Picos 2005 – relacja z wyprawy

Gdy rok temu chłopaki wrócili z wyprawy to było wiadomo, co będzie trzeba robić w roku 2005. Priorytetową sprawą jest A-3, w której eksploracja zakończyła się na poziomie – 490 metrów. Drugim celem jest powrót do F-3 i próba przejścia ciasnego miejsca. Takie mamy plany, ale jak zwykle plany ulegają zmianom.

1

Wyjazd był zaplanowany na 30 lipca jednak z powodu awarii auta wyjechaliśmy 1 sierpnia w składzie Sid, Zbychu i Konar. Ekipa z Tarnowskich Gór wyjechała zgodnie z planem chcąc sobie, co nie, co pozwiedzać. Jednak opatrzność jest złośliwa i to my mieliśmy więcej atrakcji niż Ci, co to planowali.

Pierwsza awaria auta zdarzyła się w Belgii. Zmusiło to Nas do spędzenia trzech dni w miejscowości o malowniczej nazwie Huy, czekając na części z Polski. Wszystko zaczęło iść jakby z górki, gdy udało nam się naprawić już Nasz wehikuł szos. Belgowie w serwisie Mercedesa chcieli za tą naprawę 1100 euro nie zauważając, że brakuje tam jednej kluczowej części. Nam udało się to zrobić w godzinę.

Francję przejechaliśmy sprawnie. Jednak nie mogłoby być tak miło do końca. W Hiszpanii znów mamy awarię, jednak tym razem nie tracimy już czasu na oczekiwanie na części tylko przepakowujemy Naszą „Pszczółkę” do auta Poltera i ruszamy w drogę (ostatnie 300 km). Jeszcze tylko tradycyjna kąpiel w Oceanie, nocleg na plaży i jedziemy w góry.

2

Cóż za uczucie, kiedy Polter zostawia nas na parkingu z rzeczami, które mamy wnieść na bazę (ekipa z TKTJ jest już na bazie od 4 dni). Sam Łukasz jedzie nad ocean po Monikę i Andrzeja. Szybki podział, kto co bierze, sprawdzenie ciężarów plecaków i w drogę. Niestety podejście jest długie i po północy postanawiamy przespać się, a w dalszą drogę wyruszyć następnego dnia.

Po dojściu na bazę szybko zajęliśmy się organizowaniem życia bazowego. Zbychu, który zastępował naszego kierownika Staha, wysłał ekipę z TKTJ, aby zaporęczowali A-3, my w tym czasie zeszliśmy na parking po kolejne rzeczy.

Chłopaki z TKTJ’u zaporęczowali jaskinie do połowy a następnego dnia uderza druga ekipa tym razem wrocławska w składzie Zbychu, Sid, Konar. Udaje nam się zjechać dwie studnie i nad trzecia robimy mały postój, bo Zbychu ma problem z kręgami szyjnymi. Po półgodzinnym zastanawianiu się nad zaistniała sytuacją, pada decyzja o wycofie. Zbychu twierdzi, że damy radę zaporęczować jaskinie do końca bez niego. Żaden z nas nie był tam wcześniej. Jedyne miejsce gdzie możemy się pogubić to „I” meander. Ale nasz kierownik dodaje nam otuchy, że On przeszedł to od strzału, wiec nie powinniśmy mieć problemów. Jednak uznajemy, że nie będziemy poręczować bez osoby, która wcześniej tam nie była.

3

Po naszym powrocie na bazę dzielimy się na dwie grupy po 4 osoby i zaczynamy działać w A-3. Na pierwszą akcję idzie znów ekipa TKTJ-u tj. Karol i Gucio, który są wspierani przez wrocławiaków Sid’a i Polter’a. Udaje im się zaporęczować jaskinie do końca. Połowa zadania wykonana, teraz pozostaje tylko rozejrzenie się czy istnieje możliwość eksploracji w okolicach Sali z Ufem. Cztery godziny szukania obejścia nie przynoszą, żadnych rezultatów. Karol, który pamięta tą dziurę z poprzedniego roku mówi, że wody w tym roku jest bardzo mało. W studni Mateusza prawie nie ma wody – rok temu były wodospady.

