Spotkanie przedświąteczne

Serdecznie zapraszamy wszystkich klubowiczów, sympatyków, kursantów (dawnych, obecnych i niedoszłych) i każdego kto ma ochotę spotkać się z nami na spotkanie przedświąteczne „Wigilia SCW”.

Widzimy się 16 grudnia 2016 o godzinie 18:00 w siedzibie naszego klubu: ul. Smoluchowskiego 56/9 (wejście od podwórka).

Wyniki konkursu The Best Foto SCW

Poniżej prezentujemy wyniki konkursu The Best Foto SCW.
Swoje głosy oddały 64 osoby, w tym: 24 członków SCW, 9 grotołazów z innych klubów, 9 byłych członków SCW, 8 kursantów naszego klubu oraz 14 innych osób.

Kategoria Kurs:
1 miejsce – 21 głosów nr 2 autor Tomasz Utkowski
Tomasz Utkowski (6) kurs
2 miejsce – 15 głosów nr 9 autor Adam Leksowski
leksowski_kurs6
3 miejsce – 14 głosów nr 8 autor Sebastian Radziszewski
Radziszewski S

Kategoria Eksploracja:
1 miejsce – 49 głosów nr 3 autor Maciej Cepin
luzny_1eksploracja
2 miejsce – 8 głosów nr 2 autor Adam Leksowski
leksowski_inneeksploracjegorskie2
3 miejsce – 7 głosów nr 1 autor Marcin Krajewski
Krajewski_Picos eksploracja

Kategoria Picos de Europa:
1 miejsce – 19 głosów nr 8 autor Tomasz Utkowski
Tomasz Utkowski (5) Picos
2 miejsce – 9 głosów nr 4 Aleksandra Robak
Robak_Picos (1)
3 miejsce – 8 głosów nr 3 autor Marcin Krajewski
Krajewski_Picos_natura_analog
3 miejsce – 8 głosów nr 6 autor Aleksandra Robak
Robak_Picos (3)

Kategoria Tatry:
1 miejsce – 64 głosów nr 2 autor Tomasz Utkowski
Tomasz Utkowski (17) tatry (1)

Kategoria Natura:
1 miejsce – 18 głosów nr 6 autor Łukasz Kędzierski
krizna-01-2
2 miejsce – 17 głosów nr 3 autor Adam Leksowski
IMG_8543
3 miejsce – 6 głosów nr 4 autor Adam Leksowski
IMG_0084
3 miejsce – 6 głosów nr 7 autor Maciej Cepin
luzny_3natura

Kategoria Portret:
1 miejsce – 15 głosów nr 3 autor Łukasz Kędzierski
morawy-01
2 miejsce – 11 głosów nr 6 autor Maciej Cepin
luzny_4portret
3 miejsce – 7 głosów nr 10 autor Aleksandra Robak
Robak_kurs (5)
3 miejsce – 7 głosów nr 5 autor Łukasz Kędzierski
jaskinia-postojna-kotara

Kategoria Inne:
1 miejsce – 37 głosów nr 1 autor Tomasz Utkowski
Tomasz Utkowski (9) inne
2 miejsce – 15 głosów nr 3 autor Tomasz Utkowski
Tomasz Utkowski (3) Inne
3 miejsce – 12 głosów nr 2 autor Adam Leksowski
leksowski_innespeleomistrzosta7

Gratulujemy zwycięzcą!

Za wydruk dziękujemy firmie TOMIKAart z Nowego Sącza.

ika

Speleokonfrontacje 2016

Jak się wygrywa Speleokonfrontacje. Poradnik.

  1. Motywacja

Najpierw napisali:

Speleokonfrontacje 2016 odbędą się w dniach 18-19-20 listopada. Rezerwujcie czas.
Jest to spotkanie grotołazów z całej Polski, połączone z prezentacją dokonań poszczególnych klubów – zazwyczaj filmy z wypraw. Jest też okazja posłuchać naszego klubowego zespołu Chałos w pełnym składzie, kupić sprzęt i odzież jaskiniową.

Może warto sklecić jakiś kursowy film na prezentację- czas do 10 minut. Co WY na to??

Ale zaraz potem dodali:

Ale jeśli film o XXV-leciu wypraw do Picos będzie tak dobry jak zapowiada B… to konkurencja będzie duża. A wiadomo jak się wygrywa Speleokonfrontacje 😉 A Picos to Picos… (Broń Boże nie chcę Was zniechęcać! Zróbcie zajebisty film i startujcie!)

