Zapraszamy do przeczytania relacji z wyprawy Picos de Europa 2012 opublikowanej w czasopiśmie Jaskinie 2012, numer 4 (69).
Autor: Tomasz Utkowski
Relacje z wypraw Speleoclub Wrocław
Zapraszamy do przeczytania relacji z wyprawy Picos de Europa 2012 opublikowanej w czasopiśmie Jaskinie 2012, numer 4 (69).
Autor: Tomasz Utkowski
Zapraszamy do przeczytania sprawozdania dla KTJ z wyprawy Picos de Europa 2011.
Autor: Adam Leksowski
Parafrazując słowa pewnej piosenki chciałoby się zaśpiewać „dwadzieścia lat minęło…”. Tak, tak. To już dwadzieścia lat działalności Speleoclubu Wrocław w Picos de Europa.
Rok 2011 był kolejnym rokiem, czwartym już z kolei, ścisłej współpracy z S.E.S. C.E.V. (SECCIÓN DE EXPLORACIONES SUBTERRÁNEAS CENTRO EXCURSIONISTA DE VALENCIA) z Walencji. Przez blisko 20 lat oddzieleni jedynie ścieżką z La Fragua do Jou Santu, dzieliliśmy wspólnie teren pod bazę. Oni najczęściej tylko na 2 tygodnie, my na miesiąc a i bywało, że na dłużej. Przypadkowe spotkanie w 2008 r. poza Picos, gdzieś na południu Hiszpanii, z Miguelem Carasco Moreno owocuje pierwszą wspólną wyprawą i połączeniem potencjału obu klubów. Jest to przede wszystkim ogromny potencjał rejonu nie rozdzielonego już sztuczną granicą ustanowioną niegdyś przez człowieka. Jeśli chodzi o potencjał kadrowy to najlepiej obrazuje to dysproporcja w ilości uczestników: z naszej strony 20 osób i więcej, ze strony hiszpańskiej 4, 5. Jak łatwo się domyślić z potencjałem sprzętowym rzecz ma się podobnie…
Rejon CEV góruje na południowo-zachodnią częścią naszej strefy, nad Barrastrosas, na którym mamy bazę i aż „się prosi” by „był nasz”. Każdy, kto przyjeżdżał na wyprawę po raz pierwszy nie mógł wyjść z podziwu, że „to nie jest nasze”, bo czym też jest granica wyznaczona przez wijącą się ścieżkę po zapiarżonych zboczach Los Argaos, Torre Santa Maria i Aguja Enol u stóp topniejącego i kurczącego się z każdym latem lodowczyka Cembavieya. Ten „defekt” naszej strefy powodował, że traciliśmy sporo potencjału w rejonie Barrastrosas a co za tym idzie byliśmy aktywni gdzie indziej, czytaj wyżej, traktując przez długie lata jaskinie rejonu Barrastrosas jako cele awaryjne.
CEV strefę przejął w 1989 r. z posagiem jednego dużego Sistema Cembavieya (CEM/SCP111) oraz dziesiątkiem innych oznaczonych otworów. Sima Cembavieya (CEM) była eksplorowana z przerwami przez członków różnych klubów (m. in. Anglików) w okresie 1974-1982, kiedy to, jak informowali odkrywcy osiągnięto poziom -703 m. Wówczas była to licząca się już w Picos głębokość. Dwa lata później rozpoczęto eksplorację położonego nieco wyżej otworu Sima Parodia (SCP111), by rok później, w 1985 r., połączyć się ze znanymi partiami Sima Cembavieya (CEM), tworząc pokaźnych już rozmiarów system o deklarowanej głębokości 810 m. Jedynym mankamentem tego sukcesu był fakt, że system ten nigdy nie został pomierzony a publikowane przekroje były raczej „artystyczną wizją” systemu niż rzetelną dokumentacją…
Koledzy z CEV do rejonu zbyt wiele szczęścia nie mieli i przez całe lata nie uzyskiwali żadnych spektakularnych wyników aż do roku 2008, w którym to wspólnie z nami kontynuowali eksplorację Pozu de la Aguja de Enol (CEV181) rozpoznanej do poziomu ok. -500. Rozpoczęta wówczas współpraca pozwoliła po dwóch latach działalności, w roku 2010, na jej połączenie z położoną już w naszej strefie Pozu de los Barrastrosas (G-13) oraz osiągnięcie syfonu na głębokości 804 m.
Osiągając w roku ubiegłym syfon w Sistema Pozu de la Aguja de Enol – Pozu de los Barrastrosas (CEV181/G-13) znacznie zbliżyliśmy się do eksplorowanego przez nas od szeregu lat wielootworowego Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) o głębokości 736 m i długości 6,6 km ciągów głównych. Cel na tegoroczną wyprawę wydawał się więc oczywisty…
W pewnym sensie, wyprawa zaczęła się… z początkiem czerwca, kiedy to do Polski przyjechał szef grupy hiszpańskiej Fernando Arranz Sanchis w celu uzyskania naszego przyzwolenia na podjęcie działań w Systemie przed naszym przyjazdem w Picos. W grę wchodziło barwienie i nurkowanie w syfonie. Zgodę oczywiście uzyskał i po kilku dniach, po uroczystej kolacji, zaopatrzony w wiadro cudem na szybko zdobytej od Szymka Kostki fluoresceiny, został odprowadzony na lotnisko i wrócił do Hiszpanii. Tym samym, niespodziewanie, uzyskaliśmy pewien niewielki „dług wdzięczności”, dający nam nadzieję na „rewanż”. Jego „Plan” jest w naszych rozważaniach od jakiegoś już czasu. Ze zdwojoną energią przystąpiliśmy więc do „zamykania” spraw organizacyjnych przed wyjazdem, dla którego otworzyły się dzięki temu nowe możliwości…
Tzw. „trzon” wyprawy wyruszył dwoma autami z Wrocławia w stronę Picos 30 lipca. Czasy się niestety zmieniły i większość z nas już nie może sobie pozwolić na wyjazd na cały miesiąc. Ci szczęśliwcy, którzy mogą to tzw. „trzon”. Reszta dojeżdża na krótsze lub dłuższe okresy już na własną rękę, celując w okolice środka wyprawy. W tym czasie Hiszpanie zdążyli już zabarwić i z nurkowaniem czekają na nas, bo brakuje im ludzi do transportu sprzętu. Cel nadrzędny dla „trzonu” to założenie bazy oraz przygotowanie eksploracji w CEV181/G-13. W Sali Piknikowej w G-13 powstaje więc biwak. Zostaje on zaopatrzony i wyposażony w radio Nicola zbudowane przez Tomka Snopkiewicza. Drugie instalujemy na bazie i dzięki temu mamy bezpośrednią łączność z biwakiem. Jest to o tyle istotne, że poniżej biwaku, droga w stronę syfonu to cztery godz. marszu meandrem, w wodzie, na lekko, dobrym tempem. Bieżące informacje o pogodzie na powierzchni, dla biwakujących pod ziemią, w takiej sytuacji stają się więc kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa.
Naszej ekipie towarzyszy mini ekipa hiszpańska z przedstawicielką Meksyku Miriam Diaz. Z racji tego, że są „u siebie”, co jakiś czas z bazy znikają, mając „ważne sprawy do załatwienia” i porzucając na bazie Miriam. Tak już będzie do końca wyprawy a Miriam, trochę z musu, trochę dzięki wrodzonemu nam słowiańskiemu urokowi osobistemu zaprzyjaźnia się z nami bardziej, niż z ekipą, z którą tu przyjechała. Planowane nurkowanie za każdym ich zniknięciem się oddala… i ostatecznie do niego nie dojdzie.
Tydzień później na bazie pojawiają się pierwsi „zawodnicy” spoza „trzonu”. Biwak przygotowany, pogoda stabilna, pora realizować główny cel wyprawy. Jeszcze tylko mały rekonesans w rejonie Cembavieya. Wygląda na to, że „Plan” ma szanse powodzenia…
Wejście ekipy biwakowej poprzedza zespół transportowy, który dostarcza niezbędny do eksploracji sprzęt w rejon syfonu, wraca na biwak i po krótkim odpoczynku wychodzi na powierzchnię. W jaskini zostaje już tylko ekipa, której celem jest znalezienie obejścia syfonu i przedostanie się do znanych partii Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15). To byłby system! Nasze oczekiwania i zapał szybko zostają zweryfikowane przez rzeczywistość. Obejścia nie ma. Gdzie byśmy nie próbowali to wszędzie wchodzimy pod prawie prostopadle ustawione, zapadające pod kątem ok. 60 stopni lustro tektoniczne, w którego najniższym, dostępnym miejscu jest… syfon. Próbujemy na różnych wysokościach, próbujemy na boki a w głowie jedna natrętna myśl, swoiste déja vu… Już to przerabialiśmy: w Sistema del Jou de la Canal Parda (A-30/A-14/A-25/A-1), na poziomie -903 też był syfon, też było lustro. Co więcej, nawet azymut się zgadza i jak się dobrze zastanowić to nawiązuje ono do dużo wyżej położonego lustra w B-12, a nawet dalej, w A-3, a kto wie czy nie ma ono wiele wspólnego z końcowymi partiami Pozu del Porru la Capilla (A-11/A-38). Tym samym można by wnioskować, że struktura ta, biegnąca na linii NW-SE przez syfony CEV181/G-13 i A-30/A-14/A-25/A-1 wyraźnie dzieli strefę na dwie części: południowo-zachodnią, w której położona jest większość znanych jaskiń w naszej strefie i strefie CEV oraz część północno-wschodnią z Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15), Pozu los Desvios (F-3) i przygranicznymi” jaskiniami strefy OUCC (Oxford University Cave Club). Czy istnieje podziemne połączenie pomiędzy tymi częściami? W górach tak starych i o tak bogatej przeszłości geologicznej, nie wydaje się to niemożliwe. Zresztą, jaskini B-12 „udało” się przebić do pozostałej części Sistema del Canalon de los Desvios (F-44/D-9/F-18/F-17/F-15). Czy jest to możliwe również w strefie zrównań i strefie saturacji, czy też podział ten determinuje różne kierunki odpływu wody z masywu? Ciekawe czy kiedykolwiek będzie nam dane się tego dowiedzieć?…
Biwak w CEV181/G-13 został zlikwidowany a my przystąpiliśmy do realizacji „Planu”. „Plan” był prosty, aczkolwiek wymagał pewnych nakładów pracy. Zakładał możliwość połączenia Sistema Pozu de la Aguja de Enol – Pozu los Barrastrosas (CEV181/G-13) z Sistema Cembavieya (CEM/SCP111). Połączenie byłoby o tyle atrakcyjne, że oba otwory Sistema Cembavieya są położone wyżej niż otwory CEV181/G-13. Przesłanką było usytuowanie w jednej linii otworów CEM i SCP111 nieskartowanego Sistema Cembavieya względem otworów CEV181 i G-13 oraz generalnego kierunku rozwoju znanego nam systemu. Rekonesans powierzchniowy tylko potwierdził nasze przypuszczenia a pomierzone i znane wysokości otworów tylko zachęciły nas do pracy (G-13 – 2079 m n.p.m., CEV181 – 2129, CEM – 2185, SCP111 – 2224). Połączenie dałoby nieźle już wyglądającą deniwelację 899 m. Jedynym czynnikiem zakłócającym ten piękny obraz to fakt, że Sistema Cembavieya wydaje się być nieco za głęboka. Gdyby miała 100 m mniej wszystko ładnie by się układało a tak… Dziwnie to zabrzmi, ale mała nadzieja jest. Pomiędzy otworami CEM i SCP111 z „dokumentacji” wynika różnica ok. 100 m a nam wychodzi niecałe 40…
Przy okazji sprawdziliśmy jeszcze jeden otwór, który odsłonił się w wyniku wytapiającego się lodowczyka Cembavieya na wysokości 2311 m n.p.m., czyli dosyć już wysoko jak na możliwości rejonu. Otwór (pod koniec wyprawy oznaczony przez Hiszpanów jako PE001) został odkryty przez nas w roku 2009 i tylko na karb zalegającego niegdyś w tym miejscu śniegu można zrzucić fakt, że do tego czasu czekał na swoje odkrycie. Ocena głębokości poprzez rzucane kamienie wypadała zachęcająco: 40 -60 m „na starcie”. Cóż z tego skoro to „nie nasze”. To było dwa lata temu. W tym roku mamy już całkiem inną rzeczywistość. Rekonesans potwierdził szacowaną głębokość a problem został uznany za „godny” uwagi.
Pozostało wprowadzić „Plan” w życie. Szczegóły musieliśmy uzgodnić z gospodarzami rejonu a konkretnie z Fernandem telefonicznie, bo akurat zbiegło się to z ich nieobecnością na bazie. Działalność w Sistema Cembavieya prowadzimy z niższego otworu Sima Cembavieya (CEM). Zaraz za akcjami reeksplorującymi idą akcje kartujące by na bieżąco mieć wiedzę o wzajemnym usytuowaniu aktualnego „przodka” względem CEV181. Jaskinia, pomimo (a może dzięki temu), że prowadzi znaczną ilość wody, z każdą studnią zyskuje miano szczególnie urokliwej i nie brak chętnych do działalności w niej. Wszędobylskie śmieci obrazują zmiany w ekoświadomości naszego środowiska. Wyniki pomiarów wskazują, że wchodzimy pod CEV181 i z każdą szychtą połączenie jest coraz bardziej oczekiwane. Tak docieramy do syfonu na zaskakującej głębokości 577 m. Nie na -703 tylko na 577! Chcieliśmy by było płycej to jest. Wszystko ładnie się układa tylko połączenia nie ma… Jaskinie mijają się dosłownie na metry w systemie równoległych studni. Trzeba próbować od strony CEV181.
W PE001, czyli już w Pozu del Torre Santa Maria, pomimo, że zdobycie pierwszych 100 m pionu zajęło sporo czasu, puszcza jak „po sznurku”. Nieco krucho, ale po latach działalności w Picos można się do tego jakoś przyzwyczaić. Nieco zaskakujący jest fakt, że jaskinia, jak na tak wysokie położenie otworu, jest tak dobrze rozwinięta, co niezmiernie nas cieszy i daje nadzieję na wyżej położone otwory.
Mija trzeci tydzień wyprawy i większa część uczestników wraca do kraju. Pozostaje „trzon” i ci, co przyjechali na ostatnie dwa tygodnie. Pierwotnie zakładaliśmy, że będzie to okres porządkujący działalność, retransportów i likwidacji bazy. Mając jednak dwa otwarte problemy te sprawy schodzą na dalszy plan. Wszyscy czekamy na połączenie Sima Cembavieya z CEV181. Czekają ci w Picos, czekają też ci, co już zdążyli dojechać do kraju. Dotąd rozpieszczani przez naturę piękną słoneczną pogodą teraz zaczynamy być nękani opadami i znacznym pogorszeniem się warunków meteo. Tą ostatnią akcją zamykającą sprawę połączenia ma być równoległa działalność w obu jaskiniach. Niestety do połączenia nie dochodzi, chociaż wszyscy wiemy, że jest ono pewne. Termin zakończenia wyprawy nieubłaganie się zbliża, prognozy pogody są coraz gorsze i zapada decyzja o zakończeniu na ten rok eksploracji w Sima Cembavieya (CEM).
Równolegle w Pozu del Torre Santa Maria (PE001) udaje się zorganizować jeszcze trzy akcje: dwie eksplorujące i jedną kartującą. Jaskinia nadal puszcza i tylko zakończenie wyprawy przerywa naszą w niej działalność na głębokości 324 m. Wiele było spekulacji, w którą to stronę ta jaskinia się będzie rozwijała a ona… kieruje się w stronę domniemanego połączenia Sima Cembavieya (CEM) z Pozu de la Aguja de Enol (CEV181).
Wyprawa po miesiącu działalności wraca do kraju, tradycyjnie żegnana przez naszego przyjaciela Armanda, pozostawiając w Picos dwa bardzo interesujące problemy. Do Polski wraca z Meksykanką Miriam Diaz, która postanawia przed powrotem do Meksyku odwiedzić Polskę…
Podsumowując, pomimo tego, że nie udało nam się osiągnąć celu głównego, jakim było połączenie Sistema Pozu de la Aguja de Enol – Pozu los Barrastrosas (CEV181/G-13) z Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) wyprawę należy uznać za wyjątkowo udaną i otwierającą nowe perspektywy działalności. Nie udało się nam na dnie systemu CEV181/G-13, ale jest spora nadzieja na jego rozbudowanie w górę i w przeciwną stronę poprzez połączenie z Sistema Cembavieya (CEM/SCP111) oraz, co ciekawsze, poprzez przyłączenie Pozu del Torre Santa Maria (PE001).
Trzeba dodać, że nasza działalność nie ograniczała się tylko do tych obiektów. Udało się nam zrealizować kilka, niestety bezskutecznych, wejść do jaskini Trou de Glace (G-8) z nadzieją na połączenie z Pozu los Barrastrosas (G-13). W samym Pozu los Barrastrosas (G-13) powtórzyliśmy kartowanie odkrywców z 1989 r. od otworu do głębokości 397 m. Tym samym w całym systemie opieramy się już tylko i wyłącznie na naszych danych pomiarowych. W związku ze znacznym ubytkiem wieloletnich śniegów sprawdziliśmy, również bezskutecznie, interesujące nas od lat zakorkowane firnem otwory.
Pod względem prac dokumentacyjnych w tym roku zostało zrobione całkiem sporo:
Celem tych prac była nie tylko dokumentacja aktualnie eksplorowanych obiektów, ale także chęć posiadania własnych i wiarygodnych danych pomiarowych z obiektów eksplorowanych dosyć dawno już temu, w nieco innej rzeczywistości. Dzięki wsparciu Jacka Wójcickiego, twórcy CaveSnipera, mieliśmy okazję popracować nie tylko posiadanym od kilku lat DistoXem, ale i zestawem przyrządów o nieco odmiennej filozofii. Trzeba przyznać, że CaveSniper spisuje się należycie, zyskał nasze uznanie i niedługa lista wad tego rozwiązania nie jest w stanie przyćmić niebagatelnych zalet.
Po każdej wyprawie pozostaje pytanie: co dalej? Jakie plany na przyszły rok? Odpowiedź wydaje się oczywista:
Wątpliwości może budzić cel ostatni. Czy jest to możliwe? Czy uda się znaleźć jeszcze wyższy otwór? Zobaczymy za rok a na dzień dzisiejszy można stwierdzić, że… są takie możliwości i to wielce prawdopodobne.
Przez 4 tygodnie działalności przewinęła się przez bazę spora ilość grotołazów:
Do tego należy dodać pokaźną grupę tzw. „osób towarzyszących”, głównie Pań, wspierających „swoich wspaniałych mężczyzn” oraz kilku Hiszpanów, którzy na bazie byli na tyle krótko, że nawet nie zdążyliśmy zanotować jak się nazywali.
Jako uczestnicy wyprawy dziękujemy:
Marek Stahoo Jędrzejczak
Z Polski wyjechaliśmy ostatniego dnia lipca. Po przejechaniu 2500 km, spaleniu 310 litrów oleju napędowego, przejechaniu przez trzy państwa, pokonaniu niezliczonej ilości mostów i tuneli oraz bramek płatnej autostrady, nasze dzielne auta dotarły do Picos. Po dokonaniu niezbędnych formalności w siedzibie władz Parku Narodowego Picos de Europa, wypakowaniu i ponownym zapakowaniu zawartości aut – tym razem na nasze plecy, rozpoczęliśmy oficjalnie hiszpański etap wyprawy.

Przez trzy dni robiliśmy żmudne transporty, aż wreszcie dumnie rozstawiliśmy bazę na Los Barrastrosas (2020m n.p.m.). I już następnego dnia przystąpiliśmy do realizacji naszych zamierzeń.


Głównym zadaniem było założenie i zaopatrzenie biwaku w G-13, na głębokości około -450m na dnie sali Piknikowej z „Wantami że Japierdolę aby umożliwić eksplorację, w okolicy przodka -Syfonu (-804m). Miało to na celu połączenie systemu CEV181/ G-13 z Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) . Po długiej i ciężkiej akcji w jaskini stanął dobrze zaopatrzony, komfortowy i ciepły biwak. Ze względów bezpieczeństwa został on wyposażony w „telefon” Nicola, za pomocą, którego była możliwa łączność bezpośrednio z bazą.

Niestety podczas dokładnej eksploracji w rejonie syfonu, stwierdzono występowanie rozległego lustra tektonicznego. Podjęto decyzję o zakończeniu eksploracji tej jaskini. Wiązało się to z retransportem całego szpeju zniesionego na dół oraz reporęczem całości. Pochłonęło to kolejnych kilka, sporych akcji. Korzystając z ostatnich chwil zaporęczowania zostało powtórzone kartowanie części tej jaskini od 0 do -400m.


Jaskinia G-13 kosztowała nas bardzo wiele czasu i jeszcze więcej sił, jednak nie były to jedyne działania w tym okresie.

Równolegle była prowadzona eksploracja powierzchniowa w strefie F. Zostało sprawdzonych kilka otworów, zarówno nowych jak i znanych wcześniej. Nic jednak nie puściło…


Teraz nasze działania skupiły się na innym dużym problemie. Za pozwoleniem strony hiszpańskiej postanowiliśmy skartować i eksplorować dwuotworowy system Sistema de Cembavieya (CEM/ SCP111), pod kątem połączenia go z jaskinia CEV 181/G-13. Gdy jaskinia Cembavieya została od nowa obita, zaporęczowana i skartowana do około -570m, dane z przyrządów pomiarowych trafiły do komputera. Po pierwsze, okazało się, iż stare, hiszpańskie plany, dość mocno odbiegają od rzeczywistości. Po drugie, ku naszemu zdziwieniu okazało się, iż te dwie jaskinie w pewnych partiach są strasznie blisko siebie, najprawdopodobniej są to dwie równolegle studnie, tuż obok. Niestety po zsynchronizowanej akcji w obu jaskiniach z nawoływaniem, nie udało się nawiązać kontaktu. Kolejny spektakularny wynik przeszedł nam koło nosa na razie, bo za rok na pewno powrócimy do tego problemu i wtedy na pewno się uda.


W tego rocznej wyprawie wzięło udział bardzo wielu ludzi. Pozwoliło to na działania także w innych miejscach, w tym samym czasie. Kilku wyprawowiczów, korzystając z zaskakująco małej ilości śniegu postanowiło dokładniej przyjrzeć się szczelinom tuż pod granią w strefie hiszpańskiej. Sprawdzonych zostało kilka miejsc. Przyniosło to efekt, odnaleziono nową jaskinię, której otwór we wcześniejszych latach był pod śniegiem. Teraz znamy ją pod nazwą Pozu del Torre Santa Maria (PE 001). Wejście to podłużna, około 50m szczelina, jest ona zlokalizowana na poziomie 2300m n.p.m., znajduje się u podnóża północnej ściany Tore Santa Maria. Po kilku akcjach, jeden z ciągów nadal puszczał. Jaskinia ma charakter pionowy do około -270m. Na tej głębokości napotykamy na ciasny meander, którym poruszanie się jest dość powolne. Dodatkowo zawaliska zmuszają do wspinania i omijania zatorów. Ze względu na nieuchronny koniec wyprawy, nasze poczynania w tej jaskini trzeba było zakończyć. Efektem działań było wyeksplorowanie i skartowanie jaskini do około -320m. Dodatkowo na ostatniej szychcie odkryty został stary, wygodny meander, ponad tym bardzo ciasnym. Z danych pomiarowych wiemy, iż zmierza on w kierunku N-E, czyli w stronę Systemu Cembavieya. Choć na razie dzieli nas od niego około 200m w poziomie i około 150m w pionie, jesteśmy dobrej myśli. Mamy kolejny ciekawy i ambitny cel na przyszły rok.


