Obóz wspinaczkowy I – kurs 2016

Załoga bombowca w składzie: Malina, Emil, Brokół i Bartek pojechała 20 czerwca na czterodniowy kurs wspinaczkowy.

7

Od samego początku nie brakowało nam wrażeń. Zajęcia prowadził instruktor Emanuel Soja, osoba bardzo konkretna i rzeczowa, przez co od razu go polubiliśmy.

4

Nie cackał się z nami, jedno wejście „na wędkę” w celu sprawdzenia naszych umiejętności, kilka ćwiczeń na wybieranie i wydawanie liny, wpinanie liny w ekspresy i zaczęliśmy się wspinać z dołem. Już pierwszego dnia niektórzy z nas, boleśnie przekonali się co to znaczy, że wapienie na Jurze są jak mydło.

8

Zajęcia bardzo intensywne i różnorodne, ciężko było przyswoić tę całą wiedzę w tak krótkim czasie. Wspinaczka tradowa, czyli na własnej asekuracją to najlepsza motywacja do nieodpadania i dawania z siebie 200%, aby nic nie skopać i poprowadzić bezbłędnie drogę. Jak dla mnie był to jak na razie jeden z najlepszych wyjazdów kursowych, sprawdzenie nabytej oraz zdobywanie nowej wiedzy i praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka.

5

Tekst: Mateusz „Malina” Malinowski
Zdjęcia: Mateusz „Malina” Malinowski

Jura 11-12.06.2016 – kurs 2016

Weekend 10-12 czerwca 2016r. minął pod znakiem wielu wyjazdów szkoleniowych. Wśród nich nie mogło zabraknąć wyjazdu kursowego, którego przedmiotem było doskonalenie umiejętności poręczowania. I tu serdeczne pozdrowienia dla wszystkich nieobecnych, dzięki którym, podzieleni na 5 zespołów, mogliśmy ćwiczyć w tzw. szybkich dwójkach i na żadnej trasie tramwaj nie powstał (z wyłączeniem trasy A4 na odcinku Wrocław-Opole, która testowała naszą cierpliwość w piątek). Główną bazę wypadową szkolenia stanowiło Ranczo w Zajeździe Jurajskim w Podlesicach. Stamtąd w sobotę ok. 8.30 wyruszyliśmy do Podzamcza, by pod okiem naszych czujnych instruktorów: Izy Włosek, Bartka Sieroty i Sebastiana (Lewego) Lewandowskiego, niczym średniowieczni najeźdźcy zdobywać trzydziestometrowe skały u podnóża Grodu Birów doskonaląc techniki poręczowania.

DSC02035

Niespodziewany poranny deszcz nikogo nie zniechęcił i dzięki sprawnej samoorganizacji i wspólnej pracy zespołowej przy użyciu plandek stworzyliśmy suche schronienie między drzewami, gdzie mogliśmy rozdzielić sprzęt.

DSC02029

Deszcz szybko ustał a my, jako pierwsi pod skałą i na skale, mogliśmy przebierać dowolnie w trasach do poręczowania wybierając najwyższe w otoczeniu dostojnego Sfinksa. Tam również poznaliśmy Emka, albo raczej najpierw wisząc w skale usłyszeliśmy z jakim zaangażowaniem dopinguje swoich kursantów, a potem dowiedzieliśmy się, że to właśnie ON – nasz instruktor na obozach wspinaczkowych. Cud miód malina jak lubelska antonówka w ręku Andrzeja przy ognisku. Dziękujemy naszym Drogim Instruktorom za zaangażowanie wyrażane w sposób bardziej dyskretny za pomocą innych środków przekazu. Wasze rady zawsze są cenne i trafne!

DSC02034

Wieczór rozpoczęliśmy pod znakiem relaksu na Ranczowym patio, hamaku rozwieszonego na werandzie, toksycznych baniek mydlanych, ukulele i śpiewającego Makarona. Jak na każdym wyjeździe nie mogło zabraknąć ogniska, za którego organizację serdeczne podziękowania dla Wantuli i Przemka. Czas umilał nam weselny beat i rozmowy o naturze rzeczy, a że na najlepiej kontempluje się przy winie i innych szlachetnych trunkach, tajna delegacja zdecydowała się na przeprowadzenie akcji ZNICZ. Groźba zbiórki o 7.30 dnia następnego rozproszyła część kursantów. Patronką dnia drugiego była Biblioteka. Choć to nieco niższa formacja skalna (ok. 16-18m), to wcale nie była łatwiejsza. Tu pokory uczyło każde wyjście poza próg skalny, chociaż formacja ta bogata w liczne oczka skalne była dla nas przyjazna.

