Picos 2011 – relacja z wyprawy 2

Parafrazując słowa pewnej piosenki chciałoby się zaśpiewać „dwadzieścia lat minęło…”. Tak, tak. To już dwadzieścia lat działalności Speleoclubu Wrocław w Picos de Europa.

Rok 2011 był kolejnym rokiem, czwartym już z kolei, ścisłej współpracy z S.E.S. C.E.V. (SECCIÓN DE EXPLORACIONES SUBTERRÁNEAS CENTRO EXCURSIONISTA DE VALENCIA) z Walencji. Przez blisko 20 lat oddzieleni jedynie ścieżką z La Fragua do Jou Santu, dzieliliśmy wspólnie teren pod bazę. Oni najczęściej tylko na 2 tygodnie, my na miesiąc a i bywało, że na dłużej. Przypadkowe spotkanie w 2008 r. poza Picos, gdzieś na południu Hiszpanii, z Miguelem Carasco Moreno owocuje pierwszą wspólną wyprawą i połączeniem potencjału obu klubów. Jest to przede wszystkim ogromny potencjał rejonu nie rozdzielonego już sztuczną granicą ustanowioną niegdyś przez człowieka. Jeśli chodzi o potencjał kadrowy to najlepiej obrazuje to dysproporcja w ilości uczestników: z naszej strony 20 osób i więcej, ze strony hiszpańskiej 4, 5. Jak łatwo się domyślić z potencjałem sprzętowym rzecz ma się podobnie…

Rejon CEV góruje na południowo-zachodnią częścią naszej strefy, nad Barrastrosas, na którym mamy bazę i aż „się prosi” by „był nasz”. Każdy, kto przyjeżdżał na wyprawę po raz pierwszy nie mógł wyjść z podziwu, że „to nie jest nasze”, bo czym też jest granica wyznaczona przez wijącą się ścieżkę po zapiarżonych zboczach Los Argaos, Torre Santa Maria i Aguja Enol u stóp topniejącego i kurczącego się z każdym latem lodowczyka Cembavieya. Ten „defekt” naszej strefy powodował, że traciliśmy sporo potencjału w rejonie Barrastrosas a co za tym idzie byliśmy aktywni gdzie indziej, czytaj wyżej, traktując przez długie lata jaskinie rejonu Barrastrosas jako cele awaryjne.

CEV strefę przejął w 1989 r. z posagiem jednego dużego Sistema Cembavieya (CEM/SCP111) oraz dziesiątkiem innych oznaczonych otworów. Sima Cembavieya (CEM) była eksplorowana z przerwami przez członków różnych klubów (m. in. Anglików) w okresie 1974-1982, kiedy to, jak informowali odkrywcy osiągnięto poziom -703 m. Wówczas była to licząca się już w Picos głębokość. Dwa lata później rozpoczęto eksplorację położonego nieco wyżej otworu Sima Parodia (SCP111), by rok później, w 1985 r., połączyć się ze znanymi partiami Sima Cembavieya (CEM), tworząc pokaźnych już rozmiarów system o deklarowanej głębokości 810 m. Jedynym mankamentem tego sukcesu był fakt, że system ten nigdy nie został pomierzony a publikowane przekroje były raczej „artystyczną wizją” systemu niż rzetelną dokumentacją…

04

Koledzy z CEV do rejonu zbyt wiele szczęścia nie mieli i przez całe lata nie uzyskiwali żadnych spektakularnych wyników aż do roku 2008, w którym to wspólnie z nami kontynuowali eksplorację Pozu de la Aguja de Enol (CEV181) rozpoznanej do poziomu ok. -500. Rozpoczęta wówczas współpraca pozwoliła po dwóch latach działalności, w roku 2010, na jej połączenie z położoną już w naszej strefie Pozu de los Barrastrosas (G-13) oraz osiągnięcie syfonu na głębokości 804 m.

Osiągając w roku ubiegłym syfon w Sistema Pozu de la Aguja de Enol – Pozu de los Barrastrosas (CEV181/G-13) znacznie zbliżyliśmy się do eksplorowanego przez nas od szeregu lat wielootworowego Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) o głębokości 736 m i długości 6,6 km ciągów głównych. Cel na tegoroczną wyprawę wydawał się więc oczywisty…

W pewnym sensie, wyprawa zaczęła się… z początkiem czerwca, kiedy to do Polski przyjechał szef grupy hiszpańskiej Fernando Arranz Sanchis w celu uzyskania naszego przyzwolenia na podjęcie działań w Systemie przed naszym przyjazdem w Picos. W grę wchodziło barwienie i nurkowanie w syfonie. Zgodę oczywiście uzyskał i po kilku dniach, po uroczystej kolacji, zaopatrzony w wiadro cudem na szybko zdobytej od Szymka Kostki fluoresceiny, został odprowadzony na lotnisko i wrócił do Hiszpanii. Tym samym, niespodziewanie, uzyskaliśmy pewien niewielki „dług wdzięczności”, dający nam nadzieję na „rewanż”. Jego „Plan” jest w naszych rozważaniach od jakiegoś już czasu. Ze zdwojoną energią przystąpiliśmy więc do „zamykania” spraw organizacyjnych przed wyjazdem, dla którego otworzyły się dzięki temu nowe możliwości…