Tymczasem na powierzchni cały czas lampa. W tym czasie, gdy jedni walczyli w A-3 pozostali eksplorowali strefę B. Eksploracja powierzchniowa przyniosła niespodziewane sukcesy. Podczas pierwszego wyjścia znaleźliśmy otwór jaskini B-39, w której po trzech szychtach udało się zjechać na dno dużej sali. Jak się jednak okazało była to już znana pustka (jaskinia B-12). Jaskinia B-39 połączyła się z B-12 na głębokości – 261 metry. W tej też dziurze odkryto największą studnię w naszej strefie o głębokości –205 metrów z pierwszą przepinką o długości 97.5 metra.

 

Nim jednak udało Nam się połączyć B-39 z B-12 do A-3 uderzyła kolejna ekipa w składzie Monika, Konar (oboje SCW), Sapieh (TKTJ) oraz Andrzej (WKTJ). Poprzednia ekipa nie znalazła dalszych możliwości eksploracji w okolicach Sali z Ufem. Zadanie tej grupy było przeszukanie II meandra. Udało się to zrobić tylko połowicznie, bo tylko do Sali z Ufem. Dalej meander został tylko pobieżnie zaczęty. Po powrocie na bazę Zbychu podjął decyzję, że czekamy na Stacha i wtedy pójdzie ostatnia szychta. Jeśli nie będzie puszczać, uznajemy wyższość natury.

Podczas oczekiwania na przyjazd trzeciej, już ostatniej grupy w składzie Gocha, Stara, Darmozjad i Stachu, my prowadziliśmy eksplorację powierzchniową. Jednak braki w żywności zmusiły nas do zejścia do cywilizacji. Nad oceanem spotkaliśmy się z czwórką naszych przyjaciół i razem pojechaliśmy mi do Cangas skąd chcieliśmy szybko wrócić na bazę. W taj malowniczej miejscowości spotkaliśmy się z naszym hiszpańskim przyjacielem Armandem i nasze wyjście przeciągnęło się o jeden dzień.

Po dojściu na bazę, życie szybko wróciło do normy. Jedni dalej eksplorowali powierzchniowo a inni wyruszyli do A-3.

4

Grupie szturmowej w składzie Stahoo, Zbychu, Karol i Gucio mimo szczerych chęci nie udało się znaleźć perspektyw na dalszą eksplorację. Pozostał już tylko reporęcz. Do A-3 po raz pierwszy a zarazem ostatni poszli Aga, Seba w towarzystwie Staha, aby zreporęczować jaskinie od I meandra. Ten problem, który miał być taki obiecujący został zamknięty.

5

Podczas gdy jedna grupa kartowała B-39 i reporęczowała, reszta dalej szukała nowych otworów. W wyniku tych poszukiwań namierzono otwór jaskini B-42 gdzie po trzech szychtach znów połączono się z B-12 raptem ok. 20 metrów niżej niż doszło do połączenia B-39 z B-12. Jaskinia B-42 wpadła do B-12 na głębokości –320 metry. Eksploracja w B-42 do głębokości około 100 prowadzona była przez Gochę, Agę, Poltera i Sebę. Jednak dwie ostatnie szychty przypadły Stahowi i Konarowi. Częściowo było to spowodowane tym, że część ekipy już wyjechała a właściwie wszyscy. Na bazie pozostała 5 wrocławiaków: Gocha, Stahoo, Zbychu, Seba i Konar. Zbychu nie był brany pod uwagę, jeśli chodzi o akcje jaskiniową, bo jego kręgi szyjne dalej mu dokuczały. Podczas negocjacji wyszło, że do jaskini pójdzie dwóch geodetów. Na pierwszej ich szychcie udało się osiągnąć głębokość około -205 metrów. Na drugiej – 320 i połączyć się z B-12. Podczas gdy dwójka geodetów eksplorowała kolejna dwójka Gocha i Seba zabrali się za kartowanie od góry. Do spotkania doszło na – 220 i po sprawnym dokartowaniu już w czwórkę, razem wyszliśmy z B-42.

