I turnus letniego obozu tatrzańskiego, 22-29 IX 2013

Radek – kierownik wyjścia 22 września, Jaskinia Śpiących Rycerzy i Śpiących Rycerzy Wyżnia:

Tatrzański obóz letni, w którym brałem udział, odbył się podczas ostatniego tygodnia września roku 2013. Myślę, że wybór terminu okazał się bardzo trafny. Pogoda w tym czasie była wyjątkowo łaskawa. Dotarcie do jaskiń, znajdujących się czasami na wysokości ok. 2000 m, było wprawdzie uciążliwe, jednak oszczędzono nam dokuczliwego upału. Na rozgrzewkę dostaliśmy jaskinie Śpiących Rycerzy i Śpiących Rycerzy Wyżnią. Jaskinie niezbyt obszerne oraz niewymagające. Śmiało można powiedzieć - treningowe. Jednak z pewnością warte zwiedzenia.

Stopień trudności w poruszaniu się po jaskini wzrastał z każdym następnym dniem. Największy wycisk dostałem (pewnie nie tylko ja:)) w jaskini zwanej Wielką Litworową. Dwie pięćdziesiątki, płytowiec, trawers plus kilka innych odcinków = brak chęci na wypad dnia następnego. W sumie przebywanie w jaskini wypełniło cały dzień. Bardzo ciekawy był powrót. Ostatnia osoba wyszła z jaskini o zmierzchu, więc wędrówkę do bazy odbyliśmy przy świetle czołówek. Start z wysokości prawie 2000 m.

Obóz to przede wszystkim sporo cennego doświadczenia. Wprawdzie sporo ćwiczyliśmy w Wojcieszowie, jednak płaskie ściany, brak ciemności czy wszędobylskiej wody nie mogą oddać uroków jaskiń. Myślę, że dopiero na miejscu uczymy się, jak wygląda poręczowanie, wędrówka ze szpejem oraz praca zespołowa. Osobiście poręczowałem i deporęczowałem tylko odcinkami.

Podczas obozu zwiedziłem 6 jaskiń: Jaskinię Czarną, Miętusią Wyżnią, Marmurową oraz jaskinie wymienione wyżej.

Gosia – kierownik wyjścia 25 września, Jaskinia Wielka Litworowa:

Czwarty dzień drugiego turnusu miał być spokojny i niezbyt wyczerpujący. Na środę zostało zaplanowane szkolenie TPN, więc kursanci przygotowali się na odpoczynek i luźny dzień. O godzinie 8.30 dotarło do nich, że przewodnik nie dotrze i instruktorzy, Bartek z Emkiem, zmienili diametralnie plany. Zamiast spaceru po dolinach tatrzańskich, zostały rozdzielone wyjścia do Jaskini pod Wantą z Bartkiem i do Jaskini Wyżniej Litworowej z Emkiem, co bardzo zaskoczyło kursantów. Szybki spręż i totalne przepakowanie plecaków w trybie ekspresowym postawiło wszystkich na nogi. Kierownikiem wyjścia do Jaskini Wyżniej Litworowej została Gosia. Musiała sobie szybko poradzić ze spakowaniem odpowiednich lin i sprzętu do worów jaskiniowych, a także zaplanować drogę dojścia pod otwór. Współpraca osób z grupy przyspieszyła ogarnięcie się. Droga do jaskini była długa i prowadziła przez Kobylarzowy Żleb, który nie jest uwielbiany przez kursantów. Na szczęście niebo było pogodne, ale przymrozek czuć było w kościach. Kiedy w końcu grupie Gosi udało się dotrzeć do miejsca docelowego, zeszli do jaskini z ciekawym trawersem i interesującymi przejściami. Poręczowanie okazało się bardzo pouczającym zajęciem, a przy pomocy Emka kursanci mogli się wiele dowiedzieć i zweryfikować swoją wiedzę. Akcja nie była taka długa, ale z powodu późniejszego wyjścia z bazy i lekkich problemów po drodze, grupa z instruktorem wracali na miejsce noclegowe po ciemku. Dobra wiadomość na zakończenie zmiennego dnia była taka, że czwartek miał być dniem restowym.

Marta – kierownik wyjścia 27 września, Jaskinia Marmurowa:

Przedostatni dzień wrześniowego obozu upływa naszej grupie na "poszukiwaniu drugiego dna" w Jaskini Marmurowej. Droga ku górnej części Kazalnicy Miętusiej, gdzie położony jest jaskiniowy otwór – mimo wysokości niespełna 1800 m n.p.m. i dość mglistej aury – idzie szybko i sprawnie. Jeszcze tylko przebieralnia z fragmentarycznym (za sprawą mgły) widokiem na Czerwone Wierchy i czym prędzej zmykamy w stronę jaskiniowych czeluści. Plecy Murzyna okazują się być na tyle życzliwe, że mieszczą kolejno zjeżdżające po sobie dwie grupy kursantów, po to, by tuż za Salą Deszczu każda z nich mogła podążyć w swoją stronę. Pierwsza grupa zajęła się rozpracowywaniem Marzenia Prezesa, którym – wszyscy mamy nadzieję – nie okazała się położona tuż za nim Piaskownica. Moja grupa z kolei, Meandrem Dudzińskiego podążyła w stronę Czarnej Baszty, której dumną nazwę przyćmiło owo "poszukiwane drugie dno", zwane zwyczajnie Workiem lub Ślepą Kiszką.

By uniknąć stratowania Pleców Murzyna przez ,,tramwaj”, zaraz po zbadaniu Ślepej Kiszki, rozpoczynamy drogę w górę, licząc, że uda nam się ubiec grupę zabawiającą w Piaskownicy.

Z racji poręczowania jaskini, wchodziłam do niej i wychodzę jako pierwsza. Na powierzchni jestem już ok. 13:00 i jest to jedyny dzień podczas obozu, w którym więcej czasu spędzam pod otworem, aniżeli w ,,dziurze”. Niemniej, wyjście okazuje się być naprawdę udane, a towarzysząca mu świadomość, że są rokowania, jakoby Marmurowa miała całkiem spore szanse rozwinąć się w jeszcze pokaźniejszą jaskinię, zaskakująco pozytywnie działa na wyobraźnię.

Tekst: Radosław Wszendyrówny, Małgorzata Socha, Marta Czech, zdjęcia: Ola Szczęsna