Picos 2009 – relacja z wyprawy

Lipiec 2009.
WROCŁAW: powoli dociera już, że kolejna wyprawa za chwilę wyruszy spod klubu na zachodnie krańce Europy. Ostatnie domykanie bagażników, ostatnie rozmowy. Wyprawa Picos de Europa 2009 rusza. Ile to już razy przekraczaliśmy granicę polsko-niemiecką, niemiecko-belgijską, belgijsko-francuską i tę najbardziej wyczekiwaną francuskohiszpańską. To co przed nią się nie liczy. […]

¡Viva España!
CASTRO URDIALES: nocleg na plaży przed wjazdem w góry. Rano lekki deszczyk, szum fal i kawa. Zmęczenie po ciągłej jeździe, ale już blisko, już czuć „góry nasze”.
SAN ANTOLIN: plaża, fale, jak każdego roku. Miejsce „coroczne”, z potężną górą na brzegu, osuwiskiem z jednej strony, i skałami, pieczarami z drugiej.
CANGAS DE ONIS (CANGUES): coraz bliżej, Picos de Europa już wyłoniło się zza linii horyzontu. Szczyty oświetlone, a w kotłach potężne połacie śniegu, ¡Hola España!, ¡Sol España! Jest upał, co na upał (?), oczywiście gorąca grande cafe con leche y poster (duża kawa z mlekiem i ciastko). A jak kawa to tylko w confiteria Covadonga. Sidra (niskoalkoholowy napój z jabłek) w sideria Polesu. Miasto trochę uśpione czeka na nawałnicę sierpniową, a my … na papier z parku narodowego o zgodzie na działalność (w tym kraju takowe wydają – chyba jakaś inna Europa w Polsce, jakby nie patrzeć to jesteśmy z innego kraju). Krótkie zakupy na „maksa”, z półek znika chleb tostowy (a fe), parówki z „papieru toaletowego” i inne rarytasy.

Przeczytaj całą relację autorstwa Zbyszka Grzeli.