05

Tzw. „trzon” wyprawy wyruszył dwoma autami z Wrocławia w stronę Picos 30 lipca. Czasy się niestety zmieniły i większość z nas już nie może sobie pozwolić na wyjazd na cały miesiąc. Ci szczęśliwcy, którzy mogą to tzw. „trzon”. Reszta dojeżdża na krótsze lub dłuższe okresy już na własną rękę, celując w okolice środka wyprawy. W tym czasie Hiszpanie zdążyli już zabarwić i z nurkowaniem czekają na nas, bo brakuje im ludzi do transportu sprzętu. Cel nadrzędny dla „trzonu” to założenie bazy oraz przygotowanie eksploracji w CEV181/G-13. W Sali Piknikowej w G-13 powstaje więc biwak. Zostaje on zaopatrzony i wyposażony w radio Nicola zbudowane przez Tomka Snopkiewicza. Drugie instalujemy na bazie i dzięki temu mamy bezpośrednią łączność z biwakiem. Jest to o tyle istotne, że poniżej biwaku, droga w stronę syfonu to cztery godz. marszu meandrem, w wodzie, na lekko, dobrym tempem. Bieżące informacje o pogodzie na powierzchni, dla biwakujących pod ziemią, w takiej sytuacji stają się więc kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa.

Naszej ekipie towarzyszy mini ekipa hiszpańska z przedstawicielką Meksyku Miriam Diaz. Z racji tego, że są „u siebie”, co jakiś czas z bazy znikają, mając „ważne sprawy do załatwienia” i porzucając na bazie Miriam. Tak już będzie do końca wyprawy a Miriam, trochę z musu, trochę dzięki wrodzonemu nam słowiańskiemu urokowi osobistemu zaprzyjaźnia się z nami bardziej, niż z ekipą, z którą tu przyjechała. Planowane nurkowanie za każdym ich zniknięciem się oddala… i ostatecznie do niego nie dojdzie.

Tydzień później na bazie pojawiają się pierwsi „zawodnicy” spoza „trzonu”. Biwak przygotowany, pogoda stabilna, pora realizować główny cel wyprawy. Jeszcze tylko mały rekonesans w rejonie Cembavieya. Wygląda na to, że „Plan” ma szanse powodzenia…

06

Wejście ekipy biwakowej poprzedza zespół transportowy, który dostarcza niezbędny do eksploracji sprzęt w rejon syfonu, wraca na biwak i po krótkim odpoczynku wychodzi na powierzchnię. W jaskini zostaje już tylko ekipa, której celem jest znalezienie obejścia syfonu i przedostanie się do znanych partii Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15). To byłby system! Nasze oczekiwania i zapał szybko zostają zweryfikowane przez rzeczywistość. Obejścia nie ma. Gdzie byśmy nie próbowali to wszędzie wchodzimy pod prawie prostopadle ustawione, zapadające pod kątem ok. 60 stopni lustro tektoniczne, w którego najniższym, dostępnym miejscu jest… syfon. Próbujemy na różnych wysokościach, próbujemy na boki a w głowie jedna natrętna myśl, swoiste déja vu… Już to przerabialiśmy: w Sistema del Jou de la Canal Parda (A-30/A-14/A-25/A-1), na poziomie -903 też był syfon, też było lustro. Co więcej, nawet azymut się zgadza i jak się dobrze zastanowić to nawiązuje ono do dużo wyżej położonego lustra w B-12, a nawet dalej, w A-3, a kto wie czy nie ma ono wiele wspólnego z końcowymi partiami Pozu del Porru la Capilla (A-11/A-38). Tym samym można by wnioskować, że struktura ta, biegnąca na linii NW-SE przez syfony CEV181/G-13 i A-30/A-14/A-25/A-1 wyraźnie dzieli strefę na dwie części: południowo-zachodnią, w której położona jest większość znanych jaskiń w naszej strefie i strefie CEV oraz część północno-wschodnią z Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15), Pozu los Desvios (F-3) i przygranicznymi” jaskiniami strefy OUCC (Oxford University Cave Club). Czy istnieje podziemne połączenie pomiędzy tymi częściami? W górach tak starych i o tak bogatej przeszłości geologicznej, nie wydaje się to niemożliwe. Zresztą, jaskini B-12 „udało” się przebić do pozostałej części Sistema del Canalon de los Desvios (F-44/D-9/F-18/F-17/F-15). Czy jest to możliwe również w strefie zrównań i strefie saturacji, czy też podział ten determinuje różne kierunki odpływu wody z masywu? Ciekawe czy kiedykolwiek będzie nam dane się tego dowiedzieć?…

