Picos 2018 – relacja sms

Pamiętnik smsowy wyprawy Picos de Europa 2018

Chcesz wiedzieć co się dzieje w rejonie bazy na Los Barrastrosas? Zapraszamy do relacji na gorąco z wyprawy Picos de Europa 2018!


[SMS 12.08.2018, 22:14]
Dzisiaj z Maliną działaliśmy w PE001.

Każdy grotołaz lubi sobie powiercić i utytłać się, jeżeli ma nadzieję że tu akurat puści (czyli okryje nowe korytarze) 
YDXJ0209 (1) YDXJ0192 (1) YDXJ0188 (1)
Mario


[SMS 11.08.2018, 21:47]
U nas baza zombie. Większość z nas, po długiej akcji i mimo upału, próbuje odespać 26h spędzonych na nogach.

W jaskini F-17 spotykamy m.in. dwie studnie o głębokości ok. 170m, obie swoimi gabarytami robią ogromne wrażenie i zapisują się w pamięci na stałe.
Zawiłości najniższych partii jaskini nie pozwoliły na efektywne nurkowanie ROV-em Grupa Europa, na następnej akcji trzeba będzie znaleźć inne miejsce do nurkowań. Sam ROV Grupa Europa, jak i osprzęt, wyszedł z akcji bez szwanku. Przed następną ładujemy tylko akumulatory i oświetlenie i możemy schodzić pod ziemię.
38912109_2149938015286102_5603406589982670848_n 39018508_2149938061952764_4892674113350402048_n
Mario


[SMS 10.08.2018, 10:51]
Pogoda wreszcie pozwala na działanie, także pakujemy ostatnie wory, kawa i wio do dziury.
Zbyszek, Jacek, Malina, Makaron, ja i ROV Grupa Europa to skład na tę akcję.

Wszyscy spoza naszego klubu właśnie opuścili bazę – już wracają do domów. Serdecznie dziękujemy za bezcenne wsparcie.
Wracamy jutro koło południa, trzymajcie kciuki, bez odbioru.
Mario


[SMS 09.08.2018, 13:02]
Wczoraj wykonaliśmy 2 akcje w PE001.
Jedna to działanie w górnych partiach, a druga to retransport żywności i kompletów do poręczowania z biwaku w sali Crash Test.
Wszystko byłoby super gdyby nie zlewa, która skutecznie nas zmoczyła podczas powrotu z akcji i kontynuowała się przez całą noc. Namioty przeciekają, przeziębienia pogłębiają się, no i te krowie dzwonki…

Dzisiaj pogoda nie pozwala na działalność, czyli tzw. ‘kibel’.
Na szczęście prognozy na jutro są optymistyczne.
Mario


[SMS 08.08.2018, 14:51]
Podsumowanie wczorajszego dnia.

Wykonaliśmy 2 akcje.
W F-17 ‘szybka dwojka’ zaniosła trochę sprzętu przygotowując tym samym jaskinie do zejścia do syfonu.
Z kolei w PE001 rozpoczęliśmy prace na tzw. górnym przodku. W tym roku nie odnotowaliśmy zimowych zasypań. Odgruzowany kominek jest taki jak go pozostawaliśmy w zeszłym roku. Pracy do zrobienia jest dużo, ale wyraźny przewiew daje nam nadzieję na przewyższenie.

Trwają ostatnie szlify i testy ROVa Grupa Europa.
Całość dotarła na bazę bez szwanku i działa wzorcowo. Wszyscy jesteśmy ciekawi jakie rezultaty przyniesie nam działanie z podwodnym robotem.
IMG_20180807_132533 IMG_20180807_134415 
Pozdrawiam
Mario

