Szkolenie raki i czekan, 21-23.01.2011

Szkolenie z posługiwania się czekanem oraz rakami w warunkach zimowych, chyba już na stałe wpisuje się do kalendarza wyjazdów zimowych naszego klubu.

01 03

Tym razem szkolenie odbyło się na Śnieżniku Kłodzkim w terminie 29-30 stycznia 2011 roku. Fredi z Joła długo trzymali kursantów w niepewności, gdzie i czy w ogóle szkolenie się odbędzie. Panująca wokół odwilż nie wróżyła nic dobrego. Jednak po konsultacjach ze schroniskowym na Hali pod Śnieżnikiem udało się w końcu znaleźć śnieg i zaklepać noclegi.

04 05

Szkolenie zaczęliśmy w sobotę pogadanką na temat zakładania stanowisk w śniegu – począwszy od stanowisk zbudowanych z nas samych, poprzez takie z użyciem czekanów, kijków trekingowych, plecaka i na stanowiskach z nart skończywszy.

06

Później nastąpił przegląd sprzętu zimowego uczestników szkolenia – na stół poszły różnej maści raki i czekany. Można było poczuć się jak na jakimś pchlim targu, gdzie na stole piętrzyła się górka raków oraz czekanów.

07

08

Joła omówił krótko charakterystykę sprzętu zimowego, następnie zakładanie raków oraz dopasowywanie ich do buta. Po tym, jak wszyscy zostali obuci w raki, nastąpiło szkolenie umiejętności chodzenia w rakach – zarówno w dół, jak i w górę stoku oraz na trawersie.

09 10

Tego dnia zajęcia zostały zwieńczone demonstracją, jak tragicznie może skończyć się niewiedza i nieumiejętne posługiwanie się sprzętem. Trzy dziewczyny zostały związane liną i w czasie podchodzenia zespołu Joła zasymulował gwałtowny upadek ostatniej z nich. Dwie pierwsze osoby powinny wyhamować lot koleżanki, jednak szarpnięcie było tak niespodziewane i silne, że obydwie również poleciały w dół. Nie pomogło posiadanie czekana – jeden został od razu zgubiony, drugi pozostał z partnerką ściskany kurczowo przy piersiach… Morał był prosty : nie wystarczy się uzbroić w sprzęt, trzeba przede wszystkim wiedzieć, jak go skutecznie używać.

11 12

Wieczorem odbyła się pogadanka na temat zagrożeń czyhających na nas w górach zimą, a potem nastąpiła wreszcie długo wyczekiwana integracja…

13

14

Po dość ciężkiej nocy z wieczorem kawalerskim w tle, rano ruszyliśmy na ślizgawkę na szczycie Śnieżnika. Tu przez dobre 3-4 godziny ćwiczyliśmy wszystkie możliwe warianty hamowania upadku czekanem, więc było i na plecach, i na brzuchu, i głową w dół, i do góry. Co chwilę ktoś ślizgiem leciał z czekanem na dół, by po chwili wyhamować swoją jazdę.

15

Wszystkie ćwiczenia odbywały się pod czujnym okiem naszych ekspertów klubowych czyli Roberta „Joły” Chojnackiego oraz Jacka „Frediego” Wieprowa, przy idealnych wręcz warunkach pogodowych.

w szkoleniu udział wzięli:

  • kurs 2010/2011: Magda Sikora, Dorota Kopeć, Kasia Szymczak, Adam Pyka, Marcin Tomaszewski, Maciek Wasilewski, Piotr Młotek, Arek „Tofik 01” Młynarczyk
  • kurs 2008/2010: Tomek „Jasiu” Jasiński, Tomek Utkowski, Robert „Kalosz” Zaremba, Maciek Wajda
  • klubowicze: Aga Majewska, Marta Maślanka, Kasia Filipek, Adam Leksowski
  • przyjaciele klubu: Ola Wywrocka, Maciek Wywrocki, Piotrek, Marta

Tekst: Adam Leksowski

Zdjęcia: uczestnicy

Obóz Tatry 20-26.06.2010

DZIEŃ PIERWSZY

Po kilku drobnych? zmianach dotyczących listy kursantów, terminu, miejsca noclegu i godziny wyjazdu-wyruszyliśmy niedzielnym popołudniem w trzyosobowym składzie w Tatry. Dojechaliśmy. Najważniejsze?. Oczywiście pada. Ulokowaliśmy się w bazie. Sprawdzamy sprzęt, przygotowujemy liny na jutrzejsze wyjście do pierwszych jaskiń.

