Onkoigrzyska – Zabawy Linowe – 4.06.2011

4 czerwca już po raz czwarty odbyły się Onkoigrzyska, zorganizowane przez AWF, fundację „Na Ratunek” oraz Akademię Medyczną. Uczestnikami imprezy byli pacjenci wrocławskiej Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej, którzy przez całą sobotę zmagali się z olimpijskimi dyscyplinami: pływaniem, biegami, skokami w dal.

03

04

Po raz pierwszy w całej akcji brał udział Speleoclub. Tym razem naszym głównym celem nie było zdobywanie kolejnych metrów jaskini, ale sprawienie jak największej frajdy dzieciakom. Kiedy uczestnicy zawodów udali się na basen, żeby wziąć udział w kolejnych zawodach, my sprawnie i szybko rozpięliśmy między drzewami liny, tworząc minipark linowy.

05 06

Nie musieliśmy czekać długo, już sam widok lin, karabinków i reszty klubowego sprzętu przyciągnął do nas małych uczestników zawodów. Zaczęła się zabawa! Zapał dzieciaków był ogromny. Niektórzy przechodzili całą trasę kilkakrotnie i nadal chcieli więcej. Kilkoro dzieci lekko przeraziła zrobiona przez Adama tyrolka, jednak zdecydowana większość już tego samego dnia była gotowa zapisać się na kurs taternictwa jaskiniowego. Niestety będziemy musieli poczekać na nich jeszcze parę lat 🙂

08

15

Całe popołudnie upłynęło dzieciom na pokonywaniu zrobionych przez nas mostów linowych, tyrolki, pionowej liny, a żeby nie było zbyt łatwo, pojawił się nawet zacisk w postaci długiego tunelu. Na wszystkich, w ramach nagrody, czekały przyniesione przez Magdę cukierki.

18

19

Okazało się, że nie tylko z jaskiniami potrafimy sobie poradzić, nie przeraża nas też zgraja dzieciaków w uprzężach biegająca po linach. Mam nadzieję, że nasz udział w onkoigrzyskach stanie się tradycją, a nasi młodsi koledzy będą dalej tak dzielni, jak w tą sobotę.

27

39

Udział wzięli:

  • Klubowicze: Adam Leksowski, Krzysztof Kubis, Marta Maślanka, Sebastian Sobczyk, Maciej Wajda.
  • Przyjaciele klubu: Sebastian Czwor (SGW), Boski Fernando.
  • Kursanci: Arkadiusz Młynarczyk, Magda Sikora, Katarzyna Szymczak.
26 30

Tekst i zdjęcia: Kasia

Kursowy wyjazd wspinaczkowy, 27-29.05.2011 – Kurs 2011

Jak wiadomo człowiek uczy się na błędach, własnych lub cudzych. Z tego też względu, ku przestrodze innych kursantów, relację podzieliliśmy na dwie części, to co zrobiliśmy źle i to co zrobiliśmy dobrze.

01

Część pierwsza – to co było źle:

  • Pierwszego dnia Arek zaspał i nie dojechaliśmy na czas
  • Arek tuż przed wyjściem do Jaskini Józefa udał się do kuchni i wrócił z przeciętym na pół lonżem
  • Kaśka zdemontowała drogę innym wspinaczom, zbierając ich kości
  • Arek złoił drogę bez asekuracji, bo źle osadził kości
  • Kaśka złoiła drogę bez asekuracji, bo nie słuchała komend
  • Adam zaklinował się w kominie, a Arek kazał mu krzyknąć: „mam auto”
  • Zapiliśmy i zaspaliśmy drugiego dnia
  • Arek, wracając z jaskini, pojechał jednokierunkową pod prąd
  • Justyna nie miała butów wspinaczkowych
  • Pyka przy głównym stanowisku wpiął się w lonżę Arka
  • Adam uznał, że stopy Arka to dobre stopnie na nogi i wykorzystywał je w czasie wspinania
  • Justyny było za mało
  • Justyna z Kaśką zgubiły kość na drodze
  • Wszyscy co najmniej raz zaliczyli glebę na płaskim
  • Padał deszcz
  • Adrian usilnie unikał asekuracji
  • W Jaskini Józefa zabrakło nam liny przy poręczowaniu (ale niedużo)
  • Maślanka przyjechała drugiego dnia, po czym po 30 minutach wróciła do Wrocławia
  • Kombinowaliśmy jak uciec z zajęć do Michałowej
  • Wyzywaliśmy innych wspinaczy od pedałów skałkowych

03

Część druga – to co było dobrze:

  • Kaśce raz wyszło założenie stanowiska
  • Przeżyliśmy.