[SMS 08.08.2018, 13:20]
Dzisiaj idą dwie ekipy do PE-001, pierwsza w składzie Gzej, Paweł, Niki, Janek idą zlikwidować biwak, druga Mario z Grześkiem będą porządkować górny przodek gdzie dzidujemy. Z Martą mamy iść sprawdzić stan śniegu przy otworze cev-194.
Chciałbym w tym miejscu także podziękować wszystkim za życzenia i pamięć, na bazie po powrocie z akcji czekał na mnie jedyny w swoim rodzaju piwny tort 😁
38817161_567632030319623_784434459029012480_n
Malina


[SMS 07.08.2018, 21:20]
Dzisiaj lekko chłodno, woda nadal płynie.Kozice szaleją wokół bazy, a my szykujemy się mentalnie do jaskiń.
Do jaskini F-17 poszli Grzesiek i Janek. Robak, Marta i Malina dzidują. Makaron z Niki na transporcie. Reszta na bazie pichci, między innymi naleśniki. Pozdrawiamy.

38723404_2145242515755652_2560825519541059584_n 38689373_2145242582422312_2030706382029717504_n
Aga

[SMS 07.08.2018, 02:07]
Wcześniej niż planowo podjęliśmy działania w F-44. Od kilku dni kolejne zmiany reporęczują jaskinię. Do kluczowego meandra pozostało mniej więcej 70m.

Dziś działałaliśmy też w PE-001. Wykonano wspinanie metodą hakową w Sali Gwiezdnego Pyłu. Ok 40 metrowa wspinaczka zakończyła się w okolicach górnego otworu. Niestety w tym miejscu nie znaleźliśmy przewyższenia.
Mario


[SMS 06.08.2018, 14:20]
Dzisiaj dzień organizacyjny. Część ekipy zjechała do Cangas aby uzupełnić zapasy na bazie. Nowoprzyjezdni kontynuują wnoszenie się na bazę. Słońce nie sprzyja transportom, 34 stC i brak zachmurzenia daje w palnik.
Mario


[SMS 03.08.2018, 21:27]
Osadziłam dzisiaj swoją pierwszą kotwę i wszyscy przeżyli zjazd… i wyjście też 🙂 Z Agą poręczujemy F44. Gzej z Bajornym działają w F17. Jutro powinni skończyć. Makaron z Nikki zaporęczowali zlotówkę PE001. Zbychu zerknął jeszcze raz do CEV194. Może być drożna, ale strasznie się leje… Kolejny dzień lampy. Pozdrawiamy!
Ida

[e-mail 03.08.2018, 11:10]
Widok z okolic schroniska podczas podejścia trzeciego transportu. Pozdrowienia dla wszystkich.
38411968_2140425979570639_7275464798861524992_o
Aga


[SMS 02.08.2018, 10:10]
 
Berety do połowy zaporęczowane, dzisiaj druga część. Przez śnieg oporęczowanie biegnie inaczej niż kiedyś. Przy 194 mnóstwo śniegu, jęzor kończy się ok 1 m przed najwyższym punktem, ale pod nim jest dziura i widać korek śnieżny jeszcze niżej. Baza stoi, magazyn pikny, źródełko póki co działa. Od wczoraj jesteśmy nad chmurami, więc lampa. Pozdrawiamy!
Ida

[SMS 31.07.2018, 20:31]
Dzisiaj śpimy pierwszy raz.
FHD0372 FHD0355
Aga

[SMS 31.07.2018, 20:17]
Drugi transport za nami. Cały dzień szliśmy w mokrej chmurze: od Chatki do samej Bazy. Dopiero przed chwilą się trochę rozmyła i zobaczyliśmy Santa Marię. Nowiutki magazyn stoi, depozyt wyciągnięty. Gzeju odkopał częściowo lodówkę. Zbychu z Agą ogarniają źródełko, żebyśmy mieli trochę wody. Przez 3 poprzednie lata nie było tyle śniegu wszędzie.
image1533061045106
Ida

[SMS 31.07.2018, 18:49]
Jesteśmy na bazie po drugim transporcie i zaraz idziemy po depozyt.
Aga


[SMS 30.07.2018, 15:57]
Śniegu mnóstwo, wody też.
FHD0244_02
Aga

[SMS 30.07.2018, 14:40]
Jesteśmy już na bazie.
Aga

 