Biwak w CEV181/G-13 został zlikwidowany a my przystąpiliśmy do realizacji „Planu”. „Plan” był prosty, aczkolwiek wymagał pewnych nakładów pracy. Zakładał możliwość połączenia Sistema Pozu de la Aguja de Enol – Pozu los Barrastrosas (CEV181/G-13) z Sistema Cembavieya (CEM/SCP111). Połączenie byłoby o tyle atrakcyjne, że oba otwory Sistema Cembavieya są położone wyżej niż otwory CEV181/G-13. Przesłanką było usytuowanie w jednej linii otworów CEM i SCP111 nieskartowanego Sistema Cembavieya względem otworów CEV181 i G-13 oraz generalnego kierunku rozwoju znanego nam systemu. Rekonesans powierzchniowy tylko potwierdził nasze przypuszczenia a pomierzone i znane wysokości otworów tylko zachęciły nas do pracy (G-13 – 2079 m n.p.m., CEV181 – 2129, CEM – 2185, SCP111 – 2224). Połączenie dałoby nieźle już wyglądającą deniwelację 899 m. Jedynym czynnikiem zakłócającym ten piękny obraz to fakt, że Sistema Cembavieya wydaje się być nieco za głęboka. Gdyby miała 100 m mniej wszystko ładnie by się układało a tak… Dziwnie to zabrzmi, ale mała nadzieja jest. Pomiędzy otworami CEM i SCP111 z „dokumentacji” wynika różnica ok. 100 m a nam wychodzi niecałe 40…

08

Przy okazji sprawdziliśmy jeszcze jeden otwór, który odsłonił się w wyniku wytapiającego się lodowczyka Cembavieya na wysokości 2311 m n.p.m., czyli dosyć już wysoko jak na możliwości rejonu. Otwór (pod koniec wyprawy oznaczony przez Hiszpanów jako PE001) został odkryty przez nas w roku 2009 i tylko na karb zalegającego niegdyś w tym miejscu śniegu można zrzucić fakt, że do tego czasu czekał na swoje odkrycie. Ocena głębokości poprzez rzucane kamienie wypadała zachęcająco: 40 -60 m „na starcie”. Cóż z tego skoro to „nie nasze”. To było dwa lata temu. W tym roku mamy już całkiem inną rzeczywistość. Rekonesans potwierdził szacowaną głębokość a problem został uznany za „godny” uwagi.

Pozostało wprowadzić „Plan” w życie. Szczegóły musieliśmy uzgodnić z gospodarzami rejonu a konkretnie z Fernandem telefonicznie, bo akurat zbiegło się to z ich nieobecnością na bazie. Działalność w Sistema Cembavieya prowadzimy z niższego otworu Sima Cembavieya (CEM). Zaraz za akcjami reeksplorującymi idą akcje kartujące by na bieżąco mieć wiedzę o wzajemnym usytuowaniu aktualnego „przodka” względem CEV181. Jaskinia, pomimo (a może dzięki temu), że prowadzi znaczną ilość wody, z każdą studnią zyskuje miano szczególnie urokliwej i nie brak chętnych do działalności w niej. Wszędobylskie śmieci obrazują zmiany w ekoświadomości naszego środowiska. Wyniki pomiarów wskazują, że wchodzimy pod CEV181 i z każdą szychtą połączenie jest coraz bardziej oczekiwane. Tak docieramy do syfonu na zaskakującej głębokości 577 m. Nie na -703 tylko na 577! Chcieliśmy by było płycej to jest. Wszystko ładnie się układa tylko połączenia nie ma… Jaskinie mijają się dosłownie na metry w systemie równoległych studni. Trzeba próbować od strony CEV181.

W PE001, czyli już w Pozu del Torre Santa Maria, pomimo, że zdobycie pierwszych 100 m pionu zajęło sporo czasu, puszcza jak „po sznurku”. Nieco krucho, ale po latach działalności w Picos można się do tego jakoś przyzwyczaić. Nieco zaskakujący jest fakt, że jaskinia, jak na tak wysokie położenie otworu, jest tak dobrze rozwinięta, co niezmiernie nas cieszy i daje nadzieję na wyżej położone otwory.

Mija trzeci tydzień wyprawy i większa część uczestników wraca do kraju. Pozostaje „trzon” i ci, co przyjechali na ostatnie dwa tygodnie. Pierwotnie zakładaliśmy, że będzie to okres porządkujący działalność, retransportów i likwidacji bazy. Mając jednak dwa otwarte problemy te sprawy schodzą na dalszy plan. Wszyscy czekamy na połączenie Sima Cembavieya z CEV181. Czekają ci w Picos, czekają też ci, co już zdążyli dojechać do kraju. Dotąd rozpieszczani przez naturę piękną słoneczną pogodą teraz zaczynamy być nękani opadami i znacznym pogorszeniem się warunków meteo. Tą ostatnią akcją zamykającą sprawę połączenia ma być równoległa działalność w obu jaskiniach. Niestety do połączenia nie dochodzi, chociaż wszyscy wiemy, że jest ono pewne. Termin zakończenia wyprawy nieubłaganie się zbliża, prognozy pogody są coraz gorsze i zapada decyzja o zakończeniu na ten rok eksploracji w Sima Cembavieya (CEM).

Równolegle w Pozu del Torre Santa Maria (PE001) udaje się zorganizować jeszcze trzy akcje: dwie eksplorujące i jedną kartującą. Jaskinia nadal puszcza i tylko zakończenie wyprawy przerywa naszą w niej działalność na głębokości 324 m. Wiele było spekulacji, w którą to stronę ta jaskinia się będzie rozwijała a ona… kieruje się w stronę domniemanego połączenia Sima Cembavieya (CEM) z Pozu de la Aguja de Enol (CEV181).

07

Wyprawa po miesiącu działalności wraca do kraju, tradycyjnie żegnana przez naszego przyjaciela Armanda, pozostawiając w Picos dwa bardzo interesujące problemy. Do Polski wraca z Meksykanką Miriam Diaz, która postanawia przed powrotem do Meksyku odwiedzić Polskę…

Podsumowując, pomimo tego, że nie udało nam się osiągnąć celu głównego, jakim było połączenie Sistema Pozu de la Aguja de Enol – Pozu los Barrastrosas (CEV181/G-13) z Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) wyprawę należy uznać za wyjątkowo udaną i otwierającą nowe perspektywy działalności. Nie udało się nam na dnie systemu CEV181/G-13, ale jest spora nadzieja na jego rozbudowanie w górę i w przeciwną stronę poprzez połączenie z Sistema Cembavieya (CEM/SCP111) oraz, co ciekawsze, poprzez przyłączenie Pozu del Torre Santa Maria (PE001).

Trzeba dodać, że nasza działalność nie ograniczała się tylko do tych obiektów. Udało się nam zrealizować kilka, niestety bezskutecznych, wejść do jaskini Trou de Glace (G-8) z nadzieją na połączenie z Pozu los Barrastrosas (G-13). W samym Pozu los Barrastrosas (G-13) powtórzyliśmy kartowanie odkrywców z 1989 r. od otworu do głębokości 397 m. Tym samym w całym systemie opieramy się już tylko i wyłącznie na naszych danych pomiarowych. W związku ze znacznym ubytkiem wieloletnich śniegów sprawdziliśmy, również bezskutecznie, interesujące nas od lat zakorkowane firnem otwory.

Pod względem prac dokumentacyjnych w tym roku zostało zrobione całkiem sporo:

  • Pomierzyliśmy znaczną część Sistema Cembavieya (CEM/SCP111) od otworu CEM do syfonu na głębokości 577 m (DistoX).
  • Pomierzyliśmy całą wyeksplorowaną deniwelację Pozu del Torre Santa Maria (PE001) wynoszącą 324 m (CaveSniper).
  • Powtórzyliśmy pomiary pierwszych eksploratorów (Sekcja Grotołazów KW Wrocław) Pozu los Barrastrosas (G-13) od otworu do poziomu -397 m (CaveSniper).

09_lista

Celem tych prac była nie tylko dokumentacja aktualnie eksplorowanych obiektów, ale także chęć posiadania własnych i wiarygodnych danych pomiarowych z obiektów eksplorowanych dosyć dawno już temu, w nieco innej rzeczywistości. Dzięki wsparciu Jacka Wójcickiego, twórcy CaveSniper’a, mieliśmy okazję popracować nie tylko posiadanym od kilku lat DistoX’em, ale i zestawem przyrządów o nieco odmiennej filozofii. Trzeba przyznać, że CaveSniper spisuje się należycie, zyskał nasze uznanie i niedługa lista wad tego rozwiązania nie jest w stanie przyćmić niebagatelnych zalet.

03_mapa_small

Po każdej wyprawie pozostaje pytanie: co dalej? Jakie plany na przyszły rok? Odpowiedź wydaje się oczywista:

  1. Połączenie Sistema Pozu de la Aguja de Enol – Pozu los Barrastrosas (CEV181/G-13) z Sistema Cembavieya (CEM/SCP111) i tym samym uzyskanie w tak powstałym czterootworowym systemie deniwelacji 899 m.
  2. Prace dokumentacyjne w Sistema Cembavieya (CEM/SCP111) od otworu Sima Parodia (SCP111) do połączenia z Sima Cembavieya (CEM).
  3. Próba połączenia Pozu del Torre Santa Maria (PE001) z, miejmy nadzieję, nowopowstałym Sistema Sima Parodia – Sima Cembavieya – Pozu de la Aguja de Enol – Pozu los Barrastrosas (SCP111/CEM/CEV181/G-13) i uzyskanie tym samym deniwelacji 980-990 m.
  4. Próba znalezienia wyższych otworów jaskini Pozu del Torre Santa Maria (PE001) w celu uzyskania w tym rejonie po raz pierwszy deniwelacji przekraczającej 1000 m.