Odnalezienie otworów B-39 i B-42 spowodowało, że system jaskiń F-17/F-18/F-15/B-12/D-9 powiększył się. Na sukces tej wyprawy składają się lata prac eksploracyjnych wielu poprzednich wypraw. Dlatego warto krótko przypomnieć historię tego Systemu.

6

W roku 1995 prowadzono eksplorację powierzchniową w strefie „F”, gdzie odkryto otwór F-17 i wyeksplorowano do głębokości -477. Na tej samej wyprawie przyłączono wyższy otwór F-18 (początek systemu Sistema del Canalon de Los Desvios), dzięki czemu głębokość wzrosła do -501 metrów. Odnaleziono także otwór jaskini F-15. Jednak z braku czasu pozostawiono ten problem na rok 1995, w którym to połączono się z systemem. Później nastąpiła dwu letnia przerwa w działalności w tej strefie, aby powrócić w 1998. Wtedy właśnie odkryto horyzontalny ciąg wodny i pogłębiono system z -501 do -542 metry. Odkrycie tego ciągu znacznie rozbudowało system w poziomie.

W roku 2001 w trakcie eksploracji powierzchniowej odkryto jaskinię B-12 osiągając głębokość -404 metry. W następnym roku dalej eksplorowano tą jaskinie i na poziomie – 703 metry połączono się z systemem F-18/F-17/F-15. Dzięki temu system rozbudował się znacznie na południe oraz zwiększył głębokość do -733 metry. W tym samym roku 2002 prowadzono poszukiwania w strefie „D”, gdzie odkryto jaskinie D-9 (osiągnięto -324 metry). Rok 2003 kontynuowano eksplorację i połączono się na głębokości – 486 metrów ze znanymi partiami sytemu Sistema del Canalon de los Desvios. Rozbudowano system tym razem na wschód i system ten stał się najdłuższym systemem w „polskiej strefie eksploracyjnej”.

W tym roku powiększyliśmy ten system z pięciu do siedmiu otworów, co powoduje, że jest to największy systemem w Naszej strefie. Długość tego systemu wzrosła do 5 439 metrów, co jeszcze bardziej umocniło pozycję tego systemu pod względem długości. No i już wspomina największa studnia w „polskiej strefie eksploracyjnej”, powodują że jest to prawie naj… Szkoda tylko, że głębokość całego systemu się nie zwiększyła.

Tegoroczna wyprawa jak i wcześniejsze sprawiły, że rejon w którym eksploruje Speleoclub Wrocław z roku na rok jest coraz lepiej poznany. Teraz wiemy, że czego nie znajdziemy w strefie „F” i „B” na 90% wpadnie to Naszego systemu. Pozostaje chyba tylko jedno pytanie zagadka: „Co nasz czeka na następnej wyprawie…”

Michał „Konar” Konarski

 

Podziękowania:

  • KTJ PZA – dofinansowanie
  • Juan Jose Gonzalez Suarez – sprawy formalne

Szczególne podziękowania należą się naszemu Przyjacielowi – Armando Alonso Bernardo Fernandez za coroczną „opiekę” nad nami i pomoc przy awarii środka transportu.

Dziękuję również Zbyszkowi Grzeli, za zastępstwo w czasie mojej nieobecności spowodowanej późniejszym przyjazdem, za wieloletnią wytrwałość i za to, że zawsze można na Niego liczyć. Gośce Wojtaczce dziękuję za Wielki Powrót i mam nadzieję, że tak już zostanie. Dziękuję także ekipie „śląskiej” za wspólnie spędzone wakacje oraz naszej klubowej paczce.

