![]() | ||||||||||
![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
Picos de Europa, 1 - 27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 1: Wyjazd 01/08/2005
Oczywiście wyjazd miał być dwa dni temu, lecz zepsuł się samochód i musieliśmy poczekać do poniedziałku. Pojechałem do Wrocławia busem o 18:10 i prościutko uderzyłem do mojego mieszkania po resztę ekwipunku, mimo, że plecak miałem już nieźle wyładowany. Spędziłem trochę czasu z moją właścicielką mieszkania. Reklamę TESCO i innych supermarketów znam na pamięć, i całą historię jej rodziny oraz planów remontowych mieszkania, które obecnie wynajmuję. A to wszystko za sprawą spóźnienia chłopaków, ponad 3 godziny.
Wreszcie podjechał Konar ze Zbychem Mercedesem 123 z 1981 roku i pojechaliśmy do klubu, aby wziąć cały niezbędny
sprzęt na wyprawę. Tu zaczynają się całe formalności finansowe no i pakowanie całości. Oj nazbierało się tego trochę.
Przekładaliśmy z Konarem karbid z jednego wielkiego pojemnika do dwóch mniejszych baniaków przy użyciu rękawiczek
chirurgicznych, co wywołało śmiech na zgromadzonych tam klubowiczach ( nikt nie pomógł?!). No, ale w międzyczasie
ktoś zepsuł światło i prace w magazynie były znacznie utrudnione.
Wreszcie wyruszyliśmy w świat - kierunek Picos de Europa, a pragnę przypomnieć, że ekipa z Tarnowskich Gór wyjechała już w sobotę, więc są dwa dni przed nami. Mamy atlas, GPS-a i Zbycha, więc na pewno trochę pobłądzimy, lecz w rezultacie powinniśmy prędzej czy później (lepiej prędzej) znaleźć się na miejscu, czyli Cangas. Prowadzimy na zmianę, a pszczółka, czyli Mercedes domaga się, co jakiś czas picia, czyli ropy. W nocy ruch na niemieckich autostradach nie za duży, więc i prowadzenie tego wehikułu nie sprawia zbyt dużych trudności.
PS. Za każdym razem na stacji benzynowej, gdzie zatrzymujemy się, aby zatankować zamiast jak cywilizowani ludzie wsiąść przekręcić kluczyk i ruszyć to dwóch z nas staje za tyłem samochodu i odpala go "na pych", przy dużej uciesze obserwujących nas dookoła Niemców. Oczywiście czasami, czyli kilkukrotnie Zbychowi zapomniało się wyłączyć hamulec ręczny, więc było trudniej pchać.