Brzmiało jak rzucenie rękawicy. Ładna taka, to co będzie leżeć. Podnieśliśmy.

  1. Duuużo filmów + iskra z pomysłem

Dyski komputerów zatykają gigabajty filmików, które odkładane „na później” rzadko kiedy są z tych czarnych dziur wyciągane. Ale skoro się już podniosło rękawiczkę, to trzeba było zajrzeć do tej przestrzeni niczyjej (tzn. dyskowej) i zobaczyć, czy aby zgromadzone obrazki ruchome do czegoś się przydadzą. No coś tam ludzkiego było. Tylko jak to poukładać, żeby było trochę sensu i trochę logiki? By publika z nudów nie umarła, a klub nie musiał się wstydzić za „szczawiki”…

Przecież filmiki są albo pozbawione zupełnie głosu, albo brzmi on… no lepiej nie mówić (gdyby użyć zwrotu „z dna studni” obrazilibyśmy studnię).

I nagle pstryk! Zróbmy niemy film. Skoro niemy, to w ogóle w konwencji starego kina: sepia, filtry, muzyka od tapera, plansze z napisami. I gatunek komediowy (nikt nie musi wiedzieć, że to niekiedy śmiech przez łzy).

  1. Zgrany Gang

Brakowało rozbiegówki i zakończenia. Ale od czego jest cały kurs? Rzucone hasło – przyjdźcie i weźcie kombajny. No może wszystkich nie było, ale crème de la crème wystarczy. Klubowicze patrzą i pukają się ukradkiem w czoło, ale co to dla nas. Nie mówiąc już o tym, że tylko dwie osoby wiedziały, po co to wszystko jest 🙂

Zobaczcie rezultaty tej pracy (przyp. red.):

  1. Przedpremiera, czyli przekonać nieprzekonanych

Plan był taki, żeby była niespodzianka dla wszystkich, czyli projekcja dopiero na Speleokonfrontacjach. Ale zaraz pojawiają się wątpliwości – a jeśli to jest beznadziejne? a jeśli nie pasuje do konwencji? a jeśli lepiej się nie ośmieszać? No to robimy pokaz, ale tylko jeden. Kto był, ten widział, inni musieli poczekać.

I… uff ci, którzy oglądają, śmieją się, czyli jest ok, możemy wysyłać. Jeszcze tylko abstrakt w stylu filmu (był pomysł na bardziej hardcore’owy), jeszcze tylko making off (którego nikt nie widział) i ziuuuum. Poszło. Przyjęli, nawet napisali na wydarzeniu facebookowym, żeby innych zmotywować.

  1. Odstresowanko

Piątkowy wieczór w Podlesicach. Pogaduszki, popijanko, tańce. Ale oczywiście temat filmu się pojawia tu i tam. Esz, nie pozwalają zapomnieć. W nocy sen: puszczają na ekranie jakieś nudy, jakieś dziwolągi, wszyscy ziewają, a ja wstaję i ze łzami w oczach mówię, że to nie jest nasz film, bo nasz był śmieszny przecież. Brrrr.

Cóż może być lepszego na odstresowanko, niż wstać  skoro świt – mimo niesprzyjających warunków wewnętrznych i zewnętrznych – i pójść do dziury. Ach cóż to było za wyjście! 13 osób i jedna ukryta jaskinia. Stoimy w środku lasu i słyszymy, że to tu. Taaa tu – ciekawe gdzie. Wejście do jaskini Józefa maskuje kupka kamieni położona na paru deskach.

IMG_4156
Odwalamy to szybko i hop, hop (to znaczy kursowe: hooop, hooooooop, wolnaaaa, hop) do środka. Akurat na czas, bo zaczyna porządnie lać. Jaskinia jest wąska (ale bez przesady), ma nacieki (jeszcze ma), wszyscy się w niej mieścimy i nawet nie ma dużych tramwajów. Poręczujemy dwie niezależne studnie, które spotykają się na dole. Idziemy wszyscy razem najpierw w partie wschodnie – ale bez wchodzenia w miejsca, w których wieje grozą. Potem w zachodnie – tam też straszą luźne wanty. Robimy foty, jemy, pijemy. Niektórzy wychodzą szybciej, unikając tym samym szoku wiszenia. Reszta siedzi, dopinguje i trzyma kciuki. Na górze oglądamy – podobnie zamaskowane – wejścia do dwóch kolejnych dziur. W Rysiej (Rysia?) jest ekipa, więc już tam nie wejdziemy – maskujemy im wyjście, ot tak, dla zabawy. Na Jaskinię Spełnionych Marzeń przy tak licznej grupie nie mamy już czasu. Trzeba będzie tam przybyć innym razem. Pędzimy do Podlesic.

