Obóz wspinaczkowy vol. 2 – kurs 2017

W dniach 05-10.08.2017 2017 w obszarze zamkniętym między Poraj – Dąbrowa Górnicza – Chechło – Kostkowice odbył się obóz wspinaczkowo – pływacki z elementami religioznawstwa oraz wątkiem kryminalnym.

Piątek 04.08.2017
Zaczęło się klasycznie, jak większość wyjazdów kursowych wydostaniem z Wrocławia na niezmienni remontowaną i zakorkowaną autostradą A-quatro, odstaniem ustawowych 3 godzin z okazji remontów lub wypadków i po jedynych sześciu godzinach podróży, późnym wieczorem dotarliśmy na znane obozowisko jaskiniowców przy ulicy Partyzantów na Podzamczu.

Sobota 05.08.2017
Następnego dnia, rano, w składzie: Marta, dalej zwana Małą; Artur, dalej zwany Obrzękiem; Krzysiek, dalej zwany Ojcem (jedyny w ekipie, oficjalnie, dorobił się dziecka) i Gerwazy, dalej zwany ja; podążyliśmy w stronę skały pod Grodem Birów by spotkać się z dowódcą kursu, Emkiem, dalej zwanym Emkiem. Najlepszy instruktor wspinaczki na Jurze, mistrz zen z Tybetu i oaza spokoju Emek, przywitał nas jak zwykle jakimś ciepłym słowem ͫ , po czym zaczęliśmy pobierać nauki. Dobraliśmy się w pary: Mała – Obrzęk, Ojciec – ja (tu spoczęła na mnie dodatkowa
odpowiedzialność, bo nie mogłem dopuścić do uszkodzenia żywiciela rodziny). Na pierwszy ogień ogarnialiśmy podstawowe komendy, „spotowanie”, asekurację od dołu, wspinaczkę „na wędkę”, wspinanie z dolną asekuracją, montowanie stanowisk z dwóch punktów, zjazdy w wysokim przyrządzie oraz prusikowanie (awaryjne podchodzenie i schodzenie po linie za pomocą dwóch repsznurów). Na wszelkie wątpliwości typu „czy to jest wyblinka” otrzymywaliśmy błogosławione i uspokajające, gromkie „JOOOOOOO” (kto był, ten wie o co chodzi). Wieczór, to czas
wolny i okazja do poznania plemienia dzikusów/dzikich, którzy za pomocą kładów polowali na zajączki.

Niedziela 06.08.2017
W kolejnym dniu przenieśliśmy się na Straszykową Górę (drugie co to wysokości wzniesienie Jury Krakowsko – Częstochowskiej), gdzie bardziej samodzielnie szlifowaliśmy zdobytą dzień wcześniej wiedzę i umiejętności. Każdy zespół przeszedł po 5 dróg. Tu również jak poprzedniego dnia jako przeloty wykorzystywaliśmy ringi i ekspresy. Ojciec ufny w postępy zespołu postanowił poszukać potwierdzenia naszych umiejętności u dowódcy Emka, no i znalazł w postaci słów: „Wspinaczy z Was nie będzie, ale szambonury kiepskiej klasy, może”. Z nowości poznaliśmy
zasady montowania stanowisk asekuracyjnych (zarówno z liny jak i taśmy), takich jak: angielskie, samonastawne, „pająka”, z kontrami lub bez. Wieczór obfitował w tak emocjonujące wydarzenia, jak nocna pielgrzymka i czuwanie przy figurze Matki Boskiej Podzamczańskiej od Wspinaczy, czy oblężenie i szturm murów zamku Ogrodzieniec, gdzie największym męstwem i furią wykazała się Mała. Z ciekawostek topograficznych w okolicy Straszykowej Góry, występuje kilka ciekawych jaskiń (w tym Jaskinia w Straszykowej Górze, długa na 150m, podobno jedna z najciekawszych jaskiń jurajskich), część z nich była wykorzystywana w czasie wojny jako schronienie dla ukrywających się żydów, a na samej górze istnieją jeszcze ślady po stanowiskach artylerii z czasów I Wojny światowej.

Poniedziałek 07.08.2017
Trzeci dzień zmagań, to powrót na Birów oraz kolejny poziom wtajemniczenia, czyli nauka osadzania kości, heksów, trikamów i „friendów” jako punkty własnej asekuracji, tego dnia utrwalaliśmy również wykorzystanie naturalnych punktów (ucha skalne) i taśm lub rep jako przeloty. Ważna umiejętność, to przewidzenie w którym kierunku punkt będzie obciążany i zaklinowanie metalu w ten sposób, aby ruchy liny nie osłabiły zatarcia metalowego bajeru. Pod koniec dnia każdy zespół miał po jednej poprowadzonej drodze na swoim koncie. Na nocleg pojechaliśmy nad bajoro w Kostkowicach, to właśnie miejsce polecam jako alternatywę do Podzamcza w gorące letnie noce, czysta woda, mało ludzi, jedyny problem to brak drewna na opał.

Wtorek 08.08.2017
Wspinanie na asekuracji własnej, nauka konstruowania układów wyciągowych partnera, budowanie flaszencugów i techniki przechodzenia przez węzeł. Noc spędzona nad jeziorem w Poraju.

Środa 09.08.2017
Dzień zaczęliśmy od wspinania na „Adepcie”, i po przejściu dwóch dróg na zespól, przenieśliśmy się w okolicę parku linowego, gdzie do dziennej puli dorzuciliśmy dwie trasy, z czego jedną z długim, acz niezbyt wymagającym trawersem. Ciężki dzień kursowy zakończyliśmy w małpim gaju, wśród rozwrzeszczanych 10-cio latków. Zmęczenie i spadek formy dały o sobie znać, co zaowocowało zgubieniem przeze mnie portfela na drodze w Ogrodzieńcu. W pogoni za zgubą mieliśmy okazję odwiedzić obozowisko pielgrzymów i zaznać chwili sławy, bo ogłoszenie o zgubionym portfelu pojawiło się na scenie tego chrześcijańskiego festynu. Wieczorem natomiast w Parku Wodnym Nemo mieliśmy okazję doskonalić następujące techniki pływania: klasyczną, na grzbiecie, kraulem, jacuzzi na brzuchu oraz plecach.

Czwartek 10.08.2017
Z samego rana czekała mnie wizyta na komisariacie w Ogrodzieńcu, gdzie ktoś odniósł odnaleziony portfel. Niestety, bez dokumentów. Ostatni dzień zmagań wspinaczkowych, to zdobycie 26-cio metrowgo Komina Kursantów w wycenie IV z widowiskową, zachodnią ekspozycją.

Podsumowując, było baaaardzo fajnie, zżyliśmy się ze sobą, a każdy z naszej czwórki złapał bakcyla wspinaczkowego. Trochę zmęczeni, bardziej smutni, że musimy wracać, chętnie przedłużylibyśmy turnus o kolejnych kilka dni, jednak obowiązki wzywały. Jakoś tak to było, bo nie bardzo pamiętam ͫ, wszystkie opisane wydarzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i nie należy doszukiwać się podobieństwa w rzeczywistych postaciach.