Letni obóz tatrzański wrzesień 2013 – Kurs 2013

Tarty… przed obozem, na samą myśl przechodziły mi ciarki. Odwiedzone przeze mnie 2 razy w życiu – ostatni raz jakieś 6 lat temu. Klubowicze mówili jak to jest strasznie w tych jaskiniach, jakie są wielkie, jakie długie i męczące podejścia. Informacje (a właściwie ploteczki) o jednym z instruktorów dodawały tylko mroczności całemu czekającemu nas obozowi. Emek – przedstawiany jako tyran, za którym kursanci muszą biegać z wywalonym językiem. To chyba z tego całego stresu rozchorowałam się tuż przed wyjazdem.

Przyjechaliśmy w piątek całkiem sporą ekipą. Reszta dojechała w sobotę. Jako, że dosyć późno zawitaliśmy u Pani Galicowej, szybko zniknęliśmy w otchłani naszych cieplutkich śpiworków. Rano zaplanowaliśmy rozgrzewkowy spacer – Kasprowy Wierch. Popołudniem, przypadkowo poznaliśmy naszego „strasznego” instruktora:

My (między sobą): jutro pewnie pójdziemy do Śpiących Rycerzy…

Jakiś facet stojący przy kuchence: Raczej nie, pewnie pójdziecie do Kasprowych.

My: Oj, na początek pewnie będzie coś łatwego.

Emek: Zaufajcie mi, będą Kasprowe. Wiem, bo to między innymi ze mną będziecie chodzić.

Tak o to poznaliśmy pierwszego instruktora, drugiego znaliśmy już wcześniej z wyjazdów i ćwiczeń kursowych. Wieczorem, gdy zjechała się już reszta ekipy, ustaliliśmy szczegóły wyjścia i zapakowaliśmy „ogromne” ilości potrzebnej liny i metalu. Następnego dnia wyruszyliśmy o 7, aby w Kuźnicach zaparkować w dogodnym (nie płatnym!) miejscu. Podejście do Kasprowych nie jest zbyt wymagające, jednak jak na pierwszy dzień trochę się zmęczyliśmy. Wraz z Idą dzielnie, przez całą drogę, obstawiałyśmy tyły.

07

Podzieliliśmy się na dwie grupy – z Bartkiem szedł Mariusz, Ida, Adam i Pani Taternik (Magda). Moja – Emek, Agata, Żaku oraz gościnnie Wiktor – dostała na pierwszy ogień Kasprową Wyżnią. W kombinezonie i wnętrzu 200 ze wzmocnieniami wszędzie gdzie się da (zmarzluch ze mnie) ruszyłam w stronę otworu. Te kilka minut podejścia w pełnym rynsztunku sprawiło, że jeszcze przyjemniej wchodziło mi się do mojej pierwszej, tatrzańskiej dziury. Zjazd, wspin, zjazd i koniec, szybko poszło. To przejście (a właściwie pół przejścia) było tak męczące, że potrzebowaliśmy przerwy na… topografię. To jest to co kursanci lubią najbardziej – jak Puchatek miodek. Mapa w dłoń i zaczynamy zabawę w „Zgaduj zgadula”. Początkowo mieszały nam się wszystkie nazwy. Instruktor, nie zmartwiony tym faktem, nawijał dalej – Myślenickie Turnie, Kondracka Przełęcz, Goryczkowa Czuba. Po tej ciągnącej się w nieskończoność lekcji, w pamięci pozostała mi jedna nazwa, którą zdążyłam zapomnieć zaraz po powrocie na bazę. Koniec przerwy, czas na Kasprową Średnią. Muszę przyznać, że była świetnie zaporęczowana przez… ah, precz ze skromnością – przeze mnie ?. Nareszcie! Pierwsza przeszkoda na drodze do naszej upragnionej karty pokonana. Jeszcze tylko doczłapać się do tego samochodu, który jak na złość chyba się przesunął dalej niż go zaparkowaliśmy.

10

Drugiego dnia poznaliśmy obrzydliwie długi kilometr w Dolinie Kościeliskiej (niektórzy zwą go nieco wulgarniej) wśród owiec, juhasów i tłumów turystów. Przygotowani na wyjście do Pod Wantą i do Wielkiej Litworowej, z wypakowanymi po brzegi plecakami, wyglądaliśmy dosyć nietypowo. Pierwszym przystankiem na drodze do planowanych jaskiń był Przysłop Miętusi, gdzie poznaliśmy kilka kolejnych nazw związanych z otaczającym nas górotworem. Kolejny topograficzny przystanek – Kobylarz. Tylko ze słyszenia wiedzieliśmy co nas czeka dalej. Wędrówka przez Kobylarzowy Żleb bije wszystkie moje dotychczasowe wspomnienia z gór na głowę. Zapada cholernie w pamięć – przepiękne skały, niesamowite widoki, , litry wypitych płynów i to wywołujące łzy w oczach trawiaste wypłaszczenie na koniec. Brzmi to pewnie zwyczajnie i nieco tkliwie, jednak tylko do momentu, gdy nie poczuje się tego na własnym ciele i nie zobaczy na własne oczy.

W końcu dotarliśmy do jaskini Pod Wantą. Zajęło nam to jedynie 4h. Księżniczka (taką ksywę otrzymała Agatka) rozpoczęła swoją długą przygodę z poręczowaniem. Za nią poszedł Emek, Lotnik (SŚ), Żaku i na końcu ja. Zjeżdżało się bardzo przyjemnie, wychodziło nieco gorzej. Po pokonaniu dziury postanowiliśmy zanieść swoje rzeczy pod planowaną na następny dzień Wielką Litworową.

17

Po tych 2 dniach spędzonych w górach, dostaliśmy nieprzyjemnego, deszczowego kopniaka od matki natury, który zdecydowanie nie motywował do działania i jakichkolwiek wędrówek (chociaż z drugiej strony – mogliśmy trochę odpocząć). Lało cały dzień, nasze planowane wyjście zostało przełożone na kolejny. W ten sposób dzień 3 minął nam na błogim lenistwie i odpoczynku.

Czas wrócić do rzeczywistości. Czwartego dnia, za oknem zalotnie uśmiechało się do nas słońce, a w oddali widać było góry pokryte śniegiem. Gdzie indziej moglibyśmy ruszyć, jak nie w ich stronę? Całe szczęście, że tego dnia szliśmy na pusto. Na początek czekał nas godzinny spacer z panem Jankiem z TPN, który przekazał nam wiele naprawdę ciekawych informacji o Tatrach. Po wycieczce ruszyliśmy w stronę znanego już nam Przysłopu Miętusiego. Od Skoruśniaka aż po Wielką Litworową mieliśmy przyjemność obcować z wszystkimi porami roku – obóz letni, data prawie jesienna, pogoda zimowa a nastroje iście wiosenne. W dziurze okazało się być cieplej niż na zewnątrz.