Marek „Stahoo” Jędrzejczak

Picos 2004 – relacja z wyprawy

Trzynasta wyprawa…

Głównym problemem, jakim zajmowaliśmy się w roku 2004 na wyprawie Speleoclubu Wrocław w Picos de Europa, była kontynuacja eksploracji jaskini A-3. Uczestnicy zeszłorocznej wyprawy: „Picos 2003” pokonali, jak się wtedy wydawało, główną przeszkodę – obeszli zawalisko, zaczynające się w połowie studni P84 na głębokości 351 m.

Na początek trochę historii. Jaskinia A-3 (Pozu del Porru de los Garapozales), położona na wysokości 2140 m n.p.m., została odkryta w latach 70. przez SCOF*, rekonesanse prowadzone były również przez SG* w 1984 roku i doprowadziły do poznania tej jaskini do głębokości ok. 60 m. Najprawdopodobniej osiągnięto tylko taką głębokość ze względu na istniejący wtedy korek śnieżny. W roku 1998 wyprawa SCW pogłębiła ten obiekt do -432 m, kończąc eksplorację na dnie studni zamkniętej zawaliskiem. Na tej wyprawie podjęto pierwszą próbę obejścia zawaliska w P84 – były przypuszczenia, że po wykonaniu trawersu, nad wspomnianą studnią, na poziomie -311 m, otworzyłaby się najprawdopodobniej możliwość zjazdu poza zamykające ją zawalisko. Niestety, z powodu niesamowitej kruszyny i niesprzyjającej konfiguracji górnej części studni, nie udało się założyć bezpiecznego zjazdu. Ze względu na duże zagrożenie zrezygnowano wtedy z dalszej eksploracji. W roku 2000 również próbowaliśmy trawersować tę studnię, ale z podobnym skutkiem jak w 1998 roku. Przez następne lata inne priorytety sprawiły, że do A-3 nie zaglądaliśmy, jednak nie wypadało tak pozostawić niedoeksplorowa-nej jaskini, przecież na tej wysokości ma szansę na 850 m głębokości.

W zeszłym roku (2003) nareszcie udało się obejść zawalisko. Tym razem wystartowano z poziomu -340 m w P84 i wykonując duże (ponad 20 m zjazdu) wahadło, ekipa znalazła się na szczycie zawaliska (-350 m). Po jego drugiej stronie odkryto studnię P46, dalej „mokry meander”, małą salę a za nią mocno rozmyty w poziomie meander W 2003 roku eksplorację zakończono na poziomie -457 m – nad studnią o głębokości ok. 20 m, na końcu rozmytego meandra. Wtedy był to już koniec wyprawy, więc pozostawiono ten problem na rok 2004 – wyprawie następnej.

2

Podczas wyprawy w 2004 roku zaskoczyła nas w A-3 spora ilość wody – poręczowa-nie szło bardzo opornie. Na przodek doszła dopiero 4. szychta i stwierdzono, że na dnie ostatniej studni jaskinia się klipi… Dalsze prace były determinowane przez pogodę na powierzchni – a aura raczej nas nie rozpieszczała – częste opady deszczu nie pozwalały na eksplorację. Udało nam się przeprowadzić jeszcze 7 akcji eksploracyjnych, kartowania i reporęczowania, w tym krótki dwuosobowy biwak. Sprawdziliśmy wszystkie możliwości w partiach odkrytych za zawaliskiem w roku 2003. Niestety prace te nie dały żadnych znaczących rezultatów.

W przerwach pomiędzy opadami deszczu prowadziliśmy także poszukiwania na powierzchni, w strefie D i F, nie znaleźliśmy jednak żadnego obiecującego obiektu. Przez cały okres wyprawy namierzaliśmy za pomocą GPSLogger’a znane, ważniejsze jaskinie w naszej strefie eksploracyjnej.