Lipcowy weekend na Jurze – 13-15.07.2018

                Pod koniec czerwca, gdy dobiegł końca kursowy wyjazd pod tytułem “Jaskinie Pionowe Jury” pozostał w nas niedosyt, z tego powodu małą grupą umówiliśmy się na dokładkę w najbliższy wolny weekend. Minął tydzień i rozpoczęliśmy przygotowania. Po paru dniach zbierania planów, przekrojów oraz informacji na temat wybranych przez nas jaskiń wreszcie w piątek trzynastego lipca spakowaliśmy się i wyruszyliśmy na Jurę. W składzie Paweł, Wojtek i ja (Michał) dotarliśmy późnym wieczorem do Podzamcza, gdzie znajduje się parking strzeżony, który dla kursantów z Wrocławia pełni rolę ekskluzywnego pola namiotowego.

                W sobotę rano po szybkim śniadaniu wyjechaliśmy w stronę wsi Rodaki w celu znalezienia Jaskini Spełnionych Marzeń. Opisy dojść podawane przez innych grotołazów okazały się być bardzo przejrzyste i po niedługim czasie już zjeżdżaliśmy pod ziemię. Jaskinia była głęboką na 43 metry szczeliną, którą pokonywaliśmy przepinka po przepince, aż udało nam się trafić do kamienia podpisanego cyframi -43, było to jej dno. Teraz należało wyjść do pierwszej przepinki i zjechać drugą studnią, aby zwiedzić pozostałą część jaskini. Jak okazało się godzinie (wychodzenie po linie w ciasnych szczelinach to mozolna robota), zjechaliśmy po raz drugi tą samą szczeliną na to samo dno jaskini, tyle że inną drogą. Stwierdziliśmy, że w takim razie czas się stąd zwijać, bo tego dnia czeka nas jeszcze jedna dziura w ziemi to zwiedzenia. Szybko spakowaliśmy się do auta i podjechaliśmy w okolice otworu Jaskini Na Świniuszce. W rejonie, gdzie w każdej skale i pod każdym kamieniem jest otwór ciężko jest dojść do tego, gdzie należy wleźć. Z tego powodu najpierw próbowaliśmy wcisnąć się w otwór, który wcale jaskinią Na Świniuszce nie był. Jednak po 20 minutach poszukiwań odnaleźliśmy właściwe miejsce i schowaliśmy się pod ziemię. Tutaj poszło znacznie szybciej, w mniej niż dwie godziny udało nam się zjechać na dno i wyjść. Teraz pozostawało cieszyć się życiem – szybka ewakuacja do auta, a potem żurek, schabowy, ognisko i chwila odpoczynku. W niedzielę wspaniale wyspani zwinęliśmy obóz i pojechaliśmy znowu do miejscowości Rodaki, tym razem do Jaskini Józefa. Na parkingu w Rodakach spotkaliśmy kursantów w Katowic wraz z instruktorem, którzy wybierali się do Jaskini Rysiej. Gdy dotarliśmy do otworu naszej jaskini  okazało się, że czerwona lina już jest zawieszona i ktoś jest w środku. Zdecydowaliśmy udać się gdzie indziej, ale zanim zdążyliśmy to zrobić zaczepił nas osobnik legitymujący