Jako, że między grupami wytworzyła się nieformalna rywalizacja, Żaku podjął się poręczowania i miał zamiar zrobić to szybciej niż dnia poprzedniego Mariusz z Adamem. Dostaliśmy od Emka 2h na dojście do Sali pod Płytowcem. Przed nami było 208m deniwelacji. Chyba dla każdego z nas był to rekord głębokości. Zjechanie na dół poszło nam naprawdę sprawnie, ostatnia osoba stanęła we wspomnianej wcześniej sali dokładnie 1h58min po rozpoczęciu akcji. Od razu Żaku rozpoczął swoją drogę powrotną, za nim ja. Uczyliśmy się taktyki deporęczowania – kto na kogo i gdzie czeka, kto bierze wory, kiedy, gdzie i komu je przekazuje. Dzięki tej lekcji akcja poszła bardzo sprawnie. Po 5h byliśmy wszyscy z powrotem pod otworem. Szkoda tylko, że przebieranie się po akcji nie należało do naszych mocnych stron, bo ekipa z Pod Wantą właśnie wyruszała w stronę bazy.

Plan na dzień piąty – Czarna. Uśmiechy na twarzach, bo w końcu mówią (i z mapy wynika) że to niedaleko. Niedaleko, ale jak stromo! Poręczowaniem wlotówki zajął się przygarnięty przez naszą grupę Lotnik ze Speleoklubu Świętokrzyskiego. Na początek długi zjazd, potem wspin w moim wykonaniu, aby dostać się do partii Techuby. Tam byliśmy w najniższym punkcie jaskini. Obeszliśmy sporą ilość małych korytarzyków i długich pochylni, wykorzystując nielubiane przez niektórych techniki nielinowe. Po wyjściu z wspomnianych wcześniej partii Agatka rozpoczęła wspinaczkę w stronę otworu nr 2. Na koniec zjazd na powierzchni po skale i już byliśmy z powrotem przy naszych plecakach. Poszło nam tak szybko, że zdążyliśmy jeszcze na obiad do Józefa.

Ostatni dzień I turnusu spędziliśmy na wycieczce bardziej topograficznej niż wyjściu jaskiniowym (choć jaskinia też była). Zaatakowały nas ogromne ilości nowych nazw na drodze do Koprowej Studni, a my z zaciśniętymi zębami staraliśmy się je zapamiętać.

Poręczowanie jaskini przypadło w zaszczycie mi. Nie była to najlepiej obita jaskinia jaką widziałam, do tego w jej połowie zalegała spora ilość śniegu i musieliśmy zjechać inną drogą, gdzie niespodziewanie potrzebna była plakietka. Wysokość, na jakiej znajdowała się jaskinia sprawiła, że ograniczyliśmy ilość zabieranego sprzętu do minimum, w związku z czym nie mieliśmy nadmiarowych plakietek. Dzięki temu jednak mieliśmy okazję zakosztować improwizacji jaskiniowych w wykonaniu naszego instruktora. Podczas zejścia Magda została zaatakowana przez Żaka kamieniem i oberwała w bark, dlatego zdecydowała że w połowie jaskini wychodzi na powierzchnię. Na dnie, zanim wszyscy zeszli zdążyliśmy mocno zmarznąć, a na dodatek Agatka próbowała otruć uczulonego na paprykę instruktora, częstując go kanapeczką. Na szczęście wszyscy przeżyli to przejście, nawet Agatka, choć od Emka biła chęć uduszenia jej.

Tatry… cóż mogę powiedzieć – nie było tak źle. Powiem więcej, było świetnie! Zakochałam się co najmniej kilkukrotnie podczas tego obozu. Moją największą, prawdziwą miłością pozostanie jednak Kobylarzowy Żleb. Nie mogę przysiąc mu wierności, ale obiecuję że wrócę, wrócę na pewno. Wtedy będą łzy szczęścia, rumieńce, zadyszka… będziemy wspominać nasze pierwsze spotkanie – letni obóz taternictwa jaskiniowego SCW.

Tekst: Aleksandra Szczęsna

Picos 2013 – relacja sms

2013picos_banner-medium

Pamiętnik smsowy wyprawy Picos de Europa 2013

Zapraszamy do czytania relacji na gorąco z wydarzeń 23 wyprawy eksploracyjnej Picos de Europa.