IMG_4139

  1. Pokaz

Stało się, puszczają nasze dziełko na wieeeelkim ekranie. Co prawda czołówka została wyciszona, a nasze serca zamarły, czy to aby nie awaria. Ale po chwili wszystko działa jak należy, chyba nikt się nie domyślił. Leci. Są śmiechy, są brawa. Ufff, stres odpuszcza. Potem chyba się odbywa jakieś nagabywanie, grożenie i szantażowanie, ale bez naszego udziału, więc nic o tym nie wiemy.

Po wszystkich filmach siedzenia nas trochę bolą, choć higieniczne przerwy na rozprostowanie kośćca wykorzystywaliśmy. Jest zabawa. Chałos daje czadu, potem pałeczkę przejmuje didżej. I tak do czwartej. Podobno.

IMG_4252

O drugiej, w pijackiej malignie, wymyślamy, że może by tak pójść do dziury. Dobrze, że nie mamy siły.

  1. Triumf

W niedzielne przedpołudnie zajmujemy pierwsze rzędy. Na stołach przed nami piętrzy się góra sprzętu wszelakiego – nagrody. Oj, żeby wstydu za dużo nie było, bo się ludzie bardziej i mniej znani znacząco uśmiechają. A publika wiadomo – nieprzewidywalna w gruncie rzeczy. Dobrze, że z tych pierwszych rzędów nie widać, że wszystkie miejsca siedzące są zajęte, a i trochę ludzi stoi z tyłu. Publika przyszła, bo z tego stosu nagród sporo jest do wylosowania.

Najpierw jury ogłasza swoje typy, czyli poważne, merytoryczne filmy o eksploracjach w jaskiniach dalekich oraz głębokich lub nietypowych. Zwycięzcy to wyjadacze, wiedzą jak się zachować, uścisnąć dłoń, uśmiech do aparatu. Profeska.

Potem ogłoszenie nagrody publiczności. Na trzecim nas nie ma, na drugim też nie… Nasze dziełko „Każdy kiedyś był kursantem” wygrywa, w liczbie oddanych głosów podobno deklasuje pozostałe prezentacje. Idę, gdzieś się chyba potykam, komuś nie ściskam dłoni (uścisk dłoni był, dowód na zdjęciu poniżej – przyp. red.), za to kurczowo trzymam pamiątkową kostkę (podobno w ubiegłym roku spadła i się rozwaliła). Gadam trzy po trzy przez mikrofon, jak na Oskarach co najmniej 😀 (Jestem zobowiązana zdementować błędne przekonanie Beti. Mówiła najlepiej ze wszystkich nagrodzonych. Zwięźle, wyraźnie i przede wszystkim na temat! – przyp. red.). Pamiętam, że dziękowałam klubowi, kursowi i Luźnemu, którego, nie wiem czemu, nie zabrałam na środeczek. Nagrodę wybieram taką, jak ustaliliśmy wcześniej – linę. Nazwiemy ją „Dar Kursu” i przekażemy do magazynu.

IMG_9993

Tekst: Beata Nawrotkiewicz
Zdjęcia: Adam Leksowski

Słowenia – 11-14.11.2016

Za siedmioma górami, za czterema granicami, za tysiącem kilometrów leży sobie Słowenia – kraj drogich autostrad, hurtowych zakupów bananów oraz mnóstwa jaskiń. Pięknych, dodajmy, jak z bajki. Pojechał więc dwór króla Seby I na wycieczkę, a jak było posłuchajcie…

IMG_4012

Nasze dwa mechaniczne rumaki rączo mknęły przez kraj Szwejka, ojczyznę Straussa, by w środku nocy (lub pod jej koniec) stanąć przy Križnej Jamie, od której zaczęliśmy przygodę ze słoweńskim krasem. Jaskinia jest turystyczna, zwiedza się ją z przewodnikiem, ale nie ma w niej światła, nie ma chodników i betonu, czyli pełna natura. Na początku każdy dostaje twarzowe wdzianko w kolorze czerwieni, kaloszki, kask na głowę i światełko, a także – w miarę potrzeby – drugą parę skarpet i sweter.