się imieniem Adam. Wytłumaczył nam, że wczoraj próbował ze znajomymi zwiedzić Jaskinię Józefa i akcja przedłużyła się tak, że wychodzili bardzo zmęczeni, a lina im się zaklinowała i nie mieli już sił na jej wyjmowanie. Poprosił, żebyśmy wychodząc z jaskini rozwiązali ten problem, więc od razu zaczęliśmy się przebierać w nasze stroje szambonurków. W trakcie tego dotarła do nas grupa kursowa katowiczan (Jaskinia Rysia była już zajęta przez inną grupę) i okazało się, że wejdziemy do tej jaskini Józefa razem, ponieważ obite są w niej dwie osobne drogi na dno. Zjechaliśmy na dół, zauważając po drodze, że na czerwonej linie kolegów Adama były powiązane ósemki, a do jednej z nich doczepiony był woreczek po uprzęży wspinaczkowej wypełniony sprzętem. Nic dziwnego, że im się to zaklinowało, szczególnie biorąc pod uwagę, że Jaskinia Józefa jest jaskinią szczelinową. Najwidoczniej dla wspinaczy z  Łodzi i Warszawy (o czym dowiedzieliśmy się później) nie było to tak oczywiste. Na dnie spędziliśmy co najmniej godzinę zachwycając się widokami i zwiedzając szczelinowe korytarze. Po tym czasie sprawnie wygramoliliśmy się na zewnątrz, gdzie nawiązaliśmy bliższą rozmowę z rodakami z Katowic. Chwilę później dzięki zaproszeniu instruktora ich grupy – Jacka wspólnie ruszyliśmy do jaskini W Zamczysku. Przed odejściem od otworu Jaskini Józefa jeszcze chwilę rozmówiliśmy się ze wspinaczami od czerwonej liny, okazało się, że postanowili zjechać pod ziemię mając do dyspozycji poignee i gri-gri, przez co spędzili tam 13 godzin. Jaskinia W Zamczysku okazała się niewielka ale ciekawa, szczególnie na dnie, gdzie w stropie znajdowały sie niezwykłe formy. Po tej krótkiej, około godzinnej wycieczce pożegnaliśmy się z katowiczanami i ruszyliśmy do ostatniego punktu w naszym planie – Studni Szpatowców. Wcześniej każdy z nas zaporęczował jedną jaskinię, więc ochotnika do tej trzeba było wylosować, stwierdziliśmy, że kamień papier i nożyce to dobry sposób. Wypadło na mnie, więc zabrałem się do dzieła. Zjeżdżając po 17 metrowej pochylni, która kończy się półką z dwoma otworami do 20 metrowej studni czułem cały czas lekką niepewność, szczególnie w momencie mijania znicza upamiętniającego tych, którzy wpadli do środka i zginęli. Stojąc na półce trzeba było zdecydować, który otwór studni wybrać, okazało się że wybraliśmy wariant rozrywkowy, który polega na zjechaniu całej studni w pełnym zwisie, bez kontaktu ze ścianą i bez przepinek. Dno tej studni okazało się także dnem jaskini, zgrupowaliśmy się więc, zrobiliśmy wspólne zdjęcie i rozpoczęliśmy odwrót.