Niestety trzynastej wyprawy SCW w Picos de Europa nie można zaliczyć do wypraw udanych, szczególnie w zestawieniu z trzema poprzednimi. Podsumowując – pogłębiliśmy A-3 z -457 do -490 m, przedłużając ją do 1250 m, (rozciągłość pozioma 298 m), sprawdziliśmy kilkanaście obiektów ma powierzchni. Na rok 2005 planujemy dalszą eksplorację A-3, może tym razem pogoda i szczęście będą nam sprzyjać; kilka wypraw włożyło w tę jaskinię sporo pracy i szkoda byłoby ją tak pozostawić.

1

Podsumowanie

Wyprawa Speleoclubu Wrocław w Picos de Europa działała w okresie: 2.08. – 31.08.2004.

Uczestnicy: Tomasz „Shab” Haba, Marek „Stahoo” Jędrzejczak (kierownik), Katarzyna Liberda, Paweł „Koń” Michalski, Tomasz „Wróbel” Wróbel (wszyscy SCW), Karol Gładysz (Tarnogórski Klub Taternictwa Jaskiniowego), Michał „Kojot” Górski (Sekcja Grotołazów Wrocław).

Wyprawę odwiedzili: Agnieszka Majewska, Marta Majewska, Marta Maślanka , Michał „Konar – Wodecki” Konarski (wszyscy SCW) oraz Andrzej Poniatowski TKTj.

Podziękowania:

  • Juan Jose Gonzalez Suarez, prezes Federa-cion Asturiana de Espeleologia – sprawy formalne
  • Komisja Taternictwa Jaskiniowego PZA -dofinansowanie
  • Koń, Wróbel – transport.

Cały artykuł do ściągnięcia w wersji PDF jes dostepny tutaj.

Tekst: Tomek Haba
Zdjęcia: Karol Gładysz TKTJ

Picos 2003 – relacja z wyprawy

Zeszłoroczna wyprawa – wyjazd w Picos de Europa już za nami. Na nową mamy zaplanowane…, ale o tym później.

Jak co roku, pod koniec lipca, z niewielkim poślizgiem ruszyliśmy na zachód (jak na razie wyprawa zagraniczna). Cała podróż odbyła się bez większych problemów. Do niewielkich napraw jesteśmy przyzwyczajeni, a ważenie samochodu na (póki, co) granicy też nie zrobiło na nas większego wrażenia.

CANGAS DE ONIS

Jesteśmy u podnóży „naszych” gór. Zakupy, kawa w zaprzyjaźnionej confiterii „Covadonga” i do góry. Vega la Huerta – ostatni parking. Dość daleko od granic parku narodowego, ale wjechać można bez problemu. Pierwszy na górę „idzie” transport sprzętu biwakowego. Mijamy znajome miejsca ze znajomymi nazwami: Vega la Piedra, La Rondella, Refugio de Vegarredonda, Lampa Omera, La Fragua i wreszcie baza – Las Barrastrosas. Zmieszane zapachy suchej trawy i krów przypominają o powiązaniu tutejszego parku z historią i tradycją wypasania zwierząt w górach, ale także o ciągłym jego kultywowaniu. Już na pierwszy rzut oka widać, że od zeszłego roku wieloletniego (wiecznego) śniegu ubyło. Z jednej strony rokuje to dobrze na nowe odkrycia w miejscach dotychczas niedostępnych, ale z drugiej sugeruje kłopoty. Zmienia się hydrografia całego terenu, a góry stają się bardziej suche. Skutki są takie: wody w źródle tyle co nic, a po kilku dniach jest tam zupełnie sucho.