Križną Jamę można zwiedzać na trzy sposoby/trasy, przy czym trasę pierwszą odrzuciliśmy w przedbiegach, bo trwa godzinę i (prawie) nic interesującego tam nie ma. Wszyscy chcieliśmy zobaczyć trasę najdłuższą, ale przewodnicy byli nieugięci – tylko czwórka wybrańców mogła tego doświadczyć. Nie żeby z nami było coś nie tak – chodziło o doświadczenie drugiego przewodnika, który za mało jeszcze znał dalszą trasę, by prowadzić tam turystów, czyli nas. Jaskinia składa się z 22 jezior, które tworzy przepływająca tu rzeka. Križną zwiedza się głównie z poziomu pontonu, wychodząc z niego w miejscu, gdzie wody jest zbyt mało, by płynąć. W momentach wysiadki pan przewodnik dokładnie pokazuje, gdzie można postawić stopę, by nie zaszkodzić sobie (np. nie wpaść do zbyt głębokiej miski), ale przede wszystkim jaskini. W Kalwarii, punkcie, w którym kończy się trasa średnia, mieliśmy sporo czasu na fotki, bo miejsce jest cudowne – małe kaskady wody, wszędzie mnóstwo nacieków, koło których można stać, przechadzać się i pozować. Dostaliśmy też… herbatę i kawę, które naprędce przygotowali przewodnicy. Jedna ekipa wróciła z tego miejsca z powrotem do wejścia/wyjścia, druga popłynęła dalej.

Zanim cały królewski dwór* znowu się spotkał, minęło trochę godzin, zaczęło lać i generalnie dalsze plany objęły tylko zakupy i znalezienie komnat, co i tak zajęło trochę czasu.

IMG_4004

W sobotę pobudkę obwieściła Straż Przyboczna już o 7.00, a po 9.00 byliśmy przy pierwszej dziurze – Mačkovica. I już wiedzieliśmy, co będziemy robić przez kolejne jaskinie i dni. Ładne nacieki? To trzeba się ustawić: poświecić na sufit, na stalaktyty, nie świecić w obiektyw i nie ruszać się na trzy, czte i RY. Sid, ups, Karocy, był w swoim żywiole, a my staraliśmy się mu nie przeszkadzać, ba nawet pomagać trochę i świecić, gdzie sobie zażyczył. Mačkovica Jama wyglądała z początku niepozornie, dopóki nie doszliśmy do sporej sali, w której nie było fotek (nie dotarł fotograf), były tam również błotniste korytarze, w których wspinaczka i złażenie dostarczały komentarzy i niezłych emocji. Tuż przed wyjściem postanowiliśmy jeszcze wszyscy zrobić coś dla Gochy – czyli przekazać jej nasze wsparcie w drodze na biegun południowy (www.samotnienabiegun.pl).

Po Mačkovicy przerwa na kawunię. Okolica jest bowiem całkiem cywilizowana. Ponadto nie trzeba chodzić po 4 godziny z plecakiem, wystarczy zaparkować rumaki na kawałku pobocza, przejść się 10–15 min. i wejść do podziemi.

