Tatry

Długi listopadowy łykend

Już drugi raz udało się pojechać na 11 listopada w Tatry, wiec można pomału mówić, że to już tradycja.

W zeszłym roku planowaliśmy zejście na Nowe Dno w Ptasiej, niestety z przyczyn różnych nie udało się tego zrobić. W tym roku miała być powtórka, jednak na trzy dni przed wyjazdem plany uległy lekkiej modyfikacji. Razem z Poznaniakami umówiliśmy się na trawers Lodowa – Ptasia. Zaplanowaliśmy wyjście na sobotę.

No ale co tu robić do soboty skoro już w czwartek, tuż po pracy, przyjechaliśmy do Kir. Jak tylko zjawiliśmy się na plebani to trafiliśmy na imprezę. Cały czas zastanawiałem się gdzie tu pójść z chłopakami. Decyzja została podjęta szybko – Pod Wantę. Naszą szybko piątkę gotową ścigać się w ten weekend z każdym zespołem stanowili: Przemek Ćwiek, Tomek Krotowski, Gniewko Oblicki (wszyscy Grupa Karkonoska GOPR), Krzysztof Rossa i niżej podpisany (obaj SCW).

Pod Wanta spotkaliśmy kursantów z Nocka z Rysiem. Nie pamiętam, szczerze mówiąc żebym był na tak pięknej akcji jak ta. Rysiu był z czterema kursantkami i jednym kursantem. W skład tej ślicznej ekipy wchodziły: Iwona (żona kolegi Sapieha), jej siostra Ewa (cóż za kobieta), Hania (niestety nie znaliśmy się wcześniej), druga Ewa i jeden rodzynek Michał. Ta ostatnią dwójkę poznaliśmy w maju na kursie autoratownictwa.

Po szybkiej i udanej akcji i długim monotonnym zejściu zaszliśmy do “Halita” na jedno piwko, co by zakwasów rano nie było. I dopiero wtedy zaczęła się impreza. Cóż nie będę pisał co się tam działo, niech to pozostanie w gronie tam obecnych 😉

Przyszła sobota, dzień tak oczekiwany. Niestety zawsze jak człowiek czegoś bardzo chce to coś mu musi przeszkodzić. Nie udało nam się skontaktować z Poznaniakami i niestety zmuszeni byliśmy do zmiany planów. Jako, że nie mieliśmy za dużo sznurków i w sumie mało czasu postanowiliśmy pójść do Marmurki. Rano okazało się, że druga ekipa z Naszego klubu też się tam wybiera. W skład tej ekipy wchodzili: Agnieszka Majewska (Nasza Pani Sekretarz), jej siostra Marta, Paweł “Koń” Michalski oraz gościnie Olga Drążkiewicz (SŚK).

Akcja w sumie przebiegła w tempie ekspresowym. Oba dna udało Nam się zrobić w 5,5 godziny. Ale przecież nie czas jest ważny w tym wszystkim, najważniejsza jest atmosfera w jakiej się spędza czas. Udało się porobić trochę zdjęć i bliżej poznać.

Wyjazd uważam do bardzo udanych i mam nadzieje ze więcej takich będzie. Szczerze żałuję, że nie udało się zrealizować planu. Liczę na to że ta akcja nie zaważy na dalszych planach współdziałania z Wielkopolską?