Konkurs fotograficzny „The Best Foto SCW”

Drodzy Klubowicze i Sympatycy Speleoclubu Wrocław.

Ponad 25 lat istnienia naszego Klubu to wiele cennych chwil, z których niemało zostało utrwalonych przez wprawne oko niejednego fotografa. Każde wspomnienie zaklęte w kadrze to niepowtarzalna historia, którą na nowo warto przedstawić. Wspólne wspomnienia łączą ludzi…

Jako pretekst do ,,odkurzenia” tych, być może zapomnianych już, obrazów proponujemy Wam udział w pierwszym w historii Speleoclubu Wrocław klubowym konkursie fotograficznym ,,The Best Foto SCW”. Szczegóły na plakacie oraz w regulaminie, które załączamy. Mamy nadzieję, że pomysł będzie cieszył się powodzeniem. Nagrody też są przewidziane 😉

Zarząd Speleoclubu Wrocław

SCW_konkurs_foto1990-2016 (1)

Wojcieszów 07-08.05.2016 – kurs 2016

W dniach 7-8 maja 2016 roku odbyły się w Wojcieszowie już drugie zajęcia terenowe dla tegorocznych kursantów. Tematem przewodnim były przepinki oraz poręczowanie. Jako jeden z uczestników, z niecierpliwością czekałem, aż znowu będę mógł wisieć na linach i w praktyce wykorzystać wiedzę, którą próbują nam wtłaczać do głów na wykładach.

DSC01940

W prawie pełnym składzie, rozpoczęliśmy zajęcia od powtórzenia wiadomości na temat poręczowania oraz pokonywania przepinek. Przy tej okazji poznaliśmy nowego instruktora Rajmunda „Mundka” Kondratowicza. Na ścianie wisiały już przygotowane dzień wcześniej przez klubowiczów trasy, w których mieliśmy znaleźć błędy. Przez całe przedpołudnie walczyliśmy z nimi dzielnie, bawiąc się na sporym wahadle, lub klnąc na przepinki które czasami sprawiały nam małe problemy. Gdy już przeszliśmy wszystkie trasy, przyszedł czas na wymienienie się spostrzeżeniami, co można byłoby poprawić w poręczowaniu tych dróg. O dziwo większość błędów wyłapaliśmy, więc chyba jednak uważamy na wykładach. Nadeszła pora na poprawienie błędów, które zauważyliśmy.

13102830_1147155858640086_1826951975013774971_n

Po całodniowym wysiłku przyszedł czas na zasłużony odpoczynek przy ognisku. Początek imprezy umilał nam Makaron grający na ukulele, reszty niestety nie pamiętam. Może ktoś inny o niej opowie.

13173745_1147155865306752_6148615742352816545_n

Drugiego dnia przyjechał do nas kolejny instruktor Bartek Sierota. Wraz z Mundkiem omówili w dużym przybliżeniu jak poręczować, jaki sprzęt do tego potrzebujemy i na co mamy zwrócić szczególną uwagę. Dla mnie zajęcia zaczęły się chwilę później, dlatego miałem dobre miejsce (w loży szyderców) do oglądania zmagań moich kolegów i koleżanek z linami i ścianą. Instruktorzy bardzo mocno angażowali się w zajęcia, udzielając nam cennych rad i odpowiadając na każde nasze pytanie. Niestety ze względu na to, że poręczowanie jest czasochłonne, udało nam się tylko po razie zaporęczować i zdeporęczować swoją trasę, co zostawiło lekki niedosyt. Insruktorzy w gruncie rzeczy nas chwalili, choć podśmiewywali się, że mamy jeden główny problem – problem z linami.

DSC01962

Tekst: Mateusz „Malina” Malinowski
Zdjęcia: Aleksandra Robak, Maciej „Luźny” Cepin

Majówka w Raju 2016

“Do zobaczenia w raju!”

Tymi słowami zaczęła się wyprawa klubowiczów Speleoclubu Wrocław na tegoroczną majówkę. Odbyła się ona na Słowacji i wzięły w niej udział w sumie 24 osoby. Dzięki determinacji Agi Majewskiej, zamiast namiotów, mieliśmy do swojej dyspozycji domek w Hrabusicach. Warto podkreślić że było z niego blisko i do pysznej lokalnej knajpki, gdzie każda pozycja w menu wywoływała entuzjazm, i do wspomnianego już Słowackiego Raju.

Motorem do wyprawy było zwiedzanie ze słowackimi grotołazami ze Speleoklubu „Slovenský raj” Jaskini Strateńskiej, będącej częścią strateńskiego systemu jaskiń. Znajduje się ona w pobliżu miejscowości Stratena, ok. 35 km na południe od Popradu. Inne jaskinie w tym systemie to m.in. Dobszyńska Jaskinia Lodowa i Jaskinia Duca, udostępnione dla zwiedzających. Jaskinia Stratena nie jest udostępniona dla wszystkich turystów, choć bywa w niej wielu grotołazów. Dla naszego klubu  jaskinia kłódkę na co dzień zabezpieczająca metalowe drzwi została otwarta i mogliśmy zacząć wycieczkę wgłąb ziemi.

IMAG3364

Podczas zwiedzania dowiedzieliśmy się, że jaskinia ma 26 km długości, rozbudowany system korytarzy i olbrzymią różnorodność jeśli chodzi o zjawiska krasowe. Piony oporęczowane są tam drabinami. Mieliśmy okazję zobaczyć stalaktyty, stalagmity, gnaty, las postaci w Bajkowej Sali powstałych z nacieków, a także wiele olbrzymich komnat, niespotykanych w polskiej części Tatr. Szlak wyznaczony jest traserami, Słowacy w ten sposób dbają by entuzjaści jaskiń nie zniszczyli swoją wszędobylskością szaty naciekowej. Średnia temperatura w jaskini to 5 C, ale nieznacznie spada w miarę zbliżania się do części położonej bliżej partii lodowej, w północnej części masywu Duc. Jaskinia w dalszym ciągu jest eksplorowana, a Słowacy wspominali także o połączeniu z Dobszyńska Jaskinia Lodowa jednym z korytarzy. Gdyby klubowicze z SCW mieli ochotę powiercić i pokopać w Stratenie, to jesteśmy mile widziani, aby pomóc Słowakom.

Po przecioraniu przez Strateną, odpoczęliśmy przy piwku w lokalnej knajpce. Niestety, zdjęć nie robiliśmy, choć dzięki obecności Agi z kamerą, na pewno kiedyś trafi nam w ręce krótka relacja filmowa z tego miejsca.

Pozostałe dni klubowicze spędzali wędrując szlakami Słowackiego Raju, do którego mieliśmy rzut beretem. Z miejscowości Hrabusice, w której mieszkaliśmy, należało przejść przez pole na skróty, aby już po ok 20 minutach być na początku szlaku. Do wyboru było wiele tras, więc też każdy wybierał co mu bardziej odpowiadało. Gdyby tak zsumować to pewnie złaziliśmy większą część Raju, włączając Przełom Hornadu, trasę wzdłuż potoku Sucha Bela, taras widokowy Tomášovský výhľad w okolicy Spiskich Tomaszowic, a takze kilka dróg wspinaczkowych u jego podnóży. Odwiedzieliśmy Klasztorisko (ruiny zamku kartuzów), gdzie piwo było tańsze od wody <sic!>. Humorów poprawiać nie trzeba było, ale gdyby się tak akurat zdarzyło to widok Tatr od strony słowackiej podnosił na duchu każdego. Był też plan na spływ kajakowy (ale okazał się za daleko, ceny wysokie a chętnych brak) i termy, ale nie można mieć wszystkiego na raz, a doba ma tylko 24 h.

6

Wieczorami wszyscy snuli opowieści starych grotołazów, ale co się zdarzyło w Vegas, zostaje w Vegas.

Szkoda było zostawiać za sobą Tatry, gdy wszyscy klubowicze szykowali się do powrotu. Koniec długiego weekendu zmuszał do kreatywności w unikaniu korków, więc i strategii powrotu było wiele. Zakup lokalnych piw, cofoli i lentilek na drogę odbywał się oczywiście w Tesco. I właśnie spod Tesco w Popradzie widok na Tatry jest najpiękniejszy, na zakończenie udanego wyjazdu. Czego i Wam życzę!

Tekst: Nina Sołtysek
Zdjęcia: Agnieszka Majewska, Aleksandra Robak, Łukasz Tatoń

Szczelina Wojcieszowska – 23.04.2016

W dniu 23 kwietnia 2016 roku odbyła się zorganizowana przez nasz Klub akcja jaskiniowa do Szczeliny Wojcieszowskiej, w której udział wzięli: Ida Chojnacka, Emila Marcjasz, Łukasz Tatoń, Tomasz Mosiołek i Paweł Mosiołek ze Speleoclubu Wrocław oraz Wiesław Bąkowski i Tomasz Bąkowski ze Speleoklubu „Bobry” Żagań.

