Zimowy obóz kursowy, 21-24.02.2011 – Kurs 2010

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Dzień pierwszy

Mimo że pierwsi kursanci i klubowicze byli na bazie w Kirach już w sobotę wieczorem, to obóz na dobre rozpoczyna się dopiero w poniedziałek wyjściem do Jaskini Miętusiej. Dzielimy się na dwie grupy – poręczującą, w składzie: Konar (instruktor), Krystian, Magda, Justyna (kursanci), Adam, Kasia, Sebastian, Grucha (grotołazi asystujący), oraz reporęczującą: Stahoo (drugi instruktor), Kasia, dwóch Piotrków (kursanci), Maciek i Michał (taternicy jaskiniowi), Sebastian (Żydu). Pierwsza grupa wychodzi około 8:00, a druga ma mieć dwugodzinne przesuniecie.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Już koło Harnasia w Kirach nasz instruktor Stahoo rozpoczyna psychologiczną wojnę z kursantami. Dowiadujemy się między innymi że: „Wycofanie się nie jest wstydem ale wycofanie się za późno bywa głupotą”. Póki co nikt jednak nie odpuszcza i przed 11:00 wchodzimy do Doliny Kościeliskiej, dalej przez Bramę Kantaka, Wyżnią Kirę Miętusią i Drogę Nad Reglami (kursanci zapamiętują nazwy topograficzne:-) wchodzimy do Doliny Miętusiej. Po drodze robimy przystanki na Stahowe prelekcje terenowe. W efekcie dochodziny pod Miętusią i ruszamy w dół Rury dopiero o 13:00.

KONICA MINOLTA

W Wiszącym Syfonie jest niewiele wody (co potwierdza niedzielne relacje klubowiczów że w masywie jest sucho), dzięki czemu na sucho i w miarę szybko docieramy przez Kaskady do Błotnych Zamków gdzie czeka na nas Konar, a reszta pierwszej grupy już wychodzi z Wielkich Kominów. Czekamy aż wszyscy nas miną i ruszą dalej w górę, a Stahoo urozmaica nam czas opowieścią jak to kiedyś zgubili kursanta w jaskini. Nasi kursanci jednak nie dają się zastraszyć niecnym opowiastkom, nadal nikt nie myśli o powrocie. Bardzo szybko docieramy na dół ostatniego zjazdu w Wielkich Kominach, dalej już tylko syfon na głębokości -213m (dla niektórych rekord głębokości w tym dniu). Kilka chwil na dole aż ostatnia osoba zjedzie i czas ruszać w górę.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Plan Żyda wygląda tak żeby ciągle napierać do góry, bez przestojów, na pełnej parze, tak na 70%. I ruszyli! Zespół rozciągnął się nam od Sali bez Stropu aż po dno Wielkich Kominów. Dwaj Piotrkowie robili reporęcz, a Kasia z Maćkiem przejęli pierwszy z worów i ruszyli w górę przez Rurę. Pierwsze trio (Kasia, Maciek, szpej) ze względu na mało przyjazne warunki panujące w Rurze dość szybko dotarło do otworu i po 21 zgłosiło na bazie wyjście z dziury. Wkrótce na powierzchni pojawili się kolejno Stahoo i obaj Piotrkowie, a potem długo, długo nic… Michał trochę się przytkał w Rurze, ale z pomocną dłonią (od tyłu) Żyda udało mu się wyczołgać przez Rurę i po 23 byliśmy już wszyscy na powierzchni. Żeby przebrani nie marzli dłużej pod otworem Maciek z kursantami ruszyli spowrotem na bazę a Stahoo poczekał na przebranie się Michała i Żyda. Na bazę dotarliśmy przed pierwszą, witani przez Konara, pozostałą część kursu i kanapki. Niedługo później doszli do nas Stahoo z Michałem i Żydem. Pierwszy dzień obozu można uważać za zakończony. Miętusia – zdobyta, rekord głębokości – osiągnięty, Rura – przetkana.

Dzień drugi

W ramach uzupełnienia sił po wczorajszej akcji w Miętusiej która dla części zespołu skończyła się właściwie dzisiaj Konar pozwolił nam pospać chwilę dłużej. Wszyscy wstali w dobrych nastrojach w końcu czekała nas łatwa i przyjemna wyprawa do jaskini Kasprowej Niżnej. Przy śniadaniu toczyły się dziwne rozważania odnośnie akcji w Miętusiej, temat: Ciągnąć od góry czy pchać od tyłu?.

