybko przystąpiliśmy do poszukiwań. Tym razem los znów się do nas uśmiechnął i mogliśmy dowoli rozkoszować się wyłuskiwaniem tych cudeniek natury na światło dzienne. Dzięki udoskonalonym technikom eksploracyjnym, udało nam się ogołocić kolejny lasek z tego, co było w nim najcenniejsze. Przed zachodem słońca, z worami pełnymi szczęścia, wróciliśmy do domów, aby czyścić i pucować nasze skarby, uśmiechając się do siebie, do NICH i do całego świata 🙂

A Sebastianowi i tak najbardziej podobał się bażant… 🙂

Na gorączkę kryształów zachorowali: Marta M., Sebastian S., Pani Małgosia, Marlena i Małgosia T.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *