Picos 2016 – relacja sms

PICOS

Pamiętnik smsowy wyprawy Picos de Europa 2016

Chcesz wiedzieć co się dzieje w rejonie bazy na Los Barrastrosas? Zapraszamy do relacji na gorąco z wyprawy Picos de Europa 2016!

[27.08.2016, 13:15]
Francja nie chce się skończyć…
Marta M.
[25.08.2016, 10:49]
Ostatnia przed końcem wyprawy, mała jaskiniowa akcja eksploracyjna z Nikki w namierzonym przez Staha otworze 300m od bazy. Jaskinia kończy się ok. 30-metrową pochylnią z piargowiskiem. Tofik zdeporęczował już jaskinię G8, z której pobieraliśmy wodę, Marta M. ogarnia bazowe klamoty, a Kierownik wyprawy magazyn. Powoli kończymy nasze tegoroczne jaskiniowe zmagania. Jest co robić za rok. “Picos się nie kończy.” 😉
IMAG1411
Marta Cz.
[24.08.2016, 12:21]
Na dnie pięknej, mytej i suchej studni, do której dojechali Stahoo i Qń, wisi wielka, spektakularna, skalna “gilotyna”, która wydaje się być wyrokiem, że niżej ciąg boczny PE001 już “nie puści”. Natomiast powiew powietrza u góry studni aż prosi, by ową Studnię z Gilotyną przetrawersować. Qń’a (wraz z Agą i Gochą), jako specjalistę od hakówy, pożegnaliśmy w poniedziałek, więc za rok mamy o kolejny temat więcej 😉
 
Wczoraj ekipa w składzie Tofik i Marta Cz. skartowała Studnię z Gilotyną, która okazuje się mieć 111m głębokości. Zostało skartowane również 255m korytarza meandrującego w stronę studni. W sumie ponad 350m nowych ciągów jaskini PE001. Trwa emocjonujące zgrywanie danych do komputera i uzupełnianie szkiców jaskini. Tymczasem Cioci i Nikki wiszący śnieg uniemożliwił kartowanie Studni ze Śniegiem. Za to wysublimowane umiejętności kulinarne Cioci pozwoliły na przywitanie ekipy wracającej z PE001 pyszną bazową zupą.
Marta Cz.
[23.08.2016, 19:17]
Trwa ostatnia akcja w PE001. Kartowanie nowych ciągów. Studnia ze Śniegiem tak samo zaśnieżona jak wcześniej. Krowa przeżuła rękaw kombinezonu Staha. Mniej więcej trzy razy. Resztę udało się uratować. Kochane rogate potwory stratowały także basen. Dobrze, że mamy nowy :).
Marta M.
[21.08.2016, 21:19]
Qń i Stahoo pociągnęli wczoraj w PE001 na -300 w poziomie kolejne metry. Dojechali do ok. 100-metrowej suchej studni. Dziś w PE001 trzy ekipy: 1 eksplorująca i 2 kartujące. Studnia Pegaza w Cembie coraz bliżej…
 
Podczas eksploracji przodka na -300m w PE001 Nikki i ja zużyłyśmy kolejne 60-70m liny. Stahoo szacuje, że do Cemba Vieyi brakuje jeszcze ok. 100m.
IMAG1374
Marta Cz.
[20.08.2016, 11:04]
Wczoraj w 9 zeszliśmy z góry, poszwędaliśmy się po Cangas i pojechaliśmy nocować nad ocean. Teraz mijamy Santander i już tęsknimy za Picos… Do zobaczenia 🙂
Ida
[19.08.2016, 13:02]
“Wydaje mi się, że ta jaskinia to dożywocie.” – słowa Szuflady po czwartkowej, wraz z Qń’em, eksploracji PE001. Jaskinia otwiera się długą horyzontalną szczeliną w kierunku jaskini Cemba Vieya – na głębokości ok. 300m (jeszcze przed Mokrą 20’stką).
Marta Cz.
[18.08.2016, 15:54]
Udało się wynieść cały biwak po 12h akcji. Dzisiaj Tofik z Niki kartują Mokrą 20’stkę, a Qń z Szufladą działają na -250. Reszta odpoczywa na bazie lub spaceruje.
Ida
[18.08.2016, 11:46]
W środowe popołudnie, po 4 dobach w jaskini PE001, ekipa biwakowa wyszła na światło dzienne. Temat działań na przodku (jak i kilka innych) wciąż otwarty. Wiemy już, że jaskinia nie zamyka się na dotychczasowej głębokości.
IMAG1301
Marta Cz.
[17.08.2016, 17:56]
Przed szturmową akcją na przodku w PE001. Biwak -750m: Arek B., Ania K., Marta Cz. Transporty: Łukasz, Rafał, Hubert. Do zobaczenia ponownie na powierzchni!
IMAG1287
Marta Cz.
[17.08.2016, 12:18]
Ekipa retransportowa pozdrawia spod PE001 🙂
FOT197F
Ida
[16.08.2016, 12:49]
Wczoraj wieczorem była burza z gradem, ale wszystkie namioty całe. Ekipa w PE bezpiecznie przeczekała ewentualne skutki na dole. Teraz działają na przodku. Na bazie mały bunt, bo kierownik chce niektórych zajechać. Znowu lampa. Chatka wciągnęła pozostałe pół składu… Czekamy aż dotrą.
Ida
[15.08.2016, 22:39]
Kontakt z biwakiem. Wszystko dobrze.
Zbyszek
[15.08.2016, 12:50]
Pobiłam wczoraj swoje 3 rekordy: głębokości (-550), długości akcji (19,5h), niespania (40h). Newralgiczne partie PE001 skartowane! I pomimo zarzekania się w dziurze, że już nigdy tam nie wrócę, bo jest prze***ane, pewnie jeszcze w tym tygodniu zejdę na transport z biwaku 😉 bo w sumie to mi się podobało 😀 A Hiperturbina jest mega! Dzisiaj zamiast resetu – Studnia ze Śniegiem z Szuflim i Rafałem.
Ida
[14.08.2016, 19:41]
Nastąpiło połączenie z ekipą z biwaku. Startują z 1 biwaku (-550) na dno czyli przodek. Następny kontakt 6’30.
Zbyszek

[14.08.2016, 18:12]
Na bazę dotarła Agniecha i Qń, ku zdziwieniu obozowiczów. Oczekujemy przy Nicoli na połączenie się z biwakiem.
Zbyszek

[13.08.2016, 12:57]
Dziś wielki dzień PE001. Marta, Ania i Arek idą na biwak i będą działać na przodku. Łukasz, Rafał i Hubert transportują zaopatrzenie biwaku. Ciotka, Tofik i ja idziemy kartować na ok. -550 w górę. Pozostali pilnują bazy (krowy przyszły!) i dyżurują przy Nikoli. Pogoda nadal słoneczna i coraz mniej wody…
Ida
[12.08.2016, 22:27]
Dziś eksploracja Studni ze Śniegiem (zwaną “Jaskinią dla Koneserów”) zakończona walką z ciasnym meandrem, który jeszcze kilka centymetrów warto rozkuć, żeby zobaczyć, co dalej. Szacun dla Frediego, który w ciasnotach i lodzie pociągnął tam ok. 200m liny. Wciąż liczymy, że jaskinia w końcu się “otworzy”. Wiadomość od Idy: “Mission complete”.
IMAG1268
Marta Cz.
[12.08.2016, 20:35]
Pierwszy powrotny samochód wjechał właśnie do Polski. Już tęsknimy za jaskiniami, widokami, bimbo, parówkami i ciężką pracą. No i trzymamy kciuki za tych którzy kontynuują nasze działania! 🙂
Radek
[11.08.2016, 21:49]
Po wielce pracowitym wczorajszym dniu na bazie, dziś przypadła nam (Łukasz, Rafał i ja) ogromnie ważna misja: Misja “Paliwo” w Cangas. Połączyliśmy ją z zadaniami “Gaz”, “Zakupy”, “Basen” i “Manu del dia”. Niestety w chatce czychało “Wino”, więc misja dobiegnie końca dopiero jutro…
Ida
[11.08.2016, 21:15]
Rekonesans przed decydującym starciem na przodku. Wyjście do PE001 (a przy okazji trawers międzyotworowy).
IMAG1226
Po wyjściu z PE001. Jaskinia zrobiła duże wrażenie na naszych Gościach z WKTJ-tu i SW 😉IMAG1232
Marta Cz.
[10.08.2016, 18:11]
Gotowi do zejścia. Dzisiaj sidra w Cangas, jutro ruszamy w stronę domu.
IMAG4626
Ola R.
[10.08.2016, 14:18]
Łukasz, Ania i Hubert poszli na przodek w górne partie PE001. Szuflada, Fredi i Radek działają na ścianach Santa Marii. Za chwilę dołączy do nich także kierownik wyprawy – Stahoo. Mamy podejrzenia co do lokalizacji górnego otworu i planujemy je zweryfikować. Niestety nie wszyscy będą w tych działaniach uczestniczyć. Część z nas jest w ferworze pakowania. Dzisiaj schodzimy na dół. Żegnamy się z wyprawą i bardzo żałujemy, że nie możemy zostać dłużej.
Ola R.

[09.08.2016, 17:52]
Studnia ze Śniegiem wciąż “puszcza”. “Powstrzymał nas tylko brak lin.” (Fredi)

IMAG1185

Marta Cz.

[09.08.2016, 12:49]
Słowo “łomżing” zyskało nowy wymiar (autor pojęcia w nowym wymiarze: Szufli). Łomżing – taszczenie na bazę wielkiego fazowego łoma przez dwie niewielkie niewiasty. Doskonale ćwiczy bicepsy, jak również pozostałe mięśnie rąk. Zwraca uwagę i zaciekawienie przechodniów, może czynić wiele hałasu – mniej lub bardziej spodziewanego. Pionierki nowego sportu: Ania R. i niejaka Marta Cz. 😉
Marta Cz.

[08.08.2016, 18:34]
Trwają kolejne transporty sprzętu i żywności na bazę. “Mój rączy rumak” znowu na mnie czekał 😉
IMAG1172_BURST002_COVER
Marta Cz.

[08.08.2016, 17:44]
Kolejne osoby z “trzeciej ekipy” docierają z transportami do bazy. Picos zachwyca!
Łukasz

[08.08.2016, 13:40]
Kolejny dzień na przodku PE001. Zapał nie opada.

IMAG4566

Ola R.

[07.08.2016, 14:24]
“Drużyna Batmana” (Tofik, Łukasz, Hubert, Ania R. i Marta Cz.) lotem błyskawicy dotarła do Cangas (jeszcze przed południem). Czyste, błękitne, niedzielne niebo już z miasteczka pozwala podziwiać z detalami górzysty horyzont. Jak na dzień wolny od pracy przystało, dziś tylko wjazd na parking i nocleg w chatce Armanda. Od jutra ciężka praca, której rosły wół juczny by się nie powstydził 😉
Marta Cz.
[07.08.2016, 08:11]
Trzecia ekipa właśnie przekroczyła granice Hiszpanii. Piękny słoneczny poranek i wyśmienite nastroje!
Łukasz

[06.08.2016, 13:14]
Wakacje w Hiszpanii spędzamy kopiąc Studnię ze Śniegiem. Mario i Seba poszli na przodek w górne partie PE001. Zbyszek z Radkiem poręczują zlotówkę PE001. Fredi i Nina szukają w ścianie Santa Marii dających nadzieję szparek.

IMAG4513 IMAG4520

Ola R.

[06.08.2016, 10:28]
Tofik: Ruszyliśmy!
Marta: Łukasz, a Ty co powiesz?
Łukasz: To poważne pytanie…
Hubert: A ja już zrobiłem i wysłałem zdjęcie bagażnika!
Ania: Ma ktoś długopis i kawałek papieru? Zrobię listę, żeby wiedzieć, co mam kupić na miejscu.
Ruszyliśmy. …i tylko Batman milczy 😉

IMAG1148

Marta Cz.

[06.08.2016, 09:40]
3 ekipa ruszyła.

0_1

Hubert

[05.08.2016, 14:07]
Za chwilę wchodzimy z Sebą na kolejną akcję na przodku w górnych partiach PE001.
IMAG4500
Ola R.
[05.08.2016, 13:20]
Od rana słońce, więc możemy wysuszyć rzeczy. Fredi z Radkiem zeszli do chatki zrobić transport. Zbychu i Nina ruszyli na Santa Marie zaporęczować zjazd do okienek. Ola i Seba kontynuują eksplorację górnych partii PE001. Po południu Robaczek i ja idziemy na drugą zmianę do PE. Ciotka pilnuje bazy.
Ida
[04.08.2016, 15:53]
Dzisiaj Fredi i Mariusz poszli dłubać dalej w górnych partiach PE001. Za nimi Ciotka i Ida kartować. Zbyszek, Nina i Radek mieli działać na Santa Marii, ale pogoda im to chwilowo uniemożliwia. Pochmurno i co chwila pada. Czekamy w bazówce na najmniejsze przejaśnienie i z każdym promieniem słońca wyłaniamy się by działać bazowo.
Ola R.
[03.08.2016, 18:35]
Ekipa w PE001 idzie w górę, kolejna ekipa w Studni ze śniegiem próbuje odkorkować wlot, a my z Ciocią skalibrowałyśmy w końcu disto (akceptowalnie). Ciepłe jedzenie czeka na wszystkich zmarzniętych i zmordowanych. A ja… JESTEM GEKONEM!
Nina

[03.08.2016, 11:59]
Zbychowi i mi znudziły się góry, więc pojechaliśmy wczoraj przespać się nad oceanem.
Ida

[02.08.2016, 21:32]
Obie ekipy szczęśliwie wróciły do bazy. Studnia ze śniegiem zasypana na głębokości ok 15m, jutro wracają kopać. W PE001 udało się urobić ze 3m, jutro wracamy.
Seba
[02.08.2016, 11:37]
Dzisiaj podzieliliśmy się na 3 ekipy.
Zbyszek, Nina, Ida i Radek idą zaporęczować Studnię ze Śniegiem.
Ja, Mariusz i Seba idziemy w górne partie PE001.
Ciotka i Fredi zostają na bazie. Planują zbierać wodę, zorganizować magazyn i skalibrować DistoX’y.
 
[13:43]
Za chwilę wchodzimy do PE001. Jak widać na zdjęciu śniegu mało.
IMAG4491
Ola R.
[01.08.2016, 22:37]
Okazało się, że ofiary chatki wcale nie były jej zdobyczą. Szybko zebrali się z łóżek i zrobili transport na bazę. Po transportach odwiedziliśmy depozyt w G1, założyliśmy wodociąg w G8 oraz parę udogodnień bazowych, zebraliśmy wodę z rozłożonych baniaków, podłączyliśmy agregat i zrobiliśmy rekonesans powierzchniowy kilku otworów. Już snujemy plany na jutro.
Ola R.
[01.08.2016, 16:43]
Trzeci transport ogarnięty. Nareszcie 🙂 Na bazie lampa. W końcu można wszystko posuszyć.
mms_img-1381723308
Seba
[01.08.2016, 12:31]
Wczoraj spotkaliśmy drugą ekipę w chatce samo zło. Ofiary “tylko” dwie, jeszcze zalegają w łóżkach. Reszta koło 11 wyruszyła do góry. Obwieszeni jak wielbłądy krok za krokiem zbliżamy się do bazy.
IMAG4485
Ola R.

[31.07.2016, 17:41]
Właśnie robimy 3 transport do chatki i można powiedzieć, że jesteśmy na miejscu 😉
Radek

[31.07.2016, 13:33]
Menu del dia za nami, ruszamy w kierunku chatki.

IMG_20160731_133010546
Radek

[31.07.2016, 10:37]
Hola! Siedzimy w Confiterii, pijemy kawkę i zbieramy siły. Wczoraj nocowaliśmy u Armanda i zaliczyliśmy ostatnią kąpiel 😉 Nadal pada 🙁 ale podobno jutro ma przestać… Jednym słowem pogoda barowa, więc dzisiaj tylko transporty do chatki i aklimatyzacja 😛
Ida

[30.07.2016, 23:31]
Siedzimy w knajpie z Armandem. Jest dobrze 🙂
Najedzony Fredi
[30.07.2016, 14:43]
1818km, nie stoimy w korku, bo zjechaliśmy z autostrady. Omijamy też Bordeux. Fredi jest głodny.
 