Wspaniała pogoda przez trzy z czterech tygodni wyprawy rozpieściła nas zupełnie. Dopiero ostatni tydzień, deszczowy, mglisty i bardzo wietrzny, przypomniał nam, że to góry i tu pogoda nie zawsze będzie witać nas słoneczkiem po wyjściu z jaskini. Jednej z nocy, by ułatwić powrót grotołazom z akcji do bazy, ułożyliśmy pulsujące czołówki miedzy namiotami, co we mgle dawało niesamowity widok przypominający lotnisko. Pomogło. Wszyscy, pomimo ciemności i bardzo słabej widoczności, trafili bezpiecznie do obozu.

Tegoroczna wyprawa odbyła się dzięki dofinansowaniu KTJ PZA i wsparciu sponsora – firmy „GET APP” – za co bardzo mocno dziękujemy.

Skład wyprawy:

Dzięki dobrej współpracy z SES CEV Walencja, mogliśmy działać także w strefie hiszpańskiej. Mimo braku spektakularnych wyników, można śmiało powiedzieć, iż była to wyprawa bardzo pracowita i owocna. Przybliżyła nas znacząco do poznania wzajemnego położenia kilku jaskiń. Wyniki tegorocznych działań to dobry podkład pod następna wyprawę. Mamy jasne i ambitne cele, a zdobyta wiedza na pewno nam pomoże w ich realizacji.
Tomasz Utkowski
Tegoroczna wyprawa Speleoclubu Wrocław w masyw zachodni Picos de Europa miała wyraźnie postawione cele określone wynikami ubiegłorocznych działań:
W tym miejscu warto by przytoczyć kilka faktów z przeszłości. Historia eksploracji obu jaskiń zaczęła się w tym samym okresie końca lat 80-tych ubiegłego wieku.
W 1989 r., w CEV181 grotołazi z Sección de Exploraciones Subterráneas de Centro Excursionista de Valencia (CEV) rozpoznali pierwszą studnię do głębokości ok. 30m.
Rok później, w 1990 r., udało się im osiągnąć głębokość ok. 210m i… na tym na wiele lat tyle. Szczególnie intrygujący jest fakt, że po pokonaniu m.in. dużej studni P150 eksploracja zatrzymała się nad kolejną studnią o podobnej głębokości… Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest zasypywanie śniegiem pierwszej studni P66 Pozo Hellado w czasie zimy, co skutecznie uniemożliwiało dostęp do dalszych partii. Co roku więc, systematycznie, kolejne ekipy z CEV odwiedzały rejon, by stwierdzać zasypanie wstępnej studni.
W roku 2006 jaskinia była łaskawsza i udostępniła swoje wnętrze w wyniku czego osiągnięto już głębokość ok. 500m, po czym… wszystko wróciło do normy.
Dzisiaj już nikt nie wie (lub też każdy ma swoją teorię) czy możliwość działania w tej jaskini była spowodowana ociepleniem klimatu czy nawiązaniem ścisłej współpracy przez członków CEV z nami. Faktem jest, że od tego czasu to my zapewnialiśmy dostęp do partii poniżej Pozo Hellado stosując „wyrafinowane” środki (saperka i inne narzędzia umożliwiające długotrwałe „dłubanie” w firnie). Dzięki temu w pierwszym roku współpracy (2008) udało się osiągnąć horyzontalny ciąg (Galeria Wrocław) na głębokości 570m.
Rok później, czyli na ubiegłorocznej wyprawie, w tym samym, rozbudowującym się coraz bardziej w poziomie, ciągu horyzontalnym było to już -690.
Należy dodać, że jaskinia CEV181 jest niewdzięcznym obiektem. Woda towarzyszy w nim w zasadzie od otworu. Najpierw jest to postać stała (śnieg, firn) a potem „naturalna” już postać ciekła i bynajmniej nie jest to „deszcz podziemny” tylko regularne „ciury” trudne do uniknięcia w studniach. W ciągu horyzontalnym zaczynającym się na poziomie ok. -550 wcale nie jest lepiej. W wodzie się brodzi często po kolana (jak ktoś gapa to i głębiej) i do tego dochodzi solidny już przewiew skutecznie wychładzający zbyt wolno maszerujących zawodników…
Otwór jaskini G-13 został odkryty w 1988 r. na wyprawie Speleoklubu Gliwice. „Odkrycie” było o tyle zaskakujące, że jaskinia zaczyna się blisko 40-to metrową, obszerną studnią tuż przy głównym szlaku w tej części masywu. Zgodnie z „teorią lejka”, czym większy otwór, tym więcej do niego wpadnie i w tym czasie studnia kończyła się korkiem śnieżnym.
