Wojcieszów 07-08.05.2016 – kurs 2016

W dniach 7-8 maja 2016 roku odbyły się w Wojcieszowie już drugie zajęcia terenowe dla tegorocznych kursantów. Tematem przewodnim były przepinki oraz poręczowanie. Jako jeden z uczestników, z niecierpliwością czekałem, aż znowu będę mógł wisieć na linach i w praktyce wykorzystać wiedzę, którą próbują nam wtłaczać do głów na wykładach.

DSC01940

W prawie pełnym składzie, rozpoczęliśmy zajęcia od powtórzenia wiadomości na temat poręczowania oraz pokonywania przepinek. Przy tej okazji poznaliśmy nowego instruktora Rajmunda „Mundka” Kondratowicza. Na ścianie wisiały już przygotowane dzień wcześniej przez klubowiczów trasy, w których mieliśmy znaleźć błędy. Przez całe przedpołudnie walczyliśmy z nimi dzielnie, bawiąc się na sporym wahadle, lub klnąc na przepinki które czasami sprawiały nam małe problemy. Gdy już przeszliśmy wszystkie trasy, przyszedł czas na wymienienie się spostrzeżeniami, co można byłoby poprawić w poręczowaniu tych dróg. O dziwo większość błędów wyłapaliśmy, więc chyba jednak uważamy na wykładach. Nadeszła pora na poprawienie błędów, które zauważyliśmy.

13102830_1147155858640086_1826951975013774971_n

Po całodniowym wysiłku przyszedł czas na zasłużony odpoczynek przy ognisku. Początek imprezy umilał nam Makaron grający na ukulele, reszty niestety nie pamiętam. Może ktoś inny o niej opowie.

13173745_1147155865306752_6148615742352816545_n

Drugiego dnia przyjechał do nas kolejny instruktor Bartek Sierota. Wraz z Mundkiem omówili w dużym przybliżeniu jak poręczować, jaki sprzęt do tego potrzebujemy i na co mamy zwrócić szczególną uwagę. Dla mnie zajęcia zaczęły się chwilę później, dlatego miałem dobre miejsce (w loży szyderców) do oglądania zmagań moich kolegów i koleżanek z linami i ścianą. Instruktorzy bardzo mocno angażowali się w zajęcia, udzielając nam cennych rad i odpowiadając na każde nasze pytanie. Niestety ze względu na to, że poręczowanie jest czasochłonne, udało nam się tylko po razie zaporęczować i zdeporęczować swoją trasę, co zostawiło lekki niedosyt. Insruktorzy w gruncie rzeczy nas chwalili, choć podśmiewywali się, że mamy jeden główny problem – problem z linami.

DSC01962

Tekst: Mateusz „Malina” Malinowski
Zdjęcia: Aleksandra Robak, Maciej „Luźny” Cepin

Majówka w Raju 2016

“Do zobaczenia w raju!”

Tymi słowami zaczęła się wyprawa klubowiczów Speleoclubu Wrocław na tegoroczną majówkę. Odbyła się ona na Słowacji i wzięły w niej udział w sumie 24 osoby. Dzięki determinacji Agi Majewskiej, zamiast namiotów, mieliśmy do swojej dyspozycji domek w Hrabusicach. Warto podkreślić że było z niego blisko i do pysznej lokalnej knajpki, gdzie każda pozycja w menu wywoływała entuzjazm, i do wspomnianego już Słowackiego Raju.

Motorem do wyprawy było zwiedzanie ze słowackimi grotołazami ze Speleoklubu „Slovenský raj” Jaskini Strateńskiej, będącej częścią strateńskiego systemu jaskiń. Znajduje się ona w pobliżu miejscowości Stratena, ok. 35 km na południe od Popradu. Inne jaskinie w tym systemie to m.in. Dobszyńska Jaskinia Lodowa i Jaskinia Duca, udostępnione dla zwiedzających. Jaskinia Stratena nie jest udostępniona dla wszystkich turystów, choć bywa w niej wielu grotołazów. Dla naszego klubu  jaskinia kłódkę na co dzień zabezpieczająca metalowe drzwi została otwarta i mogliśmy zacząć wycieczkę wgłąb ziemi.

IMAG3364

Podczas zwiedzania dowiedzieliśmy się, że jaskinia ma 26 km długości, rozbudowany system korytarzy i olbrzymią różnorodność jeśli chodzi o zjawiska krasowe. Piony oporęczowane są tam drabinami. Mieliśmy okazję zobaczyć stalaktyty, stalagmity, gnaty, las postaci w Bajkowej Sali powstałych z nacieków, a także wiele olbrzymich komnat, niespotykanych w polskiej części Tatr. Szlak wyznaczony jest traserami, Słowacy w ten sposób dbają by entuzjaści jaskiń nie zniszczyli swoją wszędobylskością szaty naciekowej. Średnia temperatura w jaskini to 5 C, ale nieznacznie spada w miarę zbliżania się do części położonej bliżej partii lodowej, w północnej części masywu Duc. Jaskinia w dalszym ciągu jest eksplorowana, a Słowacy wspominali także o połączeniu z Dobszyńska Jaskinia Lodowa jednym z korytarzy. Gdyby klubowicze z SCW mieli ochotę powiercić i pokopać w Stratenie, to jesteśmy mile widziani, aby pomóc Słowakom.

Po przecioraniu przez Strateną, odpoczęliśmy przy piwku w lokalnej knajpce. Niestety, zdjęć nie robiliśmy, choć dzięki obecności Agi z kamerą, na pewno kiedyś trafi nam w ręce krótka relacja filmowa z tego miejsca.

Pozostałe dni klubowicze spędzali wędrując szlakami Słowackiego Raju, do którego mieliśmy rzut beretem. Z miejscowości Hrabusice, w której mieszkaliśmy, należało przejść przez pole na skróty, aby już po ok 20 minutach być na początku szlaku. Do wyboru było wiele tras, więc też każdy wybierał co mu bardziej odpowiadało. Gdyby tak zsumować to pewnie złaziliśmy większą część Raju, włączając Przełom Hornadu, trasę wzdłuż potoku Sucha Bela, taras widokowy Tomášovský výhľad w okolicy Spiskich Tomaszowic, a takze kilka dróg wspinaczkowych u jego podnóży. Odwiedzieliśmy Klasztorisko (ruiny zamku kartuzów), gdzie piwo było tańsze od wody <sic!>. Humorów poprawiać nie trzeba było, ale gdyby się tak akurat zdarzyło to widok Tatr od strony słowackiej podnosił na duchu każdego. Był też plan na spływ kajakowy (ale okazał się za daleko, ceny wysokie a chętnych brak) i termy, ale nie można mieć wszystkiego na raz, a doba ma tylko 24 h.

6

Wieczorami wszyscy snuli opowieści starych grotołazów, ale co się zdarzyło w Vegas, zostaje w Vegas.

Szkoda było zostawiać za sobą Tatry, gdy wszyscy klubowicze szykowali się do powrotu. Koniec długiego weekendu zmuszał do kreatywności w unikaniu korków, więc i strategii powrotu było wiele. Zakup lokalnych piw, cofoli i lentilek na drogę odbywał się oczywiście w Tesco. I właśnie spod Tesco w Popradzie widok na Tatry jest najpiękniejszy, na zakończenie udanego wyjazdu. Czego i Wam życzę!

Tekst: Nina Sołtysek
Zdjęcia: Agnieszka Majewska, Aleksandra Robak, Łukasz Tatoń