Speleoclub na TROPICIELU

Po raz pierwszy Speleoclub Wrocław wziął czynny udział w organizacji Tropiciela. Osobom, którym nazwa ta jest obca objaśniamy, iż jest to nocny przygodowy rajd na orientację. 23. edycja imprezy odbyła się w weekend 22-23.07 w Krośnicach. Podczas rajdu zawodnicy przez całą noc chodzili, biegali i jeździli na rowerze w poszukiwaniu punktów z przygotowanymi dla nich zadaniami.  Dopiero po ich wykonaniu mogli ruszyć dalej. Naszym zadaniem było stworzenie takiego właśnie punktu. Na miejsce dotarliśmy w sobotę o 11 rano i zdawałoby się, że do zmroku mieliśmy jeszcze dużo czasu, ale z racji tego, że nasz punkt znajdował się w lesie, mnogość drzew dawała nam duże pole do popisu. Wszyscy pracowali w pocie czoła, żeby atrakcje jakie przygotowaliśmy dawały lekki zastrzyk adrenaliny, ale przede wszystkim były bezpieczne. Panowie nawet zgłębiali tajniki sztuki arborystycznej, a jak wiadomo nie jest to naturalne środowisko grotołaza. Ostatecznie po wielu godzinach przygotowań na naszym punkcie powstały następujące zadania:

  • Budowanie wieży ze skrzynek. Oczywiście wieżę zawodnik budował pod sobą przy asekuracji liną.
  • Most linowy, ale nie taki zwykły 😉 Mianowicie jedna osoba z drużyny była podczepiana w uprzęży do liny, a reszta miała za zadanie siłą własnych stalowych mięśni przeciągnąć delikwenta do przeciwległego drzewa, przy którym ukryty był dziurkacz. Po jego znalezieniu zawodnik na linie mógł odbić kartę rajdu zaliczając jednocześnie zadanie.
  • Detektory lawinowe. W głębi lasu skrzętnie ukryliśmy jeden z detektorów wraz ze wspomnianym w poprzednim punkcie dziurkaczem, natomiast zadaniem grupy było przy pomocy takich samych urządzeń na podstawie zależności pomiędzy odczytami odległości na wszystkich urządzeniach znaleźć zgubę.
  • Mieliśmy także zadanie dodatkowe jakim był ciasny tunel nieco przypominający jaskiniowe zaciski.

O tym, jakie zadanie przyjdzie zawodnikom wykonywać, decydowało losowanie – po przybyciu na miejsce zawodnicy wybierali jeden z przyrządów: shunta, poignee lub rolkę, które były przypisane do konkretnych zadań, ale zdarzały się drużyny, które postanowiły wykonać więcej niż jedno zadanie, co bardzo nas cieszyło.

Przez całą noc pojawiały się u nas zmęczone, zmoknięte (rajd urozmaiciła nieco kapryśna pogoda) oraz ubłocone drużyny, ale jedna rzecz się nie zmieniała niezależnie od pory – wszyscy byli uśmiechnięci i gotowi na niespodzianki jakie dla nich przygotowaliśmy.

Rajd zakończył się w niedzielę po południu ciepłą grochówką i rozlosowaniem nagród. Wszystkim zawodnikom gratulujemy niezłomności i zapraszamy do udziału w Tropicielu 24 (już w październiku!) – będziemy mieli dla Was jeszcze więcej ciekawych zadań i atrakcji! Do zobaczenia!

Galerię zdjęć m.in. z naszego punktu możecie obejrzeć na Facebooku Tropiciela

 

Speleopiknik jaskinia Radochowska – 8-9.07.2017

Liny, deszcz, jaskinie – speleopiknik przy jaskini Radochowskiej

W lipcowy weekend (08-09.07) ponownie przyjechaliśmy pod Jaskinię Radochowską, by stworzyć tam mini park linowy dla najmłodszych turystów odwiedzających to urocze miejsce. Co prawda sobota była przede wszystkim deszczowa, ale niedziela rozbłysnęła pięknym słońcem.

Sobotni montaż stanowisk zaczęliśmy w deszczu, który łaskawie przestał padać, gdy zdeterminowani postanowiliśmy, że rozwiesimy te liny i zrobimy wszystko zgodnie z planem godzinowym. Pierwsze powstały tyrolka i slackline, w naturalnym zagłębieniu schowaliśmy tunel, czyli naszą przenośną jaskinię, potem dorzuciliśmy jeszcze stanowisko do budowy wieży ze skrzynek oraz długi i wysoki most linowy. Wszystkie stanowiska umiejscowiliśmy wzdłuż ścieżki wiodącej do jaskini, więc nie było problemów, by nas znaleźć i z tych atrakcji skorzystać.