2013-08-27, 21:47:29
Ekipa 2013 Picos de Europa
siedzą od lewej: Zbyszek, Kasia, Krzyś, Mariusz, Tomek; trochę z tyłu: Elektron, Szufli, Koń i Stahoo; stoją od lewej: Oskar, Gosia, Krycha, Kasia, Olaf, Maciek, Łysy, Buła, Ola, Aga, Marta
1
Zbyszek Grzela
2013-08-26, 20:56:46
W sobotę (24.08.213r) około godz. 11:00 ostatni samochód wyprawowy dotarł do Wrocławia pod siedzibę klubu. W tym momencie wyprawa dobiegła końca. Wszyscy wrócili cali i zdrowi. W tym roku wyprawa miała wyjątkowo dwóch kierowników: Adama Leksowskiego i Zbyszka Grzelę. Adam wspierał nas z Polski oraz załatwiał niezbędne formalności przed wyjazdem, natomiast Zbyszek był na miejscu w Hiszpanii, gdzie kierował działaniami grupy. Dziękujemy serdecznie kierownikom oraz wszystkim uczestnikom wyprawy. Myślę, że tegoroczne działania były bardzo owocne. Udało się wykonać większość zamierzonych planów. Pełna relacja z wyprawy już niebawem. Będą w niej m.in. szczegółowo opisane nasze dokonania dotyczące eksploracji jaskini PE001 (udało się ją pogłębić) oraz wyniki barwienia. Pozdrawiam i życzę spokojnego powrotu do rzeczywistości Tomek Utkowski
2013-08-24, 21:20:28
Wyprawa eksploracyjna Picos de Europa 2013 oficjalnie się zakończyła – ostatni samochód dojechał do Wrocławia. Dzięki wszystkim uczestnikom!!! Tomasz Utkowski
2013-08-24, 08:35:15
Za około 2h ostatni samochód wyprawowy dojedzie pod siedzibę klubu. Już Polska. Długa podróż za nami. Do zobaczenia.Tomek Utkowski
2013-08-22, 17:58:30
W drodze. Zbychu Grzela
2013-08-21, 11:33:43
UWAGA!!! Czterech zaginionych speleologów na północy Hiszpanii i odnalezionych po 3 dniach – TO NIE MY tylko Hiszpanie działający w Kantabrii. Znajomi do mnie wypisują i pytają, więc zapobiegawczo wysyłam oficjalne informacje. Marta Czech
2013-08-19, 15:31:46
Dziś przed 9:00 Zbyszek i Tomek szczęśliwie wrócili z 24-godzinnej akcji w PE001. Barwienie fluoresceiną (na -786 m) i kartowanie brakującego odcinka powiodło się. Czekamy na ostateczne podsumowani pomiarów, by poznać dotychczas skartowaną głębokość jaskini. Pozdrawiam. Marta Czech
2013-08-19, 12:38:46
Grupa z PE001 (Zbychu i Tomek) rano wrócili. Dokartowano braki na -800 i zabarwiono wodę fluoresceiną. Działalność czysto jaskiniowa została zakończona. Zbychu Grzela
2013-08-17, 16:28:27
Detektory rozłożone w dwóch wywierzyskach. Jutro rano ja i Zbyszek idziemy do PE001 na akcje barwienia i kartowania na około -830m. Reszta ekipy poleciała do polski. Tomasz Utkowski
2013-08-17, 15:28:27
Po nocy na plaży ruszyliśmy do Polski. Mamy jakieś 30 godzin na przemyślenia i powrót do rzeczywistości. Zbychu i Tomek wymienili wczoraj klocki w Leksowozie i wracają na bazę, po drodze zostawią woreczki w wywierzyskach. Jutro planują ostatnią akcję w PE001 – kartowanie i barwienie. Niestety chętnych brak. Zbychu idzie z Tomkiem. Generalnie w jakinii jest co robić. Boczne ciągi, bocznych ciągów pewnie puszczą, jak wróżą Szamani, tyle że najpierw musimy coś zrobić ze sobą… Łysy zaleca trening mentalny, mi się wydaje, że może po prostu trzeba częściej jeździć w Tatry. Pozdrowienia Kasia Wajda
2013-08-17, 13:28:27
Sikorowóz mija Santander i jedzie do Bilbao Maciek Wajda
2013-08-15, 23:05:53
Dziś Tour de Picos – polska strefa eksploracyjna. Przejście przez strefy G, B, A, C z wejściem przed grań Los Garapozales (1983 m. n.p.m.), na Torre del Alba (2390 m. n.p.pm.) z pięknym widokiem na dolinę z rzeką Cares i Masyw Centralny Picos de Europa. Przy trasie zwiedzanie otworów – kolejno A3 i A1 (do tego nawet udało się fragmentem pochylni troszkę zejść), A15, A16, A17, Cq, C2, PL8, A11 (Capilla). Pod przewodnictwem Zbycha. Udział wzięli: Tomek, Marta, Kasia F., Kasia W., Maciek, Krzysiek i Adam. Marta Czech
2013-08-15, 22:05:53
Wczoraj młodzież załoiła G8 i wykonała akcję fotograficzną. Dziś część ekipy pakuje manatki i schodzi do Chatki Sami Wiecie Której. Mariusz Robak
2013-08-15, 18:05:53
Część ekipy zeszła dziś do chatki „samo zło”. Przyszedł Armando z czterema wielkimi kawałkami żeberek i 2 zgrzewkami piwa.
2Ola Szczęsna.
2013-08-14, 23:38:31
Dziś szeroko zakrojona akcja fotograficzna. Główni reżyserowie i operatorzy sprzętu fotograficznego : Zbychu i Tomek, oświetlenie: Marta, Ola, Mariusz, scenografia: wielka sala na dnie G8 (w końcu udało się do niej dotrzeć). Czekamy na efekty na większym ekranie 🙂 Marta Czech
2013-08-14, 13:26:04
Słońce świeci, krowy dzwonią, a ja toczę spokojne życie bazowe. Starszyzna działa w górnych partiach PE001. Nam zostało kartowanie i barwienie, które chcemy połączyć. Tomasz Utkowski
2013-08-14, 13:14:48
Wyprawa przygotowuje się do barwienia na dnie Jaskini PE001, poniżej harmonogram barwienia przygotowany i uzgodniony z Danielem Ballesterosem z Uniwersytetu Oviedo, prywatnie grotołazem
Harmonogram
do 19.08
Zabrać z Chatki Armanda cały szpej przeznaczony dla nas.do 19.08
Wyłożyć pierwsze detektory w:
– Güeyos de la Texá
– Güeyos del H.unh.umia20.08
Zabarwić w PE001 i dokonać stosownych pomiarów (wielkość przepływu,temperatura, pH, opór elektryczny, TDS)

21.08
Zebrać pierwsze detektory i wyłożyć drugie w:
– Güeyos de la Texá
– Güeyos del H.unh.umia

23.08
Zebrać drugie detektory i wyłożyć trzecie w:
– Güeyos de la Texá
– Güeyos del H.unh.umia

23-24.08
Dostarczyć do Chatki Armanda szpej Daniela.

Resztę:
– „Serwis” detektorów w Oyu La Madre, Ollas del Doñea, Mesones river oraz
– dodatkowo w Güeyos de la Texá oraz Güeyos del H.unh.umia po naszym wyjeździe
– przygotowanie próbek oraz samo badanie na spektrofluorometrze wykonuje Daniel wraz ze studentami

Widać że wyprawa ma co robić, a na ostatni tydzień zostanie na wyprawie tylko 6 osób.
Wyprawowicze

2013-08-13, 23:35:24
Wczoraj ponowne wejście do G8. Udało się zjechać do górnej części wielkiej sali – reszta zawalona śniegiem, ale planowane są jeszcze próby zjechania niżej. Dziś Stahoo, Szuflada i Koń w dalszym ciągu badali „tajemniczy meander” za studnią w PE001, a Adam i Marta skartowali fragment PE001 od starego ciągu (znad studni zaporęczowanej w „Y”) do wyjścia z jaskini małym otworem. Wydarzeniem dnia (jeśli nie całej wyprawy) okazały się zaręczyny Mariusza i Oli, na najwyższym szczycie w okolicy Santa Marii 🙂 Świętujemy razem z narzeczonymi. Marta Czech
2013-08-13, 21:00:17
Może nie będzie 1000 w tym roku, chociaż jest blisko, ale za to będzie ślub. Gratulacje dla Oli i Mariusza. W jaskini trwa eksploracja do góry – Koń i Stahoo haczą. Dzisiaj na Santa Marii szukaliśmy górnego otworu PE001, efektów nadal brak. Brakuje też mięsa armatniego, które zejdzie na -700 i dokartuje brakujący odcinek. Pozdrawiamy Kasia Wajda
2013-08-13, 20:00:17
Dziś byliśmy z Kasią i dwójką młodych grotołazów na Santa Maria. Na szczycie została złożona oferta matrymonialna. Maciek Wajda
2013-08-13, 14:16:17
Baza po wczorajszym deszczu wciąż w chmurze. Praca w PE001 wre: Koń ze Stahoo wspinają się w górę studni, a Marta z Elektronem kartują między otworami. Kasia Filipek
2013-08-12, 21:05:56
Jaskinia PE001 jest straszna, zwłaszcza na dole. Wyjechał mi telewizor z pod nóg. Puściła tym meandrem, ale ostatecznie się zakipiła jakieś 100m niżej. Cześć już skartowana. Krychowóz rusza w Alpy. Olaf Bańdo
2013-08-12, 12:28:15
Wczoraj o 20 z PE001 wrócił Tomek i Buła, dzisiaj rano Olaf i Maciek. Wydaje się, że nie ma kontynuacji. Nie wszystko udało się skartować. W pionie około 100 metrów. Koń i Stahoo pociągnęli trochę w górę. Jaskinia bardzo krucha, na szczęście wszyscy są cali i odreagowują. Kasia Wajda
2013-08-12, 10:18:15
Dziś rano z PE001 wróciła druga dwójka – Olaf i Maciek. Udało im się przejść parę metrów dalej niż Tomek i Buła. Teraz drugie podejście do G8 – tym razem z wiertarką. Krycha poręczuje. Marta Czech
2013-08-11, 23:22:43
Aura dopisuje. Dziś za dnia nieudana próba wejścia do G8 – z braku wiertarki/młotka, bo sprzęt poszedł na akcję do PE001. Wieczorem zaś powrót przed czasem Tomka i Buły po ponad dwudniowej akcji w PE001, która wciąż okazuje się „jaskinią bez dna”. Olaf i Maciek też już w drodze na powierzchnię. Czekamy na wieści, ile jaskini udało im się skartować. W międzyczasie Stahoo, Koń i Adam poręczowali przejście do meandra po drugiej stronie Studni nad Wantą w PE001. Jeszcze nie wiadomo, dokąd ów meander prowadzi. Marta Czech
2013-08-11, 11:31:03
Hej, Tomek z Bułą i Maciek z Ofem wciąż w PE001. Chłopaki postanowili spędzić w jaskini tym razem po 3 doby (każda dwójka po 2 szychty). Jutro mają wrócić. Wczoraj Stahoo, Szuflada i Koń dymili w PE001. Ciąg mocny, ale na powierzchni nikt z nas porozstawianych w wyznaczonych punktach nic nie dojrzał. Przedwczoraj Zbychu i Szuflada mieli zjechać z nami Studnię Pegaza w Cembavieyi, ale okazało się, że było źle zaporęczowane i dojechaliśmy tylko nad studnię. Dziś planujemy zjechać do G8, póki Oska i Gosia jeszcze są na bazie. Marta Czech
2013-08-11, 10:01:03
Od 18 do 19 wszyscy czekali na swoich stanowiskach wypatrując pomarańczowego dymu bijącego z Aguji i Santa Marii. Nie wydarzyło się niestety nic. Poza tym Marta pomyła wszystkie gary i poczuliśmy się nieswojo. Chłopaki dalej siedzą w PE001. Pozdrawiamy Kasia Wajda
2013-08-11, 01:01:03
Dziś w planie akcja dymienia w górnych partiach PE001. Około 17-tej Starsi Panowie odpalają świece, z kolei młodzież rozstawiona wokół Santa Maria fotografuje rezultaty. Mamy nadzieje zwłaszcza w rejonie przełęczy za Santa Marią Mariusz Robak
2013-08-11, 00:01:03
Krowy powróciły na bazę. Wczoraj koło 22 Maciek z Olafem jako druga ekipa wyszli na nowy biwak przeniesiony na -500 – planowany powrót w poniedziałek. Deporęcz Cemby zakończony częściowym powodzeniem – prawdopodobnie doszliśmy do Hiperkrakena, może na -400. Chłopaki próbowali założyć odciąg od wody, ale się nie udało – zawróciliśmy. Ilości wody są niesamowite. Zyskaliśmy trochę sprzętu – liny raczej w dobrym stanie. Dzisiaj dymienie. Pozdrowienia dla Adama Kasia Wajda
2013-08-09, 23:34:53
Dziś odbyło się deporęczowanie jaskini Cembavieya. W górze przy Studni Pegaza, pierwszą ekipę w składzie – Krycha, Adam Kasia Filipek i Kasia Wajda wymienili Zbychu, Szuflada, Oskar, Mariusz, Ola, Gosia i Marta. Tymczasem trwa eksploracja w PE001, gdzie działają Tomek i Buła oraz Olaf i Maciek. Marta Czech
2013-08-08, 23:27:30
Jutro ruszają dwie ekipy do PE001 w oparciu o biwak. Tomek i Buła przenoszą go na -500. Ja z Olafem idziemy 12h po nich, Jak da radę, to każdy zespół planuje po 2 szychty. Jutro rusza też deporęcz Cemby. Dziś w końcu jest lampa i Kabaret przymierza się do dymienia nad Santa Maria, w poszukiwaniu górnego otworu Maciek Wajda
2013-08-08, 23:10:30
Dziś około pierwszej w nocy (noc z 07-08.08.2013) pierwsza dwójka po 36 godzinach pod ziemią pojawiła się na bazie.
Pierwsza porządna akcja w PE001 za nami.
Plan był prosty. Pierwsza dwójka (Buła i Tomek) idzie bezpośrednio na przodek (-786m). Mają ze sobą około 230m sznura, wiertarkę kotwy, plakietki i karabinki. Dodatkowo po drodze zostawiają sobie suche rzeczy w miejscu biwaku który zakłada druga dwójka (Olaf i Krycha).
Jaskinia rozwinięta głównie pionowo nie daje wielu możliwości na zorganizowanie wygodnego punktu cieplnego. Biwak powstaje już na głębokości -300 m. Kolejne 3 osoby zaopatrują go w śpiwory, karimaty i jedzenie i nad ranem wracają na bazę. Podczas gdy pierwsza dwójka rusza na rekonesans i eksplorację jeśli takowa będzie możliwa druga dwójka czeka na biwaku na zmianę i swoją kolej na działanie na przodku.
Buła i Tomek gdy dojechali na przodek znaleźli wór z poprzedniego roku, a w nim trochę sznurka i kilka kotew. By nie tracić czasu od razu przystąpili do sprawdzenia potencjalnej drogi na przód. Dość szybko weszli w szeroki i obszerny meander, który trzeba było poręczować w całości. W pewnym momencie po około 70 m w poziomie napotkali dużą przestrzeń pod nogami. Postanowili zjechać ten odcinek. Okazało się, iż była to około 60 m studnia. Na dnie krótkie sprawdzenie możliwości pójścia dalej. Czas i karabinki im się skończyły. Zauważyli, że na dnie tej studni jest meander, jednak zbyt ciasny by nim szedł człowiek. Dostrzegli okno powyżej wejścia do meandra. To będzie miejsce do sprawdzenia dla drugiej dwójki. Zaczęli wychodzić studnia za studnią, meander za meandrem, by po 5h i wyjściu 500m znaleźć się na prowizorycznym biwaku, gdzie czekała na nich druga dwójka. Tam obiad z liofila i zmiana w śpiworkach.
Druga dwójka ruszyła na nowy przodek. Nie mieli za dużo czasu na działanie, gdyż zejście i wyjście na biwak trwa bardzo długo. Udało im się sprawdzić dokładnie dno studni. Weszli do meandra, którym płynęła woda. Był on pięknie zdobiony z dużą ilością form krasowych. Jednak człowiek nie miał szans przejść więcej niż kilkanaście metrów. Sprawdzili okienko, lecz te okazało się zawaliskiem. Nie znaleźli przejścia dalej. Jednak potwierdzili, że głos wodospadu słychać tuż za skałą. Postanowili zreporęczować studnię, by dalej można było kontynuować drogę meandrem w poziomie. Meander nie kończył się w tym miejscu, a wręcz się rozszerzał. Niestety w tym momencie skończył im się czas działania na przodku i musieli rozpocząć mozolną drogę w górę.
Gdy wreszcie dotarli na biwak postanowili zjeść i wychodzić na powierzchnię bez snu, wraz z pierwszą dwójką, która tylko czekała na kolegów, by móc zacząć wychodzić na zewnątrz. Obie dwójki (Buła i Tomek oraz Olaf i Krycha) szczęśliwie wyszli na powierzchnię w około godzinnym odstępie czasu.
Po dojściu do bazy dowiedzieli się, iż podczas ich nieobecności na powierzchni padał deszcz. Mogło to tłumaczyć bardzo dużą ilość, lejącej się w studniach wody. Ekipa ma kilka wniosków, które trzeba uwzględnić, chcąc działać na tak poważnej głębokości jaką jest -800m.
Jaskinia puszcza i jest co robić. Akcje są bardzo długie. Konieczne jest przeniesienie biwaku niżej na około -550m i zaopatrzenie przodka.Plan czasowy pierwszej dwójki (plan/real):
8h/7,5h – droga na przodek
4h/3,5 – działanie na przodku (eksploracja)
4h/5h – wychodzenie na biwak
12h/15h – biwak (oczekiwanie na drugą dwójkę)
5h/5h – wyjście na powierzchnię
w sumie 36h w jaskini.Plan czasowy drugiej dwójki:
4h/8h – dojście na biwak
2h/2h – rozłożenie biwaku
4h/4h – odpoczynek na biwaku
12h/15h – dojście na przodek, eksploracja, wyjście na biwak
6h/6h – wyjście na powierzchnię
Tomek Utkowski

