Sukces wyprawy Picos de Europa 2017

Z przyjemnością informujemy, że podczas 26. wyprawy eksploracyjnej udało nam się znaleźć połączenie pomiędzy odkrytą w 2007 roku jaskinią Pozu de la Toree Santa Maria a znanym wcześniej systemem Cemba Vieya. Łącznie osiągnęliśmy 957 m deniwelacji, dzięki czemu jest to obecnie największy system jaskiniowy w tym rejonie.

Wyprawa trwała 4 tygodnie, wzięły w niej udział 24 osoby:

– członkowie Speleoclubu Wrocław: Ida Chojnacka, Zbigniew Grzela, Marek Jędrzejczak (kierownik wyprawy), Marcin Krajewski, Tomasz Królak, Anna Kuriata, Mateusz Malinowski, Paweł Michalski, Arkadiusz Młynarczyk, Aleksandra Robak, Mariusz Robak, Jacek Styś, Łukasz Tatoń, Tomasz Utkowski, Maciej Wajda oraz Małgorzata Wojtaczka (tegoroczna samotna zdobywczyni bieguna południowego)

– członkowie innych klubów z całej Polski: Arkadiusz Brzoza (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), Damian Daniłowski (Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego), Filip Jankowiak (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), Anna Kalińska (Speleoklub Warszawski), Hubert Kolasiński (Speleoklub Warszawski), Mariusz Mejza (Speleoklub Warszawski), Joanna Zdżalik (Akademicki Klub Grotołazów AGH Kraków), a także Nikki Green ze Stanów Zjednoczonych

Sponsorami tegorocznej wyprawy byli Energizer Polska, Skalnik.pl, Armytek oraz Profitech, a patronami medialnymi miesięcznik Poznaj Świat oraz Jaskinie.

Obóz wspinaczkowy vol. 3 – kurs 2017

Obóz wspinaczkowy już na 3 dni przed rozpoczęciem budził wiele emocji, gdyż połowa składu została osłabiona awariami samochodów.  Ja utknęłam we Francji, a Emil w domowym warsztacie.  Na szczęście Sylwia poruszyła niebo i ziemię, by swoje auto przystosować do wyprawy i we wtorek 22 sierpnia w nieco osłabionym składzie (Gosia, Sylwia i ja) dotarłyśmy na Parking pod Górą Birów. Zajęcia zaczęły się od prezentacji asortymentu asekuracyjnego oraz weryfikacji naszego poziomu. Szczęśliwie okazało się, że nadajemy się na nieco ambitniejsze trasy niż ta na załączonym obrazku 🙂

Pierwsze dwa dni minęły nam na wspinaniu się z użyciem asekuracji opartej na ringach, na nauce poruszania sie po linie z wykorzystaniem prusików oraz na nauce zjazdu w wysokim przyrządzie. W tym czasie poznałyśmy również metody budowania stanowisk w ringach.

W czwartek dołączyła do nas Dorota i zostałyśmy zapoznane ze sprzętem do asekuracji własnej. Zaczęło się niewinnie, gdyż stojąc bezpiecznie na ziemi testowałyśmy chwytność dostępnych na tej wysokości szparek, w których osadzałyśmy roksy, heksy i tricamy. Najtrudniej było nauczyć się ich nazw 😀 oraz osadzić je w odpowiednio wytrzymały sposób. Minęło dużo prób zanim osiągnęłyśmy akceptację osadzonych kości przez czujnego instruktora Emka. Najgorsze dopiero miało nastąpić, gdyż kolejne zadanie polegało na wykorzystaniu zdobytych umiejętności (w które Emek wierzył, my nie) w praktyce. Niczym wygnane na pewną śmierć pierwsze śmiałki ruszyły do góry. Emocje rosły tak szybko jak średnica oczu i to bez znaczenia, czy było sie prowadzącą czy asekurującą. Na szczęście panika okazała się zbędna, gdyż rozdygotane prowadzące bezpiecznie docierały do stanowisk, a potem asekurując z góry sprowadziły swoje partnerki, które podczas demontażu kości zrozumiały, skąd wzięła się potoczna nazwa klucza do kości – z upierdliwości ich wyciągania.