W sumie kilkadziesiąt osób (w tym sporo uczestników letniej kolonii) skorzystało z naszych punktów uzyskując przy okazji dyplom Małego Grotołaza. Mamy nadzieję, że z czasem będą chcieli zostać dużymi grotołazami – i że znajdą nas wtedy bez problemu.

Żeby jednak nie było za pięknie, ok. 15.00 znowu zaczęło padać, lać, grzmieć i ogólnie straszyć przedwczesnym zakończeniem zabaw linowych. Nie poddaliśmy się – mali grotołazi, którzy zaklepali sobie kolejkę byli pod ziemią i nic o rzęsistym deszczu nie wiedzieli, więc jak tylko z nieba spadła ostatnia kropla, a spod ziemi wyłoniła się grupa eksploratorów, ruszyliśmy z powrotem na drzewa i do lin. Pogoda jednak wielkich nadziei nie dawała.

Ale nie ma tego złego… skoro nie było turystów, sami znaleźliśmy sobie rozrywkę. W obroty poszła Nikola, czyli system podziemnej łączności bezprzewodowej. A w jaskini Radochowskiej postanowiliśmy – oprócz testów z Nikolą – pochodzić po bocznych ciągach bocznych ciągów. Chociaż chodzić w tym przypadku to duże nadużycie – większość czasu  się czołgaliśmy i przeciskaliśmy. Po Jaskini Radochowskiej czekała nas jeszcze jedna, położona kilka kilometrów dalej Jaskinia na Ścianie.

Najpierw ostro w górę, potem lekkie czołganko i… kurde taka duża dziura, tego się nie spodziewaliśmy. Rozpełzliśmy się na wszystkie strony znowu odchodząc w na boki od ciągu głównego. Wieczór dał nam odpocząć od deszczu, dzieci miały seans filmowy, a my seans ogniskowy. A gdy najmłodsi uczestnicy poszli spać (oburzeni lekko, tym, że muszą, skoro dorośli zostają), wrzuciliśmy na ekran filmowe dzieła i dziełka o jaskiniach.

W niedzielę liny się suszyły i służyły dalej. Jedyną atrakcją, jaką musieliśmy wyłączyć z użytkowania był tunel, bo zamókł doszczętnie. Ale trafiła się nam kanikuła i w sumie kilkunastu uczestników – chyba nikt nie wierzył, że poranna pogoda dotrwa do wieczora. A dotrwała. I my też. O 16.00 przyszedł jednak czas na zwinięcie wszystkich atrakcji, zapakowanie przyczepki i powrót do Wrocławia.

I Speleo Dzień Dziecka – jaskinia Radochowska

Wybraliśmy się rodzinnie na klubowy weekend z okazji Dnia Dziecka. Wyjazd skoro świt, czyli ok. 11 byliśmy już w aucie… Tak już to wychodzi, kiedy musisz zapakować 3 dziewczyny do auta wraz z biwakowym ekwipunkiem. Na miejscu przywitała nas znana ekipa. Dzieciaki szybko się zaaklimatyzowany, odnowiły stare znajomości i nawiązały nowe. Na pierwszy ogień poszła Jaskinia Radochowska. Sam bardzo zachęcałem rodzinkę do skorzystania z możliwości zobaczenia tej lokalnej atrakcji, dodatkowym argumentem był chłodny mikroklimat jaskini, który pozwolił trochę zniwelować żar płynący z nieba.

Dzieciaki uzbrojone w szpej rodziców i pożyczone okrycie wierzchnie odporne na warunki jaskiniowe czekają już w blokach żeby eksplorować nieznane podziemia. Przy wejściu do jaskini spotkaliśmy przewodnika, który właśnie zaczynał swoja prace z niewielka grupa turystów. Podłączyliśmy się do wycieczki licząc na ciekawe opowieści z dreszczykiem ☺ 0Wewnątrz jaskini poczuliśmy przyjemny chłodek kontrastujący z temperatura na zewnątrz. Przewodnik opowiadał ciekawie o historii pierwszych eksploratorów, żyjących w jaskini krewetkach oraz o zdarzeniach jakie miały miejsce w Jaskini Radochowskiej. Dzieciaki szybko podchwyciły temat ukrytych kształtów w szacie naciekowej i prześcigały się w wyszukiwaniu nowych skojarzeń. Dorośli trochę tez się zaangażowali w zabawę – w skojarzenia dla dorosłych. W największej sali jaskini była wystawa zdjęć SCW, można było tez obejrzeć filmy promujące działalność klubowa.  Mimo, że jaskinia nie imponuje gabarytami czy naciekami, pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenia. Dzieciaki przeszczęśliwe

Wyjście z nory, szybkie zrzucenie zbędnych ubrań (bo gorąco!) i biegiem na tyrolkę. Okazało się ze oprócz tyrolki, którą było doskonale widać z daleka, jest jeszcze most linowy dla dzieci oraz skrzynki po których można się wspinać budując wieżę.