Rok później, działający wspólnie z wyprawą Speleoklubu Gliwice, członkowie wyprawy Sekcji Grotołazów KW Wrocław pomiędzy korkiem a ścianą studni znaleźli szczelinę. Dosyć szybko udało się osiągnąć głębokość 380m, gdzie doszło do wypadku jednego z uczestników (nota bene będącego obecnie członkiem naszego klubu). Zakrojona na szeroką skalę akcja ratunkowa w zasadzie zakończyła działalność w G-13 na ten rok. Udało się jeszcze po tej akcji zjechać do dużej sali Iberia, osiągając głębokość 429m. Niestety G-13 nie miała później przez szereg lat szczęścia, bo zaangażowanie kolejnych wypraw było wówczas skierowane na inne cele.
W roku 1997 co prawda podjęliśmy próbę dalszej eksploracji ale nie przyniosła ona rezultatów. Dno Iberii było skutecznie przykryte ogromnym zawaliskiem i na nic się zdały próby jego pokonania. Poszukiwaliśmy również możliwości na wyższych poziomach ale wyniki były mizerne: z -270 na -330 i z -190 na -230. Tym samym eksplorację jaskini uznajemy za definitywnie zakończoną…
Co prawda wracamy do niej w 2000 roku ale tylko w celu wykonania barwienia, które i tak nie przyniosło żadnych wyników.
Gdyby nie rezultaty i trudne warunki w CEV181 na tym pewnie historia eksploracji G-13 by się zakończyła. Tutaj trzeba wspomnieć, że jaskinia G-13 jest generalnie sucha a ewentualne cieki omija, unikające kontaktu z wodą, oporęczowanie. Dodatkowo CEV181 tak się pod G-13 nachalnie wpychała, że grzechem by było nie spróbować. Ewentualne połączenie miałoby co najmniej dwie zalety: możliwość dotarcia w rejon „przodka” „na sucho” oraz… posiadanie „polskiego” otworu. Przyjaźń międzynarodowa to piękna rzecz ale wiadomo, że „strzeżonego…”. Taka próba została podjęta na ubiegłorocznej wyprawie. Wybraliśmy jedyne pozostałe nam rozwiązanie – hakówa z Iberii w poszukiwaniu okien i równoległych ciągów. Po paru próbach udało się znaleźć „puszczający” kierunek. Nim udało się osiągnąć poziom -300 czyli o ok. 130m wyżej niż dno Iberii. Tu sytuacja się odwróciła i można było kontynuować ulubiony kierunek każdego grotołaza, czyli w dół. „Po drugiej stronie”, za ciągiem studni, na głębokości -450m, kolejna, duża, Sala Piknikowa z „wantami, że ja p…”. Jej sprawdzenie zostawiliśmy już tegorocznej wyprawie…
Mając tak jasno postawione cele tegoroczna wyprawa od pierwszych dni zabrała się za realizację planów. Należy dodać, że dwukrotnie w czasie wyprawy nasza działalność była wspierana przez tygodniowe pobyty mikroekip hiszpańskich w których jedynie niezmienna była osoba Fernanada Arranz Sanchiz. Trzeba Fernandowi przyznać, że włożył spory wkład w eksplorację CEV181 w ostatnich trzech latach. Tak się złożyło, że wspierali nas w pierwszym i ostatnim tygodniu działalności, czyli… „przed” i „po” głównych wydarzeniach wyprawy.
Wiadomo było, że ewentualne połączenie G-13 z CEV181 nie musiało przecież zakończyć się sukcesem. Dlatego też, pomimo uciążliwości tej jaskini, rozpoczęto działanie w CEV181, w którym były też spore zaległości w jej dokumentowaniu. Działalność opierała się o biwak „hiszpański” na -450.
W międzyczasie zorganizowano krótki biwak w G-13 w meandrze nad Salą Piknikową. Krótki dlatego, że już na pierwszej „szychcie” drugiego zespołu połączenie G-13 stało się faktem. Na poziomie -540 osiągnięto tzw. „meander” w CEV181, co dopowiada głębokości -590 w CEV181. Zbiegło się to wydarzenie z zakończeniem zaległych prac dokumentacyjnych w CEV181, powyżej połączenia. Dzięki temu dalsza działalność w tak powstałym systemie mogła być prowadzona przez G-13.