Piątek, sobota i niedziela zostały poświęcone dalszym ćwiczeniom wspinaczki tradowej z rozszerzeniem o wspinanie wyciągowe. Emek wyznaczał nam wzory na skale, a my próbowałyśmy je odtworzyć tworząc w odpowiednich miejscach stanowiska i wykorzystując nabyte dotychczas umiejętności związane z budową stanowisk (również z natury), pokonywaniem trawersów i zjazdami. W przerwach narzuconych przez deszcz chowaliśmy się w jamie i ćwiczyliśmy techniki autoratownictwa. Nauczyłyśmy się m.in. flaschenzuga szwajcarskiego (co dobrze brzmi i każdy chciałby to umieć) oraz przepinania liny przez węzeł. Teraz już wiemy, że gdyby partner Joe z filmu „Czekając na Joe” (z ang. Touching the Void) miał szkolenie u Emka, to nie musiałby odcinać liny na której zawisł ranny Joe. My miałyśmy szkolenie, więc jest szansa, że o nas podobny film nie powstanie. A na pewno postaramy się, by nie powstał.

Obóz minął nam bardzo szybko. Dobre humory nie opuszczały nas ani na chwilę. Dostałyśmy dużą dawkę wiedzy i dużo rad jak bezpiecznie poruszać się po skałach. Zostało nam dużo wspomnień, przemyśleń, zapału do nauki i podstawowa myśl przewodnia: Bezpieczeństwo przede wszystkim!


Serdeczne podziękowania należą się:

– Organizatorom kursu za zorganizowanie obozu wspinaczkowego

– Emkowi za podzielenie się z nami swoją wiedzą i umiejętnościami oraz za to, że cierpliwie i z zimną krwią znosił nasze (czasami kaskaderskie) wyczyny

–  Sylwii za ogarnięcie samochodu, którym mogliśmy przyjechać na Jurę oraz podróżować z pola namiotowego pod Górą Birów na Górę Birów

– Dorocie za to, że do nas dojechała i zatrzymała falę przestojów w treningach oraz za działalność sprzyjającą  integracji i okolico znawstwa, a przede wszystkim za pomysł pojechania na Największą w Europie pustynię 🙂

– Gosi zwanej Zosią i/lub Andżelą (a czasami również Andrzejem / Mietkiem) za to, że reagowała na wszystkie imiona oraz, że w mig łapała te wszystkie sprzętowe i linowe zagadki i cierpliwie (i w pełnej konspiracji przed Emkiem) korygowała błędy pozostałych

-Dorocie, Gosi, Sylwi i Emkowi za zorganizowanie mi przyjęcia urodzinowego oraz za super prezent z dedykacją

– Panu Właścicielowi pola namiotowego za dostosowanie pory uruchamiania ciepłej wody do naszego trybu życia na obozie oraz za opowieści o lokalnych wspinaczach i innych wyczynach lokalnych bohaterów

– Restauracji Stodoła za pyszne jedzonko i rozbudowane menu, dzięki czemu miałyśmy urozmaicona dietę, siłę na wspinanie oraz naładowany telefon

– Gminie Ogrodzieniec za zorganizowanie dnia Magii na Górze Birów, dzięki czemu miałyśmy szerokie grono gapiów i komentatorów

– Gapiom i komentatorom z Góry Birów za wszystkie komentarze i za zrobione nam zdjęcia bez pytania – mamy nadzieję, ze trafimy do Waszych albumów rodzinnych. Dzięki Wam czułyśmy się jak prawdziwe Jurajskie celebrytki  🙂

– Sklepowi na Podzamczu za zimną wódkę i pyszne ciastki

– Gminie Ogrodzieniec za huczne pożegnanie nas koncertem zespołów Lao Che oraz Happysad oraz za wspaniały pokaz sztucznych ogni. W piękny sposób pokazaliście nam, że będziecie tęsknić. My też będziemy :*


zasłyszane na obozie:

„Najlepsze urodziny na zamku na jakich byłam.”  Dorota T.

Halina chodź szybko zrobię Ci zdjęcie z profesjonalnym SPINACZEM.” Gap z Góry Birów

Pani tak szybko jedzie, że ja może stanę na dole i łapać będę.” Inny gap z Góry Birów podczas naszego zjazdu w wysokim przyrządzie.

A: trzymam za Ciebie kciuki; G: Ty mi linę trzymaj a nie kciuki!” Małgorzata N., Anna K- asekurujący.

„A: mogę iść!”, „G: nie. ja teraz idę.” Małgorzata N., Anna K. przygotowana do asekurowania

Uprząż wkłada się po to, żeby podkreślić pośladki i uwidocznić męskość.” Emmanuel S.

Obóz wspinaczkowy vol. 2 – kurs 2017

W dniach 05-10.08.2017 2017 w obszarze zamkniętym między Poraj – Dąbrowa Górnicza – Chechło – Kostkowice odbył się obóz wspinaczkowo – pływacki z elementami religioznawstwa oraz wątkiem kryminalnym.

Piątek 04.08.2017
Zaczęło się klasycznie, jak większość wyjazdów kursowych wydostaniem z Wrocławia na niezmienni remontowaną i zakorkowaną autostradą A-quatro, odstaniem ustawowych 3 godzin z okazji remontów lub wypadków i po jedynych sześciu godzinach podróży, późnym wieczorem dotarliśmy na znane obozowisko jaskiniowców przy ulicy Partyzantów na Podzamczu.

Sobota 05.08.2017
Następnego dnia, rano, w składzie: Marta, dalej zwana Małą; Artur, dalej zwany Obrzękiem; Krzysiek, dalej zwany Ojcem (jedyny w ekipie, oficjalnie, dorobił się dziecka) i Gerwazy, dalej zwany ja; podążyliśmy w stronę skały pod Grodem Birów by spotkać się z dowódcą kursu, Emkiem, dalej zwanym Emkiem. Najlepszy instruktor wspinaczki na Jurze, mistrz zen z Tybetu i oaza spokoju Emek, przywitał nas jak zwykle jakimś ciepłym słowem ͫ , po czym zaczęliśmy pobierać nauki. Dobraliśmy się w pary: Mała – Obrzęk, Ojciec – ja (tu spoczęła na mnie dodatkowa
odpowiedzialność, bo nie mogłem dopuścić do uszkodzenia żywiciela rodziny). Na pierwszy ogień ogarnialiśmy podstawowe komendy, „spotowanie”, asekurację od dołu, wspinaczkę „na wędkę”, wspinanie z dolną asekuracją, montowanie stanowisk z dwóch punktów, zjazdy w wysokim przyrządzie oraz prusikowanie (awaryjne podchodzenie i schodzenie po linie za pomocą dwóch repsznurów). Na wszelkie wątpliwości typu „czy to jest wyblinka” otrzymywaliśmy błogosławione i uspokajające, gromkie „JOOOOOOO” (kto był, ten wie o co chodzi). Wieczór, to czas
wolny i okazja do poznania plemienia dzikusów/dzikich, którzy za pomocą kładów polowali na zajączki.

Niedziela 06.08.2017
W kolejnym dniu przenieśliśmy się na Straszykową Górę (drugie co to wysokości wzniesienie Jury Krakowsko – Częstochowskiej), gdzie bardziej samodzielnie szlifowaliśmy zdobytą dzień wcześniej wiedzę i umiejętności. Każdy zespół przeszedł po 5 dróg. Tu również jak poprzedniego dnia jako przeloty wykorzystywaliśmy ringi i ekspresy. Ojciec ufny w postępy zespołu postanowił poszukać potwierdzenia naszych umiejętności u dowódcy Emka, no i znalazł w postaci słów: „Wspinaczy z Was nie będzie, ale szambonury kiepskiej klasy, może”. Z nowości poznaliśmy
zasady montowania stanowisk asekuracyjnych (zarówno z liny jak i taśmy), takich jak: angielskie, samonastawne, „pająka”, z kontrami lub bez. Wieczór obfitował w tak emocjonujące wydarzenia, jak nocna pielgrzymka i czuwanie przy figurze Matki Boskiej Podzamczańskiej od Wspinaczy, czy oblężenie i szturm murów zamku Ogrodzieniec, gdzie największym męstwem i furią wykazała się Mała. Z ciekawostek topograficznych w okolicy Straszykowej Góry, występuje kilka ciekawych jaskiń (w tym Jaskinia w Straszykowej Górze, długa na 150m, podobno jedna z najciekawszych jaskiń jurajskich), część z nich była wykorzystywana w czasie wojny jako schronienie dla ukrywających się żydów, a na samej górze istnieją jeszcze ślady po stanowiskach artylerii z czasów I Wojny światowej.

Poniedziałek 07.08.2017
Trzeci dzień zmagań, to powrót na Birów oraz kolejny poziom wtajemniczenia, czyli nauka osadzania kości, heksów, trikamów i „friendów” jako punkty własnej asekuracji, tego dnia utrwalaliśmy również wykorzystanie naturalnych punktów (ucha skalne) i taśm lub rep jako przeloty. Ważna umiejętność, to przewidzenie w którym kierunku punkt będzie obciążany i zaklinowanie metalu w ten sposób, aby ruchy liny nie osłabiły zatarcia metalowego bajeru. Pod koniec dnia każdy zespół miał po jednej poprowadzonej drodze na swoim koncie. Na nocleg pojechaliśmy nad bajoro w Kostkowicach, to właśnie miejsce polecam jako alternatywę do Podzamcza w gorące letnie noce, czysta woda, mało ludzi, jedyny problem to brak drewna na opał.

Wtorek 08.08.2017
Wspinanie na asekuracji własnej, nauka konstruowania układów wyciągowych partnera, budowanie flaszencugów i techniki przechodzenia przez węzeł. Noc spędzona nad jeziorem w Poraju.

Środa 09.08.2017
Dzień zaczęliśmy od wspinania na „Adepcie”, i po przejściu dwóch dróg na zespól, przenieśliśmy się w okolicę parku linowego, gdzie do dziennej puli dorzuciliśmy dwie trasy, z czego jedną z długim, acz niezbyt wymagającym trawersem. Ciężki dzień kursowy zakończyliśmy w małpim gaju, wśród rozwrzeszczanych 10-cio latków. Zmęczenie i spadek formy dały o sobie znać, co zaowocowało zgubieniem przeze mnie portfela na drodze w Ogrodzieńcu. W pogoni za zgubą mieliśmy okazję odwiedzić obozowisko pielgrzymów i zaznać chwili sławy, bo ogłoszenie o zgubionym portfelu pojawiło się na scenie tego chrześcijańskiego festynu. Wieczorem natomiast w Parku Wodnym Nemo mieliśmy okazję doskonalić następujące techniki pływania: klasyczną, na grzbiecie, kraulem, jacuzzi na brzuchu oraz plecach.

Czwartek 10.08.2017
Z samego rana czekała mnie wizyta na komisariacie w Ogrodzieńcu, gdzie ktoś odniósł odnaleziony portfel. Niestety, bez dokumentów. Ostatni dzień zmagań wspinaczkowych, to zdobycie 26-cio metrowgo Komina Kursantów w wycenie IV z widowiskową, zachodnią ekspozycją.

Podsumowując, było baaaardzo fajnie, zżyliśmy się ze sobą, a każdy z naszej czwórki złapał bakcyla wspinaczkowego. Trochę zmęczeni, bardziej smutni, że musimy wracać, chętnie przedłużylibyśmy turnus o kolejnych kilka dni, jednak obowiązki wzywały. Jakoś tak to było, bo nie bardzo pamiętam ͫ, wszystkie opisane wydarzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i nie należy doszukiwać się podobieństwa w rzeczywistych postaciach.

Picos 2017 – relacja sms

Picos de Europa - baner

Pamiętnik smsowy wyprawy Picos de Europa 2017

Chcesz wiedzieć co się dzieje w rejonie bazy na Los Barrastrosas? Zapraszamy do relacji na gorąco z wyprawy Picos de Europa 2017!

[SMS 20.08.2017, 10:08]

Jaskinia Pozu de la Torre Santa Maria (PE001) została właśnie przyłączona do Sistema Cemba Vieya (SCP111/CEM/CEV181/G-13). PE001 jest najwyższym otworem systemu. Nowa, nieoficjalna deniwelacja systemu (przed wyrównaniem ciągów) to 957 m. 
Na połączeniu byli Nikki z Łukaszem. Asia i Dejmon właśnie przyszli na bazę. Nikki i Łukasz będą wieczorem. 
Stahoo


[SMS 19.08.2017, 18:50]

Szykuje nam się weekend w Bordeaux :/ jedziemy na zapasówce do najbliższej cywilizacji.
Ania K.

[SMS 19.08.2017, 9:07]

O 8:00 mieliśmy łączność z biwakiem. Na powierzchni świt…
Tak, tutaj świta później niż w Polsce. Same zalety: dłużej można pospać i wieczory mamy dłuższe.
Stahoo


[SMS 18.08.2017, 23:56]

W drodze do domu odwiedziliśmy naszego hiszpańskiego przyjaciela Armanda.
Jest on dla wielu postacią mityczną, za sprawą chatki pasterskiej, w której śpimy podczas transportów. Zaprosił nas na kolację w Posadzie i ugościł noclegiem w swoim mieszkaniu. Zbieramy siły przed dalszą podróżą
Malina

[SMS 18.08.2017, 18.06]

Spora część wyprawowiczów opuściła już dziś bazę, ale to wcale nie oznacza końca eksploracji. Trwają przygotowania do kolejnego biwaku w PE001. Asia i Dejmon wyruszają dziś wieczorem, Niki i ja dołączamy do nich o świcie.
Łukasz


[mail 17.08.2017, 16:15]

Po 45 godz. pod ziemią cieszymy się widokiem słońca.
Odkryliśmy nowe ciągi. Jaskinia rozwija się w wielu kierunkach, sporo miejsc pominęliśmy, wybierając te, które najbardziej nas interesują.
Kierujemy się mniej więcej na płn. / płn.-wsch.
Maciek i Tomek wychodzą z biwaku za kilka godzin – gdy odeśpią ostatnią szychtę.
Pozdrawiamy
Mario i Łukasz

[SMS 17.08.2017, 10:24]