3

Mimo pełnej mobilizacji wszystko dzisiaj próbuje nas opóźnić. Najpierw Krystianowi auto postanawia nie odpalić, potem na naszej drodze nieoczekiwanie wyrasta mała i przytulna knajpka z takim sobie jedzeniem, w końcu wałbrzyscy grotołazi wyprzedzają nas w wyścigu do otworu. Mimo „niezwykle trudnego” podejścia jesteśmy jednak pierwsi. Lodową ślizgawką zjeżdżamy do pierwszej sali zwanej przez nas przebieralnią. Dalej trzy małe i ciasne otwory, tutaj krótkie wspomnienie miętusiej rury i już idzie się lepiej, wiemy że nic gorszego niż wczoraj nie może nas spotkać.

4

Dochodzimy do progu, moje pierwsze nieporadne poręczowanie i możemy iść a raczej zjeżdżać. Dalej grupa się rozdziela, część udaje się w Partie Gąbczaste, a my idziemy do syfonu Danka. Kolejne odcinki linowe, czołganie się w piaskach Gniazda Złotej Kaczki i już jesteśmy na długim chodniku. Ku rozczarowaniu niektórych klubowiczów niestety nie ma w nim wody, pozostajemy więc w naszych kombinezonach i udajemy się dalej do Sali Rycerskiej. Duch eksploracji części kursantów prawdopodobnie zgubił się dzisiaj gdzieś między jedną salą a drugą, bo do syfonu Danka docieramy w nieco okrojonym składzie. Szkoda ale na dzisiaj musimy już kończyć bo coraz więcej osób zaczyna mówić o obiedzie w naszej ulubionej knajpie, której nazwy nie będziemy tutaj wymieniać ze względu na zaistniałe później okoliczności.

Dzień trzeci

W środę w planach mieliśmy szkolenie z ochrony przyrody w TPNie. Niestety przez wspomniane już „zaistniałe okoliczności” część z nas nie była w stanie w nim uczestniczyć. Krótko mówiąc poprzedni wieczór i noc minęły nam na walce z zarazą która rozłożyła część kursantów, klubowiczów a nawet niezniszczalnego instruktora (okazuje się, że instruktor też człowiek 🙂 Nie mniej jednak ta część z nas która była na szkoleniu bardzo sobie je chwaliła. Polegało ono na spacerze po Dolinie Kościeliskiej z licznymi przystankami na pogawędki o florze, faunie oraz geologii. Były nawet drobne upominki w postaci czasopisma Tatry. Reszta dnia minęła leniwie i restowo. Pora podładować bateryjki na ostatnią jaskinię w planie.

1

Dzień czwarty

Ponieważ większość z nas była zmęczona żołądkowymi rewelacjami, a że brakowało jeszcze jednej jaskini do kompletu przejść zimowych, w czwartek Konar postanowił zabrać nas do Jaskini Zimnej. Grupa kursowa trochę się wykruszyła, ponieważ Justyna zmożona przywiezioną jeszcze z Wrocławia chorobą opuściła obóz.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Uszczuplona została również kadra instruktorska gdyż poprzedniego dnia wyjechał Stahoo. Pozostał Konar i pięciu kursantów, czyli komplet. Korzystając z uprzejmości i sznurków klubu z Wałbrzycha poszliśmy do Zimnej na lekko bez worów.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Konar przewidział dojście za Próg Wantowy i ćwiczenia ze wspinaczki jaskiniowej na Błotnym Progu. Tak jak w Kasprowej Niżnej tak i w Zimnej poziom wody był bardzo niski. Wszędzie dało się przejść brodząc bez konieczności zapieraczki, a Ponor był całkiem bez wody. Ćwiczenia z wspinaczki poszły dość pomyślnie. Błotny Próg był bardzo niebłotny i prawie wszyscy kursanci pokonali go w pięknym stylu wspinaczki jaskiniowej. Kawałek dalej grupa kursantów zawróciła po dojściu za Próg Wantowy a grupa asystująca kontynuowała eksplorację aż do Chatki. Chatki nie było, pozostało tylko trochę drewna i starych puszek. Powrót zahaczył już o zmierzch, a wieczór spędziliśmy na imprezie pożegnalnej połączonej z oglądaniem filmów produkcji SCW i nie tylko.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Część oficjalną obozu zimowego uznaliśmy za zakończoną. Części nieoficjalnej nie będę już tutaj opisywać. Kiry i Tatry opuściliśmy w sobotę. Po tygodniowym wyjeździe pozostało wiele wspomnień, zdjęć oraz chęci na eksplorację innych tatrzańskich jaskiń na obozie letnim. Termin jeszcze nie ustalony ale lista chętnych już otwarta.

Tekst: Kasia i Maciek

Zdjęcia: Sławomir „Grucha” Zieliński i inni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *