Picos 2010 – relacja z wyprawy

Tegoroczna wyprawa Speleoclubu Wrocław w masyw zachodni Picos de Europa miała wyraźnie postawione cele określone wynikami ubiegłorocznych działań:

  1. kontynuację eksploracji jaskini Pozu de la Aguja de Enol (CEV181) (położonej w strefie “hiszpańskiej”) oraz
  2. Pozu les Barrastoses (G-13) pod kątem połączenia z CEV181.

W tym miejscu warto by przytoczyć kilka faktów z przeszłości. Historia eksploracji obu jaskiń zaczęła się w tym samym okresie końca lat 80-tych ubiegłego wieku.

W 1989 r., w CEV181 grotołazi z Sección de Exploraciones Subterráneas de Centro Excursionista de Valencia (CEV) rozpoznali pierwszą studnię do głębokości ok. 30m.

Rok później, w 1990 r., udało się im osiągnąć głębokość ok. 210m i… na tym na wiele lat tyle. Szczególnie intrygujący jest fakt, że po pokonaniu m.in. dużej studni P150 eksploracja zatrzymała się nad kolejną studnią o podobnej głębokości… Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest zasypywanie śniegiem pierwszej studni P66 Pozo Hellado w czasie zimy, co skutecznie uniemożliwiało dostęp do dalszych partii. Co roku więc, systematycznie, kolejne ekipy z CEV odwiedzały rejon, by stwierdzać zasypanie wstępnej studni.

W roku 2006 jaskinia była łaskawsza i udostępniła swoje wnętrze w wyniku czego osiągnięto już głębokość ok. 500m, po czym… wszystko wróciło do normy.

Dzisiaj już nikt nie wie (lub też każdy ma swoją teorię) czy możliwość działania w tej jaskini była spowodowana ociepleniem klimatu czy nawiązaniem ścisłej współpracy przez członków CEV z nami. Faktem jest, że od tego czasu to my zapewnialiśmy dostęp do partii poniżej Pozo Hellado stosując “wyrafinowane” środki (saperka i inne narzędzia umożliwiające długotrwałe “dłubanie” w firnie). Dzięki temu w pierwszym roku współpracy (2008) udało się osiągnąć horyzontalny ciąg (Galeria Wrocław) na głębokości 570m.

1

Rok później, czyli na ubiegłorocznej wyprawie, w tym samym, rozbudowującym się coraz bardziej w poziomie, ciągu horyzontalnym było to już -690.

Należy dodać, że jaskinia CEV181 jest niewdzięcznym obiektem. Woda towarzyszy w nim w zasadzie od otworu. Najpierw jest to postać stała (śnieg, firn) a potem “naturalna” już postać ciekła i bynajmniej nie jest to “deszcz podziemny” tylko regularne “ciury” trudne do uniknięcia w studniach. W ciągu horyzontalnym zaczynającym się na poziomie ok. -550 wcale nie jest lepiej. W wodzie się brodzi często po kolana (jak ktoś gapa to i głębiej) i do tego dochodzi solidny już przewiew skutecznie wychładzający zbyt wolno maszerujących zawodników…

Otwór jaskini G-13 został odkryty w 1988 r. na wyprawie Speleoklubu Gliwice. “Odkrycie” było o tyle zaskakujące, że jaskinia zaczyna się blisko 40-to metrową, obszerną studnią tuż przy głównym szlaku w tej części masywu. Zgodnie z “teorią lejka”, czym większy otwór, tym więcej do niego wpadnie i w tym czasie studnia kończyła się korkiem śnieżnym.

Rok później, działający wspólnie z wyprawą Speleoklubu Gliwice, członkowie wyprawy Sekcji Grotołazów KW Wrocław pomiędzy korkiem a ścianą studni znaleźli szczelinę. Dosyć szybko udało się osiągnąć głębokość 380m, gdzie doszło do wypadku jednego z uczestników (nota bene będącego obecnie członkiem naszego klubu). Zakrojona na szeroką skalę akcja ratunkowa w zasadzie zakończyła działalność w G-13 na ten rok. Udało się jeszcze po tej akcji zjechać do dużej sali Iberia, osiągając głębokość 429m. Niestety G-13 nie miała później przez szereg lat szczęścia, bo zaangażowanie kolejnych wypraw było wówczas skierowane na inne cele.

W roku 1997 co prawda podjęliśmy próbę dalszej eksploracji ale nie przyniosła ona rezultatów. Dno Iberii było skutecznie przykryte ogromnym zawaliskiem i na nic się zdały próby jego pokonania. Poszukiwaliśmy również możliwości na wyższych poziomach ale wyniki były mizerne: z -270 na -330 i z -190 na -230. Tym samym eksplorację jaskini uznajemy za definitywnie zakończoną…

2 3

Co prawda wracamy do niej w 2000 roku ale tylko w celu wykonania barwienia, które i tak nie przyniosło żadnych wyników.