Zatem po kawuni kolejne dziury. W otworze Vranjej zmieściłoby się z 10 tirów co najmniej, więc i my daliśmy radę. Z wejściem nie było problemów, gorzej ze znalezieniem miejsca, gdzie jaskinia puści dalej. Szukaliśmy, szukaliśmy, zaglądaliśmy, ustawialiśmy się do zdjęć – z przodu, profilu, z tyłu, a nawet do góry nogami – i nic, nie puściło. To wyszliśmy na powierzchnię i ruszyliśmy dalej. I się pogubiliśmy. To znaczy zgubiliśmy króla (wg króla, to dwór się zgubił). Chodziliśmy po jesiennym bukowym lasku, ubrani w stroje maskujące i krzyczeliśmy w poszukiwaniu władcy, który – jak się niebawem okazało – czekał na nas przed otworem jaskini Skednena. Była to dziura o tyle ciekawa, że niewiele tam było rzeczy ciekawych 😉 dwuotworowa, a więc przelotowa, wielka niczym tunel drogowy lub kolejowy. Ale były fajne ściany i mogliśmy – na trzy, czte i RY – pobawić się w teatrzyk cieni. Zabawy były to przednie. Droga z drugiego otworu wydała się nam zbyt stroma i zarośnięta, zrobiliśmy więc w tył zwrot i byliśmy w tym samym miejscu, z którego startowaliśmy. Następnie, olewając wskazania GPS, ruszyliśmy drogą i dotarliśmy do rumaków, by w ostatnim blasku dnia wyjąć zabaweczki do kolejnej, tym razem wymagającej lin, dziury – Najdeny. Trzeba Wam wiedzieć, drodzy czytelnicy, że w słoweńskich jaskiniach jest mega ciepło. Gdy staliśmy nad otworem Najdeny, mocno dopingowaliśmy poręczującego Parobka, by się pospieszył, bo na dworze było czuć przymrozek, a z dziury buchało przyjemne ciepełko. Wystarczył jeden zjazd, nawet nie bardzo długi, by dojechać do sporego korytarza, którym szliśmy, szliśmy i szliśmy – trochę w dół, trochę po błotku, trochę po wodzie, potem drugi zjazd i… nic. Tu woda, tam woda, śliskie ściany, z których można odpaść do wody. Zwinęliśmy drugi sznurek i poszliśmy w inną stronę, tam, gdzie puściło. Znowu spory korytarz znowu góra-dół, trawers z założoną stalową poręczówką i jeziorko, które jednak miało drugi brzeg. Odważni przeprawili się przez wodę i weszli na błotnistą górę, tym, którym nie w smak było moczyć kalosze zawrócili i wyszli. I to zgodnie z planem wyszli! Tuż obok jaskini jest mała wiata lokalnego klubu speleo (?) – jest dach, ława, stół, ściany zabezpieczone streczową folią, góra drewna i koza (czyli piecyk, całkiem jak na Smoluchowskiego!), nawet różowy pony strzeże tego miejsca. Nie zatrzymaliśmy się tam, lecz pędziliśmy do rumaków, bo zegar wybijał coraz późniejsze godziny. Ok. 22.00 byliśmy gotowi do powrotu.

IMG_4034

W naszych komnatach zaskoczenie – gospodarze ugościli nas stosem ciepłych bułek: na słodko i słono. Pyszna to była przystawka (wszystkiego nie zdołaliśmy zjeść) przed obiadokolacją – makaronem z sosem Z Kilku Słoików.

Niedzielna pobudka przesuwała się niespiesznie w okolice południa 🙂 Przed otworem jaskini Logarcek pojawiliśmy się ok 11.00. Był to otwór, jak na tutejsze możliwości, całkiem niepozorny, ale dostać się do środka trzeba było zjazdem. Jaskinia jest naprawdę ciekawa, zjazdy są dwa – przy otworze i kawałek w głębi (ale wisi tam lina, oznaczona datą zawieszenia i danymi właściciela, więc niekoniecznie trzeba targać – i brudzić – swoją). Zresztą dla tych, którzy lubią dreszczyk emocji jest obok jeszcze jedna z pętelkami, można schodzić (i wchodzić) bez przyrządów. A po tym zjeździe (prawie wszyscy) zostawiliśmy uprzęże, co – jak się później okazało – nie było do końca dobrym pomysłem. W lewo ciągnie się korytarz “błotny” – nacieki są, ale przede wszystkim królują góry błota, granie błota i błotne przepaście prowadzące nie wiadomo gdzie. W prawo natomiast ciągnie się korytarz bardzo bogaty w nacieki – nasze przejście uzależnione było od piękna tych formacji, które podświetlaliśmy i podpieraliśmy, by nasi mistrzowie mogli mówić: trzy, czte i RY oraz podawać nam orientacyjny czas, w którym nie należało oddychać. Mieliśmy też przeprawę przez błoto w postaci płynnej (góry błota, o których było wcześniej, są w stanie stałym) – sposoby na pokonanie było różne: albo biegiem, albo powolutku przy ścianach, ale i tak błocko miało życzenie zatrzymania naszego obuwia. Na szczęście byliśmy sprytniejsi. Niemal na końcu korytarza jest spory trawers (wisi baaaardzo luźno lina) i tu żałowaliśmy, że nie mamy uprzęży, bo jednak trochę wiało grozą, gdy pomyśleliśmy o przeprawie. Ci, którzy uprzęży nie zdjęli poszli. Poza tym w niesionych szpejarkach było trochę sznurków i taśm na zaimprowizowanie czegoś dla chętnych.