Koniec

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

PS. Lista dróg:

  • Mała grań: 4. (droga nie ma nazwy) – trudność III , 5. (droga nie ma nazwy) – trudność IV,
  • Zegarowa: 14. Ostatnia – trudność IV+,
  • Biały filarek: 1. Biały filarek – trudność III, 2. (droga bez nazwy) – trudność IV,
  • Brzuchata turnia: 40. Przez różę – trudność IV, 43. komin – trudność III, 44. Wiara – trudność VI+,
  • Turnia kursantów: 14. Rysa Rzeszutki – trudność V,
  • Leśna Turnia: 19. Ścianka ekiperów – trudność IV,
  • Kruk: 12. rysa – trudność IV
  • Blocheńska: 5. rysa – trudność IV

05

Uczestnicy:

  • Instruktor: Adrian Waluszczyk
  • Kursanci: Arkadiusz Młynarczyk, Adam Pyka, Katarzyna Szymczak, Justyna Wołowiec

06

Tekst: Arkadiusz Młynarczyk, Katarzyna Szymczak

Zdjęcia: Adrian Waluszczyk

Wyjazd kursowy na Jurę, wraz z egzaminem, 21-22.05.2011 – Kurs 2010

W sobotę rano, po dotarciu na miejsce i rozbiciu namiotów, gdzieś około godziny 11, kursanci, klubowicze i instruktor, udali się pod skałę Biblioteka. Tego dnia do około godz. 18 ćwiczone było poruszanie się po linach. Przy okazji odbył się egzamin praktyczny kilkoro z kursantów (węzły, przygotowanie do wyjścia na akcję, autoratownictwo…). Dodatkowo w komisji, oprócz naszego klubowego instruktora (Michał Konarski), było dwóch instruktorów z zewnątrz. Byli to Mirek Latacz i Agata Maślanka (oboje AKG AGH). Po godzinie 18 zmiana miejsca. Udaliśmy się pod skałę. Tu odbył się egzamin ze wspinaczki jednego z abiturientów. Egzaminował goinstruktor wspinaczki, Adrian Waluszczyk. W między czasie kilku klubowiczów skorzystało z okazji, łokąc kilka dróg. Wieczorem część pisemna egzaminu dla zainteresowanych, a dla reszty ognisko z kiełbaskami. Jeszcze bez poznanych wyników, ani nawet pytań, po minach egzaminowanych, widać było, iż tegoroczny egzamin nie był błahostką. Symbolem tego było spalenie notatek w ognisku.

27

Drugi dzień to czas na poręczowanie, również na Blibliotece. Poręczowanie i reporęczowanie, wielokrotnie powtarzane przez kursantów, powoli, ale widocznie zbliżało ich do opanowania tej trudnej sztuki. Zdarte kolana i obolałe ręce, świadczyły o tym ile ich to kosztowało. Jednak tym samym zasłużyli sobie na pochwałę instruktora. Zajęcia trwały do około 15.

Po drodze na bazę, tradycyjnie, przystanek na osławiony placek po węgiersku. Po tym tylko zwinięcie obozu i w drogę powrotną do Wrocławia.

Uczestnicy:Instruktorzy: Michał Konarski (SCW), Mirek Latacz i Agata Maślanka (oboje AKG AGH), Adrian Waluszczyk (wspinaczka), Klubowicze:AdamLeksowski, Kasia Filipiak, Robert Zaremba, Tomasz Utkowski, Kursanci: Magda Nakonieczna, Justyna, Krystian, Dorota Kopeć, Maciej Wasilewski, Arek Młynarczyk, Kasia Szymczak, Marcin, Tomasz.

Tekst i zdjęcia Tomasz Utkowski

Zimowy obóz kursowy, 21-24.02.2011 – Kurs 2010

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Dzień pierwszy

Mimo że pierwsi kursanci i klubowicze byli na bazie w Kirach już w sobotę wieczorem, to obóz na dobre rozpoczyna się dopiero w poniedziałek wyjściem do Jaskini Miętusiej. Dzielimy się na dwie grupy – poręczującą, w składzie: Konar (instruktor), Krystian, Magda, Justyna (kursanci), Adam, Kasia, Sebastian, Grucha (grotołazi asystujący), oraz reporęczującą: Stahoo (drugi instruktor), Kasia, dwóch Piotrków (kursanci), Maciek i Michał (taternicy jaskiniowi), Sebastian (Żydu). Pierwsza grupa wychodzi około 8:00, a druga ma mieć dwugodzinne przesuniecie.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Już koło Harnasia w Kirach nasz instruktor Stahoo rozpoczyna psychologiczną wojnę z kursantami. Dowiadujemy się między innymi że: „Wycofanie się nie jest wstydem ale wycofanie się za późno bywa głupotą”. Póki co nikt jednak nie odpuszcza i przed 11:00 wchodzimy do Doliny Kościeliskiej, dalej przez Bramę Kantaka, Wyżnią Kirę Miętusią i Drogę Nad Reglami (kursanci zapamiętują nazwy topograficzne:-) wchodzimy do Doliny Miętusiej. Po drodze robimy przystanki na Stahowe prelekcje terenowe. W efekcie dochodziny pod Miętusią i ruszamy w dół Rury dopiero o 13:00.

KONICA MINOLTA

W Wiszącym Syfonie jest niewiele wody (co potwierdza niedzielne relacje klubowiczów że w masywie jest sucho), dzięki czemu na sucho i w miarę szybko docieramy przez Kaskady do Błotnych Zamków gdzie czeka na nas Konar, a reszta pierwszej grupy już wychodzi z Wielkich Kominów. Czekamy aż wszyscy nas miną i ruszą dalej w górę, a Stahoo urozmaica nam czas opowieścią jak to kiedyś zgubili kursanta w jaskini. Nasi kursanci jednak nie dają się zastraszyć niecnym opowiastkom, nadal nikt nie myśli o powrocie. Bardzo szybko docieramy na dół ostatniego zjazdu w Wielkich Kominach, dalej już tylko syfon na głębokości -213m (dla niektórych rekord głębokości w tym dniu). Kilka chwil na dole aż ostatnia osoba zjedzie i czas ruszać w górę.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Plan Żyda wygląda tak żeby ciągle napierać do góry, bez przestojów, na pełnej parze, tak na 70%. I ruszyli! Zespół rozciągnął się nam od Sali bez Stropu aż po dno Wielkich Kominów. Dwaj Piotrkowie robili reporęcz, a Kasia z Maćkiem przejęli pierwszy z worów i ruszyli w górę przez Rurę. Pierwsze trio (Kasia, Maciek, szpej) ze względu na mało przyjazne warunki panujące w Rurze dość szybko dotarło do otworu i po 21 zgłosiło na bazie wyjście z dziury. Wkrótce na powierzchni pojawili się kolejno Stahoo i obaj Piotrkowie, a potem długo, długo nic… Michał trochę się przytkał w Rurze, ale z pomocną dłonią (od tyłu) Żyda udało mu się wyczołgać przez Rurę i po 23 byliśmy już wszyscy na powierzchni. Żeby przebrani nie marzli dłużej pod otworem Maciek z kursantami ruszyli spowrotem na bazę a Stahoo poczekał na przebranie się Michała i Żyda. Na bazę dotarliśmy przed pierwszą, witani przez Konara, pozostałą część kursu i kanapki. Niedługo później doszli do nas Stahoo z Michałem i Żydem. Pierwszy dzień obozu można uważać za zakończony. Miętusia – zdobyta, rekord głębokości – osiągnięty, Rura – przetkana.

Dzień drugi

W ramach uzupełnienia sił po wczorajszej akcji w Miętusiej która dla części zespołu skończyła się właściwie dzisiaj Konar pozwolił nam pospać chwilę dłużej. Wszyscy wstali w dobrych nastrojach w końcu czekała nas łatwa i przyjemna wyprawa do jaskini Kasprowej Niżnej. Przy śniadaniu toczyły się dziwne rozważania odnośnie akcji w Miętusiej, temat: Ciągnąć od góry czy pchać od tyłu?.