Słaba płeć? Bynajmniej!
Ida i Nikki w drodze na reporęcz CEV181.
Stahoo


[SMS 16.08.2017, 22:21]

Ekipa biwakowa jest na trzeciej szychcie, Mario i Łukasz za godzinę mają wychodzić. Ja, Asia i Nikki o 5:30 wróciliśmy z transportu sprzętu na biwak. Kontakt z biwakiem mamy za pośrednictwem Nikoli. Udało im się wyjechać kolejne 150 m sznura.
Malina
EDIT: Mario z Łukaszem rano wychodzą na powierzchnię.
Malina

[messenger 16.08.2017, 17:30]

Od wczoraj trwa biwak w PE001. Na biwaku dwa zespoły: Łukasz i Robaczek oraz Tomala i Maciek. Dziś z całą czwórką udało się nam (czyli Jack Styś, Zbigniew Grzela – Instruktor PZA i Anna Kuriata) skomunikować za pomocą Nikoli. Panowie założyli biwak na głębokości ok. 400 m. Zapewnili, że wszystko w porządku tylko istnieje podejrzenie, że zabraknie sprzętu, by eksplorować dalej. Trzymamy kciuki i czekamy do czwartku i piątku, kiedy wrócą do bazy.
[17:36]
Teraz rozpętała się tu niesamowita konferencja. Rozmawiamy z PE001 przez Nikolę i jednocześnie z bazą przez walkie talkie. Trwa narada instruktorów, jak rozwiązać problem braku kotew.
Ania K.


[SMS 15.08.2017, 21:20]

Ekipa lawetowa melduje się we Wrocławiu. Poza autem – cała i zdrowa.
Ola R.

[SMS 15.08.2017, 8:58]

Ekipa szczęśliwców po 36 godz. wyjechała z Francji!
Do domu coraz bliżej 🙂
Ola R.


[messenger 14.08.2017, 18:39]

Dzidowania na górnym przodku ciąg dalszy. Z Mariuszem (aka Mariem, Robaczkiem) i Klatą przerzuciliśmy sporo urobku, w tym kilka dużych want. Czym jest to dzidowanie możecie zobaczyć w namiastce na filmiku (który będzie, jak tylko zasięg pozwoli na przesłanie go – przyp. red.)
Malina

[SMS 14.08.2017, 17:19]

Pierwszy transport ostatniej ekipy melduje się na pustej bazie. Widać praca dziś wre.
Łukasz

[SMS 14.08.2017, 15:19]

Dzisiaj ze Zbychem i Nikki sprawdzamy kilka otworów zwanych KKS-ami. Pierwszy póki co puszcza, bo Zbychu i Nikki nadal są w środku. Drugi, który przypadł mi w udziale, skończył się po ok. 20 m. Ale osadziłam pierwszego w życiu spita w jaskini i ładnie mi wyszło, więc jakieś plusy są 😉
Ida Ch.

[SMS 14.08.2017, 13:30]

Tak samo jak 3 lata temu Qń daje mi możliwość podszlifowania języka francuskiego. Zepsuty samochód i rozmowy z mechanikami to jest to, co lubię najbardziej!
Czeka nas nocka w hotelu i przejażdżka lawetą do Polski.
Ola R.


[SMS 13.08.2017, 19:27]

Ekipa w składzie: Qń, Ola, Mariusz M., Hubert i Jaser rusza w stronę Polski.
Żegnamy się z górami i już snujemy plany o przyszłorocznej wyprawie.
Ola R.


[SMS 12.08.2017, 19:54]

Dzisiaj z Qniem i Mariuszem (aka Robaczkiem, Mariem) byliśmy na dzidowaniu.
Czołówki od Armytek Polska sprawdzają się świetnie.
Malina

[SMS 12.08.2017, 14:02]

Nad ranem Tomek i Maciek wrócili ze „środkowego przodka” w PE001. Zużyli całą linę i pojechali do przodu ok. 100 m.
Dzisiaj Mario (aka Robaczek), Malina i Qń działają w górnych partiach, a Ida i Tofik kartują.
Zbyszek, Nikki, Ania i Mariusz M. działają w A17 i lodowym B.
Stahoo, Szuflada i Jaser za cel obrali MS100.
Ola R.

[SMS 12.08.2017, 12:08]

Startujemy w składzie: Gocha W., Łukasz T. i Jacek S.
Jacek S.


[mail, 11.08.2017, 22:32]

 

Dzisiaj z Maliną byliśmy w CEV181, gdzie próbowaliśmy przekopać się przez śnieg do dolnych partii, aby odzyskać sprzęt.
Jaser

[SMS 11.08.2017, 11:32]

Środkowy przodek nadal „puszcza”. Wczoraj udało się też skartować wszystko, co do tej pory eksplorowaliśmy. Tofik właśnie pije kawkę-sprężawkę i będzie obrabiał dane. Ciekawe gdzie zawędrowaliśmy…
Ida Ch.