2013-08-08, 20:46:30
Dziś po północy wróciły z eksploracji PE001 dwie dwójki: Tomek z Bułą i Olaf z Krychą. Wczoraj nad ranem zaś trójka donosząca rzeczy na biwak – Zbyszek, Oskar i Marta. Podczas akcji w jaskini na powierzchni burza i ulewa, więc w studniach mokro. Chłopakom udało się przemierzyć i zaporęczować kilka nowych odcinków. Jaskinia się nie kończy, więc jest co robić. W piątek kolejna akcja w PE001 – tym razem z przeniesionym biwakiem z -300 na ok -550 m. Marta Czech
2013-08-08, 17:27:30
Jutro kolejne akcje w PE001, póki co przygotowania do dymienia. Biwak będzie przeniesiony na około -500. Idzie Tomek z Bułą i Olaf z Maćkiem. Ja, Krycha i Adam jutro deporęczujemy Cembavieya-e, żeby nie zabrakło sprzętu. Pogoda się poprawiła. Pozdrawiamy! Kasia Wajda
2013-08-08, 14:39:59
Jutro kolejne akcje w PE001, póki co przygotowania do dymienia. Biwak będzie przeniesiony na około -500. Idzie Tomek z Bułą i Olaf z Maćkiem. Ja, Krycha i Adam jutro deporęczujemy Cembavieya-e, żeby nie zabrakło sprzętu. Pogoda się poprawiła. Pozdrawiamy! Kasia Wajda
2013-08-08, 10:39:50
Wróciła ekipa biwakowa (Buła, Krycha, Olaf, Tomala) wynosząc mokre śpiwory. Meander został „wydłużony” ze ślepą studnią. Kontynuacja meandrem nadal otwarta… Zbychu Grzela
2013-08-07, 10:51:50
No i udało się – Buła załatwił ze Zbychem, żeśmy na -300 w PE001 zeszli 🙂 Licząc dojście do bazy i przebieranie wszystko zajęło 12 godzin, ale wróciliśmy we trójkę przed godziną alarmową. W studniach woda zawsze kapała, albo leciała. Zaliczyliśmy nawet wychodzenie w wodospadzie (na ok. -250), który nie do końca dało się ominąć, więc wróciliśmy nad ranem cali przemoknięci. Pomimo tego było świetnie i wrażenie niezapomniane :). Potem okazało się, że w tym czasie na powierzchni burza i ulewa.
Biwak założony jest trochę w innym miejscu niż ostatnio, ale bardziej suchym i ciepłym. Ok 4:00 Tomek i Buła mieli wymienić Olafa i Krychę ba biwaku. Jeżeli będą perspektywy i starczy im sił, to wrócą na przodek po akcji Alofa i Krychy. Czekamy. Od rana pada.
Pozdrawiam. Marta Czech
2013-08-07, 10:30:47
Od wczoraj leje, wieje i mrozi. Dzięki Koniowej przepalance nie zamarzliśmy na bazie:). Tomek, Buła, Olaf i Krycha napierają w PE001. Pozostali wrócili nad ranem. Kasia Filipek
2013-08-07, 09:33:54
Wczoraj ruszył biwak na -300. Czekamy na wieści z przodka. Zbychu Grzela
2013-08-06, 21:01:50
U nas pada i mgła, jutro ma być lepiej, w jaskini 6 osób. Czekamy na nich, może jutro ktoś wyjdzie z informacją z przodka. Biwak się buduje, a reszta na bazie. Aga Bielawny
2013-08-05, 20:52:44
Starszyzna na bazie. Jutro do PE001 idzie sześć osób. Cztery na przodek, po dwóch, a dwójka zanosi rzeczy na biwak i wychodzi. Zakładamy płytki biwak i zobaczymy. Tomasz Utkowski
2013-08-04, 16:39:47
Wczoraj koło drugiej w nocy kolejne dwa auta dotarły szczęśliwie do Hiszpanii. Po nocy na plaży ruszamy do Cangas i dalej do chatki. Część osób planuje dzisiaj pierwszy transport – my zostajemy świętować urodziny Gosi w chatce samo zło, a jutro ruszamy z dwoma transportami. Bazy dzielnie strzeże prezes. Pozdrawiamy. PS Madzia auto daje radę ciśniemy do góry Kasia Wajda
2013-08-04, 15:38:26
Po obowiązkowej Confiterii, sidrze i zakupach Koniowóz ruszył z kopyta z Cangas na podbój chatki Armanda. Może się jakoś doczłapiemy Kasia Filipek
2013-08-03, 16:39:47
Początki działalności w jaskini Po wstępnym rekonesansie stwierdziliśmy, iż trzeba ubezpieczyć podejście pod otwór jaskini PE001. Na pierwszej akcji Buła i Olaf znaleźli otwór jaskini, zaporęczowali dojście i wstępne partie jaskini. Do dziury weszli przez wyższy otwór, tzw. mały. Powodem był ogromny nawis śniegu nad starym, dużym otworem. Udało im się zaporęczować część meandra. Dalsza część, dotychczas niepoznana musiała poczekać na kolejny dzień. Tego dnia (piętek) wyszliśmy dużą grupą na górę. Do jaskini weszliśmy w 6 osób w ramach rozruszania się. Pierwszy szedł Olaf z wiertarką. Powoli poruszaliśmy się w dół meandra. W pewnym momencie partie, do których doszliśmy wydały się znajome. Wypatrzyliśmy starą kotwę. Okazało się, że jesteśmy w studni zlotowej, tuż nad trawersem do okienka znajdującego się w pierwszej dużej studni, gdzie wisiały już liny. Zmieniliśmy trochę drogę dojścia tak by jak najmniej przebywać pod kapiącą wodą. Uzupełniliśmy także punkty na trawersie, co sprawiło, że dojście do okienka stało się bardzo wygodne. Po dołączeniu liny do istniejącej poręczówki zaczęliśmy wychodzić. Już na powierzchni urządziliśmy sobie zjazd po śniegu. Zabawa przednia, a droga w dół bardzo szybka. Przy zabawie kombinezony troszkę się oczyściły. W mglistej pogodzie zeszliśmy na bazę, by tam w miłej atmosferze posiedzieć w bazówce do późnych godzin nocnych. Wyprawowicze
2013-08-03, 12:43:36
Zlotówka w pe001 zaporęczowana ale drugim otworem. Dojście jest spoko. Dziś większość schodzi na dół na spotkanie z Armandem. Pogoda dopisuje. Chmury i słońce Tomasz Utkowski
2013-08-02, 20:27:25
PE połączone z małym otworem, choć niestety nad Studnią z Wantą. Dziś delikatny deszczyk. Z grup rekonesansowych relacje jeszcze nie spłynęły. Zbychu Grzela
2013-08-01, 23:57:25
Dziś odbyła się pierwsza oficjalna akcja jaskiniowa – łączenie małego wejścia z dużym w PE001. Wszystko poszło sprawnie. Ekipa liczna w składzie: Marta, Olaf, Tomek, Michał, Zbyszek i Oskar. Podejście przy otworze ośnieżone, ale dostęp swobodny – w wytopionej szczelinie przy ścianie. W samej jaskini miejscami mokro. Powrót we mgle. Kombinezony można było wyczyścić już w drodze do bazy zjeżdżając po śniegu. Marta