1 2

Szczelina Wojcieszowska jest jaskinią położoną w górze Połom w Wojcieszowie, w Górach Kaczawskich na Dolnym Śląsku. Wejście do jaskini znajduje się na wysokości 560 m.n.p.m. w ścianie czynnej kopalni wapienia. Pod względem budowy geologicznej jest to jaskinia typu krasowego, rozwinięta poziomo, o deniwelacji 112,6 m i długości 440 m. Szczelina Wojcieszowska, obok innych jaskiń Góry Połom, należy do najważniejszych dolnośląskich siedlisk nietoperzy, w tym gatunków zagrożonych wyginięciem.

3 4

Z uwagi na hibernujące w jaskini nietoperze, eksploracja Szczeliny Wojcieszowskiej możliwa jest od połowy kwietnia do października po uzyskaniu zezwolenia dyrekcji kopalni, na terenie której wciąż prowadzona jest działalność wydobywcza. Po kilkunastodniowych staraniach, dzięki uprzejmości i pomocy władz Speleoklubu „Bobry” Żagań, otrzymaliśmy zezwolenie na wejście w dniu 23.04.2016 roku do jaskini. Akcję poprzedziło obowiązkowe szkolenie z zasad bezpieczeństwa, obowiązujących na terenie kopalni.

5 6

Następnie udaliśmy się nad wejście do jaskini, które stanowi wąska szczelina w ścianie kamieniołomu. Dojście do otworu oraz partie właściwe jaskini zaporęczowała Ida oraz Łukasz. Sam zjazd po ścianie czynnego kamieniołomu i towarzyszący hałas oraz widok pracujących w dole maszyn, budził niepokój potęgowany osuwającym się rumoszem skalnym.

7 8

Początkowe partie to szczelinowe ciasnoty, które należy wyspinać, przetrawersować, a następnie zjechać do zacisku prowadzącego do obszerniejszych partii. Zaporęczowanie i pokonanie ciasnot wymagało dużego wysiłku oraz opanowania leków związanych z brakiem przestrzeni i możliwości złapania oddechu. Nieustannie ktoś albo wór ze sprzętem klinował się w szczelinie, która zwężała się ku dołowi. Granica osiągnięcia stanu paniki realnie rysowała się w naszych umysłach, a uczucie niepokoju potęgowała świadomość konieczności powrotu i ponownej walki z siłą napierających skał.

9 10 11

Jeszcze ostatni zacisk, należący do kategorii trudnych i jaskinia wynagradza nam nasze wysiłki, kontynuując swój bieg pionowym zjazdem po ogromnej, przepięknej, zapierającej dech w piersiach kaskadzie kalcytowej. Dwa dalece różne od siebie światy, zamknięte w jednej grocie.

12 13

Dalsze partie, to kolejne szczeliny i ciasnoty, lecz mniej wymagające od partii początkowych. Co kolejny zacisk odkrywamy obszerniejsze salki, bogato zdobione heliktytami oraz innymi, ciekawymi formami naciekowymi. Najniższe partie również mają szczelinowy charakter oraz wciąż można zaobserwować w nich aktywną działalność krasową. Woda kontynuuje swoją artystyczną działalność, zapoczątkowaną w wyższych partiach. Niemal na naszych oczach powstaje dalszy ciąg historii powstającej siłami natury, którą za tysiące lat będą podziwiać nasi potomkowie.

14 15

Dno jaskini stanowi ślepa studnia na głębokości ok. 93 m, do którego nasza grupa dotarła po ok 3 godzinach niezmordowanej walki. Po krótkim biwaku na półce skalnej tuż nad dnem jaskini, grupa poręczująca rozpoczęła wycofywanie, natomiast Emilia, Tomek M. i Paweł, podążając z tyłu, rozpoczęli deporęczowanie. Powrót budził jeszcze bardziej skrajne emocje. Organizm, wyczerpany dotarciem do dna, musiał teraz dodatkowo poradzić sobie z siłami grawitacji. Już tylko uwolniona adrenalina i silna wola podtrzymania funkcji życiowych pozwoliła wygrać nierówną walkę z naturą. Pomimo załamania pogody po wyjściu na powierzchnię, przemoczenia i wyczerpania fizycznego byliśmy szczęśliwi z powodu
wykonania zamierzonego celu oraz urzeczeni pięknem Szczeliny Wojcieszowskiej i budzących się po zimie nietoperzy.