DSC02056

Poza poręczowaniem i deporęczowaniem ćwiczyliśmy również łączenie lin w punkcie i w zjedzie, zakładanie odciągów oraz przepinki przez węzeł. Wśród malowniczej miejscowej scenerii cennych wskazówek udzielali nam Lewy i Bartek. Tak – to był dobry wyjazd. Dzięki Wam- Klubowiczom, Wam- Instruktorom i Wam – Miłym Gościom i tym małym i tym dużym i tym na czterech łapach.

Tekst: Małgorzata Orłowska

Zdjęcia: Maciej „Luźny” Cepin

Wojcieszów 07-08.05.2016 – kurs 2016

W dniach 7-8 maja 2016 roku odbyły się w Wojcieszowie już drugie zajęcia terenowe dla tegorocznych kursantów. Tematem przewodnim były przepinki oraz poręczowanie. Jako jeden z uczestników, z niecierpliwością czekałem, aż znowu będę mógł wisieć na linach i w praktyce wykorzystać wiedzę, którą próbują nam wtłaczać do głów na wykładach.

DSC01940

W prawie pełnym składzie, rozpoczęliśmy zajęcia od powtórzenia wiadomości na temat poręczowania oraz pokonywania przepinek. Przy tej okazji poznaliśmy nowego instruktora Rajmunda „Mundka” Kondratowicza. Na ścianie wisiały już przygotowane dzień wcześniej przez klubowiczów trasy, w których mieliśmy znaleźć błędy. Przez całe przedpołudnie walczyliśmy z nimi dzielnie, bawiąc się na sporym wahadle, lub klnąc na przepinki które czasami sprawiały nam małe problemy. Gdy już przeszliśmy wszystkie trasy, przyszedł czas na wymienienie się spostrzeżeniami, co można byłoby poprawić w poręczowaniu tych dróg. O dziwo większość błędów wyłapaliśmy, więc chyba jednak uważamy na wykładach. Nadeszła pora na poprawienie błędów, które zauważyliśmy.

13102830_1147155858640086_1826951975013774971_n

Po całodniowym wysiłku przyszedł czas na zasłużony odpoczynek przy ognisku. Początek imprezy umilał nam Makaron grający na ukulele, reszty niestety nie pamiętam. Może ktoś inny o niej opowie.

13173745_1147155865306752_6148615742352816545_n

Drugiego dnia przyjechał do nas kolejny instruktor Bartek Sierota. Wraz z Mundkiem omówili w dużym przybliżeniu jak poręczować, jaki sprzęt do tego potrzebujemy i na co mamy zwrócić szczególną uwagę. Dla mnie zajęcia zaczęły się chwilę później, dlatego miałem dobre miejsce (w loży szyderców) do oglądania zmagań moich kolegów i koleżanek z linami i ścianą. Instruktorzy bardzo mocno angażowali się w zajęcia, udzielając nam cennych rad i odpowiadając na każde nasze pytanie. Niestety ze względu na to, że poręczowanie jest czasochłonne, udało nam się tylko po razie zaporęczować i zdeporęczować swoją trasę, co zostawiło lekki niedosyt. Insruktorzy w gruncie rzeczy nas chwalili, choć podśmiewywali się, że mamy jeden główny problem – problem z linami.

DSC01962

Tekst: Mateusz „Malina” Malinowski
Zdjęcia: Aleksandra Robak, Maciej „Luźny” Cepin

Wojcieszów 16-17.04.2016 – kurs 2016

Prawdziwa sztuka skupia się na emocjach. Jak wiemy, literatura też posiada pierwiastek artyzmu, dlatego pisząc to sprawozdanie, skupię się na tym, co czuję. Przede wszystkim to czuję siebie. Jest to woń wędzarni połączona z dużą ilością błota, zwieńczona świeżą nutką potu. Co jeszcze czuję? Obtarte przez uprząż kolce biodrowe, paluszek zdarty przez linę i oczywiście mięśnie naznaczone wysiłkiem. W całym tym katastroficznym obrazie przebija się promień nadziei, bowiem nie taki diabeł straszny, jak go malują. Najbardziej bolącym mnie mięśniem jest przepona, oczywiście została ona wyeksploatowana przez ogromną dawkę śmiechu. W sprawie brudu i smrodu, wtrącę tylko starą ludową mądrość: „Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe”.