IMG_3994

Gdy wyszliśmy z dziury już zmierzchało. Duch w narodzie nieco osłabł, bo kombajny były pokryte sporą warstewką błota, a w niektórych kaloszach chlupało. Pojechaliśmy w okolice zamku Podjama, by zjeść coś smacznego, co serwuje lokalna restauracja. Zamek był jednak zamknięty na głucho, a jedyna czynna knajpa serwowała kiełbaski albo sałatkę dorzucając w gratisie chór myśliwych. My jedliśmy, oni śpiewali i pili – pełna symbioza. Zajrzeliśmy jeszcze prawie-turystycznie do gigantycznej Planinskiej Jamy. A w naszej bazie ponownie niespodzianka od gospodarzy – kolejna góra ciepłych bułek. Odwdzięczyliśmy się rymowanym wpisem do księgi gości i logosem – żeby pamiętali!

“Pewien wrocławski klub jaskiniowy

wpadł raz jesienią na pomysł nienowy,

by na Słowenii pozwiedzać dziury,

zostawić w domu nastrój ponury,

a nocleg tu był luksusowy!”

Klamrą zamykającą nasz pobyt w Słowenii była inna turystyczna jaskinia, a raczej ich system – Jaskinie Szkocjańskie wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Mają tam fenomenalny podziemny wąwóz rzeki Rjeka. Oraz miły zwyczaj zniżkowych biletów dla grotołazów (wystarczyła jedna karta na całą ekipę). Co prawda droga przez jaskinię jest wybetonowana, a barierki przyozdabiają listwy ze światełkiem, ale… robi to niezły klimat, jak z Tolkiena. Nieco bolesny dla naszych nadwornych fotografów okazał się absolutny zakaz fotografowania i filmowania. Przyczyna zakazu jest prozaiczna – turyści bardziej skupiają na fotkach i nie słuchają przewodników, a w pogoni za dobrym kadrem robią niebezpieczne wygibaski. Nie uwierzycie – dostosowaliśmy się! Po spacerze podziemiami zarzuciliśmy na dobre pomysł, by zjechać do jakiejś przydrożnej dziury. Obejrzeliśmy “przecudnej urody” film o odkrywaniu Jaskiń Szkocjańskich, podjechaliśmy obejrzeć otwór Kačnej Jamy (której studnia wlotowa liczy ponad 200 m), a potem na pyyyyszne jedzenie. Po obiedzie nie pozostało nam nic innego, jak wsiąść do wierzchowców, po drodze polując jeszcze na księżyc w megapełni.

Tekst: Beata Nawrotkiewicz

Zdjęcia: Adam Leksowski

* Idea królewskiego dworu pojawiła się spontanicznie o jakiejś 2 w nocy z piątku na sobotę. Rankiem nikt nie protestował przeciwko rozdanym rolom

Obsada – podwójne etaty to wyraz dbałości o stan finansów dworu:

Król – Seba

Królowa – Marta

Księżniczka, Zausznica – Asia

Podczaszy – Fredi

Karocy – Sid

Straż Przyboczna – Lex

Alchemik – Ida

Garderobiana, Skryba – Beti

Parobek, Wierszokleta – Luźny

 

Głosowanie w konkursie The Best Foto SCW

Czas na Waszą decyzję w konkursie The Best Foto SCW 2016! Zobaczcie jakie zdjęcia zakwalifikowały się do kolejnego etapu i w każdej kategorii wybierzcie to zdjęcie, które podoba Wam się najbardziej.

Dziękujemy za wybór zdjęć w I etapie uczniom Zespołu Szkół nr 3 w Kędzierzynie Koźlu pod opieką Agnieszki Majewskiej. Dziękujemy również wszystkim autorom którzy nadesłali swoje prace.

Głosowanie: https://goo.gl/forms/Bz9UcrUMrB2dsaYo2
Głosowanie trwa do 10.11.2016 r. (czwartek, godz. 19:00).
Ogłoszenie wyników nastąpi 16.11.2016 r. (środa, godz. 19:00).

14650777_1259698544052483_5549327612153696666_n