01 02
03

DIEŃ DRUGI

W planie JASKINIA ŚPIĄCYCH RYCERZY i JASKINIA ŚPIĄCYCH RYCERZY WYŻNIA.

04 05

Choć nadal pada- budzimy się w świetnych nastrojach i wyruszamy. Jednostajny deszczyk nie przeszkadza nam w upartym przyswajaniu topografii Tatr. W zasadzie tylko ostatnie metry podejścia (w rzeczywistości ponad godzina? ) są najbardziej strome, kamieniste i mokre-momentami nawet kijki nie pomagają co niektórym-zwłaszcza podczas schodzenia?

07 23

Dwie niewielkie jaskinie przechodzimy sprawnie i bez większych zmagań (oprócz chwilowego zagubienia klucza do wkręcania plakietek). Schodzimy szczęśliwi do bazy, gdzie Wojtuś (gospodarz) zdążył napalić w kominku przewidując, że mamy „kilka” rzeczy ? do wysuszenia.

08 09
10 11

DZIEŃ TRZECI

Oczywiście pada. Tylko, że nieco mocniej. W planie JASKINIA CZARNA (doszliśmy pod Komin Węgierski). Oprócz pierwszej przepinki (zainstalowanej chyba przez Guliwera ?) jakoś poszło. Oczarowani jaskinią po czterech godzinach (obiecując sobie, że wrócimy tutaj kiedyś i przejdziemy całą)- wychodzimy na powierzchnię. Kiedy wróciliśmy do bazy, Wojtuś wyglądał na bardziej „zmęczonego”? od nas (najprawdopodobniej po dosyć intensywnym załatwianiu interesów z góralami),więc nie zdążył napalić w kominku. Ten wieczór upłynął nam na planowaniu kolejnego wyjścia, szykowaniu sprzętu i sprawdzaniu wszystkich możliwych połączeń pociągowo-autobusowo- busowych do Zakopanego-żeby ułatwić i nieco przyspieszyć przyjazd czwartego kursanta – Piotrka.

12 13
14 15

DZIEŃ CZWARTY

Dojechał do nas Piotrek. Ze względu na fakt, ze jechał bardzo długo (choć to nie pierwszyzna dla niego?) i miał za sobą nieprzespaną noc, Konar zaplanował nieco krótsze przejście. Wyruszyliśmy do JASKINI KASPROWEJ ŚREDNIEJ. Przy wspaniałej pogodzie (świeciło słońce!) , zachwyceni pięknymi widokami i ćwicząc dzielnie topografię szybko i sprawnie pokonaliśmy wytyczony sobie cel.

18 22
19 21

DZIEŃ PIĄTY

Trzeciego dnia chwilowo przewodnikiem stada (zastępując Konara) został Wojtek Styrczula (ze Speleoklubu Tatrzańskiego). Początkowo miło i słonecznie, ale już po kilku godzinach marszu w deszczu i mgle dotarliśmy do otworu JASKINI POD WANTĄ. Było warto…jaskinia piękna.

24 25

Tego dnia wróciliśmy dosyć późno do bazy i Wojtuś (gospodarz ) znowu wyglądał na bardziej zmęczonego od nas, czego dowodem był wygaszony kominek i brak drzewa. Nie przeszkadzało nam to, dopóki nie okazało się, że Wojtuś z powodu zbyt małej ilości drewna spalił Krystianowi wkładki do butów.

26 27

DZIEŃ PIĄTY

Z grupą z ŚSK wyruszyliśmy (oczywiście w pięknym deszczu) do JASKINI MARMUROWEJ. Ponieważ okazało się, że w środku padało mocniej, niż na zewnątrz a „nasz” Piotrek zbytnio wychłodził organizm wyszliśmy z jaskini nieco szybciej niż pierwotnie planowaliśmy.

28

Instruktorzy obu ekip w akcie empatii (a raczej desperacji chcąc przyspieszyć całą akcję), postanowili wziąć sprawy (a raczej liny) w swoje ręce….(jak na załączonym obrazku.:)

29 30

Przebrani, w suchych ubraniach, obkupieni w oscypki wracamy do Wrocławia.

TAK CZY INACZEJ…POLECAM

Instruktor: Michał Konarski (KONAR)
Kursanci: Magdalena Nakonieczna, Krystian Bogdanik, Justyna Wołowiec, Piotr Młotek.

Zdjęcia: Magda, Justyna, Krystian
Tekst: Magda Nakonieczna

Jura 28-30.05.2010 – Kurs 2010

Kolejny udany wyjazd szkoleniowy kandydatów na grotołazów z Wrocławia. Tym razem niestety Konar nie mógł prowadzić zajęć, gdyż powódź nie pozwoliła na to, ale w zastępstwie „naszego” instruktora wystąpił Marcin „Szuflada” Krajewski z Krakowa.

W dniach 28-30.05 gościliśmy w rejonach Jury Krakowsko – Częstochowskiej, w których chyba jeszcze nikt z nas nie miał okazji się znaleźć, a mianowicie w pierwszym dniu była to Dolina Będkowska, a w drugim dniu przenieśliśmy się do Doliny Racławki.

Część osób niechcąc wstawać skoro świt w sobotę i ruszać w trzygodzinną podróż, zdecydowała się jechać już w piątek. Podróż była, hmm…… mało przyjemna. Ogólnie panowała ogromna duchota, i każdy tylko marzył aby w końcu dojechać i napić się zimnego piwka. Około godziny 22.30 większości udało się zrealizować marzenia – Marcin pojechał jeszcze po Kasię do Krakowa.

Następnego dnia około godziny 9 przybyła reszta ekipy pod dowództwem niezmiernie cierpliwego i wyrozumiałego kierownika kursu Adama Leksowskiego .

Gdy wszyscy już się „pozbierali”, Szuflada małym monologiem o topografii oraz znaczeniu Doliny Będkowskiej i „Brandysówki” w historii polskiego taternictwa rozpoczął szkolenie.

Po paru minutach dotarliśmy pod bardzo ładną skałę zwaną „Dupą słonia”. Na skale tej spędziliśmy resztę dnia wykonując różne ćwiczenia m.in. podchodzenie, zjazdy, poręczowanie, deporęczowanie. Niestety po tylu dniach niepogody nad małopolską w momencie jak tylko pojawiło się słońce, pod skałą wraz z nami zagościli roznegliżowani do połowy (po co?) wspinacze.

Gdy wszyscy już wypompowali z siebie co tylko mogli albo chcieli udaliśmy się do klimatycznej Brandysówki. Na miejscu okazało się, że Gospodyni tej hacjendy serwuje wyśmienite posiłki. Zainteresowanie kuchnią rosło wykładniczo w czasie. 🙂

Po uzupełnieniu wszystkich węglowodanów przystąpiliśmy do głównej części wieczoru. No właśnie!!! Kasia obchodziła kolejne osiemnaste urodziny, był tort pomysłu Asi i Krystiana i nawet mocniejsze trunki, graliśmy w kości i ogólnie impreza była wesoła i trwała dłuuuugo. :).

Gdzieś pomiędzy zakończeniem imprezy a poranną pobudką pod Brandysówkę dotarła z krakowskiego wesela Agnieszka. Co prawda podróż na nogach z dworca pod „schronisko” upływała jej w stresie, gdyż z braku zasięgu nie mogła się dowiedzieć czy nadal jesteśmy w tej malowniczej dolince, lecz gdy tylko dotarła i oczom jej ukazał się duży zielonkawy samochód z rejestracją ONY rozłożyła karimatke na tarasie i spokojnie zasnęła.

W niedziele udaliśmy się do Doliny Racławki, w której to mieści się Jaskinia Racławicka lub znana pod inną nazwą Jaskinia Grzmiączka. Gdy dotarliśmy pod otwór podzielono nas na dwie grupy i dostaliśmy zadania.

Jaskinia z początku niepozorna ze względu na pochylnie na dnie pierwszej studni zjazdowej lecz dalej dostajemy się nad kilkunastometrową przewieszoną studnie ze świetnymi naciekami. Gdy ją pokonamy i przejdziemy kawałek niskim korytarzem mamy możliwość również poćwiczyć wspinaczkę. Umożliwia ona dostanie się do „Czeskiego korytarza”. Niestety po wyjściu z jaskini niemiło przywitały nas grzmoty a po chwili ulewa w trakcie której przyszło nam się pakować.