12985389_1705649903036548_5649808703216371195_n

Warto by teraz powiedzieć coś o samych zajęciach linowych. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy duży sukces, bowiem skład osobowy zgadzał się przed i po zajęciach. Nawet mimo lecących kamieni, dużej ilości kamieni, bardzo dużej ilości kamieni (za co osobiście przepraszam), nikt nie zginął! Obeszło się też bez praktyk z autoratownictwa. To nic, że ta cholerna loża szyderców złożona z klubowiczów, nie wystawiła nam zbyt wysokich not za styl… A tak serio to chciałbym im wszystkim podziękować, gdyby nie pomoc klubowiczów, całe to przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku, a przynajmniej w takim wydaniu. Podziwiam też ich cierpliwość, w końcu ile można patrzeć na mało zgrabne próby samobójstwa czynione przez kursantów. Nie możemy też zapomnieć o wielkich podziękowaniach dla Szanownego Pana Instruktora. Nie tylko za jego opiekę merytoryczną, wsparcie emocjonalne oraz psychiczne, ale także za karmienie naszych doznań estetycznych swoim ślicznym wnętrzem jaskiniowym. Oczywiście wiele osób mogłoby narzekać na pogodę. Aura była na tyle łaskawa, że mogliśmy ćwiczyć, więc czego można jeszcze wymagać.

Wojcieszów 2016

Uważam zajęcia za bardzo udane. Oswoiliśmy się nieco z technikami wspinaczki linowej, a każde kolejne przejście, zbliżało nas do wyrobienia sobie „akceptowalnego” stylu poruszania się. Dla mnie jednak ten sport oraz duch zajęć to przede wszystkim ludzie. Śmiało mogę stwierdzić, iż poczyniliśmy znaczny krok w integracji grupy. Można powiedzieć, że nawet przez moment udało się nam być „jednością”. Krótko podsumowując – nie zdążyłem się wykąpać po ostatnim wyjeździe, a nie mogę się już doczekać kolejnego.

13043726_1116391345078023_8362978469621457471_n 13051489_1706112972990241_1023400844238005368_n

Tekst: Mateusz „Makaron” Makarski
Zdjęcia: Marcin Filarowski, Rafał Fundowicz

Pierwsze zajęcia linowe – kurs 2016

W dniach 2 -3 kwietnia br. odbyły się, w ramach kursu taternictwa jaskiniowego, pierwsze praktyczne zajęcia na ściance wspinaczkowej „Fpinka” we Wrocławiu. Ponieważ, jako kursant, poznaję tajniki taternictwa od podstaw i nie posiadam  żadnego doświadczenia, byłam pierwszy raz w takim miejscu. Tak naprawdę nie wiedziałam, co mnie czeka, chociaż coś w duszy mi grało, że lekko i relaksacyjnie nie będzie 😉

Pierwsze zajęcia - kurs 2016

Ok. godziny 10.00 każdy z kursantów otrzymał porcję różnego rodzaju pasków, karabinków i innych tajemniczo wyglądających urządzeń – jak na przyszłego grotołaza przystało – oraz kask. Udaliśmy się do jednego z pomieszczeń przeznaczonych do wspinaczki, gdzie „ciało” instruktorskie objaśniło szczegółowo każdemu z osobna, co i jak założyć oraz ubrać. Jak już przywdziałam cały otrzymany sprzęt i poczułam się jak „szynka wielkanocna”, zaczęło się pierwsze ujarzmianie liny, która po chwili okazała się drogą do wyższych oraz niższych partii tego świata.

Pierwsze zajęcia - kurs 2016

Nie byłoby to do ogarnięcia, gdyby nie czujne, szerokie grono instruktorów Aniołów Stróżów, którzy z archanielską cierpliwością tłumaczyli i instruowali każdemu uczestnikowi kursu, co należy zrobić krok po kroku, aby po linie, z wykorzystaniem odpowiedniego sprzętu, przedostać się w inne rewiry wspinaczkowe. Było super, gdyż wrażenia są nieziemskie 🙂

Pierwsze zajęcia - kurs 2016

Podczas dwudniowego szkolenia jednym kursantom szło wyśmienicie i hasali z góry na dół jak kozice, innym pewne manewry szły odrobinę trudniej, ale wszyscy z zaciętymi minami, z zaangażowaniem, ale przede wszystkim z dobrym humorem dawali z siebie wszystko, aby wykonać polecenia i zadania instruktorów.

12523951_1208154169209936_241958244657726613_n - Kopia

Po zajęciach czułam się fizycznie i psychicznie wypompowana, ale szczęśliwa, gdyż przy takim dwudniowym wysiłku w fajnym towarzystwie oraz przy sporych emocjach wypełniała mnie satysfakcja oraz morze feromonów. Chociaż następnego dnia pojawiły się gdzieniegdzie megasiniaki, jak również tu i ówdzie zakwasy, byłam z nich dumna, bo ciężko na nie zapracowałam 😉

Tekst: Magdalena Zagórska
Zdjęcia: Zbigniew Grzela (przy pomocy Oli i Magdy)