3

Mimo pełnej mobilizacji wszystko dzisiaj próbuje nas opóźnić. Najpierw Krystianowi auto postanawia nie odpalić, potem na naszej drodze nieoczekiwanie wyrasta mała i przytulna knajpka z takim sobie jedzeniem, w końcu wałbrzyscy grotołazi wyprzedzają nas w wyścigu do otworu. Mimo „niezwykle trudnego” podejścia jesteśmy jednak pierwsi. Lodową ślizgawką zjeżdżamy do pierwszej sali zwanej przez nas przebieralnią. Dalej trzy małe i ciasne otwory, tutaj krótkie wspomnienie miętusiej rury i już idzie się lepiej, wiemy że nic gorszego niż wczoraj nie może nas spotkać.

4

Dochodzimy do progu, moje pierwsze nieporadne poręczowanie i możemy iść a raczej zjeżdżać. Dalej grupa się rozdziela, część udaje się w Partie Gąbczaste, a my idziemy do syfonu Danka. Kolejne odcinki linowe, czołganie się w piaskach Gniazda Złotej Kaczki i już jesteśmy na długim chodniku. Ku rozczarowaniu niektórych klubowiczów niestety nie ma w nim wody, pozostajemy więc w naszych kombinezonach i udajemy się dalej do Sali Rycerskiej. Duch eksploracji części kursantów prawdopodobnie zgubił się dzisiaj gdzieś między jedną salą a drugą, bo do syfonu Danka docieramy w nieco okrojonym składzie. Szkoda ale na dzisiaj musimy już kończyć bo coraz więcej osób zaczyna mówić o obiedzie w naszej ulubionej knajpie, której nazwy nie będziemy tutaj wymieniać ze względu na zaistniałe później okoliczności.

Dzień trzeci

W środę w planach mieliśmy szkolenie z ochrony przyrody w TPNie. Niestety przez wspomniane już „zaistniałe okoliczności” część z nas nie była w stanie w nim uczestniczyć. Krótko mówiąc poprzedni wieczór i noc minęły nam na walce z zarazą która rozłożyła część kursantów, klubowiczów a nawet niezniszczalnego instruktora (okazuje się, że instruktor też człowiek 🙂 Nie mniej jednak ta część z nas która była na szkoleniu bardzo sobie je chwaliła. Polegało ono na spacerze po Dolinie Kościeliskiej z licznymi przystankami na pogawędki o florze, faunie oraz geologii. Były nawet drobne upominki w postaci czasopisma Tatry. Reszta dnia minęła leniwie i restowo. Pora podładować bateryjki na ostatnią jaskinię w planie.

1

Dzień czwarty

Ponieważ większość z nas była zmęczona żołądkowymi rewelacjami, a że brakowało jeszcze jednej jaskini do kompletu przejść zimowych, w czwartek Konar postanowił zabrać nas do Jaskini Zimnej. Grupa kursowa trochę się wykruszyła, ponieważ Justyna zmożona przywiezioną jeszcze z Wrocławia chorobą opuściła obóz.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Uszczuplona została również kadra instruktorska gdyż poprzedniego dnia wyjechał Stahoo. Pozostał Konar i pięciu kursantów, czyli komplet. Korzystając z uprzejmości i sznurków klubu z Wałbrzycha poszliśmy do Zimnej na lekko bez worów.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Konar przewidział dojście za Próg Wantowy i ćwiczenia ze wspinaczki jaskiniowej na Błotnym Progu. Tak jak w Kasprowej Niżnej tak i w Zimnej poziom wody był bardzo niski. Wszędzie dało się przejść brodząc bez konieczności zapieraczki, a Ponor był całkiem bez wody. Ćwiczenia z wspinaczki poszły dość pomyślnie. Błotny Próg był bardzo niebłotny i prawie wszyscy kursanci pokonali go w pięknym stylu wspinaczki jaskiniowej. Kawałek dalej grupa kursantów zawróciła po dojściu za Próg Wantowy a grupa asystująca kontynuowała eksplorację aż do Chatki. Chatki nie było, pozostało tylko trochę drewna i starych puszek. Powrót zahaczył już o zmierzch, a wieczór spędziliśmy na imprezie pożegnalnej połączonej z oglądaniem filmów produkcji SCW i nie tylko.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Część oficjalną obozu zimowego uznaliśmy za zakończoną. Części nieoficjalnej nie będę już tutaj opisywać. Kiry i Tatry opuściliśmy w sobotę. Po tygodniowym wyjeździe pozostało wiele wspomnień, zdjęć oraz chęci na eksplorację innych tatrzańskich jaskiń na obozie letnim. Termin jeszcze nie ustalony ale lista chętnych już otwarta.