                Teraz pozostało tylko znaleźć jakąś jadłodajnię. Wybór był prosty – żurek, duży placek po węgiersku i w drogę do Wrocławia. Droga powrotna to około 250 kilometrów, które wyjątkowo się dłużą gdy człowiek marzy o umyciu się i założeniu czegoś czystego. Chodzenie po jaskiniach chyba polega na  utrudnianiu sobie życia do tego stopnia, by potem cieszyć się najprostszymi udogodnieniami jak obiad, prysznic czy czyste skarpety.

Obóz wspinaczkowy 1 – kurs 2018

Jako pierwsza grupa tegorocznego obozu wspinaczkowego pojawiliśmy się pełni energii i zapału pod skał na Górze Birów. Zapoznaliśmy się ze sprzętem i technikami wspinaczkowymi.
Poznaliśmy uroki wędkowania. Kocimi, robaczkowymi i gamoniastymi ruchami zdobywaliśmy szczyt.
Stosowaliśmy prowadzenie drogi od dołu na wędkę z zastosowaniem poznanej techniki z wykorzystaniem ekspresów i przepinania przez stanowisko do zjazdu.

36807369_10214059221489408_1188488884699267072_n

W kolejnych dniach doskonaliliśmy techniki wspinaczkowe, asekuracji, zjazdów i  zakładania stanowisk wielowyciągowych. Zmagaliśmy się nie tylko z wynalezieniem odpowiednich chwytów, ale również z dużą dawką wiedzy, którą cierpliwy instruktor próbował nam wpoić. W międzyczasie rozważał konsumpcję książeczki instruktorskiej z ketchupem (chyba był z nas bardzo zadowolony :)). Jednak udało nam się trochę przyswoić wiedzy ze wspinania na prowadzeniu, na drogach wielowyciągowych, podchodzenia i schodzenia z wykorzystaniem repów, dostaliśmy też wiedzę na temat stylu wspinaczki (OS, FLASH, RP).

36898407_10214059221769415_6415045870080753664_n

…. a to jeden z wielu sposobów zakładania stanowisk, tu przedstawiamy wykorzystanie wyblinek

36826307_10214059222049422_9049070878024794112_n (1)

W deszczowe dni chowaliśmy się do pobliskiej jaskini, gdzie poznawaliśmy metody autoratownictwa.
W razie problemów partnera teraz nie utniemy liny i nie pójdziemy sobie, możemy zastosować m.in. wciągnięcie osoby z wykorzystaniem metody ,,U’’, flaschenzuga szwajcarskiego, łączenie liny i opuszczenie osoby poszkodowanej.

36899279_10214059222329429_6380835437660864512_n 36882693_10214059222649437_8401772770546941952_n

W przedostatni dzień nabywaliśmy umiejętności do bezpiecznego osadzania własnej asekuracji za pomocą  kości typu roksy, heksy i tricamy.  Ciężko było uwierzyć, że tak mała kość wytrzyma. Na szczęście okazało się, że kości faktycznie trzymają się skały pod warunkiem, że się nie odpadnie 🙂
Na szczęście nikt z nas nie testował ich wytrzymałości. Trzymaliśmy się skały jak pająki i ruszaliśmy jak ślimaczki.

36830408_10214059223049447_2526301958235488256_n

Pani Kierownik była wrogiem demokracji i nasze prośby do niej musieliśmy kierować w takiej pozycji.

36858848_10214059223769465_5745940852136476672_n

No i w końcu się doigrała, bo to zły dyktator był  🙂

36791406_10214059224089473_5002644607775801344_n

Praktycznie nie mieliśmy wolnej chwili. Nie przeszkadzała nam w tym zmienna pogoda, bo po pięciu minutach słońca były dwie godziny deszczu. Kończylismy zajęcia, szybki obiad i jechaliśmy zwiedzać okolicę; ruiny zamków, pustynię Błędowską, skałki ,,Okiennik’’, no i oczywiście kilka okolicznych dziur.

Wieczorami suszyliśmy pranie za pomocą profesjonalnie wystruganych przyrządów.

36825381_10214059224809491_907419498930241536_n

Sześć dni wypełnionych intensywnymi zajęciami, minęło nawet nie wiadomo kiedy. Było nam tak mało, że przedłużyliśmy sobie wyjazd jeszcze o jeden dzień. Pakowanie naszego obozowiska to kolejny mały cud.
Nie przypuszczaliśmy, że do volkswagena polo zmieszczą się cztery osoby, chyba z sześć plecaków, oprócz wspinaczkowego – sprzęt jaskiniowy, kalosze, uprzęże itd… Ponadto namioty, śpiwory, karimaty (w tym jedna kanapa Pani kierownik :)). Polo to jednak mini van, a nie auto miejskie na zakupy.

P.S. Pani kierownik oczywiście nie była złym dyktatorem i szybko ją uwolniliśmy z dybów (chociaż dla niej te 24 godziny to może nie było szybko :)). To naprawdę był fajnie spędzony czas. Szkoda, że tak szybko minął i trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości.