Obie dziewczynki na początku trochę obawiały się wejścia na drzewo do stanowiska zjazdu tyrolką, ale już po pierwszym zjeździe usłyszałem ‘ja musze zjechać trzy razy’. Kolejne było nabijanie rekordów na skrzynkach i balansowanie na slack’u.  

Dodatkowymi atrakcjami była możliwość stworzenia własnego nietoperza z papieru, układanie wielkich puzzli i zabawa na ściance –pajęczynie. Wielkie zainteresowanie wzbudził tez strumień, w którym dziewczyny moczyły nogi a dorośli chłodzili napoje.

Atrakcje dla dzieci nie zakończyły się z zachodem słońca. Dzieciaki miały swoje kino pod gwiazdami i przykryte śpiworami, zajadając kiełbasę z ogniska na przemian z cukierkami toffi, oglądały bajki do późnych godzin nocnych. Późnym wieczorem okazało się ze tyrolke można zrobić z tez w wersji ‘moczeniem w jeziorku’

Niedziela nie pozwoliła odpocząć organizatorom. Dzieciaki ze zdecydowanie większą pewnością siebie powtarzały atrakcje z dnia poprzedniego. To był bardzo fajnie zorganizowany weekend z niesztampowymi atrakcjami dla dzieci, choć dorośli tez nie byli pokrzywdzeni. Wielkie podziękowania dla osób, które zaangażowały się w organizacje tego przedsięwzięcia i dostarczyły tyle frajdy dla najmłodszego pokolenia.

Unifikacja GRJ – 14-15.05.2017

W dniach 14-15 maja 2017 członkowie Speleoclubu Wrocław (SCW) w składzie Marta Czech oraz Grzegorz Szmidt wybrali się na unifikację technik ratowniczych w ramach Grupy Ratownictwa Jaskiniowego Polskiego Związku Alpinizmu (GRJ PZA). Unifikacja odbywała się w kamieniołomie “Gruszka” w Wojcieszowie, a bazą merytoryczną była znana wszystkim chatka należąca do “Bobrów” z Żagania. Marta i Grzegorz działają w ramach GRJ jako ratownicy.

Niestety, ze względu na wiele nieprzewidzianych zdarzeń, na spotkanie udało się dotrzeć tylko dziesięciu osobom, pomimo że spodziewano się znacznie większej frekwencji. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jak się później okazało kameralne grono pozwoliło na bardzo merytoryczną dyskusję na wieczornych podsumowaniach.

Kierownikiem całego wyjazdu był Dariusz Sapieszko z Tarnogórskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego – dzięki Darek za sprawne poprowadzenie unifikacji pomimo braków kadrowych. 😉

Koncepcja zajęć w pierwszym dniu zakładała zbudowanie toru ratowniczego oraz transport poszkodowanego, ze zwróceniem szczególnej uwagi na komunikację pomiędzy podzespołami oraz łączność radiową. W celu realizacji zakładanego scenariusza zostaliśmy podzieleni na 4 podzespoły. Każdy z podzespołów odpowiadał za swój odcinek toru ratowniczego. Tutaj nie można pominąć faktu, iż Marta została doceniona przez szefostwo i została wybrana na kierownika jednego z odcinków.

Podczas zajęć Tomek Pawłowski z STJ KW Kraków wpadł na pomysł aby filmować je z powietrza za pomocą drona, którego akurat przez przypadek miał ze sobą, jednak niestety panował taki upał, że nawet “robot” odmówił posłuszeństwa.

Po sobotnich zajęciach w terenie, wieczorem na bazie Bobrów Żagań odbyła się dyskusja na temat obowiązków kierownika działań ratowniczych.  Stworzona została również lista opisująca cechy charakteru jakimi powinien odznaczać się dobry leader w tej dziedzinie. Pomimo ogromnej ilości propozycji przedstawionych przez ratowników, udało się stworzyć dokument, z którego ostatecznie wszyscy byli wszyscy bardzo zadowoleni.

Wytyczne te musiały powstać w celu umożliwienia koordynatorom GRJ wybór odpowiednich osób na stanowisko kierownika.

W niedzielę natomiast członkowie GRJ PZA skupili się na nauce operowania tzw “Stefanem”. Jest to przyrząd służący do poziomowania i pionizacji noszy podczas transportu. Pomimo, iż sam przyrząd posiada banalną budowę, to sposób działania już nie jest taki oczywisty. Każdy z ratowników kilkukrotnie powtórzył całą operację pionizacji i poziomowania. Po tak spędzonej niedzieli w upalnym słońcu udaliśmy się na wspólny obiad po czym pojechaliśmy do swoich domów.