Tekst: Kasia i Maciek

Zdjęcia: Sławomir „Grucha” Zieliński i inni

Szkolenie lawinowe 29-30.01.2011

Szkolenie z posługiwania się czekanem oraz rakami w warunkach zimowych, chyba już na stałe wpisuje się do kalendarza wyjazdów zimowych naszego klubu.

01 02

Szkolenie Lawinowe, długo na nie czekaliśmy, w końcu udało się zapisać. Niestety warunki atmosferyczne zaczęły płatać nam figla i do końca nie wiedzieliśmy, czy z powodu odwilży szkolenie nie zostanie odwołane. Ostatecznie w środę Melon potwierdził, że jedziemy na Babią Górę. Jeszcze tylko potwierdzenie urlopu w pracy i w piątek w okolicach południa ruszamy w trasę, niestety reprezentujemy nasz klub w skromnej ilości dwóch osób – Kasi i mnie.

03 04

We Wrocławiu było zielono, ale im dalej od Wrocka, a bliżej Babiej Góry, tym śniegu było więcej. Udało nam się bezpiecznie dojechać na Przełęcz Krowiarki, skąd po świeżo dostarczonym przez naturę śniegu turowaliśmy do schroniska na Markowych Szczawinach.

05 06

Był to nasz pierwszy raz na Babiej i w tamtejszym schronisku. Zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni nieograniczoną ilością darmowego wrzątku, ciepłą wodą pod prysznicem i wysokim standardem obiektu. Po prostu bajka?

07 08

Piątek zaczęliśmy od kilku wykładów na temat powstawania lawin. Wykłady prowadził Kuba Radliński – ratownik GOPR i instruktor lawinowy . Rano, przy temperaturze -10 stopni Celsjusza, wyruszyliśmy w kierunku szczytu Babiej Góry, wypatrując po drodze miejsc potencjalnie lawiniastych. Zeszliśmy też jednym z kotłów, gdzie robiliśmy próby śniegowe oraz dupo ślizgi?. Zajęcia prowadził ratownik Tomek Kozina. Po powrocie do schroniska zaczęliśmy kolejny blok wykładów, tym razem na temat detektorów lawinowych i ich stosowania.

09 10

Szybko przeszliśmy do ćwiczeń na zewnątrz schroniska, gdzie szukaliśmy zakopanych 5 detektorów za pomocą analogowego Ortovoxa. Zabawy było przy tym trochę, choć doskwierał siarczysty mróz. Tego wieczora wszyscy próbowali namierzyć zasypane nadajniki za pomocą analoga i sondy lawinowej. Późnym wieczorem odbył się jeszcze wykład na temat rodzajów śniegu, sposobów szukania i odkopywania poszkodowanych w lawinach.

11

12

Niedzielny poranek rozpoczął się ponownie szukaniem zakopanych nadajników, tym razem dwóch naraz. Ćwiczyliśmy odklejanie się od jednego poszkodowanego za pomocą metody trzech kółek. Później przyszła kolej na następne wykłady, które dotyczyły medycznego zaopatrywania ofiar lawin.

13

15

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy i tak w okolicach godziny 14 szkolenie się skończyło. Pozostał nam jeszcze zjazd do samochodu, jednak z powodu małej ilości śniegu na szlaku nie było to to, czego się spodziewaliśmy i niestety od połowy trasy musieliśmy iść z buta, niosąc narty na plecach.

16

18

Polecamy wszystkim to szkolenie! Można nauczyć się posługiwać różnego rodzaju detektorami lawinowymi, poznać podstawy lawinoznawstwa i najpopularniejsze testy śniegowe. I przede wszystkim uświadomić sobie realność zagrożenia.

Nasz klub reprezentowali: Kasia Filipek, Adam Leksowski oraz Mammut-Grześka Szmidta? dzieki

Tekst: Adam Leksowski, Kasia Filipek
Zdjęcia: Sławek Parzonka WKGiJ