[SMS 10.08.2017, 12:53]

Picos - suszenie

Zeszyt wyjść zapełniony po brzegi. Qń i Robaczek poszli eksplorować na środkowy przodek w PE001. Wraz z nimi Ida i Tofik, którzy mają za zadanie skartować odkryte korytarze, studnie i meandry.
Malina i Jaser dzidują w górnych partiach tej samej jaskini.
Szuflada, Ania i Hubert działają w CEV194.
Stahoo, Mariusz i Weronika poszli w stronę MS103.
Maciek i Tomala schodzą na -600 m w CEV181, aby odzyskać trochę lin i sprzętu.
Pogoda wreszcie dopisuje, więc moim zadaniem jest wysuszenie wszystkim ciuchów, butów i innych mokrych rzeczy. Jest szansa, że się uda.
Ola R.


[SMS 9.08.2017, 13:25]

Na razie pogoda stabilna, czyli deszcz, śnieg i 4 st. C
Większość akcji przełożona na jutro.
Maciek W.

[SMS 9.08.2017, 12:20]

Wczoraj wieczorem mieliśmy pierwszą odprawę z kierownikiem. Plany na dzisiaj były bardzo ambitne, jednak wszystko zweryfikowała pogoda. Dzisiaj niestety kolejny dzień bazowy z deszczem, śniegiem i gradem.
Ola R.


[SMS 8.08.2017, 12:26]

Wczoraj razem z Robaczkiem przeporęczowaliśmy meander na dojściu do Studni z gilotyną w PE001 i zanieśliśmy kolejne metry lin i kilogramy żelastwa na przodek.
(Uwaga! trochę prywaty – przyp. red.)
Korzystając z okazji chciałbym wszystkim klubowiczom, rodzinie i przyjaciołom podziękować za życzenia urodzinowe i miłą niespodziankę na bazie w postaci tortu, kartki i prezentu, po który będę musiał zejść do auta
(Koniec prywaty – przyp. red.)
Od wczoraj pada deszcz i grad, mamy więc przymusowy dzień odpoczynku – spędzamy go w bazówce.
Malina


[SMS 6.08.2017, 22:09]

Team Malinowski & Robak odmeldowuje się po kolejnej szychcie z górnego przodka.
Obaj sprawnie pokonaliśmy uciążliwe ciasnoty, czego rezultatem są kolejne kilogramy wyciągniętych kamieni.
Dzida i akcesoria bez szwanku.
Wielkość urobku poważniejsza: od zielonego groszku po 70-litrowy plecak (na szczęście tylko jeden!).
Mariusz R.

[SMS 6.08.2017, 15:47]

baza Picos

Dzisiaj wszystkich wywiało z bazy. Qń i Ida pojechali na zakupy do Cangas. Mariusz M. z Hubertem walczą w CEV194. Robaczek i Malina dziduja w górnych partiach PE001, a Zbyszek, Jaser i Ania działają na powierzchni w poszukiwaniu wody i nowych otworów.
Ola R.

[SMS 6.08.2017, 9:03]

Auto w składzie: Stahoo, Szuflada, Tomala, Tofik i Maciek już w Hiszpanii. Viva España!
Maciek W.


[SMS 5.08.2017, 17:00]

Czekając na powrót Mariuszów z PE001, wraz z Maliną i Zbyszkiem, spaliśmy dzisiaj w bazówce.
Około 6 rano rozległo się głos Robaczka w walkie-talkie. Godzinę później byli na bazie. Udało im się zaporęczować dwie nowe studnie i zakończyć eksplorację na dużej sali. Po szybkim przekazaniu informacji kolejnej ekipie, zmierzyli w stronę śpiworów.
Ida, Qń i Zbyszek około 9.00 wyruszyli kontynuować działania w tej jaskini.
Reszta ekipy odpoczywa i oddaje się bazowym przyjemnościom.
Hubert z Maliną, mimo niesprzyjającej pogody, organizują wodę z G8.
Ola R.


[SMS 4.08.2017, 11:13]

Wczorajszy dzień był pracowity również dla mnie, Zbyszka i Ani. Bardzo szczegółowo zbadaliśmy CEV196. Dzięki większym wytopom śniegu udało się dotrzeć do jego podstawy. Niestety jaskinia jest zawalona kamieniami – przejścia brak.
Zbadaliśmy również strefę powyżej otworóc CEV194/CEV196. Odnaleśniśmy dawne otwory KKS (bez grama śniegu) oraz nowy, jeszcze wyżej położony, o roboczej nazwie PE002.
Sprawdziliśmy też otwór znaleziony w zeszłym roku. PL-ES znajduje się bardzo wysoko, na wys. ok. 2100 m n.p.m. Niestety szybko okazało się, że jaskinia kończy się zawaliskiem.
Nowe odkrycia i dobre wieści od pozostałych wyprawowiczów sprawieją, że pracy jest bardzo dużo. Dobrze, że niebawem dotrą do nas kolejni uczestnicy wyprawy.
Mariusz R.

[SMS 4.08.2017, 10:44]

Wczoraj z Qniem działaliśmy na przodku. Udało się obić trawers nad Studnią z Gilotyną i dostaliśmy się do okienka. Niestety meander za okienkiem jest zasypany i nie da się nim przejść dalej. Ale nie tracimy nadziei, że uda się znaleźć jego kontynuację gdzieś niżej 🙂
Ida Ch.


[SMS 3.08.2017, 21:50]

Dzień był słoneczny, nogi i ręce czerwone. Jaskinia CEV196 niestety zaklipiona, nowa PIEa także. Został za to znaleziony nowy otwór.
W CEV194 liny pod lodem, ale jaskinia puszcza drugą stroną studni. Na nowym oporęczowaniu osiągnięto już sto kilkadziesiąt metrów. Studnia nadal w śniegu
Zbyszek G.

[SMS 3.08.2017, 13:40]

Dzisiaj z samego rana Ida i Qń ruszyli do PE001 kontynuować działania na -350.
Zbyszek, Ania, Mariusz, Mariusz i Malina poszli w stronę CEV194 i CEV196.
Jaser leczy oparzenia po wczorajszym transporcie i pomaga mi na bazie.
Słońce daje nam popalić
Ola R

[SMS 3.08.2017, 13:00]

Wczoraj byliśmy na „górnym przodku” w PE001.
Odgruzowany komin z zeszłego roku na nowo się zasypał. Z jednej strony praca od nowa, ale z drugiej jest to stosunkowo łatwo dostępny urobek.
Dzida wraz z asortymentem spisuje się rewelacyjnie.
Gradacja urobku: od zielonego groszku po solidne arbuzy
Mariusz R.


[SMS 2.08.2017, 21:40]

Wróciliśmy z PE001 po zaporęczowaniu zlotówki, obiciu na nowo (z dodaniem punktów) Studni Gwiezdnego Pyłu i transporcie sprzętu na przodek.
Ekipa Zbyszka zaporęczowała CEV194 i CEV196.
Mariuszy dwóch dalej dziduje.
Pogoda nam w końcu dopisuje, widoki cieszą oko, a ja rozumiem już po co wracamy w to miejsce co roku.
Malina

[SMS 2.08.2017, 11:52]

Pierwsze akcje jaskiniowe wyruszyły. Dwie ekipy zmierzają do PE001. Mario & Mariusz idą na górny przodek. Qń, Ida i Malina będą działać na przodku na – 350. Zbyszek, Ania i Hubert sprawdzają SCP194 i SCP196. Jaser poszedł po kolejny transport, a ja dalej ogarniam bazę. Pogoda dzisiaj przepiękna.
Ola R.


[SMS 1.08.2017, 17:44]

Dzisiaj organizacji bazy ciąg dalszy. Bazówka, magazyn i agregat skończone. Mariusz M. i Hubert budują wodociąg w G8. Qń z Idą poszli po wodę w okolice PE001.
Pogoda nas nie rozpieszcza.
Ola R.

[SMS 31.07.2017, 19:50]

Wszystkim udało się dotrzeć na bazę. Część osób schodzi do chatki, żeby jutro zrobić kolejny, trzeci transport. Pozostali organizują bazę i wodę. Na bazie zupełna susza.
Ola R.

[SMS 31.07.2017, 15:36]

Qń i ja meldujemy się z drugim transportem na bazie. Reszta daleko z tyłu. Mamy tylko nadzieję, że wszyscy opuścili już chatkę… Na górze pogoda dużo ładniejsza, bo nawet wychodzi słoneczko, a na dole mgła i bździawa. Niestety nawet w Murowanej Piwnicy nie ma śniegu, więc będzie duży problem z wodą. O kąpielach to możemy w ogóle zapomnieć :/
Ida Ch.


[SMS 30.07.2017, 11:34]

Pierwszy shopping za nami. Zapasy zrobione. Ruszamy w stronę chatki.
Ola R.


[SMS 29.07.2017, 15:49]

Celorio
U Armanda
Zbyszek G.

