Picos 2003 – relacja z wyprawy

Zeszłoroczna wyprawa – wyjazd w Picos de Europa już za nami. Na nową mamy zaplanowane…, ale o tym później.

Jak co roku, pod koniec lipca, z niewielkim poślizgiem ruszyliśmy na zachód (jak na razie wyprawa zagraniczna). Cała podróż odbyła się bez większych problemów. Do niewielkich napraw jesteśmy przyzwyczajeni, a ważenie samochodu na (póki, co) granicy też nie zrobiło na nas większego wrażenia.

CANGAS DE ONIS

Jesteśmy u podnóży “naszych” gór. Zakupy, kawa w zaprzyjaźnionej confiterii “Covadonga” i do góry. Vega la Huerta – ostatni parking. Dość daleko od granic parku narodowego, ale wjechać można bez problemu. Pierwszy na górę “idzie” transport sprzętu biwakowego. Mijamy znajome miejsca ze znajomymi nazwami: Vega la Piedra, La Rondella, Refugio de Vegarredonda, Lampa Omera, La Fragua i wreszcie baza – Las Barrastrosas. Zmieszane zapachy suchej trawy i krów przypominają o powiązaniu tutejszego parku z historią i tradycją wypasania zwierząt w górach, ale także o ciągłym jego kultywowaniu. Już na pierwszy rzut oka widać, że od zeszłego roku wieloletniego (wiecznego) śniegu ubyło. Z jednej strony rokuje to dobrze na nowe odkrycia w miejscach dotychczas niedostępnych, ale z drugiej sugeruje kłopoty. Zmienia się hydrografia całego terenu, a góry stają się bardziej suche. Skutki są takie: wody w źródle tyle co nic, a po kilku dniach jest tam zupełnie sucho.

Głównym celem jest dokończenie eksploracji w jaskini D-9, rozpoczętej w 2002 r, a zakończonej na głębokości ok. 300 m. Miejsce przewidywanego zakończenia (pewne na 90 %!) to wodociąg w B-12 lub F-17, czyli w Sistemo del Canalón de los Deswos. Następnym problemem jest kolejna próba eksploracji w ostatniej studni w A-3, czyli Pozu del Porru de los Garapo-zales. Oczywiście rozpoczynamy od D-9. Porę-czowanie i zjazd nową studnią idą dość sprawnie. Przy drugim wyjściu osiągamy dno i możliwość połączenia z innym ciągiem. Brak sprzętu wspinaczkowego zmusza nas do jeszcze jednego podejścia. Silny przewiew na samym dole daje w pewne nadzieje. Tak dochodzimy do F- 15/F-17. o Wyprawa nie zaczęła się jeszcze na dobre, a my N zaczynamy deporęczowanie. Ale to tylko pozory. Przenosimy sprzęt pod otwór F-17 i o wiele bardziej przestrzennymi studniami (o korytarzach trudno tutaj mówić) docieramy z powrotem do miejsca połączenia, ale od drugiej strony. Do dna pozostaje naprawdę niewiele. Z tyłu ciąży wór z pontonem. Drugie pływanie w “efach” rozpoczęte. Charakter jaskini na samym dole znacznie się różni od tego, co wyżej, choć w D-9 podobne formy spotykaliśmy. Skała tutaj jest bardzo rozmyta, tworząc najprzeróżniejsze konie, oczka i inne nierówne powierzchnie. A w dole płynie rzeka, jak na razie jedyna w takiej okazałości w naszej strefie działań dumnie szumi. Mijamy kolejne wodospadziki i jest… zostawiony przed rokiem talerzyk, informujący o końcowej eksploracji w B-12. Na końcu partii “pływacko-ciągnących” syfon – trochę z boku głównej rozciągłości ostatniego korytarza. Ciągi do góry klipą się, a pokrycie osadem wskazuje na dość wysokie stany okresowo stagnującej wody. Ponad zwierciadłem wody widać delikatnie rozmyty obraz dalszych partii, ginących w czeluści. Jakże inny widok, aniżeli partie syfo-nalne (denne) w A-1. Wody do syfonu wlewa się znacznie mniej niż można byłoby szacować po wielkości rzeki. Niewątpliwie część ucieka po drodze. Sama rzeka czasami rozszerza się i staje głębsza. Jesteśmy najprawdopodobniej nad zwierciadłem wód podziemnych.

Następna akcja, to już kartowanie połączenia D-9/B-12 i deporęczowanie. Teraz już wiadomo S/stemo del Canalón de los Deswos to około 4800 m pomierzonych ciągów i głębokość 733 m.

W czasie podziemnej działalności w “efach”, bez przerwy trwały przeszukiwania strefy F od strony bazy.