16 17

Akcja, obejmująca osiągniecie najniższego punktu jaskini, trwała ponad 7 godzin i zakończyła się realizacją zamierzonego celu oraz wykonaniem dokumentacji fotograficznej. Podsumowując akcję należy stwierdzić, że Szczelina Wojcieszowska należy do piękniejszych jaskiń regionu dolnośląskiego pod względem występujących form naciekowych oraz różnorodności gatunkowej nietoperzy. Niemniej z technicznego punktu widzenia jest to obiekt wymagający dużego doświadczenia w penetracji i umiejętności, a także zastosowania specjalistycznego sprzętu oraz technik linowych. Ze względów bezpieczeństwa dalece niewskazana jest jego amatorska penetracja bez zezwolenia.

18 19

Tekst: Paweł Mosiołek – kierownik akcji
Zdjęcia: Tomasz Mosiołek, Paweł Mosiołek

Wojcieszów 16-17.04.2016 – kurs 2016

Prawdziwa sztuka skupia się na emocjach. Jak wiemy, literatura też posiada pierwiastek artyzmu, dlatego pisząc to sprawozdanie, skupię się na tym, co czuję. Przede wszystkim to czuję siebie. Jest to woń wędzarni połączona z dużą ilością błota, zwieńczona świeżą nutką potu. Co jeszcze czuję? Obtarte przez uprząż kolce biodrowe, paluszek zdarty przez linę i oczywiście mięśnie naznaczone wysiłkiem. W całym tym katastroficznym obrazie przebija się promień nadziei, bowiem nie taki diabeł straszny, jak go malują. Najbardziej bolącym mnie mięśniem jest przepona, oczywiście została ona wyeksploatowana przez ogromną dawkę śmiechu. W sprawie brudu i smrodu, wtrącę tylko starą ludową mądrość: „Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe”.

12985389_1705649903036548_5649808703216371195_n

Warto by teraz powiedzieć coś o samych zajęciach linowych. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy duży sukces, bowiem skład osobowy zgadzał się przed i po zajęciach. Nawet mimo lecących kamieni, dużej ilości kamieni, bardzo dużej ilości kamieni (za co osobiście przepraszam), nikt nie zginął! Obeszło się też bez praktyk z autoratownictwa. To nic, że ta cholerna loża szyderców złożona z klubowiczów, nie wystawiła nam zbyt wysokich not za styl… A tak serio to chciałbym im wszystkim podziękować, gdyby nie pomoc klubowiczów, całe to przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku, a przynajmniej w takim wydaniu. Podziwiam też ich cierpliwość, w końcu ile można patrzeć na mało zgrabne próby samobójstwa czynione przez kursantów. Nie możemy też zapomnieć o wielkich podziękowaniach dla Szanownego Pana Instruktora. Nie tylko za jego opiekę merytoryczną, wsparcie emocjonalne oraz psychiczne, ale także za karmienie naszych doznań estetycznych swoim ślicznym wnętrzem jaskiniowym. Oczywiście wiele osób mogłoby narzekać na pogodę. Aura była na tyle łaskawa, że mogliśmy ćwiczyć, więc czego można jeszcze wymagać.

Wojcieszów 2016

Uważam zajęcia za bardzo udane. Oswoiliśmy się nieco z technikami wspinaczki linowej, a każde kolejne przejście, zbliżało nas do wyrobienia sobie „akceptowalnego” stylu poruszania się. Dla mnie jednak ten sport oraz duch zajęć to przede wszystkim ludzie. Śmiało mogę stwierdzić, iż poczyniliśmy znaczny krok w integracji grupy. Można powiedzieć, że nawet przez moment udało się nam być „jednością”. Krótko podsumowując – nie zdążyłem się wykąpać po ostatnim wyjeździe, a nie mogę się już doczekać kolejnego.

13043726_1116391345078023_8362978469621457471_n 13051489_1706112972990241_1023400844238005368_n

Tekst: Mateusz „Makaron” Makarski
Zdjęcia: Marcin Filarowski, Rafał Fundowicz