Gdy ruszyliśmy już w drogę powrotną zajechaliśmy do restauracji o nazwie „BIDA”. Jak się okazało wcale taka „bida” to tam nie panowała. Chyba wszyscy się zgodzą, że można ten lokal polecić. Obsługa szybka, lokal duży, no i porcje naprawdę ogromne. Napiszę tylko, że nawet Adam i Marcin zaspokoili swoje żołądki, więc te osoby które nie były, mogą sobie wyobrazić jak pokaźne są posiłki.

W wyjeździe udział wzieli:

Marcin „Szuflada” Krajewski- instruktor AKG Kraków

    • klubowicze: Michał „Konar” Konarski – turystycznie, Kasia Filipek, Aga Majewska – weselna, Tomasz Haba, Adam Leksowski – kierownik zamieszania, Krzysztof Kubis, Maciek Wajda
    • kursanci: Magda Nakonieczna, Justyna Wołowiec, Joanna Stypuła, Dorota Kopeć, Kasia Polak, Grzegorz Szmidt, Marcin Kraśny, Piotr Młotek, Krystian Bogdanik oraz Asia Szłapa

Tatry obóz letni II turnus – Kurs 2009

Wszystko zaczęło się 3 października, kiedy to wyruszyli z trzech miast wrocławscy grotołazi. Kursanci ze sprzętem wyjechali z Wrocławia, Krzysiu – Doktorek z Opola zabierając mnie Konara z Piekar. Wszyscy spotkaliśmy się w Zatorze, gdzie udaliśmy się na kebab. Dalej pojechaliśmy już w innej konfiguracji – Karol ze Sławkiem ze względu na ciasnoty w Golfie przesiedli się do Kugi Doktorka. Po drodze doszła do nas wiadomość, że Polki niestety przegrały w walce o finał.

Po przyjeździe i rozpakowaniu spotkaliśmy się z poznaniakami. Melon wraz z Wojtkiem prowadzili kurs dla WKTJ. Wieczorem ustaliliśmy, że Wojtek ze swoją grupą pójdzie na Stare dno w Marmurowej a my pójdziemy na Nowe dno.

Na podejściu szło nam bardzo sprawnie a każdy postój przeznaczaliśmy na poznawanie topografii Doliny Miętusiej i północnej części Doliny Kościeliskiej. Pod otworem spotkaliśmy się z grupą Wojtka, która przepuściła nas i mogliśmy zacząć naszą przygodę z Marmurową. Na dół udało nam się zjechać szybko a do góry Studnia Kandydata też nie sprawiła nam problemów. W Sali Deszczu ponownie spotkaliśmy się z grupą Wojtka i na zmianę wychodziliśmy na powierzchnię. Udało nam się jeszcze wyjść za dnia i nawet dojść na bazę za dnia. Na Piecu powtórzyliśmy jeszcze topografię i schodziliśmy do czekającego na bazie Kuby.

Rano następnego dnia pogoda trochę nie wyraźna, ale popołudniu nastąpiła zdecydowana poprawa i co niektórzy mieli szansę obejrzeć piękny zachód słońca. Wyjście do Wielkiej Litworowej rozpoczęliśmy o 7 rano, aby wrócić o wczesnej porze na bazę. Po drodze znów na postojach omawialiśmy sobie topografię, ale tym razem zachodnie zboczę Miętusiej. Zimny wiatr sprawił, że musieliśmy podchodzić ubrani w kurtki, ale na szczęście na szlaku było sucho i nie ślisko co optymistycznie nastawiało na powrót. W jaskini szybko uporaliśmy się ze zjazdem do Sali pod Płytowcem. Sławek, który dzień wcześniej poręczował Studnię Kandydata tym razem poręczował trawers Studni Flacha. Jaskinia zrobiła duże wrażenie na wszystkich.

W drodze powrotnej zrodził się pomysł odpoczynku następnego dnia, dlatego udaliśmy się na krótką akcję do Kasprowych. Rano dojechał do nas jeszcze Dawid (na jeden dzień) i już w 8 osób pojechaliśmy do Kuźnic. Jak było przez poprzednie dwa dni i tego dnia głównym tematem na podejściu była topografia. Zaczęliśmy od Kasprowej Wyżniej a później zjeżdżaliśmy na powierzchni pod Kasprową Pośrednią. Przy robieniu wycofu doszło do strącenia dużej wanty, która wprowadziła duże zamieszanie. Na szczęście nikt nie został trafiony, oprócz plecaka, który piarżyskiem spadł do doliny. Jako, że godzina była już późna a chcieliśmy zjeść pierwszy prawdziwy obiad od początku obozu podjęliśmy decyzję o powrocie. Maciek, którego plecak spadł czekał na nas w dole, gdy tymczasem Krzyśkowi przy przebieraniu się także spadł plecak w to samo miejsce co Maćkowi.