Wątpliwości może budzić cel ostatni. Czy jest to możliwe? Czy uda się znaleźć jeszcze wyższy otwór? Zobaczymy za rok a na dzień dzisiejszy można stwierdzić, że… są takie możliwości i to wielce prawdopodobne.

01_blok

Przez 4 tygodnie działalności przewinęła się przez bazę spora ilość grotołazów:

  1. Olaf Bańdo – Speloclub Wrocław
  2. Agnieszka Bielawny – Speloclub Wrocław
  3. Miriam Diaz – Meksyk
  4. Katarzyna Filipek – Speloclub Wrocław
  5. Zbigniew Grzela – Speloclub Wrocław
  6. Marek Jędrzejczak – Speloclub Wrocław
  7. Sebastian Kalisz – Speloclub Wrocław
  8. Michał Kościuczyk – Sekcja Grotołazów Wrocław
  9. Marcin Krajewski – AKG AGH Kraków
  10. Piotr Kryjom – Speloclub Wrocław
  11. Tomasz Krysiak – Speloclub Wrocław
  12. Krzysztof Kubis- Speloclub Wrocław
  13. Adam Leksowski – Speloclub Wrocław (kierownik)
  14. Grzegorz Lubelczyk – Speloclub Wrocław
  15. Paweł Michalski – Speloclub Wrocław
  16. Adam Pyka – Speloclub Wrocław
  17. Fernando Arranz Sanchis- SES CEV Walencja
  18. Robert Sawicz – Speleoklub Bobry Żagań
  19. Sebastian Sobczyk – Speloclub Wrocław
  20. Katarzyna Szymczak – Speloclub Wrocław
  21. Tomasz Utkowski – Speloclub Wrocław
  22. Maciej Wajda – Speloclub Wrocław
  23. Jacek Wieprow – Speloclub Wrocław
  24. Małgorzata Wojtaczka – Speloclub Wrocław
  25. Robert Zaremba – Speloclub Wrocław

Do tego należy dodać pokaźną grupę tzw. „osób towarzyszących”, głównie Pań, wspierających „swoich wspaniałych mężczyzn” oraz kilku Hiszpanów, którzy na bazie byli na tyle krótko, że nawet nie zdążyliśmy zanotować jak się nazywali.

02

Jako uczestnicy wyprawy dziękujemy:

  • Naszemu Kierownikowi, który pomimo przeciwności losu i niesamowitego oporu materii zarówno martwej, jak i tej ożywionej sprostał zadaniu. Dziękujemy mu za ogrom włożonej pracy i w duchu liczymy, że debiut w tej roli go nie zniechęcił i za rok znowu poprowadzi nas „ku chwale”.
  • Naszemu Sponsorowi, firmie GetApp (www.getapp.net) za niebagatelne wsparcie finansowe, dzięki któremu z dumą i wdzięcznością mogliśmy nosić koszulki z jego logo.
  • Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA za dofinansowanie tego przedsięwzięcia, co jak mamy nadzieję wyraża wiarę w sens tego, co robimy.
  • Naszemu wieloletniemu przyjacielowi Armandowi (członkowi honorowemu naszego klubu) za jak zawsze miłe przyjęcie, opiekę i udostępnienie wyprawie swojego Rock House.
  • Fernandowi Arranz Sanchis za współpracę, która umożliwiła wspólne działanie niby „ponad podziałami” a tak naprawdę „pod podziałem” regionu na strefy CEV i naszą.
  • Jackowi Wójcickiemu z Avenu Sosnowiec i jego „grupie wsparcia” za możliwość pracy z CaveSniper’em (www.caveexplorer.eu).
  • Tomkowi Snopkiewiczowi za to, że pomimo deficytu czasu zdążył z budową dwóch egzemplarzy Nicoli, dzięki czemu wzrósł poziom bezpieczeństwa na biwaku oraz możliwości logistyczne wyprawy. Dziękujemy też naszemu klubowemu koledze Wieśkowi Śmigielskiemu, który to, co Tomasz skonstruował ładnie i praktycznie wmontował w walizeczki Peli.
  • Szymkowi Kostce z Sekcji Grotołazów Wrocław za wiadro fluoresceiny.
  • Sobie nawzajem za efektywnie i mile spędzone chwile w górach.

