Kurs Ratownictwa Jaskiniowego

W dniach 8 – 10 października 2004 rozpoczął się 2 etapowy kurs ratownictwa jaskiniowego pod kierownictwem M. Gali.

Etap I

Odbył się w Podlesicach przy niestety mało sprzyjającej pogodzie (deszcz, wiatrzycho, przymrozek). Mimo to udało się chyba zrealizować większość założonych przez kadrę instruktorską zadań. Oprócz grotołazów z wielu klubów w manewrach brali również udział chłopaki – Strażaki z Płocka. Wypadki były na szczęście tylko pozorowane i nikt nie ucierpiał a w roli poszkodowanych wystąpili M. Lorczyk i M. Gala. Ćwiczono min. technikę balansu, przeciwwagi, transport po tyrolce, po pochylni i flaszencug. Odbyły się również 2 wykłady teoretyczne. Błędów popełniano wiele zaczynając od niepodpisanych kasków – co utrudniało porozumiewanie się, poprzez źle wyregulowane lonże na niezakręcanych karabinkach na stanowiskach kończąc. Jednak instruktorzy cały czas nad wszystkim panowali i na bieżąco wyłapywali błędy.

Etap tatrzański – 11/14 listopada 2004

Na bazie “u Glizdy” pojawia się większość znajomych z etapu I. Są chłopaki strażaki z Płocka oraz ze stolicy, jest równiez dwóch Francuzów z SSF i “Kielon” z TOPR-u. W pierwszy dzień zajęć część idzie do Zimnej a część działa w jaskini Dziura. Każda grupa dostaje Francuza, “nasz” Francuz pakuje się do noszy i podczas transportu w jaskini Dziura wykonuje dziesiątki zdjęć z perspektywy poszkodowanego. O dziwo na wieczornym podsumowaniu okazuje się że nie było tak źle :). Wieczorem obie grupy spotykają sie w TOPR-ówce, szef grupy jaskiniowej objaśnia nam zasady i sposoby działania TOPR-u. Niektórym wykład się podoba innym nie… Po wykładzie wizyta w TOPR-owskim magazynie sprzętu, było co oglądać.

Drugi dzień zajęć, zamiana teraz my idziemy do Zimnej. Przy ponorze załadowanie poszkodowanego do noszy – Marek Wierzbowski się poświęca. Poznajemy w praktyce nową technikę, której nie ćwiczyliśmy na Jurze, nosze wędrują po kolanach albo po plecach ratowników na tzw. “żółwia”. Woda wlewa się do kaloszy, oj będzie wesoło… Punkt cieplny, chatka zbudowana z folii NRC jakże inna od tej z kursowych wykładów, przestronna, ciepła, aż miło posiedzieć. Idziemy dalej, zimno w nogi jeden strażak nie wytrzymuje i wychodzi z jaskini, nie ma lekko… Krata, koniec udręki następuje rozprężenie nosze wędrują chaotycznie i mało płynnie, każdy chce się już przebrać. Wieczorem tradycyjnie podsumowanie, wykład prowadzą Francuzi. Wykład dotyczy sposobów komunikacji: poznajemy system TPS (Nicola System) oraz tradycyjny kablowy system telefoniczny (Gadu Gadu).

Dzień trzeci, obie grupy zostają połączone by wspólnie działać w Zimnej od górnego otworu. Powstaje “sztab” prowadzone są diagramy akcji, zostają rozciągnięte kable z telefonem, każdy odcinek ma swojego kierownika i kartę zadań. Akcję utrudnia opad śniegu pierwsi nawet nie wiedzą że na zewnątrz biało… Układy na stanowiskach zostają dość szybko zamontowane, transport noszy się opóźnia, jest parę godzin by pogadać co w innych klubach słychać. Czas mija szybko na pogawędkach i zbiorowym śpiewaniu różnych głupot. Rzeczywisty czas akcji znacznie różni się od planowego, na dole zbawienie…. każdą grupę zabiera do wylotu doliny strażacki jeep. Niby nie “sportowo” po kościeliskiej samochodem… ale jest mi to obojętne. Jest czwarta w nocy na bazie “miła” niespodzianka nie ma wody ani prądu i tak do rana. Mycie sprzętu w Zakopiańskiej PSP, przy okazji prezentacja materiału z manewrów ratowniczych w Żaganiu, jakiś aspirant prezentuje w garażu “żuka oświetleniowego” duma Zakopiańskiej straży… że takie jeszcze jeżdżą…?

Po południu zakończenie kursu, czas na podsumowania i refleksje… jest nad czym myśleć.