[18:34]
2118km Viva Espana. Estamos en Espana.
Zbyszek
[30.07.2016, 11:11]
Wczoraj późnym wieczorem dotarliśmy na bazę. Wody brak, jest trochę śniegu powyżej bazy jak na załączonym obrazku. Dzisiaj Mariusz, Seba i Ciotka poszli po drugi transport. Ja i Nina szykujemy bazę i szukamy wody. Krowy na bazie są, więc i wodę gdzieś znajdziemy.
IMAG4481
Ola R.
[30.02016, 09:59]
Bouchon! Czyli czarna d*** i kolejny korek. Ledwo 500km po Francji a już mamy dość ciągłego stania…
Ida
[29.07.2016, 20:05]
117km, pierwszy sukces, Ida na rozjeździe autostrad nie pojechała na Berlin. Ach ta Ida.
172km granica i ostatnie promyki słońca.
177,6km korek w stronę Polski skończył się. Sprawdzają przy wjeździe.
Zbyszek

[29.07.2016, 18:39]
Ekipa w składzie: Ida, Fredi, Radek i ja Zbyszek ruszyła po 2 godzinnym oczekiwaniu na Frediego. Było pożegnalne “żegnam Was alleluja” od Aliny, Agniechy i Staha. I tyle na razie.
Zbyszek

[29.07.2016, 17:03]
Pierwszy transport rozpoczęty.

IMAG4480

Ola R.

[29.07.2016, 10:56]
Po szybkim śniadaniu nad oceanem, trafiliśmy do Cangas. Miasto jeszcze uśpione, bez charakterystycznego tłumu turystów. Bez problemu zrobiliśmy wszystkie strategiczne zakupy. Nasz super Skalnikowóz pęka w szwach. Jeszcze tylko kawa w ulubionej Cofiterii jako ostatni łyk cywilizacji i zasuwamy na górę.
W Cangas pogoda idealna na transporty, oby też tak było w górach.
 Mario JoSS

[29.07.2016, 10:10]
Najlepsza kawa w Hiszpanii tylko w naszej confiterii. Nabieramy energii na cały dzień. Tymczasem udało się nam zdobyć butlę z gazem i baniaki na wodę. Język rysunkowy jest uniwersalny.
Ciotka

[29.07.2016, 07:56]
Wszyscy jeszcze śpią, a na dziś ambitny plan wejścia na górę. Przed nami szybkie zakupy i ruszamy. Pogoda na razie sprzyjająca.
Seba

Zdjęcie użytkownika Picos de Europa.
[28.07.2016, 19:13]
Smażymy nasze zmęczone dupki na plaży. Jutro ruszamy na podbój Cangas.
IMAG4470
Ola R.

[28.07.2016, 13:10]
Właśnie przekroczyliśmy granicę Francja – Hiszpania. Kolana i 4 litery bolą niemiłosiernie, a kręgosłup pęka. Pociesza nas jedynie fakt, że “już niedaleko”.
Ola R.

[28.07.2016]
Gdzieś we Francji. Ekipa trochę zmęczona ale jeszcze humory dopisują. Nina walczy z herbatą z automatu. Niestety była to nierówna walka 🙂 do celu 9 godzin.

mms_img1361164631   mms_img1089148631
Seba

[27.07.2016, 16:27]
I oto jest. Pierwszy postój techniczny. Pasy mocujące bagażnik dachowy brzęczą, więc trzeba założyć inaczej. Dziewczyny kibicują, panowie pracują.
IMG_8649

Ciotka

[27.07.2016, 15:35]
Wyprawa oficjalnie ruszyła. Pierwsza piątka w drodze. Zguba dnia: dowód rejestracyjny, na szczęście nie naszego auta.

received_10153740594141404

20160727_145046

Pozdrawiamy – Skalnikoauto

[26.07.2016, 11:53]
Relację SMS-ową czas zacząć.
Jutro wyjazd, jeszcze niespakowani na 100%, bo tu do załatwienia jeszcze to, jeszcze tamto. Jak zwykle przed wyjazdem pojawiają się nowe sprawy.
Mimo nie tak dawnego spotkania przedwyprawowego (ostatniego), dostajemy email od kierownika wyprawy. Jasny i rzeczowy plan na pierwsze dni udowadnia, że nie będą to “wczasy pod gruszą”.