Kiedy zeszliśmy do Kuźnic zaczął padać deszcz. Na obiad pojechaliśmy do Ziemby i wszyscy najedli się do syta frytkami spadolini, schabowym i surówką.

Według prognozy pogoda miała się popsuć od piątku dlatego w środę rano wyruszyliśmy na trawers Czarnej (od południowego do północnego otworu). Cała jaskinia została wywspinana przez kurs. Akcja była szybka i sprawna. Po wyjściu na powierzchnię było bardzo ciepło i przyjemnie, aż miło się wracało na bazę.

Na koniec padła jaskinia Śnieżna do dna Wielkiej Studni. Na podejściu w porównaniu z pierwszym dniem było już widać zmęczenie. Rura i Lodospad bardzo mnie zaskoczyły. Rury już nie ma a jest raczej szczelina a Lodospad też w dużej mierze nie istnieje, co odsłoniło bardzo dużo śmieci (bynajmniej nie po pierwszych odkrywcach). Wracaliśmy już bardzo wolno, bo Krzysiek i Sławek po tak intensywnym kursie doznali otarć na nogach. Żeby nie wracać tą samą drogą co rano zeszliśmy Doliną Małej Łąki do końca i Drogą pod Reglami wróciliśmy do Kir.

Wieczorem jeszcze była część nieoficjalna i w piątek pojechaliśmy do domu.

W obozie udział wzięli: Michał Konarski, Krzysztof Kubis, Karol Kurpanik, Kuba Nietubyć, Sławek Skarba, Krzysztof Tomsza, Maciej Wajda

Kalendarium wyjazdu:

  • 3 października – przyjazd
  • 4 października – Marmurowa (nowe dno)
  • 5 października – Wielka Litworowa (Sala pod Płytowcem)
  • 6 października – Kasprowa Wyżnia (zjazd na powierzchni)
  • 7 października – Czarna (trawers, w całości wspinana przez kurs)
  • 8 października – Śnieżna (Wielka Studnia)
  • 9 października – wyjazd

Zobacz też relację SMS.

Tatry letni obóz kursowy – pamiętnik SMS – Kurs 2009

Poniżej będą zamieszczane wiadomości z tego, co się dzieje na pierwszym obozie letnim w Tatrach prowadzonym przez świeżo upieczonego instruktora (Michała Konarskiego)