2013-08-01, 21:50:10
PE01 otwarta, dojście przez mały otwór – to po pierwszej akcji. Działalność rozpoczęta. Nie osiągnięto starych sznurków.Zbychu Grzela
2013-08-01, 11:09:00
Kolejne transporty na górze. Baza powoli powstaje, nowy namiot bazowy stoi na przebudowanym miejscu. Porządkujemy sprzęt. Słońce męczy niesamowicie. Jest dużo wody Tomasz Utkowski
2013-07-31, 22:59:53
Drugi dzień transportów za nami. Większość rzeczy wniesiona na bazę. Jeszcze jutro tylko kilku wyprawowiczów podejdzie i będzie wszystko, co potrzeba. Dziś postawiliśmy bazówkę. Nowa piękna bazówka z dorobionym, aluminiowym stelażem w zamian za oryginalny drewniany. Biorąc pod uwagę nową bazówkę, kierownik zarządził małą przebudowę miejsca pod ten namiot. Sprawna ekipa poradziła sobie z z kamiennymi „budowlami”. Efekt – robi wrażenie. Zyskaliśmy wiele przestrzeni, namiot wydaje się dużo większy.Przestrzeń powoli wypełnia się standardowym wyposażeniem bazy. Jest kuchenka, baniaki z wodą, jedzenie, ale także liny i wory jaskiniowe. Wyciągnęliśmy też sprzęt z depozytu. Wlaliśmy świeże paliwo i agregat odpalił bez problemu. Widać wnioski wyciągnięte z poprzedniego roku były słuszne. Nie warto wlewać paliwa, które stało przez cały rok. Jutro jeszcze będzie co robić. Zostało do zrobienia kilka rzeczy takich jak magazyn, prysznic i porządkowanie szpeju. Dodatkowo planujemy kolejny rekonesans okolic jaskini PE001, prawdopodobnie wraz z zaporęczowaniem drogi dojścia. Ciekawostką jest mysz znaleziona w jednej z beczek. Okazało się, że owa mysz zjadła kilka paczek makaronu, ryżu i uwaga – puszkę tuńczyka (wraz z puszką). Jeden z naszych kolegów mimo, iż jest fanem i entuzjastą pleśniowych myszy, nie dał się skusić na ten niecodzienny przysmak. Pozdrawiamy z Los Barastrosas. Wyprawa Picos de Europa 2013
2013-07-30, 21:23:27
Wróciliśmy z transportów. Dużo śniegu – miejsce na bazówkę chłopaki odkopują już dwa dni. Rekonesans otworów zrobiony, wygląda to optymistycznie, ale podejście raczej będzie w rakach. Tomasz Utkowski
2013-07-30, 14:12:25
Jesteśmy na bazie. Wszędzie mnóstwo śniegu: w lodówce, bazówie i prysznicu. Harcerze kopia już 2 dni. Dwie osoby poszły pod otwór. Czekamy na info. Aga Bielawny
2013-07-30, 10:23:27
Pierwsze transporty idą do góry. Jest straszna lampa, a plecaki niezmiennie ciężkie. Nie wiem czy trzy transporty wystarczą. Liczymy na to, że zejdą harcerze i nam pomogą. Tomasz Utkowski
2013-07-29, 21:12:25
Doszliśmy ze wszystkim do chatki. Chatka nas zatrzymała. Samochód wjechał bez wzrostu temperatury, ale musieliśmy odpalać z kabla jak autobus zajechał nam drogę. Pozdrowienia od szóstki. Zbychu Grzela
2013-07-29, 21:00:45
Transporty do chatki za nami. Każdy zrobił minimum trzy kursy i wszystko mamy już przy chatce. Dziś nie damy rady zrobić transportów na bazę, jednak jutro z samego rana ruszamy. Tomasz Utkowski
2013-07-29, 19:14:12
Cześć tu info z Picos. Wczoraj burza z gradem, dzisiaj na górze wszystko zasnute chmurami. Połowa bazówy odkopana i większość rzeczy wciągnięta z lodówki, do której prowadzi 5 metrowej wysokości komin śnieżny. Pozdrawiam. Buła
2013-07-29, 16:56:36
Stahoo za chwilę dołączy do wyprawowiczów w Picos, lecz zdołał jeszcze podesłać swój artykuł o Picos de Europa opublikowany w „Polish Caving 2009-2013” zachęcamy do lektury „Picos de Europa – El Cornion” Marek Stahoo Jędrzejczak
2013-07-29, 14:51:47
Mamy zrobione już 2 transporty (z żarciem i ze sprzętem), mamy też wykopaną jamę w śniegu taką na 4 osoby. Dzisiaj dokopaliśmy się przez 5 metrów śniegu do lodówki i walczymy z wyciąganiem rzeczy. Odkopywane jest też miejsce pod bazówkę. Śniegu jest strasznie dużo. Przez ten letni sezon już nie stopnieje. Ekipa ze Zbychem na czele wjeżdża już na górę na parking i może zrobi dzisiaj pierwszy transport. Cały tydzień ma być ciepło i słonecznie.
bazowka-snieg
Krycha
2013-07-29, 10:12:19
Pierwszy nocleg w Hiszpanii za nami. Po nocy na plaży pojechaliśmy do Ariondas na zakupy, jednak fiesta sprawiła, że wszystkie sklepy są zamknięte. Na szczęście kawiarnia była otwarta. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy kanapkę i dalej w drogę. Licząc na otwarte sklepy wracamy do Ribadesella. Po zakupach jedziemy do Cangas. Tomek Utkowski
2013-07-28, 19:17:43
Wjechaliśmy do Hiszpanii. Wszystko dobrze. Dziś ze względu na czas planujemy nocleg gdzieś na plaży. Jutro zakupy i dopiero w góry. Pozdrawiamy. Tomasz Utkowski
2013-07-28, 15:23:38
Jesteśmy pod „Bordo” – trafiliśmy na święto wina. Dalsza podróż odroczona. Zbychu Grzela
2013-07-27, 23:30:16
Najnowsze informacje z bazówki. Sądzę, że zdjęcie wystarczy.
bazowka-small
2013-07-27, 13:25:06
Ruszyliśmy – teraz już górki Aga Bielawny
2013-07-27, 11:55:06
Pakowanie samochodów na wyjazd nie jest łatwe. Do tego całkiem sporo odwiedzających klubowiczów i znajomych. Wszyscy żegnają się i nastał czas na wspólną fotkę…
scw_picos_pozegnanie
Łukasz Kędzierski
2013-07-27, 09:37:06
Jesteśmy już w Cangas. Nie pada, ale chmury są nisko. Możliwe, że na górze jest słońce. Idziemy na kawę i pomyślimy co dalej.Krycha
2013-07-26, 17:26:06
Krychowóz po reście nad jeziorem niedaleko Troyes zmierza już do Cangas. Powinniśmy być na miejscu jutro rano. Krycha
2013-07-26, 16:52:18
Jutro wyrusza wyprawa 2013 Picos de Europa. W sobotę o godz. 10:00 rozpoczyna się pakowanie samochodów, ostatnie buziaczki na do widzenia i ekipa startuje w stronę „zimowego” picosowa… powodzenia. Łukasz Kędzierski