Marek Stahoo Jędrzejczak

Wielka Litworowa, czyli historia pewnego udanego wyjazdu, 02-04.09.2011

SAM_1438

Wyprawa, wyprawa… i po wyprawie. Jak to w reklamie pewnej znanej firmy telekomunikacyjnej – serce zostało na Picos, a rozum… pojechał w Tatry. Decyzję o wyjeździe podjęłam dość spontanicznie podczas spotkania (no, właściwie imprezy) w klubie w środę, a już w piątek po pracy siedziałam w aucie z bananem na ustach. A co. Pozbieranie ekipy do auta zajęło nam trochę czasu. O ile z Arkiem i Magdą szybko wrzuciliśmy sprzęt do bagażnika, tak z bagażami Grześka było trochę problemu. Dwa plecaki i torba z kalafiorem… Hmm 🙂 Sprzętu wspinaczkowego mieliśmy jak na jakąś zaciężną akcję. Jechaliśmy w dziury, ale miałam wrażenie, że coś mnie ominęło. No nic, wspólnymi siłami rozparcelowaliśmy zawartość jednego plecaka i poupychaliśmy skrzętnie w zakamarkach bagażnika. Nie wiem, jakim cudem to się tam wszystko zmieściło. Grunt, że Grzesiek tego nie widział. Na pocieszenie dostałam do opieki kalafiora wraz z resztą ciekawej zawartości torby. Zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy aby trafiłam rzeczywiście na właściwy wyjazd.

Wszyscy byli pełni zapału, tak, wstańmy skoro świt! Stanęło na 7, na 8 umówiliśmy się na wyjście z Mr. Elektronem. Miał do nas dojechać z innej imprezy. No i dobrze, że był ktoś z zewnątrz, bo o 7 to przewracaliśmy się na drugi bok, smiejąc się w duchu z głupiego budzika i ambitnych postanowień. Pewnie byśmy jeszcze spali, ale Elektron dotarł po 8 i truł. Nie było wyjścia. O dziwo udało się w miarę zebrać i po upchaniu plecaków ruszyliśmy dziarsko na szlak. A na szlaku cudy i dziwy (te drugie w sensie dosłownym nawet). Standardowo jak to na deptaku, dzikie tłumy stonki w japonkach, klapkach i innych typowo górskich butach. Standardowo również czułam się jak dziwoląg, nieprzystosowana ubiorem i mentalnie. Do tego usłyszałam pytanie, czy idę na nartach zjeżdżać. Aha, no tak, kijki. Byle do odejścia szlaku.

No, teraz było zdecydowanie przyjemniej, z dala od zgiełku. I jeszcze tylko zakręt, potem strumień, podejście jedno i drugie i Przysłop. A potem już tylko podejście i podejście i jeszcze większe podejście. A kamienie się nie kończą. Chciałoby się zaśpiewać:
A droga długa jest
Nie wiadomo czy ma kres
A droga kręta jest
Co dalej za zakrętem jest
Kamieni mnóstwo
Pod kamieniami leży szkło
Szło by się długo
Gdyby nie to szkło to by się szło (…)
Szkła co prawda za dużo wieczorem nie było, ale dobrze na coś zwalić. A co. Grunt, że w komplecie doczołgaliśmy się pod właściwy otwór. Była pewna szansa, że nie znajdę, bo jedyna moja wizyta w tym miejscu odbyła się w mglistych warunkach i przyznam szczerze, nie zawracałam sobie głowy jakąśtam ścieżką.

SAM_1419

W dziurze poszło nam całkiem nieźle. Ekipa podzieliła się zadaniami i napieraliśmy szybko w dół. Arek dzielnie poręczował moje ulubione miejsce – trawersik nad studnią. Właściwie, to nie wiem, czy to bardziej trawers, czy po prostu meander ze studnią, grunt, że trzeba się nieźle zaprzeć i nie patrzeć w dół. Arek się tak zapierał, że nawet zdołał z siebie część sprzętu wypiąć i zgubić. Przepadło. Grzesiek z Magdą wycofali się z tego miejsca, bo sił nie starczyło, natomiast nasza „szybka trójka” doczłapała do zamierzonego celu – Sali pod Płytowcem. Na pochylni z piarżyskiem zastaliśmy raj dla spragnionych – dwa garnki wypełnione po brzegi wodą. Co za ulga. W poszukiwaniu galerii ze zdjęciami zwiedzilismy parę innych korytarzy i wreszcie wiem, gdzie są te wszystkie odejścia w inne partie jaskini.