Głównym celem jest dokończenie eksploracji w jaskini D-9, rozpoczętej w 2002 r, a zakończonej na głębokości ok. 300 m. Miejsce przewidywanego zakończenia (pewne na 90 %!) to wodociąg w B-12 lub F-17, czyli w Sistemo del Canalón de los Deswos. Następnym problemem jest kolejna próba eksploracji w ostatniej studni w A-3, czyli Pozu del Porru de los Garapo-zales. Oczywiście rozpoczynamy od D-9. Porę-czowanie i zjazd nową studnią idą dość sprawnie. Przy drugim wyjściu osiągamy dno i możliwość połączenia z innym ciągiem. Brak sprzętu wspinaczkowego zmusza nas do jeszcze jednego podejścia. Silny przewiew na samym dole daje w pewne nadzieje. Tak dochodzimy do F- 15/F-17. o Wyprawa nie zaczęła się jeszcze na dobre, a my N zaczynamy deporęczowanie. Ale to tylko pozory. Przenosimy sprzęt pod otwór F-17 i o wiele bardziej przestrzennymi studniami (o korytarzach trudno tutaj mówić) docieramy z powrotem do miejsca połączenia, ale od drugiej strony. Do dna pozostaje naprawdę niewiele. Z tyłu ciąży wór z pontonem. Drugie pływanie w „efach” rozpoczęte. Charakter jaskini na samym dole znacznie się różni od tego, co wyżej, choć w D-9 podobne formy spotykaliśmy. Skała tutaj jest bardzo rozmyta, tworząc najprzeróżniejsze konie, oczka i inne nierówne powierzchnie. A w dole płynie rzeka, jak na razie jedyna w takiej okazałości w naszej strefie działań dumnie szumi. Mijamy kolejne wodospadziki i jest… zostawiony przed rokiem talerzyk, informujący o końcowej eksploracji w B-12. Na końcu partii „pływacko-ciągnących” syfon – trochę z boku głównej rozciągłości ostatniego korytarza. Ciągi do góry klipą się, a pokrycie osadem wskazuje na dość wysokie stany okresowo stagnującej wody. Ponad zwierciadłem wody widać delikatnie rozmyty obraz dalszych partii, ginących w czeluści. Jakże inny widok, aniżeli partie syfo-nalne (denne) w A-1. Wody do syfonu wlewa się znacznie mniej niż można byłoby szacować po wielkości rzeki. Niewątpliwie część ucieka po drodze. Sama rzeka czasami rozszerza się i staje głębsza. Jesteśmy najprawdopodobniej nad zwierciadłem wód podziemnych.

Następna akcja, to już kartowanie połączenia D-9/B-12 i deporęczowanie. Teraz już wiadomo S/stemo del Canalón de los Deswos to około 4800 m pomierzonych ciągów i głębokość 733 m.

W czasie podziemnej działalności w „efach”, bez przerwy trwały przeszukiwania strefy F od strony bazy.

Jeden cel osiągnięty, drugi czeka. Z pewnym niepokojem ruszamy do A-3. Poprzednie próby przejścia (trawersu) w górnej części ostatniej studni, ze względu na bardzo dużą (wiszącą) kru-szyznę, zakończyły się niepowodzeniem. Wracamy więc, po 3 latach przerwy, ale tym razem uderzamy kilkadziesiąt metrów niżej. Musimy wykonać wahadło na drugą stronę studni i przyczepić się na ogromnym zawalisku. Pierwsze próby, zakończone dużym obsypaniem części want, dostarczają niesamowitych wrażeń słuchowych. Zawalisko, zawieszone w połowie studni, broni się, ale jest już pewne, że są możliwości przejścia dalej. Widać to z miejsca, skąd startujemy (z wahadłem). Wreszcie stajemy na zawalisku. Okazuje się, że jest całkiem płaskie. Między dużymi wantami znajdujemy przejście pod zawalisko z drugiej strony… Jaskinia ponownie się otwiera… jest, jest, jest – czekaliśmy, próbując kilka razy przez kilka lat i mamy wolną drogę. Może przewiew nie jest imponujący, ale możliwości przedostania się powietrza są tak duże, że jest to zrozumiałe. Grupa „wahadłowo-napie-rająca” wraca (po drodze przecierając linę w setce). Istnieją pewne obawy, że znowu wylądujemy na dnie setki (starej setki), wiara jednak jest inna. Eksplorację podejmuje następna dwójka. Reszta czeka – eksplorując powierzchniowo – na bazie.