Pierwsza Dziura – Kurs 2013

Po trzyletniej przerwie wrocławski SpeleoClub rozpoczął nową edycję kursu taternictwa jaskiniowego. Jego początek przypadł na 27 lutego 2013. Po dwóch tygodniach przyszedł czas na „pierwszą dziurę”, czyli zapoznawczo-integracyjny, weekendowy wyjazd do Jury Krakowsko- Częstochowskiej. Miał on na celu pokazać kursantom inny świat, jakim są podziemne groty oraz zapoznanie z nielinowymi technikami poruszania się po jaskiniach. Przy okazji wizyta na Jurze miała pomóc niezdecydowanym w podjęciu decyzji, co do kontynuacji kursu.

3

Do Podlesic, gdzie znajdowała się baza wypadowa zjechała się rekordowa liczba osób. Co niektórzy,  bardziej  zniecierpliwieni  na  miejscu  pojawili  się  już  w  piątek  wieczorem,  jednak  większość  przybyła następnego dnia rano. W sobotę o 10:00 wszyscy zwarci i gotowi wyruszyli w kierunku pierwszego celu, jakim była jaskinia  Berkowa.  W  tym  jednak  przypadku  właściwszym  określeniem  byłaby  nora.  Aby  pokonać  ok.  55  metrową poziomą dziurę należało przeczołgać się niskim i ciasnym korytarzem, mijając po drodze kilka większych i mniejszych salek, wychodząc na końcu szczeliną ukrytą pod skalnym nawisem.