Do zrobienia jest dużo i wszystko jest bardzo ważne. Oby tylko siły i kondycja były wystarczające, sklepy w Hiszpanii pełne, a ludzie pomocni.
Już nie możemy się doczekać wyjazdu, a tu jeszcze trochę trzeba być w pracy.
Mario JoSS

Obóz wspinaczkowy IV – kurs 2016

Obóz kursowy 20-24.07.2016r.
Instruktor: Emanuel Soja
Gościnne uczestnictwo: Agnieszka Chojaczyk

W środę późnym wieczorem 20 lipca 2016r. zameldowaliśmy się w Podzamczu na polu namiotowym, by już następnego dnia od godzin porannych rozpocząć szkolenie ze wspinaczki skalanej pod czujnym okiem instruktora – Emanuela. Przywitało nas rozgwieżdżone niebo, super księżyc i widok na podświetlony zamek Ogrodzieniec. Niesamowite jak szybko minęły te 4 ostatnie dni. Cztery gorące, słoneczne i pełne aktywności dni, którym towarzyszyły cztery kolejne zimne noce. Dla ciekawych relacja poniżej.

Dzień pierwszy
Na rozgrzewkę, dla obycia się ze skałą rozpoczęliśmy mało sportowo – wspinem na tzw. „wędkę”. Na miejsce szkolenia nasz instruktor wybierał drogi na skałach góry Birów. Po przeszkoleniu z technik wpinania ekspresów do stanowisk przeszliśmy do wspinaczki sportowej – z dolną asekuracją. Wieczór zakończyliśmy tradycyjnym ogniskiem na polu namiotowym.

13652784_1233775876654732_285266331_n

13650633_1233775813321405_426230910_n

Dzień drugi
Drugiego dnia kontynuowaliśmy wspinaczkę sportową – tym razem na skałach w Ryczowie. Widoki były zachwycające. W czasie szkolenia ćwiczyliśmy również asekurację z górnego stanowiska. Ponieważ jedna z naszych koleżanek nie była nigdy w jaskini, po zajęciach odwiedziliśmy również jedną z okolicznych dziur – Jaskinię w Staszakowej Górze. Po tak intensywnym całodziennym wysiłku w pełnym słońcu postanowiliśmy udać się na relaks w Podzamczańskiej Stodole przy zacnym jadle i lokalnym napitku browaru Jurajskiego. Wieczorem postanowiliśmy również zwiedzić zamek, ale z racji późnej pory pozostał nam ”lichy spacer po okolicy” i podziwianie zachodu słońca nad zamkiem Ogrodzieniec z jednego z garbów wielbłąda. Takiej perspektywy zazdrościli nam wszyscy przechodni turyści.

13823519_1233759619989691_33988974_n

Dzień trzeci
Trzeci dzień upłynął pod znakiem wspinaczki tradycyjnej i szklenia z tradowania – osadzania kości, heksów, trikamów, rocksów i aktywnego wykorzystywania taśm do tworzenia punków asekuracyjnych w ścianach – na skałach góry Birów. Największym mentalnym wyzwaniem była wspinaczka na osadzonych przez siebie punktach, ale czujne oko instruktora z drugiej liny weryfikowało każdego heksa, rocksa i trikama, więc byliśmy bezpieczni. Ponadto poznaliśmy techniki zakładania stanowisk z taśm i liny (motyle, pająki, wyblinkowe, samonastawne). Wieczorem po zajęciach i uzupełnieniu energii, poszukując otwartego sklepu z pieczywem, spontanicznie zdecydowaliśmy się na wyprawę na pustynię Błędowską, gdzie udało nam się dotrzeć przed zachodem słońca. Podziwialiśmy ten twór natury z dwóch perspektyw – poligonu w Chechle (bardzo polecamy) i punktu widokowego na wzgórzu Czubatka.

13823160_1233772916655028_1430300733_n

Dzień czwarty
W niedzielę skupiliśmy się na wspinaczce tradycyjnej, rozszerzając ją o wspinanie wielowyciągowe, budowanie stanowisk zabezpieczonych przed wyrwaniem z przeciwstawnych punktów, asekurację z górnego stanowiska i prezentację technik ratowniczych: wyciąganie poszkodowanego, przenoszenie obciążenia poszkodowanego z asekurującego na stanowisko, spuszczanie poszkodowanego na łączonych linach (przejście węzła przez stanowisko). Po zajęciach udaliśmy się w drogę powrotną do Wrocławia.

13650424_1233770999988553_1737231827_n

DZIĘ-KU-JE-MY naszemu instruktorowi – Emek – Ty Świetlisty Moście – równy gość z Ciebie
Dziękujemy Agnieszce, która w ostatniej chwili zgodziła się zastąpić jedną z naszych nieobecnych koleżanek i zajęcia mogły odbyć się normalnie. Poza tym joga na ścianie jest fajna.