Jeden cel osiągnięty, drugi czeka. Z pewnym niepokojem ruszamy do A-3. Poprzednie próby przejścia (trawersu) w górnej części ostatniej studni, ze względu na bardzo dużą (wiszącą) kru-szyznę, zakończyły się niepowodzeniem. Wracamy więc, po 3 latach przerwy, ale tym razem uderzamy kilkadziesiąt metrów niżej. Musimy wykonać wahadło na drugą stronę studni i przyczepić się na ogromnym zawalisku. Pierwsze próby, zakończone dużym obsypaniem części want, dostarczają niesamowitych wrażeń słuchowych. Zawalisko, zawieszone w połowie studni, broni się, ale jest już pewne, że są możliwości przejścia dalej. Widać to z miejsca, skąd startujemy (z wahadłem). Wreszcie stajemy na zawalisku. Okazuje się, że jest całkiem płaskie. Między dużymi wantami znajdujemy przejście pod zawalisko z drugiej strony… Jaskinia ponownie się otwiera… jest, jest, jest – czekaliśmy, próbując kilka razy przez kilka lat i mamy wolną drogę. Może przewiew nie jest imponujący, ale możliwości przedostania się powietrza są tak duże, że jest to zrozumiałe. Grupa “wahadłowo-napie-rająca” wraca (po drodze przecierając linę w setce). Istnieją pewne obawy, że znowu wylądujemy na dnie setki (starej setki), wiara jednak jest inna. Eksplorację podejmuje następna dwójka. Reszta czeka – eksplorując powierzchniowo – na bazie.

Jaskinia puszcza – zjazd pod zawalisko. Teraz widać jego ogrom i niesamowity sposób podwieszenia. Nowe ciągi były tak blisko. Za zawaliskiem meander i następna sala – dno studni ze śladami czyjejś bytności (jakby punkt kartograficzny). Rozczarowanie bardzo duże. Nie można nijak powiązać tego ze znanymi partiami (brak wzmianki na temat jaskini ponad 400 m jest mało prawdopodobne). Więc… “UFO”? Tym razem rusza ekipa kartująca, a zarazem osoby działające w tej strefie (A) wcześniej. Dochodzimy na dół, na dno studni – jedno jest pewne: nikt z nas tędy nie zjeżdżał. Jak się później okazało, eksploracja na starym dnie nie doszła do żadnej studni. Więc…..UFO”. Determinacja okazała się tak duża, że po przerzuceniu kilku want, w najniższym miejscu pochylni otworzyliśmy dalszą drogę. Jesteśmy na górze nadal czynnego i rozbudowanego meandra. Mijamy kilka studzienek (10-15 m) i ciągle puszcza. Osady i budowa trochę przypominają znane partie meandra A-11. To, że meander “prowadzi” wodę słychać. “UFO” już nieważne, mamy “problem” na następną wyprawę. A-3 okazała się przyjazna. Dokąd zmierza? Może dobije do pozostałych jaskiń, ostatnio odkrywanych? Jest jeszcze jedno pewne dojście do wodociągu z góry. Może więc “polska strefa”, to jeden wielki system? Na razie to rozważania teoretyczne. Jak już się przekonaliśmy, powierzchniowy podział na strefy znacznie odbiega od naczyń połączonych pod powierzchnią. A może A-3 skieruje się do A-1 albo A-11 ? Cóż, wyprawa “Picos 2004” czeka.

Dwa główne problemy “Picos 2003” zostały zrealizowane. Ale wyjścia to nie tylko D-9 i A-3. Udało nam się też otworzyć Pozu del Por ru la Capilla drugim otworem, niestety niżej leżącym (działania ekipy rudzkiej). Przegląd strefy G dał, jak na razie, dość marne wyniki. Eksplorowano również górną część strefy F i dolną B, oraz strefę A pomiędzy otworami A-3 i A-11. Skutek porównywalny.

Picos 2003 już prawie za nami. Działalność uzyskała status udanej. Najważniejsze, to możliwość eksploracji podziemnej w 2004 r “Problem otwarty” – proste dwa słowa, ale jak bardzo mocno oddziaływają na członków następnego wyjazdu. Czy starczy to na skompletowanie następnego składu?

Jeszcze tylko krótkie odwiedziny na dole, w Cangas de Onis, w Oviedo i wycieczka w inny rejon Picos. Jeszcze sidra i ton na zakończenie i… powrót do kraju.

uczestnicy :

  • Ekipa rudzka z nutą poznańsko-warszawską (Tomek Jaworski, Paweł Krzyszkowski, Krzysiek Kubocz)
  • Ekipa rekreacyjna (Monika Hajnos – rodzyneczek, Dominik Kajzer)
  • Ekipa nasza – wrocławska (Przemek Derkacz, Zbyszek Grzela, Marek Jędrzejczak – kierownik, Łukasz Poi, Michał Saganowski).

Cały artykuł do ściągnięcia w wersji PDF jes dostepny tutaj.

Zbyszek Grzela

wiesci