9.10.2009, godz: 15:44:24
Obóz zakończony. Wracamy już do domu Michał Konarski
8.10.2009, godz: 22:43:24
Wlasnie doszlismy na baze. Michał Konarski
8.10.2009, godz: 18:57:24
Sniezna zaliczona do Wielkiej Studni. W rurze nie ma prawie w ogole sniegu i zjezdza sie na stojaco nie liczac przelazu gdzie trzeba sie schylic. Na Lodospadzie sniegu tez jak na lekarstwo. Polowa zjazdu jest bez kontaktu ze sniegiem. Przepinki na wysokosci chyba 3-4 metrow. Na ostatnim progu gdzie byl lod teraz nie ma nic. Duzo sie zmienilo od ostatniego razu jak tu bylem. Michał Konarski
8.10.2009, godz: 11:42:24
Idziemy do Snieznej. Jestesmy na Przyslopie Mietusim i grzejemy sie w sloncu. W Tatrach zaczyna sie piekna jesien. Wieje cieply wiatr i jest pieknie. W planie mamy zjechac Wielka Studnie po 4 dniach wyjsc widac juz zmeczenie. Wieczorem planujemy ognisko. Doktorek zdal specjalizacje i dostal karte tak wiec… reszta bedzie milczeniem. Topografie mamy z grubsza juz wszyscy znaja. Zaraz jeszcze Dolina Malej Laki i bedzie koniec 🙂 Michał Konarski
7.10.2009, godz: 20:37:24
Trawers Czarnej zaliczony 🙂 w tym roku kursanci sa dobrzy – drugi oboz i drugi raz Czarna wywspinana w calosci przez kursantow. Ogolnie bunkrow nie ma, ale i tak jest zajebiscie 🙂 Konczyny zjazd na powierzchni, przebieramy sie i schodzimy pod gwiazdami. Jutro chyba pojdziemy do Snieznej, ale jeszcze sprawdzimy pogode. Michał Konarski
7.10.2009, godz: 10:50:24
Jestesmy pod otworem. Rano lekko kropilo, ale na Starych Koscieliskach juz przestalo. Przez moment nawet pojawilo sie slonce. Nastroje w grupie rewelacyjne. Zobaczymy jak po wyjsciu bedzie 🙂 Michał Konarski
6.10.2009, godz: 22:16:24
Jutro wybieramy sie na trawers Czarnej. Wedlug pogody noc bedzie gwiezdzista tak wiec nie zmokniemy. Teraz jest bardzo cieplo na dworze co dosc optymistycznie nastawia do jutrzejszego dnia. Planujemy wyjsc o 7 rano, zeby wrocic na baze jak biali ludzie. Plany na nastepne dni w zaleznosci od sil i pogody: Sniezna, Pod Wanta lub Ptasia. Michał Konarski
6.10.2009, godz: 17:44:24
Jestesmy juz w Zakopcu. Zaczal padac deszcz jak doszlismy do Kuznic. Bylismy tylko w Kasprowej Wyzniej. Przy wycofie pojechaly kamienie, ale na szczescie zostal trafiony tylko plecak, ktory polecial w dol do doliny. Pozniej jeszcze polecial drugi przy przebieraniu. Michał Konarski
6.10.2009, godz: 11:28:14
W ramach odpoczynku idziemy do Kasprowych. W nocy padalo, ale teraz lekko sie przejasnia i moze nie zmokniemy dzisiaj. Mamy nadzieje, ze widoki beda jakies. Lekkie zmeczenie panuje w szeregach, ale po dwoch dniach podejsc nie ma co sie dziwic. Plany na nastepne dni uzalezniamy od prognozy pogody. Michał Konarski
5.10.2009, godz: 22:54:24
O 21 wrocilismy z jaskini. Udalo sie zjechac do Sali pod Plytowcem dosc szybko, ale szybkie bylo zejscie. Tempo zostalo narzucone takie, ze u 2 godziny bylismy na bazie. Pogoda dopisala i nawet niektorzy mieli okazje zobaczyc slonce po wyjsciu. Ogolnie wial zimny wiatr. Na jutro planujemy dzien odpoczynku i wybierzemy sie do Kasprowej. Musimy jeszcze dogadac sie z Poznaniem bo tez chca tam isc. Michał Konarski
5.10.2009, godz: 08:03:24
Wychodzimy do Litworowej. W planie mamy zjechac do Sali pod Plytowcem. Wczoraj dojechal Kuba i przywiozl karte Doktorka tak wiec bedzie na pewno dzien odpoczynku, ale chyba jeszcze nie jutro. Pogoda troche nie wyrazna i mamy nadzieje, ze nie bedzie padac. Michał Konarski
4.10.2009, godz: 17:36:24
Wyszlismy wlasnie z jaskini. 2, 5 godziny na dol, na dole 40 minut w Piaskownicy (takie duze dzieci) i 3 godziny na powierzchnie. Uda nam sie zapewne zejsc jeszcze za dnia. Na wyjsciu znow spotkalismy Poznaniakow. Widoki mamy super po wyjsciu. Michał Konarski
3.10.2009, godz: 22:23:24
Jestesmy juz na bazie. Jutro idziemy do Marmurowej. Kierownikiem wyjscia jest Krzysiek. Na bazie jest takze kurs z Poznania i zaczynamy mala integracje. Zamierzamy isc na jutro na Nowe Dno. Zobaczymy jak nam pojdzie i czy zdazymy napic sie piwa jeszcze przed snem na zakwasy 🙂 Michał Konarski
3.10.2009, godz: 18:55:24
Spotkalismy sie wszyscy w Zatorze. Zjedlismy kebab i jedziemy dalej. Na razie sluchamy zlych wiesci sportowych. Michał Konarski
3.10.2009, godz: 17:05:24
Wyjechaliśmy już z Katowic. Kursanci są tez nie daleko. Jesteśmy omówieni na kebab w Zatorze. Michał Konarski