13650521_1233775483321438_1088606931_n

Tekst: Małgorzata Orłowska

Obóz wspinaczkowy III – kurs 2016

Czworo ich było: Kamila, Radek, Marcin i Tomek – jaskiń im się zachciało. A jak wiadomo jaskinie to ciemno, błoto, mokro, lina(+węzły), ten przeklęty szpej no i wspinaczka. Dnia 13-go jeszcze lina kursowa ciepła – jeszcze Tomek węzły u Adama zdaje. Ufff już zdane, wyruszamy. Jeszcze szybkie przepakowanie sprzętu do samochodu Radka i wyjeżdżamy. Ledwo co wyjechaliśmy z Wrocławia A4 stanęło nam na drodze. Okazało się ze szlabany przy punkcie opłat są brudne i ekipa sprzątająca musiała wstrzymać pobór opłat aby je wyczyścić (to bardzo ważne!) powodując spory korek na A4. Na szczęście była to jedyna przygoda jaka nam się trafiła podczas podróży. Kilka godzin podróży, zmęczeni dojechaliśmy. Jura, Podzamcze, ciemno, pada, pusto, zimno, psy..ten tego. Konsternacja czy to jest nasze pole namiotowe czy właśnie wbijamy się komuś na teren prywatny. Chwila namysłu, szybko się w deszczu rozbijamy. Jak się okazało nie pomyliliśmy się.

13698019_1169712319715896_8711673149495329146_o

Pierwszy dzień, moje pierwsze doświadczenia z wspinaczką skałkową. Boje się ale jakoś próbuje, tym bardziej że dostaliśmy pozwolenia od Polskiego Związku Wędkarskiego pozwolenie na wędkowanie w moim przypadku. Emek testuje nasz poziom. Od razu wyszło kto ile spędził czasu na skale/ściance. Pierwsze odpadnięcie, trochę wstyd bo inni radzą sobie doskonale. Ale jest, jest pierwszy sukces, ‘szczyt’ zdobyty, nie jest złe. Pogoda fatalna co chwile pada. Skała mokra i śliska, wspinaczkę przeplatamy z szkoleniami niewymagającymi wspinania się. Mokra i śliska – to prawie jak w jaskini – czemu narzekam? Jak tylko przestaje padać, lekko podeschnie – szybko na ścianę!

13698019_1169712319715896_8711673149495329146_o2

Kończy się pierwszy dzień, dłonie tak mnie bolą, że nie jestem w stanie utrzymać sztućce jedząc obiad. Wypada mi z rak jak kroje kotleta. Pięknie sobie myślę, to już się powspinałem. Jednak następnego dnia nic już takiego nie wystąpiło.

Tomek wspiął się nie tylko na skałki ale też na wyżyny kreatywności. Mając zbyt ciasne buty, wymyślił klapki wspinaczkowe. Sprawdzały się wyśmienicie.

Kolejna droga do wywspinania. Gdzie te chwyty?

– Emek którędy teraz?

– No jak to gdzie, do góry!

13765865_1169712329715895_4882239976903162117_o

A no i był też doping od Emka:

Czemu taki smutny i poważny? Dawaj z uśmiechem na twarzy i pogardą w oczach dla śmierci.

Prawie cały czas uprawialiśmy wspinaczkę styl – przeplatany: pada, wspinamy się, pada, wspinamy się. Po wspinaczce odpoczynek, obiad, zwiedzanie okolicy – punktów widokowych, zamku Ogrodziniec, sali tortur. Znowu deszcz…takie warunki że nawet wódki się nie chciało pić. Mokro, ogniska nie będzie! A jednak załatwiłem trochę suchego drewna od właściciela na wysuszenie i rozpalenia drewna. Tomkowi udało się rozpalić i mogliśmy się choć jednego dnia rozgrzać.

Jedna okazja przeszła mi koło nosa. Nie zdałem sobie sprawy ze jesteśmy nieopodal naszej jedynej polskiej pustyni! Następna grupa kursu wspinaczkowego wiedziała o tym i ją odwiedziła, czego im zazdroszczę. A właśnie zapomniałbym, mieliśmy tez nieprzyjemne zdarzenie, taki jeden bandyta – ksywa Hex wyskoczył zza rogu pobił Emka, rozcinając mu łuk brwiowy ale szybko został spacyfikowany.