Załoga:

Od lewej: Jarek, Sylwia, Wojtek i Agata

36786400_10214059226089523_413041597492494336_n

Zajęcia linowe 3 – Góra Birów

Kolejny, w naszym wykonaniu  już drugi weekend na skałach Góry Birów minął pod znakiem spieczonych słońcem karków i obitych łokci oraz kolan. Chociaż w piątek wieczorem, gdy wszyscy spotkaliśmy się na polu namiotowym było świeżo po deszczu, a w sobotę rano obudziło nas stukanie kropel wody o tropiki namiotów, pierwsze wpięcia przyrządów w liny wykonywaliśmy już w niemalże 30 stopniowym upale.

Cała wyprawa rozpoczęła się standardowo od pobrania sprzętu z klubowego magazynu i rozdysponowania go między tą częścią kursantów, która posiada samochody. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji, wyznaczony wcześniej kierownik wyjazdu – Sebastian uległ kontuzji i przekazał mi władzę. Niemniej szybko w piątek wymieniliśmy się potrzebnymi informacjami i można było ruszać do Podzamcza. Stałym punktem wyjazdów na Jurę jest stanie w korku na drodze A4 (alternatywą jest prawie o godzinę dłuższa jazda przez Wieluń), tym razem nie było inaczej. Gdy wszyscy dotarliśmy na miejsce było już ciemno a ognisko płonęło w najlepsze. Pozostało rozstawić namioty, rozpakować się, pogadać chwilę przy ogniu i wyspać przed ciężką sobotą.

W wyspaniu bardzo pomogli nam motolotniarze, którzy zarówno w sobotę, jak i w niedzielę urządzali sobie przed 6.00 rano wyjątkowo niskie przeloty, nad naszym polem namiotowym. Dzięki temu o 7 prawie wszyscy już w pełni rześcy i pokrzepieni wypełzali namiotów w celu przygotowania się do dnia zajęć. Szybkie śniadanie, chaotyczne pakowanie się i po 9.00 spotkaliśmy się pod skałą z Guciem, Izą i Szufladą – naszymi instruktorami. Na początku poznaliśmy założenia treningowe tych zajęć – techniki linowe mają stać się dla nas sposobem bezpiecznego i sprawnego poruszania się po jaskiniach, a nie walką o przetrwanie na pierwszej przepince. W związku z tym w pełni zmotywowani spędziliśmy cały dzień na ćwiczeniu. Walcząc przez ponad 6 godzin na południowej ścianie Góry Birów w pełnym słońcu zdołaliśmy przećwiczyć wszystkie przepinki, odciągi, trawersy, wejścia i zjazdy oraz irytowanie instruktorów przede wszystkim. Sobotę zakończyliśmy obiadem w miejscowej restauracji i rozmowami przy ognisku.

Kolejnego dnia standardowo przywitał nas warkot silników motolotni – znak, że należy zacząć się zbierać. Niedziela niewiele różniła się od dnia poprzedniego, udaliśmy się w skały i po krótkiej pogadance już wisieliśmy na linach. Jako że był to drugi dzień, zaufanie do liny i poczucie komfortu w bezwładnym wiszeniu rosły, a kolejki na przepinkach trwały krócej niż zwykle. Tak czy owak nie mogło być idealnie, słońce dawało nam porządnie popalić, szczególnie na szczycie skały przy oczekiwaniu na zjazd. Dzięki temu wszyscy wróciliśmy do Wrocławia z wypalonymi na głowach obrysami kasków i zapasem witaminy D na cały rok. Poza standardowymi przepinkami, zjazdami i wchodzeniem po linie w niedzielę mieliśmy okazję przećwiczyć poruszanie się na linach kierunkowych i tyrolce. Cały dzień minął równie szybko jak sobota, niestety po obiedzie nie było już czasu na ognisko i rozmowy, trzeba było odpalać silniki i wracać skąd przyjechaliśmy.

Bogatsi w nowe umiejętności i doświadczenia rozjechaliśmy się do domów jednocześnie czekając niecierpliwie na kolejne zajęcia. Za dwa tygodnie czeka nas pierwsze wejście do jaskini pionowej, będzie to sprawdzianem tego co wyćwiczyliśmy w skałach.