 SAM_1429 SAM_1430

Z dziury wyszlismy już po zachodzie słońca. Widok na rozświetlone Zakopane i okolice był niesamowity. Co ciekawe, dobiegały nas czasem nawet dźwięki muzyki z miasta. Myślałam początkowo, że już źle ze mną, skoro słyszę głosy, ale to jednak nie było złudzenie. Drogę w dół pokonywaliśmy błyskawicznie, mało co nie łamiąc nóg. Szczególnie ja, gdy idąc ostatnia i sama, usłyszałam szelest w krzakach. Serce podskoczyło mi do gardła, a w głowie od razu pojawił się niedźwiedź i szerg kolejnych przerażających obrazów. Muszę przyznać, że popędziłam wtedy nieźle. Na bazie czekała na nas miła niespodzianka w postaci kartonów z pizzą. Magda z Grzesiem zadbali wsaniale o nasze żołądki. Nawet nie mieliśmy siły podgrzewać, rzuciliśmy się na jedzenie jak wilki. Dawno nie jadłam takiej dobrej pizzy 🙂

SAM_1443

Drugiego dnia wyspaliśmy się porządnie i jak rasowi turyści postanowiliśmy udać się na wycieczkę na Halę Gąsienicową i nad Czarny Staw. Napatrzyliśmy się znów na japonki i inne górskie wynalazki. Zawsze się zastanawiam, po co nam właściwie te treki i wygodne ciuchy, skoro w japonkach też się da? Nad stawem zrobiliśmy rzecz karygodną – popas na miękkiej trawce z piwem i zakąskami. Znaczy się, uprawialiśmy turystykę. Widoki były cudowne, trawa miękka, a teren ukształtowany prawie jak grajdołek – nic tylko się zdrzemnąć.

SAM_1437SAM_1446

Po wycieczce obowiązkowo Adamo. Długo przyszło nam czekać na kelnera, potem na rachunek, koniec końców godzina powrotu do domu mocno nam się przesunęła. W efekcie dotarliśmy do wrocka gdzieś po 2… Zastanawialam się nawet, czy iść w ogóle spać, czy od razu do pracy. A co.

Uczestnicy:

  • Magda Sikora
  • Kasia Filipek
  • Arek Młynarczyk
  • Grzesiek Szmidt
  • Adam Pyka – Mr. Elektron

Tekst i zdjęcia: Kasia Filipek

Picos 2011 – relacja z wyprawy

Z Polski wyjechaliśmy ostatniego dnia lipca. Po przejechaniu 2500 km, spaleniu 310 litrów oleju napędowego, przejechaniu przez trzy państwa, pokonaniu niezliczonej ilości mostów i tuneli oraz bramek płatnej autostrady, nasze dzielne auta dotarły do Picos. Po dokonaniu niezbędnych formalności w siedzibie władz Parku Narodowego Picos de Europa, wypakowaniu i ponownym zapakowaniu zawartości aut – tym razem na nasze plecy, rozpoczęliśmy oficjalnie hiszpański etap wyprawy.

08

Przez trzy dni robiliśmy żmudne transporty, aż wreszcie dumnie rozstawiliśmy bazę na Los Barrastrosas (2020m n.p.m.). I już następnego dnia przystąpiliśmy do realizacji naszych zamierzeń.

09

10

Głównym zadaniem było założenie i zaopatrzenie biwaku w G-13, na głębokości około -450m na dnie sali Piknikowej z „Wantami że Japierdolę” aby umożliwić eksplorację, w okolicy przodka -Syfonu (-804m). Miało to na celu połączenie systemu CEV181/ G-13 z Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) . Po długiej i ciężkiej akcji w jaskini stanął dobrze zaopatrzony, komfortowy i ciepły biwak. Ze względów bezpieczeństwa został on wyposażony w „telefon” Nicola, za pomocą, którego była możliwa łączność bezpośrednio z bazą.

11

Niestety podczas dokładnej eksploracji w rejonie syfonu, stwierdzono występowanie rozległego lustra tektonicznego. Podjęto decyzję o zakończeniu eksploracji tej jaskini. Wiązało się to z retransportem całego szpeju zniesionego na dół oraz reporęczem całości. Pochłonęło to kolejnych kilka, sporych akcji. Korzystając z ostatnich chwil zaporęczowania zostało powtórzone kartowanie części tej jaskini od 0 do -400m.

12

13

Jaskinia G-13 kosztowała nas bardzo wiele czasu i jeszcze więcej sił, jednak nie były to jedyne działania w tym okresie.

14

Równolegle była prowadzona eksploracja powierzchniowa w strefie F. Zostało sprawdzonych kilka otworów, zarówno nowych jak i znanych wcześniej. Nic jednak nie puściło…

15

16

Teraz nasze działania skupiły się na innym dużym problemie. Za pozwoleniem strony hiszpańskiej postanowiliśmy skartować i eksplorować dwuotworowy system Sistema de Cembavieya (CEM/ SCP111), pod kątem połączenia go z jaskinia CEV 181/G-13. Gdy jaskinia Cembavieya została od nowa obita, zaporęczowana i skartowana do około -570m, dane z przyrządów pomiarowych trafiły do komputera. Po pierwsze, okazało się, iż stare, hiszpańskie plany, dość mocno odbiegają od rzeczywistości. Po drugie, ku naszemu zdziwieniu okazało się, iż te dwie jaskinie w pewnych partiach są strasznie blisko siebie, najprawdopodobniej są to dwie równolegle studnie, tuż obok. Niestety po zsynchronizowanej akcji w obu jaskiniach z nawoływaniem, nie udało się nawiązać kontaktu. Kolejny spektakularny wynik przeszedł nam koło nosa… na razie, bo za rok na pewno powrócimy do tego problemu i wtedy na pewno się uda.