[SMS 29.07.2017, 11:47]

Tu auto nr 2
Aktualnie, zamiast łapać podróżniczą przygodę, złapała nas przyziemna, zakorkowana rzeczywistość Bordeaux :/
Ale nie poddajemy się, czytamy komisyjnie o przygodach innych zapaleńców opisanych w Poznaj Świat miesięcznik i łapiemy inspirację.
Ania K.

[SMS 29.07.2017, 10:54]

¡¡¡Viva España!!!
Zbyszek G.

[SMS 29.07.2017, 10:35]

Przed nami zza chmur majaczą lekko szarawe Pireneje.
Zbyszek G.


[SMS 28.07.2017, 23:15]

Pierwszy wóz we Francji już.
Zbyszek G.

[SMS 28.07.2017, 15:46]

Druga ekipa w drodze: Robaczki, Malina, Ania i Jaser.
Obwodnica Wrocławia sprawia wrażenie, jakby wszyscy jechali w tym samym kierunku, co my.
Ola R.

[SMS 28.07.2017, 15:20]

Pierwsza ekipa w drodze: Ida, Qń, Hubert, Mejza i Zbyszek. Rogatki Wrocławia.
Zbyszek G.

Speleoclub na TROPICIELU

Po raz pierwszy Speleoclub Wrocław wziął czynny udział w organizacji Tropiciela. Osobom, którym nazwa ta jest obca objaśniamy, iż jest to nocny przygodowy rajd na orientację. 23. edycja imprezy odbyła się w weekend 22-23.07 w Krośnicach. Podczas rajdu zawodnicy przez całą noc chodzili, biegali i jeździli na rowerze w poszukiwaniu punktów z przygotowanymi dla nich zadaniami.  Dopiero po ich wykonaniu mogli ruszyć dalej. Naszym zadaniem było stworzenie takiego właśnie punktu. Na miejsce dotarliśmy w sobotę o 11 rano i zdawałoby się, że do zmroku mieliśmy jeszcze dużo czasu, ale z racji tego, że nasz punkt znajdował się w lesie, mnogość drzew dawała nam duże pole do popisu. Wszyscy pracowali w pocie czoła, żeby atrakcje jakie przygotowaliśmy dawały lekki zastrzyk adrenaliny, ale przede wszystkim były bezpieczne. Panowie nawet zgłębiali tajniki sztuki arborystycznej, a jak wiadomo nie jest to naturalne środowisko grotołaza. Ostatecznie po wielu godzinach przygotowań na naszym punkcie powstały następujące zadania:

  • Budowanie wieży ze skrzynek. Oczywiście wieżę zawodnik budował pod sobą przy asekuracji liną.
  • Most linowy, ale nie taki zwykły 😉 Mianowicie jedna osoba z drużyny była podczepiana w uprzęży do liny, a reszta miała za zadanie siłą własnych stalowych mięśni przeciągnąć delikwenta do przeciwległego drzewa, przy którym ukryty był dziurkacz. Po jego znalezieniu zawodnik na linie mógł odbić kartę rajdu zaliczając jednocześnie zadanie.
  • Detektory lawinowe. W głębi lasu skrzętnie ukryliśmy jeden z detektorów wraz ze wspomnianym w poprzednim punkcie dziurkaczem, natomiast zadaniem grupy było przy pomocy takich samych urządzeń na podstawie zależności pomiędzy odczytami odległości na wszystkich urządzeniach znaleźć zgubę.
  • Mieliśmy także zadanie dodatkowe jakim był ciasny tunel nieco przypominający jaskiniowe zaciski.

O tym, jakie zadanie przyjdzie zawodnikom wykonywać, decydowało losowanie – po przybyciu na miejsce zawodnicy wybierali jeden z przyrządów: shunta, poignee lub rolkę, które były przypisane do konkretnych zadań, ale zdarzały się drużyny, które postanowiły wykonać więcej niż jedno zadanie, co bardzo nas cieszyło.

Przez całą noc pojawiały się u nas zmęczone, zmoknięte (rajd urozmaiciła nieco kapryśna pogoda) oraz ubłocone drużyny, ale jedna rzecz się nie zmieniała niezależnie od pory – wszyscy byli uśmiechnięci i gotowi na niespodzianki jakie dla nich przygotowaliśmy.

Rajd zakończył się w niedzielę po południu ciepłą grochówką i rozlosowaniem nagród. Wszystkim zawodnikom gratulujemy niezłomności i zapraszamy do udziału w Tropicielu 24 (już w październiku!) – będziemy mieli dla Was jeszcze więcej ciekawych zadań i atrakcji! Do zobaczenia!

Galerię zdjęć m.in. z naszego punktu możecie obejrzeć na Facebooku Tropiciela