Tak też się stało. Ruszył kolejny biwak, który został tym razem zorganizowany już w samej Sali Piknikowej G-13. Dzięki niemu w całości zostały zakończone prace dokumentacyjne we wszystkich znanych partiach obu jaskiń oraz „dołożono kolejne metry” w meandrze. Meander… Żaden opis nie odzwierciedli tego kolektora, który z każdym metrem prowadzi coraz więcej wody. Niby w miarę szeroki, niby wygodny ale idzie się nim dosłownie godzinami. No i woda… Niestety nie zawsze się uda uniknąć kontaktu z nią. To się wleje do kaloszy, to do rękawa, to zmoczy w zjeździe. Do tego, jak to w takim kolektorze, nieustanny, jednostajnie silny przewiew zimnego, niosącego wodny pył powietrza. Jeżeli ktokolwiek uważa kartowanie za katorgę to na kartowanie Meandra w zasadzie trudno znaleźć określenie.
Kolejna zmiana na biwaku ma tylko jedno zadanie – „załoić” do dna. Warunki w meandrze narzucają zmianę stylu działania na nieco mniej „tradycyjny”. Z biwaku działamy już w piankach a i styl oporęczowania bardziej przypomina działalność kanioningową niż jaskiniową. Tutaj podobnie jak przy połączeniu biwak okazał się krótki. Pierwsza „szychta”, drugi zespół i syfon na oczekiwanej głębokości -804m.
Kolejna zmiana na biwaku to kartowanie, rozpoznanie okolic syfonu pod kątem przyszłej działalności oraz barwienia i wynoszenie zbędnych rzeczy…
Sistema Pozu del Aguja de Enol – Pozu de los Barrastroses (CEV181/G-13) przy głębokości 804m i długości 4,3km osiągnął znaczącą rozciągłość poziomą 1,1km i znacznie się zbliżył do ośmiootworowego Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15). Tym samym rezultaty tegorocznej wyprawy mają istotne znaczenie dla poznania systemu podziemnego odwodnienia masywu.
Przede wszystkim po raz pierwszy osiągnięto poziom bazy erozyjnej poprzez otwory położone w
południowo – zachodniej części rejonu (strefa G). Tym samym strefa G i przyległa zachodnia część strefy B stały się „pełnowartościowymi” częściami rejonu.
Po drugie, strefy te nie tylko stały się „pełnowartościowe” ale dzięki poznaniu odwadniającego je kolektora znany jest ich potencjał. Każdy nowoodkryty obiekt będzie powiększał ten system.
Po trzecie, poprzez zbliżenie się do Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) stwierdzono, że strefa G jest odwadniana podobnie jak dotychczas rozpoznana część rejonu a nie jak przypuszczano, m.in. na podstawie rezultatów eksploracji w strefie CEV, poprzez wywierzysko Junjumia. Tym samym na dzień dzisiejszy można mówić o zdobyciu potwierdzonej wiedzy na temat odwodnienia 90% najwyżej położonej części rejonu (wyjątek stanowi strefa C).
Co więcej, wspomniane zbliżenie Sistema Pozu del Aguja de Enol – Pozu de los Barrastroses (CEV181/G-13) do Sistema del Canalon de los Desvios (B-12/B-42/B-39/F-44/D-9/F-18/F-17/F-15) rokuje na ich połączenie w przyszłości. Byłoby to nie tylko połączenie dwóch systemów ale i „podziemne” połączenie stref B, D, F, G oraz „połączenie” wielu lat historii eksploracji tego rejonu. Powstałby dziesięciootworowy system o ponad 11km długości ciągów głównych, półtorakilometrowej rozciągłości odwadniający znaczną część rejonu. Na ile jest to realne? Jak nie spróbujemy, to się nie dowiemy. Można być pewnym, że będzie to jeden z celów przyszłorocznej wyprawy.
Wyniki tegorocznej wyprawy należy uznać za jedno z czterech najważniejszych osiągnięć na przestrzeni całej historii polskiej działalności w masywie. Można je porównać do takich sukcesów jak eksploracja:
Tyle o jaskiniach. W tym miejscu należałoby wspomnieć o uczestnikach… To jednak temat na odrębny, obszerniejszy już artykuł, bo przez bazę „kupa wiary się przewinęła”. Zainteresowanych „profilami” poszczególnych zawodników odsyłam do 2010 Picos de Europa – relacja SMS gdzie pod datą 24.08.2010 można się dowiedzieć „tego i owego”… Tutaj ograniczymy się tylko do ich wymienienia:
W tym miejscu warto przypomnieć osobę Fernanada Arranz Sanchiz, który z różnymi członkami CEV dwukrotnie wspomogli nas w naszych działaniach.
Jak zwykle szczególne podziękowania należą się naszemu przyjacielowi i zarazem Członkowi Honorowemu naszego Klubu, którym jest Armando Jose Martin Alonzo Bernardo. Kto spędził, choć jeden wieczór w jego chatce na Vega Piedra wie, że jest za co.
Za finansowe powodzenie wyprawy „współodpowiadają”: Speleoclub Wrocław, KTJ PZA oraz… uczestnicy.
Marek Stahoo Jędrzejczak