Nim się obejrzeliśmy jakoś szybko minęły te niepogodne 4 dni. Parę nowych siniaków i doświadczeń (dla mnie), pewien niedosyt(Kamila I Radek), nowe produkty obuwnicze (Tomek) i jeszcze parę innych – z takim to statusem zakończyliśmy obóz wspinaczkowy. Finalny dzień zakończyliśmy Bida daniem i zbłądzeniem w okolicy Oławy.

Tekst i zdjęcia: Marcin O.

Obóz wspinaczkowy II – kurs 2016

Chciałbym w tym tekście przekazać iście osobliwą atmosferę towarzyszącą nam, podopiecznym, podczas kursu wspinaczkowego.

Atmosfera ta powstała w wyniku klinczu, zderzenia bądź, o zgrozo, kooperacji pięciu person o totalnie odmiennym charakterze – gadatliwego starego hipisa Pastaniego (w osobie Mateusza „Makarona” Makarskiego), srogiej Królewny Niny (granej przez Ninę Sołtysek), odważnego Piotrka (w osobie Piotra Dudzika) oraz małomównego Jacy (autora tego tekstu – Jacka Malinowskiego). Cała grupa została powierzona pod opiekę jednoosobowego grona pedagogicznego w osobie Pana Instruktora Emka (Emanuela Soi).

Zacznę od opisu sytuacji. Możliwe iż pozwoli to szanownemu czytelnikowi lepiej poczuć zastaną sytuację.

Skała jaka jest każdy wie. Wielka, pionowa. Idziemy do góry. Zjeżdżamy w dół. Proste. Jednakże Jurajski wapień jest niezwykły. Jest ewenementem na skalę światową. Jest…

Śliski.

Śliskość odbiera animuszu, gasiodwagę. Wspinacz postawiony na śliskiej gładkiej ścianie wygląda niczym kot zjeżdżający po firance – rozpaczliwie sunie w dół – wbijając swe pazury w nieprzeniknioną ścianę, modląc się o choćby jeden punkt zaczepienia – upragnioną klamę, choć małą wypustkę, dziurkę, pipant, pizdżyk…

Z uśmiechem na ustach i z pogardą dla śmierci w oczach pokonywaliśmy kolejne metry tej dziwnej skały, w możliwie łatwym i bogato urzeźbionym terenie. Kolejne wyciągi poprzerywane były cennymi, praktycznymi wykładami prowadzonymi przez szanownego Pana Instruktora.

Mieliśmy okazję pokonać strach, skałę, samego siebie, a Pastani pokonał własne buty wspinaczkowe. Nie straszne były niepewne kości, krucha skała, długie runouty (całe 2 metry!). Największą grozą wiała kleszczowa inwazja z widmem Boreliozy w tle. Pastani, zaatakowany  przez bestię – krwiopijcę, zapewne o tej porze wypatruje złowrogiego rumienia. Również autor niniejszego tekstu znalazł podstępne stworzenie wgryzione w swoją skórę.

Oprócz ataku leśnych krwiopijców nie zdarzyło się nic niezwykłego lub niebezpiecznego. Był nieblok, nieluz, nieauto, niewybierz (albo niewybieraj), nielina, nieide, niewspinanie i nielot. A raczej 4 nieloty – całe szczęście w ogólności, bo nikt nie poleciał. Wszyscy cali i zdrowi, mimo ogarniającej ekspozycji, panicznych uwag Niny  i trzęsących się łydek na stopniach.

Niestety Pastaniegonie zdołał wykończyć żaden lecący kamień, wyciąg, trudność czy crux. Za to skutecznie rozłożył go na łopatki shaketruskawkowy w Maku, podczas drogi powrotnej.

Grono niebytów zasiliła także osoba fotografa. W związku z tym nie posiadamyżadnych zdjęć z wyjazdu. Zresztą…. Nie było na to czasu.

Wróć!

Dwa zdjęcia od Niny (Skoro miała czas na robienie zdjęć, to leserowała. Nie bądźcie jak Nina!)

13639901_1199524356745736_1641769607_o

13663543_1199524353412403_1384758633_o

Tekst: Jacek Malinowski
Zdjęcia: Mateusz Makarski