Jaskinia puszcza – zjazd pod zawalisko. Teraz widać jego ogrom i niesamowity sposób podwieszenia. Nowe ciągi były tak blisko. Za zawaliskiem meander i następna sala – dno studni ze śladami czyjejś bytności (jakby punkt kartograficzny). Rozczarowanie bardzo duże. Nie można nijak powiązać tego ze znanymi partiami (brak wzmianki na temat jaskini ponad 400 m jest mało prawdopodobne). Więc… „UFO”? Tym razem rusza ekipa kartująca, a zarazem osoby działające w tej strefie (A) wcześniej. Dochodzimy na dół, na dno studni – jedno jest pewne: nikt z nas tędy nie zjeżdżał. Jak się później okazało, eksploracja na starym dnie nie doszła do żadnej studni. Więc…..UFO”. Determinacja okazała się tak duża, że po przerzuceniu kilku want, w najniższym miejscu pochylni otworzyliśmy dalszą drogę. Jesteśmy na górze nadal czynnego i rozbudowanego meandra. Mijamy kilka studzienek (10-15 m) i ciągle puszcza. Osady i budowa trochę przypominają znane partie meandra A-11. To, że meander „prowadzi” wodę słychać. „UFO” już nieważne, mamy „problem” na następną wyprawę. A-3 okazała się przyjazna. Dokąd zmierza? Może dobije do pozostałych jaskiń, ostatnio odkrywanych? Jest jeszcze jedno pewne dojście do wodociągu z góry. Może więc „polska strefa”, to jeden wielki system? Na razie to rozważania teoretyczne. Jak już się przekonaliśmy, powierzchniowy podział na strefy znacznie odbiega od naczyń połączonych pod powierzchnią. A może A-3 skieruje się do A-1 albo A-11 ? Cóż, wyprawa „Picos 2004” czeka.

Dwa główne problemy „Picos 2003” zostały zrealizowane. Ale wyjścia to nie tylko D-9 i A-3. Udało nam się też otworzyć Pozu del Por ru la Capilla drugim otworem, niestety niżej leżącym (działania ekipy rudzkiej). Przegląd strefy G dał, jak na razie, dość marne wyniki. Eksplorowano również górną część strefy F i dolną B, oraz strefę A pomiędzy otworami A-3 i A-11. Skutek porównywalny.

Picos 2003 już prawie za nami. Działalność uzyskała status udanej. Najważniejsze, to możliwość eksploracji podziemnej w 2004 r „Problem otwarty” – proste dwa słowa, ale jak bardzo mocno oddziaływają na członków następnego wyjazdu. Czy starczy to na skompletowanie następnego składu?

Jeszcze tylko krótkie odwiedziny na dole, w Cangas de Onis, w Oviedo i wycieczka w inny rejon Picos. Jeszcze sidra i ton na zakończenie i… powrót do kraju.

uczestnicy :

  • Ekipa rudzka z nutą poznańsko-warszawską (Tomek Jaworski, Paweł Krzyszkowski, Krzysiek Kubocz)
  • Ekipa rekreacyjna (Monika Hajnos – rodzyneczek, Dominik Kajzer)
  • Ekipa nasza – wrocławska (Przemek Derkacz, Zbyszek Grzela, Marek Jędrzejczak – kierownik, Łukasz Poi, Michał Saganowski).

Cały artykuł do ściągnięcia w wersji PDF jes dostepny tutaj.

Zbyszek Grzela

wiesci