2

Drugim  miejscem,  jakie  odwiedzili  kursanci  była  mało  znana jaskinia Pastusia. Tu również należało wykazać się sprawnym czołganiem, tym razem jednak na boku, ponieważ tylko w taki sposób można było pokonać korytarz prowadzący do niewielkiej salki  na jego końcu.  Nowy  element  w  technikach,  nielinowych jakim jest zapieraczka, pojawił się w kolejnej dziurze, Sulmowej. Tu, oprócz krótkiego odcinka poziomego, należało przebyć kilkumetrowe odcinki  pionowe. Wykorzystując wcześniej wspomnianą zapieraczkę, wszyscy kursanci pokonali niełatwą  drogę  w  dół,  poruszając  się po  śliskich  ścianach  groty.  Na dole czekała  nagroda  w  postaci  pierwszych  napotkanych  latających  myszy,  które  w  bezruchu wisiały nad ich głowami. Zwieńczeniem pierwszego dnia wyjazdu była jaskinia Sucha, w której można było wykorzystać zdobyte wcześniej umiejętności, przemieszczając się po licznych poziomych i pionowych korytarzach.

O  zmierzchu,  zmęczeni  ale  zadowoleni  uczestnicy  kursu,  wrócili  do ośrodka gdzie w końcu mogli coś zjeść i odpocząć. Wieczorem przyszedł czas  na  wspólną  integrację  kursantów  i  członków  SCW.  Rozmowy  i śpiew przy dźwiękach gitary trwały do późnych godzin nocnych. W niedzielę już nie tak zwarci i gotowi jak poprzedniego dnia, zmęczeni nocną  integracją  uczestnicy  wyjazdu wyruszyli  w  kierunku  kolejnych dziur,  tym razem  jednak przyjemniejszych i bardziej  obszernych. Na pierwszy ogień poszły Towarna z Dzwonnicą oraz Cabanowa. Kolejną była jaskinia W Zielonej Górze dla części osób, które musiały już wracać lub  nie  miały  ochoty  na  więcej,  ostatnia.  Najwytrwalsi  wybrali  się jeszcze w jedno miejsce, do jaskini Szmaragdowej. Tu jednak nie było tak łatwo jak w poprzednich. Większość z eksploratorów zakończyła swój marsz w połowie drogi. Tylko nieliczni dotarli do podziemnego jeziorka z krystalicznie czystą wodą, do którego prowadził trudny do pokonania wąski korytarz. Trud okazał się jednak wart widoku napotkanego na końcu.

4

Jaskinia Szmaragdowa była ostatnią odwiedzoną podczas weekendowego wyjazdu. Po wyjściu z niej i przebraniu w czyste ubrania, kursanci rozpoczęli powrót do Wrocławia. Większość na pewno jest dumna ze swoich osiągnięć, przezwyciężenia własnych słabości, strachu przed nieznanym i zadowolona ze wspólnego spędzenia czasu z innymi wariatami lubiącymi przeciskać się w podziemnych zakamarkami i oglądać nieznany i widziany przez niewielu świat.

Tekst: Krzysztof Urban
Zdjęcia: Adam Leksowski & Arkadiusz Młynarczyk

Karkonosze skiturowo i z buta, 13.01.2013

Niby zwykły niedzielny spacer. Jednodniowy wypad w Karkonosze. Z Wrocławia do Karpacza jakieś dwie godzinki drogi.

Niby zwykły spacer, ale ile razy widziałeś bezwietrzną i słoneczną pogodę, w styczniu w tych górach?

1

Ekipa w składzie Kasia Filipek, Kasia Wajda, Magda Sikora, Grzesiek Szmidt i Ja, ruszyła z Karpacza, czarnym szlakiem obok Białego Jaru, na Kopę. Na parkingu niespodziewanie spotkaliśmy inną ekipę znajomych, z Fredim na czele. Mają podobny plan na ten dzień, co jak się później okazało, zawiodło nas w to samo miejsce lecz różnymi trasami.

2

Jakie towarzyszyło mi uniesienie duchowe, gdy mijając Biały Jar, gdzie w prawo odchodzi żółty szlak zamknięty zimną, rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem przepiękną śnieżną krainę skąpaną w słońcu. Dziwaczne i ekwilibrystyczne figury w jakie za pomocą śniegu, natura przekształciła drzewa, sprawiały wrażenie iście bajkowych.

3

Mocno już udeptany szlak, prowadzący ze stacji kolejki na Kopie, w stronę domu Śląskiego, a dalej na Śnieżkę, przywitał nas bardzo ciepłymi promieniami słońca, a do tego zero wiatru. Czapki z głów. Grzesiek wspomina, że trafiliśmy na jeden z 90 bezwietrznych dni jakie się zdarzają w ciągu roku w tym rejonie.

4

W domu Śląskim obiadek i ruszamy dalej. Na Śnieżkę? Nie, po co. Tam już sporo ludzi wchodzi, więc po co robić większy tłum. Idziemy w stronę czeskiego hotelu „Lucny Bouda”.

5

Zachodzić czy nie… jednak wchodzimy na herbatkę. Tam również postanowili się posilić nasi znajomi. Miła pogawędka w ciepłym miejscu i trzeba wyjść na zewnątrz. Tym razem pogoda lekko się pogarsza. Groźne chmury wiszą nad Czechami. Mamy nadzieję, że nas nie dogonią.

6

I tak po chwili wspólnego dreptania doszła do mnie prawda objawiona, czym różni się chodzenie na skiturach od pieszego wędrowania. Otóż o ile pod górę nie ma wielkiej różnicy, o tyle w dół to już inna sprawa. Kiedy my, piesi, mamy około 1,5h marszu, to ludki na nartach suną spokojnie, by po kilkunastu minutach znaleźć się na dole. No ale cóż. Pozostaje się nauczyć używać ski turów ?

Droga powrotna wiodła nas na północ, przez zamarznięte torfowiska, obok Strzechy akademickiej i żółtym szlakiem na parking do samochodu. Grzesiek i Kasia na nartach pojechali „Złotówką”.

Bardzo zadowoleni ze spaceru, zachwyceni pogodą jaką nas uraczyły górki, możemy wracać do domu. Oby więcej takich wypadów.

Tekst: Tomasz Utkowski

Zdjęcia: uczestnicy wyjazdu

 

Picos 2012 – sprawozdanie dla PZA

Za nami kolejna, polsko-hiszpańska, przynajmniej z nazwy, wyprawa Speleoclubu Wrocław i S.E.S. C.E.V. z Walencji. Trzeba przyznać, że współpraca układa się z roku na rok coraz lepiej. Każda ze stron ma swoje określone zadania i udział w wyprawie. W tym roku po stronie polskiej były moce przerobowe, czyli ludzie i sprzęt, a po stronie hiszpańskiej…teren działania. Tak zorganizowana współpraca, ze względi na praktycznie zerowe możliwości konfliktu, może przetrwać lata. Mamy nadzieję, że tak będzie…

Przeczytaj całą relację autorstwa Marka Jędrzejczaka.