Gdyby nie rezultaty i trudne warunki w CEV181 na tym pewnie historia eksploracji G-13 by się zakończyła. Tutaj trzeba wspomnieć, że jaskinia G-13 jest generalnie sucha a ewentualne cieki omija, unikające kontaktu z wodą, oporęczowanie. Dodatkowo CEV181 tak się pod G-13 nachalnie wpychała, że grzechem by było nie spróbować. Ewentualne połączenie miałoby co najmniej dwie zalety: możliwość dotarcia w rejon “przodka” “na sucho” oraz… posiadanie “polskiego” otworu. Przyjaźń międzynarodowa to piękna rzecz ale wiadomo, że “strzeżonego…”. Taka próba została podjęta na ubiegłorocznej wyprawie. Wybraliśmy jedyne pozostałe nam rozwiązanie – hakówa z Iberii w poszukiwaniu okien i równoległych ciągów. Po paru próbach udało się znaleźć “puszczający” kierunek. Nim udało się osiągnąć poziom -300 czyli o ok. 130m wyżej niż dno Iberii. Tu sytuacja się odwróciła i można było kontynuować ulubiony kierunek każdego grotołaza, czyli w dół. “Po drugiej stronie”, za ciągiem studni, na głębokości -450m, kolejna, duża, Sala Piknikowa z “wantami, że ja p…”. Jej sprawdzenie zostawiliśmy już tegorocznej wyprawie…

Mając tak jasno postawione cele tegoroczna wyprawa od pierwszych dni zabrała się za realizację planów. Należy dodać, że dwukrotnie w czasie wyprawy nasza działalność była wspierana przez tygodniowe pobyty mikroekip hiszpańskich w których jedynie niezmienna była osoba Fernanada Arranz Sanchiz. Trzeba Fernandowi przyznać, że włożył spory wkład w eksplorację CEV181 w ostatnich trzech latach. Tak się złożyło, że wspierali nas w pierwszym i ostatnim tygodniu działalności, czyli… “przed” i “po” głównych wydarzeniach wyprawy.

Wiadomo było, że ewentualne połączenie G-13 z CEV181 nie musiało przecież zakończyć się sukcesem. Dlatego też, pomimo uciążliwości tej jaskini, rozpoczęto działanie w CEV181, w którym były też spore zaległości w jej dokumentowaniu. Działalność opierała się o biwak “hiszpański” na -450.

W międzyczasie zorganizowano krótki biwak w G-13 w meandrze nad Salą Piknikową. Krótki dlatego, że już na pierwszej “szychcie” drugiego zespołu połączenie G-13 stało się faktem. Na poziomie -540 osiągnięto tzw. “meander” w CEV181, co dopowiada głębokości -590 w CEV181. Zbiegło się to wydarzenie z zakończeniem zaległych prac dokumentacyjnych w CEV181, powyżej połączenia. Dzięki temu dalsza działalność w tak powstałym systemie mogła być prowadzona przez G-13.

4

Tak też się stało. Ruszył kolejny biwak, który został tym razem zorganizowany już w samej Sali Piknikowej G-13. Dzięki niemu w całości zostały zakończone prace dokumentacyjne we wszystkich znanych partiach obu jaskiń oraz “dołożono kolejne metry” w meandrze. Meander… Żaden opis nie odzwierciedli tego kolektora, który z każdym metrem prowadzi coraz więcej wody. Niby w miarę szeroki, niby wygodny ale idzie się nim dosłownie godzinami. No i woda… Niestety nie zawsze się uda uniknąć kontaktu z nią. To się wleje do kaloszy, to do rękawa, to zmoczy w zjeździe. Do tego, jak to w takim kolektorze, nieustanny, jednostajnie silny przewiew zimnego, niosącego wodny pył powietrza. Jeżeli ktokolwiek uważa kartowanie za katorgę to na kartowanie Meandra w zasadzie trudno znaleźć określenie.

Kolejna zmiana na biwaku ma tylko jedno zadanie – “załoić” do dna. Warunki w meandrze narzucają zmianę stylu działania na nieco mniej “tradycyjny”. Z biwaku działamy już w piankach a i styl oporęczowania bardziej przypomina działalność kanioningową niż jaskiniową. Tutaj podobnie jak przy połączeniu biwak okazał się krótki. Pierwsza “szychta”, drugi zespół i syfon na oczekiwanej głębokości -804m.

5

Kolejna zmiana na biwaku to kartowanie, rozpoznanie okolic syfonu pod kątem przyszłej działalności oraz barwienia i wynoszenie zbędnych rzeczy…

Sistema Pozu del Aguja de Enol – Pozu de los Barrastroses (CEV181/G-13) przy głębokości 804m i długości 4,3km osiągnął znaczącą rozciągłość poziomą 1,1km i znacznie się zbliżył do ośmiootworowego Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15). Tym samym rezultaty tegorocznej wyprawy mają istotne znaczenie dla poznania systemu podziemnego odwodnienia masywu.

Przede wszystkim po raz pierwszy osiągnięto poziom bazy erozyjnej poprzez otwory położone w

południowo – zachodniej części rejonu (strefa G). Tym samym strefa G i przyległa zachodnia część strefy B stały się “pełnowartościowymi” częściami rejonu.