17

18

W tego rocznej wyprawie wzięło udział bardzo wielu ludzi. Pozwoliło to na działania także w innych miejscach, w tym samym czasie. Kilku wyprawowiczów, korzystając z zaskakująco małej ilości śniegu postanowiło dokładniej przyjrzeć się szczelinom tuż pod granią w strefie hiszpańskiej. Sprawdzonych zostało kilka miejsc. Przyniosło to efekt, odnaleziono nową jaskinię, której otwór we wcześniejszych latach był pod śniegiem. Teraz znamy ją pod nazwą Pozu del Torre Santa Maria (PE 001). Wejście to podłużna, około 50m szczelina, jest ona zlokalizowana na poziomie 2300m n.p.m., znajduje się u podnóża północnej ściany Tore Santa Maria. Po kilku akcjach, jeden z ciągów nadal puszczał. Jaskinia ma charakter pionowy do około -270m. Na tej głębokości napotykamy na ciasny meander, którym poruszanie się jest dość powolne. Dodatkowo zawaliska zmuszają do wspinania i omijania zatorów. Ze względu na nieuchronny koniec wyprawy, nasze poczynania w tej jaskini trzeba było zakończyć. Efektem działań było wyeksplorowanie i skartowanie jaskini do około -320m. Dodatkowo na ostatniej szychcie odkryty został stary, wygodny meander, ponad tym bardzo ciasnym. Z danych pomiarowych wiemy, iż zmierza on w kierunku N-E, czyli w stronę Systemu Cembavieya. Choć na razie dzieli nas od niego około 200m w poziomie i około 150m w pionie, jesteśmy dobrej myśli. Mamy kolejny ciekawy i ambitny cel na przyszły rok.

19

20

Wspaniała pogoda przez trzy z czterech tygodni wyprawy rozpieściła nas zupełnie. Dopiero ostatni tydzień, deszczowy, mglisty i bardzo wietrzny, przypomniał nam, że to góry i tu pogoda nie zawsze będzie witać nas słoneczkiem po wyjściu z jaskini. Jednej z nocy, by ułatwić powrót grotołazom z akcji do bazy, ułożyliśmy pulsujące czołówki miedzy namiotami, co we mgle dawało niesamowity widok przypominający lotnisko. Pomogło. Wszyscy, pomimo ciemności i bardzo słabej widoczności, trafili bezpiecznie do obozu.

 21 22

Tegoroczna wyprawa odbyła się dzięki dofinansowaniu KTJ PZA i wsparciu sponsora – firmy „GET APP” – za co bardzo mocno dziękujemy.

23

Skład wyprawy:

  • Speleoclub Wrocław: Leksowski Adam – kierownik wyprawy Bańdo Olaf, Bielawny Agnieszka, Filipek Katarzyna, Grzela Zbigniew, Jędrzejczak Marek, Kalisz Sebastian, Kryjom Piotr, Krysiak Tomasz, Kubis Krzysztof, Lubelczyk Grzegorz, Michalski Paweł, Pyka Adam, Sobczyk Sebastian, Szymczak Katarzyna, Utkowski Tomasz, Wajda Maciej, Wieprow Jacek, Wojtaczka Małgorzata, Zaremba Robert
  • Inne kluby: Sawicz Robert – Speleoklub Bobry Żagań, Kościuczyk Michał – Sekcja Grotołazów Wrocław, Krajewski Marcin – AKG AGH Kraków, Diaz Miriam – Meksyk, Sanchis Fernando Arranz – SES CEV Walencja
  • Dodatkowo na bazie obecne były osoby niezrzeszone: Alina Klaub – Grzela, Marta Zaremba, Miłka, Małgorzata Socha.

24

Podsumowanie:

Dzięki dobrej współpracy z SES CEV Walencja, mogliśmy działać także w strefie hiszpańskiej. Mimo braku spektakularnych wyników, można śmiało powiedzieć, iż była to wyprawa bardzo pracowita i owocna. Przybliżyła nas znacząco do poznania wzajemnego położenia kilku jaskiń. Wyniki tegorocznych działań to dobry podkład pod następna wyprawę. Mamy jasne i ambitne cele, a zdobyta wiedza na pewno nam pomoże w ich realizacji.

Tomasz Utkowski