Po drugie, strefy te nie tylko stały się “pełnowartościowe” ale dzięki poznaniu odwadniającego je kolektora znany jest ich potencjał. Każdy nowoodkryty obiekt będzie powiększał ten system.

Po trzecie, poprzez zbliżenie się do Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) stwierdzono, że strefa G jest odwadniana podobnie jak dotychczas rozpoznana część rejonu a nie jak przypuszczano, m.in. na podstawie rezultatów eksploracji w strefie CEV, poprzez wywierzysko Junjumia. Tym samym na dzień dzisiejszy można mówić o zdobyciu potwierdzonej wiedzy na temat odwodnienia 90% najwyżej położonej części rejonu (wyjątek stanowi strefa C).

Co więcej, wspomniane zbliżenie Sistema Pozu del Aguja de Enol – Pozu de los Barrastroses (CEV181/G-13) do Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) rokuje na ich połączenie w przyszłości. Byłoby to nie tylko połączenie dwóch systemów ale i “podziemne” połączenie stref B, D, F, G oraz “połączenie” wielu lat historii eksploracji tego rejonu. Powstałby dziesięciootworowy system o ponad 11km długości ciągów głównych, półtorakilometrowej rozciągłości odwadniający znaczną część rejonu. Na ile jest to realne? Jak nie spróbujemy, to się nie dowiemy. Można być pewnym, że będzie to jeden z celów przyszłorocznej wyprawy.

Wyniki tegorocznej wyprawy należy uznać za jedno z czterech najważniejszych osiągnięć na przestrzeni całej historii polskiej działalności w masywie. Można je porównać do takich sukcesów jak eksploracja:

  1. Pozu del Porru la Capilla (A-11) w latach 1984-1987 (głębokość -863m, długość 1.754m, rozciągłość pozioma 440m),
  2. Sistema del Hou de la Canal Parda (A-30/A-14/A-25/A-1) w latach 1988-1996 (odpowiednio, -903m, 4.401m, 760m)
  3. Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) w latach 1994-2006 (-736m, 6.610m, 706m).

6

Tyle o jaskiniach. W tym miejscu należałoby wspomnieć o uczestnikach… To jednak temat na odrębny, obszerniejszy już artykuł, bo przez bazę “kupa wiary się przewinęła”. Zainteresowanych “profilami” poszczególnych zawodników odsyłam do 2010 Picos de Europa – relacja SMS gdzie pod datą 24.08.2010 można się dowiedzieć “tego i owego”… Tutaj ograniczymy się tylko do ich wymienienia:

  • Goście, członkowie AKG AGH Kraków: Anna Kiełbasa, Dorota Sznajder, Marcin “Szuflada” Krajewski, Michał Krotofil, Bartek Kurdziel, Paweł Płóciennik
  • Speleoklub “Bobry” Żagań: Robert “Łysy” Sawicz
  • Członkowie Speleoclubu Wrocław: Agnieszka Bielawny, Katarzyna Filipek, Agnieszka Majewska, Marta Maślanka – kierownik, Katarzyna Polak, Małgorzata Wojtaczka, Zbigniew Grzela, Marek “Stahoo” Jędrzejczak, Adam Leksowski, Grzegorz Lubelczyk, Marcin Kraśny, Krzysztof Kubis, Paweł “Koń” Michalski, Jacek “Fredi” Wieprow.

W tym miejscu warto przypomnieć osobę Fernanada Arranz Sanchiz, który z różnymi członkami CEV dwukrotnie wspomogli nas w naszych działaniach.

Jak zwykle szczególne podziękowania należą się naszemu przyjacielowi i zarazem Członkowi Honorowemu naszego Klubu, którym jest Armando Jose Martin Alonzo Bernardo. Kto spędził, choć jeden wieczór w jego chatce na Vega Piedra wie, że jest za co.

Za finansowe powodzenie wyprawy “współodpowiadają”: Speleoclub Wrocław, KTJ PZA oraz… uczestnicy.

Marek Stahoo Jędrzejczak

Picos 2010 – relacja z wyprawy

Nienawidzę dźwięków jak ten. Odgłosów budzących mnie ze skalnego odrętwienia. Takich jak ten sprzed kilku dni, gdy na korek śnieżny blokujący studnię zlotową zjechali pierwsi w tym roku grotołazi. Po chwili wszystko ucichło a ja odetchnęłam z ulgą. Nie jestem jednak naiwna. Wiem, że wrócą. W zeszłym roku było tak samo. Przez tydzieo próbowali wejśd, wślizgnąd się do mojego wnętrza przez każdą najmniejszą lukę w śniegu. Dobiegały mnie odgłosy kopania, szamotania się wściekłych i przemarzniętych na kośd ludzi. Myślałam wtedy, że te kilkadziesiąt metrów śniegu skutecznie ich zniechęci. Wracali każdego dnia. W koocu poczułam ich zapach. Znienawidzony odór słooca, krowiego łajna i fabady asturiany.

Przeczytaj całą relację autorstwa Agnieszki Majewskiej.